19 Sty „Był sobie mecz” – Finał Ligi Mistrzów 1993

W poniedziałek Mateusz Dubiczeńko przedstawił historię upadku Evian (link), które mimo osiągnięcia szczytu (występy w Ligue 1) po zaledwie dziesięciu latach egzystencji ogłosiło upadłość. Ta historia mogła się podobnie zakończyć. Olympique Marsylia osiągnęło sam szczyt, wygrywając pierwszą edycję Ligi Mistrzów, ale za sprawą swojego prezesa, jednoosobowej instytucji Bernarda Tapiego okupiło ten niebywały sukces jednym z największych skandali korupcyjnych w historii, po którym musiało od nowa budować swoją potęgę, a której już nigdy nie osiągnęło.

Sukces Olympique Marsylia w 1993 roku to nie kwestia jednostkowego wypadku czy zrządzenia losu. Od kwietnia 1986 roku, kiedy to Bernard Tapie, biznesmen, aktor (wcielił się w rolę Randle’a McMurph’ego w teatralnej wersji „Lotu nad kukułczym gniazdem), polityk (minister miast w rządzie Pierre’a Bérégovoya), rozpoczął realizację swojego misternego planu stworzenia potęgi na południu Francji i nie było takiej mocy, aby tego planu nie osiągnął. Wejście miał zawrotne, bo w sezonie 1986/87 beniaminek z Marsylii zajął drugie miejsce w lidze, tuż za Girondins de Bordeaux. Następne lata również przynosiły ogromną liczbę sukcesów na czele z: czterema tytułami mistrzowskimi (1989, 1990, 1991, 1992), Pucharem Francji za rok 1991 i przegranym finałem Ligi Mistrzów z Crveną Zvezdą Belgrad w 1991 roku. Perturbacje, do jakich dochodziło w trakcie tych grubych lat, są materiałem na niejeden artykuł, dlatego ich opis sobie darujemy. Warto tylko dodać, że jak w zwyczaju mają wszyscy prezesi zarządzający klubem w sposób całkowicie autorytarny, również Bernard Tapie lubił zmieniać trenerów w zależności od swojego widzimisię. Od 1986 do 1993 roku doszło do dziewięciu zmian na ławce trenerskiej, a wśród nich były takie postacie jak: Franz Beckenbauer, Jean Fernandez czy Tomislav Ivić.

                                                  Playboy jak się zowie

W końcu w 1990 roku doszło do względnej stabilizacji, kiedy to na stanowisku trenera zasiadł Raymond Goethals, ściągnięty z Bordeaux, z którym zdobył wicemistrzostwo kraju (choć i on na niecałe pół roku, od lipca do listopada 1992 roku, został zastąpiony na stanowisku trenera przez Jeana Fernandeza). Postać bardzo kontrowersyjna, dwukrotnie oskarżana o przestępstwa o charakterze korupcyjnym – kto wie, może już wtedy Tapie wiedział, że przyda mu się człowiek o dużych umiejętnościach w tej materii. Wiele można mu było zarzucić w kwestii moralnej, ale trenerem był ponadprzeciętnym. Z reprezentacją Belgii wszedł, pierwszy raz od szesnastu lat, na mundial w 1970 roku, z Anderlechtem Bruksela zdobył Superpuchar Europy w 1976 roku i Puchar Zdobywców Pucharów rok później. O sukcesach w lidze belgijskiej nie ma co mówić, było ich dużo, zarówno z Anderlechtem, jak i Standardem Liege.

              Papieros – nieodzowny atrybut trenera Goethalsa

***

W każdym ze swoich fachów Tapie pokazywał, że jest niezwykle ambitną bestią. Do wielkiego majątku doszedł, przejmując podupadające przedsiębiorstwa. Następnie wyprowadzał je na prostą, poprzez m.in liczne zwolnienia i sprzedawał z zyskiem. Był tak naprawdę pionierem w zarządzaniu klubem właśnie jak przedsiębiorstwem, co przynosiło znaczne korzyści marketingowe, a co za tym idzie i finansowe. Kwintesencją jego przebiegłości i zorientowania w biznesie było rozpropagowanie meczów pomiędzy PSG a OM do miana derbów Francji. Gwiazda mediów, jaką był niewątpliwie Tapie wraz z Canal +, wspierającym stołeczny klub, postanowili, że nadadzą temu starciu rangę porównywalną do hiszpańskiego Grand Derbi. Wszystko składało się w kupę i powoli przeradzało w konflikt nie tylko sportowy, ale i społeczny – walka stolicy z prowincją, pięknego miasta ze slumsem, bogatych paryżan z arabskimi imigrantami z południa. Cała „ustawka” Tapiego z Canal + do tego stopnia zażarła, że do dziś to spotkanie traktowane jest jako jeden z najważniejszych meczów we Francji, a mało kto wie, że jest to zasługa właśnie naszego Playboya.

***

Kolejne mistrzostwa krajowe już nie cieszyły Tapiego, on pragnął zawojować Europę, pierwsza próba, czyli finał Pucharu Mistrzów z Crveną Zvezdą była nieudana. Rok później sytuacja się powtórzyła i Marsylia odpadła już w II rundzie ze Spartą Praga. Prezes nie został obojętny względem tej porażki i postanowił po raz kolejny mocno zaszaleć na rynku transferowym. Z klubem pożegnali się doświadczeni Jean-Pierre Papin (AC Milan) i  Chris Waddle (Sheffield Wednesday), postawiono za to na młodszych i mniej doświadczonych, głodnych sukcesów, wyjątek stanowi pozyskanego z Romy 32-letni wówczas Rudiego Völlera. Do klubu dołączyli Fabien Barthez, Marcel Dessailly i Alen Boksić, trójka zawodników poniżej 23 roku, stanowiąca od samego początku trzon nowo budowanej potęgi.

Od sezonu 1992/1993 miejsce Pucharu Mistrzów zastąpiła dobrze nam znana Liga Mistrzów, choć jej zasady były zgoła odmienna niż aktualne. Zespoły uczestniczyły w dwóch rundach, w których rozgrywały dwumecze. Zwycięscy par z II rundy trafiali do dwóch czterozespołowych grup, gdzie rozgrywali po dwa mecze z każdą drużyną. Zespoły, które uplasowało się na pierwszych miejscach w swoich grupach, mierzyły się finale.

W pierwszym dwumeczu los zestawił Marsylczyków z niezwykle wymagającym rywalem, był nim zespół z Irlandii Północnej Glentoran Belfast. Piłkarze z południa Francji niesłychanie męczyli się z faworyzowanym przeciwnikiem. Do tego stopnia, że pierwsza bramka autorstwa Völlera padła dopiero w 4. minucie. A tak na poważnie, bramka Niemca była jedną z pięciu, jakie OM strzeliło na wyjeździe. W rewanżu na Stade Velodrome żadne cuda się nie zdarzyły, 3:0 i podopieczni Fernandeza mogli szykować się na spotkanie II rundy z Dinamem Bukareszt.

Choć świetności Dinama przypada na lata 80, kiedy to doszli do półfinału Pucharu Mistrzów (przegrany z późniejszym triumfatorem Liverpoolem), cały czas była to ekipa regularnie grająca w Europie, o ugruntowanej marce. Świadczy o tym choćby pierwsze spotkanie z Olympique Marsylia. W Bukareszcie Francuzi przeważali, szansę na otwarcie wyniku miał Jocelyn Angolma, ale jego strzał wybronił bramkarz gospodarzy. Po chwili z dobrej strony pokazał się goalkeeper OM Fabien Barthez i w konsekwencji mecz zakończył się bezbramkowym remisem. W drugim spotkaniu zachwycił sprowadzony latem Alen Boksić, który strzelił obydwie bramki i wprowadził Marsylczyków do fazy grupowej.

Olympique trafił do grupy z Glasgow Rangers, FC Brugge i CSKA Moskwa. Najpoważniejszym rywalem była drużyna The Gers, w której niekwestionowanym liderem była angielska gwiazda, były piłkarz Milanu i AS Monaco Mark Hateley (ojciec Toma, byłego zawodnika Śląska Wrocław). Już w pierwszym spotkaniu obie ekipy stanęły naprzeciwko siebie. Mecz zakończył się wynikiem 2:2, bramki strzelili Alen Boksić i Rudi Völler dla OM i McSwegan i Hateley dla ekipy The Gers.

Następnie podopieczni przywróconego na stanowisko Goethalsa rozprawili się łatwo z FC Brugge 3:0 (Sauzee, 2x Boksić) i zremisowali 1:1 z CSKA Moskwa. Najciekawszym i jak się okazało decydującym spotkaniem, był rewanż na Stade Velodrome z CSKA. Mimo że w trzech pierwszych spotkaniach CSKA zdobyło zaledwie punkt i tak była to drużyna bardzo mocna. Niech świadczy o tym fakt, że w II rundzie Rosjanie powiedzieli do swidania nie byle komu, bo obrońcy tytułu FC Barcelonie. A we Francji co? Oklep, blamaż, katastrofa, 6:0. Ten wynik był do tego stopnia absurdalny, że wielu zarzucało Tapiemu ustawienie meczu. Sam trener CSKA mówił, że majstrowano przy napojach zawodników. Według Marka Hateleya przed rewanżowym spotkaniem z OM dostał propozycję, aby opuścił ten mecz, a w zamian pewna osoba, oczywiście przez przypadek, zostawi bardzo grubiutką kopertę. Jak się okazało, próby korupcji były niepotrzebne, bo Hateley dostał czerwoną kartkę w meczu z Bruggią (może sędziego przekupiono?). Osłabieni The Gers ponownie zremisowali z Marsylczykami, także o ostatecznym wyglądzie tabeli miała zadecydować ostatnia kolejka. OM wygrało z FC Brugge 1:0, Glasgow zremisowało z CSKA 0:0. Olympique Marsylia miało finał!

***

Wiele lat minęło, a Mark Hateley cały czas nie może pogodzić się z takim rozwiązaniem, znając późniejsze praktyki Tapiego – cytaty z  The Independent:

„Grając na co dzień w takiej lidze (szkockiej), nie mieliśmy prawa być tak blisko finału Ligi Mistrzów… a byliśmy”

Schodząc do szatni w trakcie meczu z Brugią, Mark Hateley wściekły wpadł do szatni, zaczął kopać wszystko w około i krzyczał: „Wiedziałem, że coś tam ustawili”

„My (Rangersi)  wiedzieliśmy w 100 % , że zostaliśmy oszukani”

***

26 maja 1993, Monachium

Olympique Marsylia – AC Milan

                                             Program meczowy

Naprzeciw Francuzom miał stanąć AC Milan, potężny Milan, Milan, który w swojej grupie zlał wszystkich jak popadnie. Sześć meczów, dwanaście punktów (wówczas za zwycięstwo przydzielano dwa punkty), jedenaście strzelonych bramek i tylko jedna stracona. Na ławce trenerskiej  Fabio Capello, w składzie wielka holenderska trójca: Rijkaard, Van Basten, Gullit (choć ten ostatni nie wystąpił w finale). W obronie Baresi, Costacurta i Maldini. Oczywiście, skład Marsylii też robił wrażenie, ale z całym szacunkiem, nie ta para kaloszy.

Prócz oczywistej  walki o tytuł najlepszej drużyny Europy, jest to pojedynek również o miano pierwszego Playboya Europy. Tapie vs Berlusconi, bardzo osobliwe zestawienie.

 

Już samo ustawienie zastosowane przez trenerów świadczy o tym, kto miał jaki plan na to spotkanie. Capello chciał od samego początku narzucić na przeciwnika swoją grę, zdominować środek pola. Goethals natomiast swojej szansy szukał w rozbijaniu ataków Milanu i szukania bramki poprzez śmiertelne kontrataki.

Samo spotkanie, jeśli spojrzymy na poziom prezentowany na boisku, z pewnością nie było jednym z tych, o którym opowiada się wnukom po latach. Większość akcji była rozgrywana na popularny chaos, piła w górę i do przodu, a nuż się uda. Kilka razy dochodziło do sytuacji, gdzie piłka przechodziła od jednego bramkarza do drugiego, bez dotknięcia zawodników z pola. Mimo tych niedokładności więcej klarownych sytuacji  stworzyli sobie zawodnicy z Mediolanu. Jak choćby ta z początku meczu, kiedy to po wrzutce z prawego skrzydła do piłki doszedł Daniele Massaro, jednak jego strzał głową minął lewy słupek bramki Bartheza, kilkanaście centymetrów bliżej i francuski bramkarz nie miałby nic do powiedzenia. Zatrzymajmy się na chwilę przy Barthezie, bo to właśnie jego genialne interwencje dały tytuł Olympique’owi. 22-latek już w 15. minucie musiał się popisać niesamowitym refleksem. Po świetnym przerzucie  na skrzydło Tassotiego zagranie przejął Lentini, wbiegł w pole karne i piętką wycofał piłkę do Van Bastena, Holender z 10 metra, z półobrotu uderzył na bramkę, ale Barthez przytomnie wybił futbolówkę nogami (od 16:45). Po kilkudziesięciu sekundach znów francuski bramkarz był w opałach, ale Massarowi kolejny raz nie udało się wyprowadzić Milan na prowadzenie.

                                                                          Tak, Barthez miał kiedyś włosy

Wydawało się, że mecz nie otworzy się przed przerwą i decydujące momenty przypadną na drugą odsłonę. Jednak w 41. minucie na indywidualny atak prawym skrzydłem zdecydował się Abedi Pele (ojciec Andre Ayew i Jordana Ayew), ściął do linii, ale obrońca Milanu wślizgiem wybił piłkę na rożny, choć patrząc na powtórki, wydaję się, że nabił Ghanińczyka tuż przed wyjściem futbolówki przez linię bramkową. Ciekawe, jakie by było rozstrzygnięcie meczu, gdyby nie ten błąd asystenta sędziego Kurta Röthlisbergera. Etatowym wykonawcą stałych fragmentów gry był właśnie Pele, szybko wstał , ruszył do narożnika i zagrał piłkę, jakby od niechcenia, do partnerów przepychających się w polu karnym. Jedynym z walczących był Basile Boli, środkowy obrońca mimo zaledwie 180 cm wzrostu wygrał walkę w powietrzu i pokonał wrytego na linii Sebastiano Rossiego, 1:0. (od 41:15)

Po przerwie Fabio Capello postawił wszystko na jedną kartę i wprowadził dobrego znajomego swoich przeciwników Jean-Pierre’a Papina. Zdobywca nagrody Ballon d’Or w roku 1991 przed sezonem opuścił zespół OM na rzecz włoskiej potęgi za ogromną jak na ówczesne czasy kwotę 12 mln euro. Miał szansę, aby przesądzić o losach spotkania, rozkochać w sobie kibiców Milanu i ,mimo wielkich zasług, sprawić, że nazwisko Papin w kręgach kibiców Marsylii  będzie wypowiadane z nutą goryczy. Szansy nie wykorzystał, jego koledzy też nie byli w stanie sprostać zdesperowanej obronie OM.

Puchar trafił do Francuzów, fety nie było końca, co pokazuje poniższy filmik z cieszącymi się piłkarzami i płaczącym Tapim. Połączenie tych scen z genialnym utworem Oasis wywołuje ciary na plecach. Tym bardziej, jeśli zdamy sobie sprawę, jak prędko łzy szczęścia zmieniły się w płacz tysięcy kibiców zmuszonych do słuchania o swoim ukochanym klubie nie w kontekście tak niedawnych sukcesów, a afery korupcyjnej, jakiej francuski futbol jeszcze nie widział.

Co się takiego zdarzyło, że proceder Tapiego wyszedł na jaw? Próżno szukać winnych w obozie wroga, bo Bernarda Tapiego wydali jego najbliżsi współpracownicy, prawa ręka prezesa Jean Pierre Bernes i piłkarz OM Jean-Jacques Eydelie. Wraz z zawodnikami Valenciennes donieśli do odpowiednich służb o tym, że doszło do sprzedania meczu. Mecz z  Les Athéniens  poprzedzał finałowe spotkanie z AC Milan i Tapie, który zawsze chciał mieć wszystko pod kontrolą, obawiał się, że zawodnicy zbytnio się zmęczą i są narażeni na doznanie kontuzji. Sędziom i przeciwnikom zaoferował 250 tyś. franków, Valenciennes i tak są już jest zdegradowane, więc co im szkodzi prawda? Podchody pod przeciwników miał robić Eydelie, dwóch z graczy Valenciennes grało z nim przed laty w Nantes, także miał szansę przekonać swoich kolegów do odpuszczenia spotkania. Co ciekawe Bernes w trakcie zeznania dawał jasno do zrozumienia, że mecz ligowy to nie jedyne spotkanie, które zostało ustawione. „Przyjaciel” Tapiego trafił wraz z nim do więzienia, ale z racji współpracy szybko został zwolniony. Barnes dostał dożywotni zakaz działalności futbolowej, ale nie tyczy się to zawodu menadżera piłkarskiego, także Jean Pierre mógł w spokoju zacząć nowy rozdział w życiu. Swoje szerokie usługi świadczył niegdyś m.in Samirowi Nasri i Franckowi Ribery. Mimo tragicznej sytuacji Tapiego i niezaprzeczalnych faktów dotyczących jego korupcyjnej działalności francuski biznesmen w przeciwieństwie do swoich najbliższych współpracowników na nikogo nie chciał donosić. A miał na kogo, ponoć swoje trzy grosze dorzucili trener Goethals, kapitan OM Didier Deschamps i stoperzy Basile Boli i Marcel Desailly.

Działalność Bernarda Tapie pogrzebała szanse Olympique Marsylia na dalszą dominację w Ligue 1. Klub został zdegradowany do Ligue 2 i odebrano mu tytuł mistrzowski za rok 1993. Z racji braku dowodów na ustawianie meczów w europejskich pucharów Marsylia nie utraciła tytułu zwycięscy Ligi Mistrzów i do dzisiaj jest jedynym francuskim zespołem, któremu udała się ta sztuka.