13 Sty „Był sobie mecz” – Finał Pucharu Mistrzów 1976

Od dobrych kilku lat francuskie kluby nie potrafią na poważnie zaistnieć w europejskich pucharach. Zazwyczaj ich poczynania kończą się na ćwierćfinale lub półfinale, ale nie zawsze tak było.W tej serii będziemy przybliżać najważniejsze mecze z udziałem francuskich drużyn w europejskich pucharach. Na pierwszy ogień pójdzie finał Pucharu Mistrzów Bayern Monachium – Saint-Etienne z 1976 roku. Zapraszamy do lektury.

Połowa lat 70 we francuskiej piłce, podobnie jak dzisiaj, była zdominowana przez jeden klub. Popularni Zieloni trzy razy z rzędu (1974, 75, 76) zdobywali mistrzostwo kraju. Dzięki temu mogli wziąć udział w meczach o najwyższą europejską stawkę. Rok wcześniej, w 1975 roku niewiele brakowało, a francuska drużyna swoje podboje zakończyłaby zaledwie w 1/16 finału. HADJUK SPLIT-ST ETIENNE (4-1)Po pierwszym spotkaniu z Hajdukiem Split podopieczni Roberta Herbina wracali z „czwórką” z tyłu, mając naprawdę małe szanse na awans do ćwierćfinału. Nie takie wyniki się jednak odkręcało, a rewanżowe spotkanie na stadionie Geoffroya-Guicharda jest tego najlepszym przykładem. Niesamowite 5:1(w dwumeczu 6:5) i Saint-Etienne mogło się szykować na ćwierćfinałową potyczkę z… Ruchem Chorzów.

Francuzi pomimo porażki w pierwszym meczu w Chorzowie 3:2, u siebie gładko pokonali Polaków 2:0. Półfinał okazał się szczytem możliwości ówczesnej ekipy, trudno, żeby było inaczej, kiedy trafia się na ostatniego i przyszłego triumfatora rozgrywek Bayern Monachium, w którego składzie grały takie tuzy jak: Beckenbauer, Hoeness, Muller czy Maier. 0:0, 2:0 i trzeba było wracać do domu, bogatszym o doświadczenia i żądnym rewanżu na bezlitosnych Bawarczykach.

W następnym roku pierwsze dwa szczeble do pokonania okazały się bezproblemowe dla Zielonych 1:5 i 1:4 w dwumeczach z duńskim KB i Glasgow Rangers napawały dużym optymizmem przed ćwierćfinałowym spotkaniem z Dynamem Kijów.

Pierwsze spotkanie w Kijowie zakończyło się porażką 2:0. „Towarzysze” na mecz we Francji jechali ze względnie bezpiecznym wynikiem, który należało utrzymać. Własny stadion, właśni kibice, własne reguły. Podobnie jak w poprzednim roku zawodnicy Herbina postanowili wynagrodzić licznie zgromadzonym kibicom ich zaangażowanie. Podjęli się tego zadania niezawodni bracia Revelli i kapitan Jean-Michel Larque. Herve Revelli rozpoczął strzelanie w 65 minucie, po siedmiu minutach w jego ślad poszedł Larque, a w dogrywce dzieła dokończył obecny dyrektor sportowy Saint-Etienne, w przeszłości świetny skrzydłowy, Dominique Rocheteau.psv

Na szczęście Saint-Etienne trafiło na teoretycznie łatwiejszą drabinkę, dzięki czemu uniknęło Realu Madryt i Bayernu Monachium. W półfinale na Francuzów czekało PSV Eindhoven. W historii holenderskiego klubu okres połowy lat 70 uznawany jest za „złoty”, czego zwieńczeniem było zdobycie Pucharu UEFA w 1978 roku. Dwie „złote” ekipy, z jednej strony Larque, bracia Revelli, Lopez i Rocheteau, z drugiej „Mister PSV” Willy van Kuijlen, Huub Stevens, bracia Van de Kerkhof, Jan van Beveren. Na papierze mocniejsi byli Holendrzy, ale jak to jest z papierem, można na nim wprowadzić pewne korekty. Korektorem tego spotkania okazał się ponownie Jean-Michel Larque (cztery bramki w całych rozgrywkach). Dwa wolne w przeciągu kilku minut, obydwa identycznie wykonane z podobnej odległości, za drugim razem piłka znalazła miejsce w lewym rogu Beverena1:0. Jak się później okazało, była to jedyna bramka w tym dwumeczu i Saint-Etienne mogło się szykować na wielki rewanż z Bayernem Monachium w Glasgow.


12-05-1976, Glasgow

Bayern Monachium – AS Saint-Etienne

plakat

                                      Plakat zapowiadający spotkanie 

To historyczne wydarzenie zgromadziło w Szkocji kilkadziesiąt tysięcy sympatyków Zielonych. Lokalne władze były do tego stopnia zaskoczone liczebnością kibiców, że część lotów zostało przekierowanych na lotnisko w Edynburgu. Oficjalne poparcie Saint-Etienne otrzymało od Zielonej ekipy z Glasgow – Celticu.

Tłumy Francuzów defilowało ulicami Glasgow – zatrzymując się w niemal każdym napotkanym barze.
pochod

W tym dniu, 12 maja 1976 roku wszystko w Glasgow było zielone, ulice, trybuny, nawet trawa.trawa

Do spotkania Les Verts przystępowali osłabieni. W poprzedzającym finał meczu ligowym z Nimes, sędzia swoją poprzeczkę fauli zawiesił na tyle wysoko, że dwaj zawodnicy Saint-Etienne, pomocnik Christian Synaeghel i stoper Gerard Farison, nie byli zdolni zagrać. Pomimo kontuzji na mecz dojechał inny dotychczasowy podstawowy gracz Dominique Rocheteau, który wszedł na ostatnie pięć minut.

Co, prócz doświadczenia, różniło obydwie drużyny? Filozofia gry, a dokładniej niemiecka, trzywarstwowa ściana:

  • 1 warstwa – duet RothKapellmann
  • 2 warstwa – „Cesarz” Beckenbauer
  • 3 warstwa – Sepp Maier

Nie trudno wywnioskować, że taką zaporę przechodził jedynie promil. Nie umniejszam oczywiście ogromnych umiejętności trójce Rummenigge-Hoeness-Muller, ale to żelazna obrona była kluczem w licznych zwycięstwach i zdobytych trofeach (w dziewięciu rozegranych meczach stracili zaledwie cztery bramki).

Saint-Etienne grało zgoła odmiennie. Może i blok defensywny tworzyła zgrana grupa, która łącznie rozegrała grubo ponad 1000 spotkań dla Zielonych, ale nie przekładało to się na ich skuteczność. Obrońcy preferowali stosunkowo „wesoły” futbol, a za robienie wyniku odpowiedzialne były przednie formacje. Tutaj tkwiła moc Francuzów, na łącznie 13 strzelonych bramek w Pucharze Mistrzów 12 zdobyła zaledwie czwórka zawodników (H.Revelli 3, Larque 4, P.Revelli 2, Rocheteau 3)

Od pierwszego gwizdka każda z drużyn starała się zdominować spotkanie. Już w 3.minucie Zieloni mogli zaliczyć niezamierzony falstart, ale bramki po indywidualnej akcji Gerda Mullera nie uznał sędzia. Powód? Niemiecka strzelba była na pozycji spalonej, co zasygnalizował asystent.

Podopieczni Herbina jeszcze nie otrząsnęli się po pierwszej akcji Mullera, a ten po niespełna dziesięciu minutach stworzył kolejną świetną sytuację przerzucając piłkę ze środka na lewe skrzydło. Zagranie przejął Kapellmann, wbiegł w pole karne i padł jak długi po kontakcie z Rapellinim, trybuny zastygły, ale sędzia nie zdecydował się przyznać rzutu karnego dla Bayernu.

article_larque

                                            Jean-Michel Jarque i Franz Roth

Czas mijał, a przewaga Bawarczyków topniała, spotkanie zaczęło być coraz bardziej wyrównane. Ożywienie następuje chwilę przed przerwą. Z kontrą wychodzą Francuzi, na środku boiska piłkę przejmuje Dominique Bathenay, biegnie na wprost bramki, mija Beckenbauera i z ok. 25 metrów lewą nogą uderza, strzał zaskakuje nieprzygotowanego Maiera, odbija się od poprzeczki, po czym ląduje na głowie, Herve’a Ravelliniego, ale uderzenie napastnika trafia prosto w ręce bramkarza. Naprawdę niewiele brakowało.

39. minuta, słynna 39. minuta, po której Saint-Etienne powinno prowadzić. Oglądając tę sytuację (tutaj – 45.30) ciężko się nie zgodzić ze znanym powiedzeniem Gary’ego Linekera, że „piłka nożna to taka gra, w której 22 mężczyzn biega za piłką, a na końcu i tak wygrywają Niemcy”. Christian Sarramagna urywa się na lewy skrzydle Hansenowi, dośrodkowuje idealnie na głowę Santiniego, ale po raz kolejny Maiera ratuje poprzeczka. Bez bramek w pierwszej odsłonie finału.

herve_revelli_bayern_1976

                  Herve Revelli w walce z niemiecką ścianą

Po zmianie stron scenariusz pozostaje niezmienny, przeważają Zieloni, ale nic nie mogą wskórać wobec bezwzględności i skuteczności w obronie Bawarczyków.

W 57. minucie w niegroźnej sytuacji pod polem karnym, Piazza nie wytrzymuje nerwów i fauluje odwróconego plecami do bramki Gerda Mullera. Do piłki podchodzi Franz Roth. Niemiecki pomocnik miał w przeszłości szczęście do rozstrzygania wyników najważniejszych spotkań. To on pokonał bramkarza w finale Pucharów Zdobywców Pucharów w 1967 przeciwko Glasgow Rangers. To on otworzył wynik finałowego spotkania Pucharu Mistrzów z Leeds United rok wcześniej. I, niestety, to właśnie Roth pokonał z rzutu wolnego, po głupim faulu obrońcy, Ivana Curkovicia. Saint-Etienne opadło, nie potrafiło podnieść się po ciosie niemieckiego egzekutora finałów.

Dla Bayernu był to trzeci z rzędu Puchar Mistrzów, dzięki czemu zostali trzecią ekipą w historii (wraz z Ajaxem Amsterdam i Realem Madryt), która mogła zatrzymać puchar na stałe.

Mimo wszystko samo dojście do finału było ogromnym sukcesem ekipy Roberta Herbina. Walkę i zaangażowanie docenili kibice, którzy w liczbie niemalże 100 000 witali przybyłych piłkarzy okrzykami Wygraliśmy”.

Pasmo sukcesów francuskiego zespołu zakończyło się już po roku. W kolejnej edycji Pucharu Mistrzów Saint-Etienne grało zdecydowanie mniej efektywnie. Z czwórki zawodników odpowiedzialnych w poprzednim sezonie za strzelanie bramek, żadnemu nie udała się ta sztuka, co poskutkowało odpadnięciem w ćwierćfinale z późniejszym triumfatorem Liverpoolem FC. W lidze również zanotowali spory zjazd, bo sezon 1976/77 zakończyli na odległym 6. miejscu ze stratą 13 punktów do zwycięscy FC Nantes.

Na podobny sukces francuska piłka klubowa czekała do 1993 roku, kiedy to drużyna Olympique Marsylia wygrała pierwszą edycję Ligi Mistrzów. Przez kolejne 20 lat nie było podobnego rozmiary sukcesów. Najbliżej osiągnięcia podobnego wyniku było AS Monaco w 2004 roku, a obecnie stara się o to PSG, jak na razie bez większego rezultatu.