13 Sty Niezniszczalny

Często mówi się, że niektórzy zawodnicy pojawili się kilka lat za wcześnie lub za późno. Piłkarze, których talent zyskałby większy poklask, gdyby tylko urodzili się w innej epoce. Do tej kategorii zalicza się bohater dzisiejszego felietonu – Djibril Cissé. Prekursor. Piłkarz, który swoim talentem i stylem wyprzedził czas o blisko dekadę.

Niczym szczególnym jest dzisiaj medialna wszechobecność piłkarzy, którzy chętnie eksponują swoje poza boiskowe życie. Na początku wieku takie zachowania były jednak czymś zupełnie nowym i niespotykanym. Piłkarz o wielu twarzach – tak podsumować można Djibrila Cissé, który w trakcie swojej zawodniczej kariery był równocześnie stylistą, DJ-em czy modelem. Dziesięć klubów, kilka różnych partnerek życiowych i jeszcze więcej bujnych fryzur – nie tylko na boisku trudno było nadążyć za francuskim napastnikiem. Historia zaczęła się jednak w spokojnej Burgundii i nad tym okresem kariery chciałbym się dzisiaj zatrzymać.

Pierwsze piłkarskie szlify Djibril zbierał w akademii AJ Auxerre, pod okiem Daniela Rolland i Guy Roux. Choć zakończył trenerską karierę na początku XXI wieku, ten drugi zdecydował się wrócić na ławkę w sezonie 2001-2002. Skąd taka nagła zmiana decyzji? Roux widział dorastającą nową generację klubu z Burgundii i wiedział, że z nimi będzie w stanie przeżyć jeszcze kilka udanych trenerskich lat. Philippe Mexès, Olivier Kapo, Djibril Cissé – fenomenalne trio, które błyskawicznie wtargnęło do seniorskiej piłki. Powrót Roux zbiegł się w czasie ze zmianą pokoleniową w składzie AJA, ale szkoleniowiec nie pomylił się w swoich prognozach. Po rocznej przerwie, trener Auxerre dwukrotnie sięgnął później po Puchar Francji i doprowadził klub z Burgundii do fazy grupowej Ligi Mistzrów.

Symbolem złotej generacji Auxerre był oczywiście Djibril Cissé, który na tle innych wyróżniał się talentem i osobowością. Jak się później okazało, okres spędzony w Auxerre był tym najlepszym w karierze reprezentanta Francji. W latach 2001-2004 napastnik zdobył 75 bramek i szybko stał się legendą Burgundzkiego klubu. Bramki przeciwko Rennes, PSG czy Guingamp przeszły do historii AJ Auxerre i ligi francuskiej. Cissé był archetypem piłkarzy, których co tydzień widzimy dzisiaj w telewizji. Był pierwszym atletą-piłkarzem, sprinterem i jednocześnie maszyną do zdobywania bramek. Budową ciała nie odstawał od dzisiejszych standardów, których ideałem jest Cristiano Ronaldo. Miał wszystko – dynamikę, szybkość, drybling, uderzenie. Frapująca była łatwość, z którą poruszał się po boisku, mijał obrońców i zdobywał bramki. W tamtym okresie był piłkarzem idealnym, któremu wszystko wychodziło. Nawet gdyby strzelił z szatni, to piłka z pewnością trafiłaby do bramki rywali. Dobrym tego przykładem, jest chociażby gol przeciwko Rennes – polecam nadrobić zaległości tym, którzy tego wcześniej nie widzieli (0:53).

Nie trudno zauważyć, że z tym zawodnikiem wiążą mnie szczególne wspomnienia. Byłem naocznym świadkiem narodzin talentu Cissé, gdy zacząłem regularnie chodzić na Stade Abbe Deschamps. Z perspektywy czasu myślę, że łatwiej było złapać piłkarskiego bakcyla, gdy miało się szczęście oglądać na żywo takiego piłkarza. Cissé był jak magnez – przyciągał uwagę kibiców oraz dziennikarzy. Nigdy później klub z niewielkiego Auxerre nie miał takiej medialnej siły. Wszyscy czekali na bramki nowej gwiazdy, ale też na kolejną fryzurę napastnika. Djibril zmieniał je praktycznie co kolejkę, a słynna pajęczyna przeszła już chyba do historii.

Ekstrawagancja zawsze była jego drugim imieniem. Djibril zawsze potrafił zadziwiać – jak nie na boisku to poza nim. Nawet dzisiaj trudno znaleźć piłkarza, który w trakcie swojej kariery wydaję płytę z nagranym DJ setem. Poza muzyką, inną jego wielką pasją jest moda. Już po transferze do Liverpoolu Cissé założył swoją pierwszą linię ubrań Klubb 9. Teraz modę sygnowaną nazwiskiem wychowanka AJ Auxerre można szukać pod marką Mr. Lenoir.

15 maja 2004 roku kibice AJA byli świadkami wydarzenia, które na zawsze pozostanie w pamięci. Meczem z Nantes, w którym zdobył dwie bramki, Djibril pożegnał się z publiką Abbe Deschamps. Złożonej wtedy pod wpływem emocji obietnicy nie zdołał jednak dotrzymać. Choć jego kariera potoczyła się zupełnie inaczej niż przypuszczano, napastnik nie wrócił już do Auxerre. Pozostały wspomnienia i żal, że nie osiągnął nawet połowy tego, co było mu pisane.

W ten sposób zakończyłem ten felieton rok temu, gdy napastnik zadeklarował koniec kariery. Dlaczego więc znów zdecydowałem się wskrzesić temat? Djibril powrócił, albo przynajmniej znów próbuje. Poważne kontuzje, jakimi były dwukrotne otwarte złamania kości piszczelowej, tylko wzmocniły wolę walki. To właśnie ona motywuje go do kolejnego wyczynu, jakim będzie powrót do zawodowstwa po wstawieniu protezy biodra. Nikt przed nim tego nie dokonał, ale właśnie dlaczego on miałby tego nie zrobić?

Od października Cissé trenuje tam gdzie wszystko się zaczęło, czyli na burgundzkich boiskach pod okiem Guy Roux. To właśnie on namówił obecnych działaczy AJ Auxerre, aby ci otworzyli mu drzwi do klubowych obiektów. Najpierw treningi indywidualne pod okiem trenera od przygotowania fizycznego, później regularne zajęcia z drugim zespołem AJA, a od niedawna codzienne ćwiczenia z pierwszym zespołem. Powrót Djibrila nigdy nie był tak bliski jak teraz.

W sytuacji, gdy jego pierwszy klub przeżywa ogromne zmiany i zarazem musi zmierzyć się ze sportowym kryzysem, były reprezentant Francji może spełnić marzenie każdego kibica AJA. Czy powrót legendy będzie impulsem dla całego klubu w tych trudnych chwilach? Djibril Cissé po raz kolejny udowadnia, że jest z gatunku tych niezniszczalnych…

Jordan Berndt