13 Sty Szampańskie lata 50

Starsi kibice pamiętający złoty okres Stade Reims opowiadali swoim dzieciom, a później wnukom historie o wspaniałej drużynie, która zdobywała mistrzostwa Francji i dwukrotnie występowała w finale Ligi Mistrzów, ale pech chciał że zawsze na ich drodze stawał jeszcze większy i wspanialszy Real Madryt. Dziś kibicom zespołu grającego w Ligue 2, pozostały utopijne marzenia o odbudowie lekko zapomnianej i zakurzonej legendy z Szampanii.

W ciągu trzynastu lat „czerwono-biali” zdobyli sześć mistrzostw Francji, dwa Puchary Francji i dwukrotnie grali w finale Ligi Mistrzów. Później ten klub już nigdy, nawet w najmniejszym stopniu, nie nawiązał do tych sukcesów, a nawet kilkukrotnie na dłużej lub krócej skazany był na grę w Ligue 2. W Reims do dziś pamięta się o autorach tamtych sukcesów, którzy do dnia dzisiejszego zapraszani są na stadion z okazji różnych różnych jubileuszów tak jak w 2011 roku na 80-lecie założenia klubu.

Wielkie Reims

Polityka ówczesnego prezesa Pierre Perchata opierała się na rekrutacji młodych zawodników pochodzących z północno wschodniej części Francji. Pierwszym zwiastunem nadchodzących “tłustych” lat było Amatorskie Mistrzostwo Francji z 1948 roku. Dokładnie rok później młodzież Henri’ego Roesslera po ekscytującej walce z Lille OSC i piorunującym finiszu (12 zwycięstw na 14 spotkań), zdobyła pierwsze mistrzostwo Francji w historii klubu. Jako mistrzowie zostali zaproszeni do pierwszej edycji Pucharu Latynoskiego, gdzie zajęli czwarte miejsce na cztery zespoły przegrywając 0:5 z FC Barceloną i w meczu o trzecie miejsce ulegli Torino 3:5. W następnym sezonie nie udało się obronić mistrzostwa, ale za to do klubowej gabloty trafiło trofeum za zdobycie Pucharu Francji.

Następnym trenerem drużyny został Albert Batteux, który do tej pory występował w Stade de Reims jako napastnik. Po dwóch latach bez większych sukcesów praca Batteuxa przyniosła pierwsze owoce w postaci niepodlegającego dyskusji mistrzostwa w sezonie 1952/1953. Reims miało najlepszą ofensywę w której brylował rozgrywający Raymond Kopa (jego prawdziwe nazwisko brzmiało Kopaszewski) i holenderski napastnik Bram Appel. W tamtym sezonie Reims straciło również najmniej bramek w lidze. Po zakończeniu rozgrywek ligowych klub wziął udział w Pucharze Latynoskim i wrócił do domu z kolejnym trofeum. W półfinale “czerwono-biali” wygrali z Valencią 2:1, a w finale okazali się lepsi od Milanu wygrywając 3:0, a dwa gole strzelił Kopa.

W tamtym czasie wszyscy byli zafascynowani grą “à la Reims”, która oznaczała ofensywny, szybki i techniczny futbol wychodzący na przeciwko dotychczasowej topornej i fizycznej grze. Można powiedzieć, że tamten zespół był prekursorem zmian w stylu gry francuskich zespołów, wtedy wszyscy chcieli grać jak Reims.

Kolejne rozgrywki wygrało Lille, ale Reims właśnie z tym zespołem wygrało w finale pucharu Charles Drago. Przed startem kolejnego sezonu Reims znów pokonało Lille tym razem w meczu o Challenge of Champions, które było pierwowzorem dla dzisiejszego Superpucharu Francji. W międzyczasie Batteux otrzymał ofertę równoczesnego prowadzenia reprezentacji Francji i bez chwili namysłu zgodził się na ten układ. Jednoczesna praca z klubem i reprezentacją nie przeszkodziła mu w odnoszeniu kolejnych sukcesów. Jednym z nich był finał pierwszej edycji Ligi Mistrzów o którym wspomnimy później, ale warto odnotować, że po tym spotkaniu do Realu Madryt odszedł Raymond Kopa. Na kolejne mistrzostwo trzeba było poczekać do 1957 roku, a w międzyczasie przytrafiła się wpadka w Pucharze Francji w postaci porażki z amatorskim zespołem Union d’El Biar. Sezon 1956/1957 zakończony został na 3. miejscu, a 30 bramek dla Reims strzelił wtedy nowy gwiazdor sprowadzony z OGC Nice – Just Fontaine. W kolejnym sezonie poprawił swój wynik do 34 bramek strzelonych w 34 spotkaniach i w dużym stopniu przyczynił się do zdobycia mistrzostwa oraz zwycięstwa w Pucharze Francji. Fontaine wraz z kilkoma kolegami pojechał na Mistrzostwa Świata w 1958 roku do Szwecji, gdzie Francja zajęła 3. miejsce, a snajper Reims zdobył 13 goli!

Kolejne mistrzostwa Francji padły łupem Stade Reims w latach 1960 (absolutna dominacja) i 1962. W tym ostatnim sezonie Reims uzbierało tyle samo punktów co RC Paris, a na dodatek oba zespoły miały taką samą różnicę bramek i o mistrzostwie zdecydowało podzielenie liczby bramek strzelonych przez liczbę bramek straconych. Po zakończeniu rozgrywek na emeryturę odszedł Just Fontaine i w następnym sezonie Reims wywalczyło wicemistrzostwo będąc tuż za AS Monaco.

W 1960 roku w drugiej rundzie Ligi Mistrzów Reims przegrało z Burnley, a dwa lata później z Feyenoordem w ćwierćfinale. Prezes klubu – Henri Germain po sezonie 1962/1963 zdecydował się zwolnić trenera, rzekomo ze względów finansowych. Odejście Batteuxa oznaczało koniec rozkwitu Stade Reims i powolne osuwanie się w przeciętność. Wkrótce na szczycie Ligue 1 zespół z Szampanii zastąpiła drużyna AS Saint-Etienne, której trenerem był… Albert Batteux.

Real Madryt cholera jasna!

Stade de Reims prezentowało nowoczesny futbol oparty na szybkiej technicznej grze i na francuskich boiskach piłkarze z Szampanii wyrobili sobie wspaniałą opinię, ale teraz przyszedł czas na pokazanie się na arenie międzynarodowej. “Czerwono-biali” byli jednymi z szesnastu zespołów, które doświadczyły zaszczytu gry w pierwszej edycji Ligi Mistrzów. Wśród nich była drużyna z Polski – Gwardia Warszawa. Ogromnym pechem piłkarzy z Reims było to, że na ich wspaniały okres przypadła galaktyczna gra Realu Madryt, który Ligę Mistrzów zdobył pięć razy z rzędu.

W sezonie 1955/1956 Stade Reims w drodze do finału musiało uporać się z trzema zespołami. Na sam początek los zesłał im mistrza Danii AGF Aarhus, zwycięstwo 2:0 i remis 2:2 dał awans do kolejnej rundy, gdzie czekał Vörös Lobogó z Węgier. W pierwszym meczu wygrali Francuzi 4:2, a w drugim po wspaniałym widowisku padł wynik 4:4, Reims prowadziło już 4:2, ale w końcówce waleczni Węgrzy zdołali wyrównać. W półfinale czekał Szkocki Hibernian i w tym dwumeczu podopieczni Batteux nie stracili nawet gola i mogli świętować awans do finału.

Mecz rozgrywany był na Parc des Princes w Paryżu i lepszego miejsca na zwycięstwo zespół z Szampanii otrzymać nie mógł. Cała Francja kibicowała “czerwono-białym”, a na trybunach większość kibiców trzymała kciuki za Raymonda Kopę i jego kolegów. Tamto spotkanie oba zespoły zaczęły w następujących składach:

Reims: Jacquet – Zimny, Jonquet (K), Giraudo – Leblond, Siatka – Hidalgo, Glowacki, Kopa, Bliard, Templin.

Real: Alonso – Lesmes, Atienza, Marquitos – Munoz (K), Zarraga – Joseito, Marsal, Di Stefano, Rial, Gento.

Mecz rozpoczął się od mocnego uderzenia ze strony Reims w 6 minucie trafił Leblond, a cztery minuty później drogę do siatki Realu znalazł Templin. Nikt nie spodziewał się takiego początku i zaskoczeni piłkarze Realu dostali znak, że dzisiaj nie będzie im łatwo o zwycięstwo. Jednak w 14 minucie gola kontaktowego zdobył Di Stefano. Po półgodzinie gry był remis 2:2, a gola dla Realu strzelił Rial. W 62 minucie za sprawą Hidalgo znowu na prowadzeniu było SdR, ale Real nie pozostał dłużny i w 67 minucie wyrównał Marquitos, a zwycięskiego gola w 79 minucie zdobył Rial i “czerwono-białych” nie było stać na odpowiedź, dlatego przegrali pierwszy finał LM, ale pozostawili po sobie dobre wrażenie, a Europa jeszcze przez długi czas była pod wrażeniem gry francuskiego kopciuszka.

Na możliwość rewanżu Reims musiało poczekać stosunkowo niedługo bo już trzy lata później po Paryskim finale znów los skrzyżował drogi Realu i Stade Reims. Wtedy nikt nie myślał o osiągnięciu finału, a kiedy pojawiła się nadzieja każdy kibic i piłkarz chciał uniknąć Realu, ale niestety ich prośby nie zostały wysłuchane. Zwycięzca poprzednich trzech edycji nadal był w fenomenalnej formie i w Europie sprawiał wrażenie zespołu nie do pokonania. Tym razem w drodze do finału “czerwono-biali” musieli pokonać czterech rywali. Na początek w rundzie pre eliminacyjnej trafił się zespół z Irlandii Północnej, który nie był trudną przeszkodą i najdobitniej mówi o tym wynik dwumeczu 10:3 dla Reims. Dalej trafili na fiński zespół HPS i rozbili go w dwumeczu 7:0. Schody zaczęły się w ćwierćfinale, gdzie za rywala wylosowali Standard Liege. W pierwszym meczu Belgowie wygrali 2:0, ale rewanż należał do Reims i zwycięstwo 3:0 dało awans bez dogrywki i zbędnych nerwów. Półfinał to pojedynek z Young Boys i znów porażka w pierwszym meczu 0:1, ale zachowanie zimnej krwi oraz zwycięstwo 3:0 dało awans do upragnionego finału.

Kiedy w klubie dowiedziano się, że w trzecim dodatkowym spotkaniu Real pokonał Atletico Madryt 2:1 i znów w finale trzeba będzie się skonfrontować z “Królewskimi” na początku ciężko było opanować pesymizm, ale “czerwono-biali” szybko wpadli w bojowe nastroje i zamierzali wygrać. Trzeciego czerwca 1959 roku na Neckarstadion w Stutgarcie zasiadło 72 tysiące kibiców, a w zespole rywali zagrał Raymond Kopa, który tak dobrze zagrał trzy lata wcześniej, że od razu zachciano go w Madrycie. Składy na tamten finał wyglądały następująco:

Reims: Colonna – Rodzik, Jonquet (K), Giraudo – Penverne, Leblond – Lamartine, Bilard, Fontaine, Piantoni, Vincent

Real: Dominguez – Marquitos, Santamaria, Zarraga (K) – Santisteban, Ruiz – Kopa, Mateos, Di Stefano, Rial, Gento.

Tym razem to Real od początku ruszył ostro do ataku i już w pierwszej minucie spotkania piłkę w bramce umieścił Mateos, a dwie minuty po przerwie wynik ustalił Di Stefano. Niestety znów Real okazał się lepszy, ale po raz kolejny Reims pokazało się z bardzo dobrej strony dwa razy odrabiając straty i awansując do wielkiego finału.

Dzisiaj kibicom Reims pozostają wspomnienia tamtych wspaniałych czasów, które dawno przeminęły i wydaje się, że jeszcze długo nie powrócą. Każdy ma swój czas w futbolu, ale co by było gdyby Reims trafiło lepiej i jej głównym rywalem do zwycięstwa Ligi Mistrzów nie był Real Madryt? Prawdopodobnie to zespół z Szampanii jako pierwszy reprezentant Francji wygrałby te rozgrywki, bo na to zasłużył i to jedyne trofeum, którego brak w klubowej gablocie mieszkańcy miasta i najbliższych okolic mogą żałować.