16 Sty Upadek ze szczytu Alp

Różowe stroje, nieśmiertelny Barbosa i fatalne transfery… To chyba najkrótsze możliwe streszczenie francuskiego zespołu, o którym zapewne pamięta wielu. Evian Thonon Gaillard mające w głowie górnolotne marzenia, od lata 2016 roku przestało istnieć na piłkarskiej mapie Francji. Ale skąd tak właściwie wzięli się na poziomie Ligue 1? Dlaczego skończyli swe istnienie komunikatem o upadłości?

Klub ten pochodzący z rejonu Alp już w pierwszej chwili rzucił się w oczy tym, że swoje interesy dzielił na trzy różne miasta (Gaillard, Thonon-les-Bains oraz Annecy). Ten dość dziwny model ich funkcjonowania wynikał jednak z historii, która nie była pisana pod jednym szyldem, a była efektem zmian i łączenia sił na niższych poziomach rozgrywkowych.

Wszystko zaczęło się od dwóch totalnie niezależnych od siebie klubów – CS Thonon powstałego w 1909 roku oraz FC Gaillard utworzonego w roku 1924.

Historia Evian TG

Klub z Thonon-les-Bains swoje szczyty osiągał jeszcze w latach 70. i 80. kiedy byli w stanie awansować i utrzymywać się w Division 2 (czyli ówczesnej drugiej lidze). Tak jak często jednak bywa, kłopotem stało się w ich przypadku odejście prezesa oraz prezydenta klubu co poskutkowało dwukrotną relegacją w roku 1986 i upadłością. Odbudowa istniała już pod szyldem Olympique Thonon Chablais, choć nie powiodła się wcale, a po kolejnych spadkach klub swój byt zakończył w 2007 roku w amatorskiej ósmej lidze.

FC Gaillard to klub, który również większość swej historii pisał na poziomie amatorskim. Zmiany nadchodziły dopiero od lat 80., gdy udało im się po raz pierwszy awansować z ligi regionalnej, by w latach 90. już znacznie bardziej szturmować wyższe poziomy rozgrywek. W XXI wiek zespół Gaillard wchodził już jako uczestnik V ligi francuskiej i przebywał tam zaledwie trzy sezony wywalczając kolejny awans po barażach w roku 2002.
Rok później siły połączyły dwa miejskie ośrodki z gminy Annamesse: właśnie Gaillard i Ville-le-Grand. Stronę czysto sportową zapewniali pierwsi na fali sukcesów, a Ville-le-Grand  odpowiadało za całą infrastrukturę, w której skład wchodził obiekt Stade Salvatore Mazzeo mieszczący 2000 widzów. Współpraca szybko przyniosła dobre owoce i już na koniec sezonu 2003/2004 klub Croix de Savoie awansował do National i dobrnął do grona szesnastu najlepszych drużyn Coupe de France. Po awansie na trzeci poziom rozgrywek jasne stało się, że stadion, na którym występowali dotychczas stał się zbyt mały. Pomimo obietnic rozbudowy obiektu i zainstalowania oświetlenia prace stanęły na papierach, a klub by otrzymać szansę gry musiał przenieść się na pobliski stadion Joseph Moynat de Thonon. Ta przeprowadzka doprowadziła jednocześnie do odejścia Ville-le-Grand od projektu, który mieliby kontynuować poza własnym domem.

Dwa lata po przeprowadzce do Thonon i po ponownym spadku do CFA doszło do kolejnej zmiany. Tym razem było to zjednoczenie  Gaillard i gminy Chablais co poskutkowało dorzuceniem do nazwy członu Olympique. I to właśnie rok 2007 istnieje jako data powstania klubu, który jeszcze niedawno oglądaliśmy w Ligue 1. W roku 2009 do mającego kłopoty finansowe klubu przybył nowy właściciel i nie była to w żaden sposób postać anonimowa bądź wyrwana z urlopu na Malediwach. Głównym akcjonariuszem stał się właściciel tak potężnego koncernu jakim jest Danone – Franck Riboud. Cel był bardzo prosty, by jak najszybciej dojść na poziom Ligue 1 i dołączać do grona najlepszych drużyn nad Sekwaną.

Pod szyldem Evian Thonon Gaillard FC buńczuczne plany były realizowane w zawrotnym tempie. Po ekspresowym awansie do Ligue 2 jasnym stało się, że po raz wtóry klub musi poszukać nowego, większego stadionu spełniającego profesjonalne wymogi licencyjne. I choć pierwszym ich celem był stadion w Genewie położonej niespełna 10km od Gaillard to zamiary zawetował Michel Platini. Ostatecznie Evian przeniosło się na ponad piętnastotysięczny Parc des Sports w Annecy.

Na samym poziomie Ligue 2 nie przebywali za długo, bo już jako beniaminek wywalczyli awans do najwyższej klasy rozgrywkowej. To był moment, w którym ciekawość nowej siły zdominowała wśród obserwatorów francuskiego futbolu. Piękny sen trwał dalej, a jak to zazwyczaj bywa na fali optymizmu wyniki wciąż pozostawały naprawdę dobre. Wystarczy powiedzieć, że Les Roses swój premierowy sezon na poziomie Ligue 1 zakończyli na miejscu dziewiątym w tabeli.

Sezon 2012/2013 miał już dla nich słodko-gorzki smak… choć nie była to jeszcze gonitwa za kołem ratunkowym na wzburzonym morzu. Nastroje zdecydowanie zepsuło bowiem osiem ostatnich kolejek w trakcie, których ETG ugrało tylko dziewięć punktów co zniwelowało bezpieczną przewagę nad Valenciennes. Ozdobą końcówki rozgrywek stał się jednak gol Sabera Khalify przeciwko Nicei uznany później bramką sezonu.

Lekiem na rozdrapane rany podczas bitwy o utrzymanie był jednak największy sukces w historii klubu. 31 maja 2013 roku Evian TG wychodziło na Stade de France by zagrać wielki finał (po raz pierwszy i ostatni w swej historii) Coupe de France przeciwko Girondins Bordeaux. Bardzo dobre spotkanie zakończyło się jednak dla podopiecznych Pascala Dupraza porażką i to dość pechową, bo po bramce w 89.minucie meczu.


Skład Evian TG w meczu finałowym Coupe de France przeciwko Girondins Bordeaux.

Taki mecz i takie emocje powinny tylko pozytywnie wpłynąć na dyspozycję zespołu, ale bardzo szybko okazało się, że Evian ma przed sobą coraz bardziej stromy podjazd. W sezonie 13/14 zwiększała się grupa fanów życzących tej drużynie spadku, przypadła im rola podobna do tej, którą w Anglii odgrywa Sunderland, którego przeciętny styl i utrzymanie wywalczone ostatnim tchem doprowadzają momentami do nerwów. Ostatecznie Les Roses od spadku dzieliło zaledwie 90 minut meczu przeciwko Sochaux… ale mieli w swym gronie wybawiciela całej tej kampanii – Daniela Wassa.

Nauka na błędach? Nie w tym przypadku, rok później do Alp hurtowo ściągano piłkarzy o nijakiej wartości. Któż bowiem pamięta o takich graczach jak Jesper Juelsgaard, Milos Ninković, Nicolas Blandi czy David Ramirez? Zespół grający w Annecy te dziwne zakupy przeprowadzał głównie ze względu na fatalną dyspozycję ofensywną. Doszło do tego, że lekiem na nieskuteczność miał stać się Nicki Bille Nielsen (zapłacono za niego aż 2 mln euro!), ten sam, który obecnie bryluje w Poznaniu… swym stylem i tatuażami.

To był rok, w którym karuzela złych decyzji i błędów była nie do powstrzymania i tak Evian z hukiem wylądowało w Ligue 2. Jak w większości przypadków bywa spadek do drugiej ligi oznaczał rosnące kłopoty finansowe, a na dodatek tonący statek opuścił dość prędko Pascal Dupraz. Działacze od startu postawili na szkoleniowca doświadczonego, który prowadził już nie jedną drużynę, ale bardzo szybko okazało się, że Safet Susić nie podołał… w 25 meczach średnia punktów jaką ugrał to zaledwie 1,32.

Po nieudanej przygodzie Bośniaka opadł również optymizm działaczy do szukania wielkiego nazwiska… choć powiedzmy sobie szczerze, że jednak największy wpływ na to miały kwestie finansowe. W Evian zaczęło dziać się coraz gorzej, a na ławce usiadł niedoświadczony Romain Revelli, który wcześniej pracował tylko jako asystent w Saint-Etienne. Tak jak można było oczekiwać 39-latek nie polepszył, a wręcz pogorszył średnią punktów zdobywanych przez Les Roses.

Dwa spadki w ciągu dwóch lat to finansowa zapaść dla piłkarskiego przedsiębiorstwa i przekonało się o tym też Evian. Tuż po relegacji na trzeci poziom rozgrywek zaczęła się typowa w takich przypadkach wielka papierologia. Zaczynało brakować pieniędzy na domknięcie budżetu, a u francuskich organizacji kontrolujących te aspekty nie istnieje pojęcie „podarowania drugiej szansy”. Coraz częściej w mediach przebijały się informacje o karnej degradacji zespołu do ligi czwartej (CFA), a gdy i tam nie było możliwości na normalne funkcjonowanie nie do uniknięcia była relegacja na piąty poziom rozgrywek. I choć był moment, w którym ze strony Evian pojawiały się wręcz zapewnienia o uporządkowaniu działalności klubu i doprowadzeniu ich do gry w CFA 2 na tym gadaniu to wszystko się skończyło.

Tuż przed startem IV i V ligi ETG zrzekło się możliwości występów w tych rozgrywkach. Federacja na ich miejsce nie powołała innych zespołów z niższych lig, dlatego też ligi te funkcjonują z mniejszą liczbą drużyn. Oficjalnie Sąd w Thonon upadłość Evian Thonon Gaillard zatwierdził na początku grudnia 2016 roku i tak dobiegła końca kolejna historia francuskiego klubu piłkarskiego…

Wydaje się jednak, że otoczenie Evian i twórcy tego klubu sami podkopywali sobie dołek. Zbyt szybko chciano w rejonie Alp osiągnąć zbyt wiele, co bardzo często kończy się katastrofą. Nawet jeśli udało się awansować do Ligue 1 to być może był to czas, by nieco zwolnić i ustabilizować kadrę i grę, a mając na trenerskiej ławce Pascala Dupraza było to możliwe. Nie bez powodu uznawano też ten klub jako jeden z najbardziej bezpłciowych we Francji.

Pozostaje więc tylko dziękować Evian, że pozwoliło poznać nam dwie niezwykle ciekawe osobowości piłkarskie: Daniela Wassa, który raduje teraz sympatyków w Galicji oraz Pascala Dupraza (notabene ikonę obecną w tworzeniu tej historii od lat 80. jako dyrektor sportowy i szkoleniowiec) radzącego sobie bardzo dobrze w Tuluzie i czekającego powoli na coraz lepsze oferty, bo zwyczajnie na nie zasługuje.

Bo w pamięci z pewnością pozostaną już na stałe ich oryginalne stroje…