28 Sty Derby Bretanii nie do końca bretońskie

Bretania stoi futbolem? Patrząc na rozkład klubów Ligue 1 w poszczególnych krainach Francji, można się z tym nie zgodzić, ponieważ trzech przedstawicieli w najwyższej lidze ma również  region Prowansja-Alpy-Lazurowe Wybrzeże (AS Monaco, OGC Nicea, Olympique Marsylia). Jeśli jednak weźmiemy pod uwagę historyczną powierzchnię Bretanii, to do trzech bretońskich ekip dochodzi czwarta FC Nantes (miasto przyłączone do Kraju Loary w 1956 roku). I to właśnie pojedynek Nantes- Rennes jest uznawany za prawdziwe (nie do końca) derby Bretanii.

***

Nazwa regionu pochodzi od celtyckiego ludu Brytów, wypartego z terenów Kornwalii przez Anglosasów w V-VI wieku n.e.  Jako teren żyzny i blisko położony względem Wielkiej Brytanii, był często przedmiotem konfliktu między Anglią a Francją. Do końca XVII w. region charakteryzował się pewnymi odrębnościami (własne stany prowincjonalne), które zostały zniesione po rewolucji francuskiej (1789-99).

Dzisiejsza Bretania jest regionem typowo rolniczym, z dużym udziałem handlu morskiego. To stąd bierze się połowa francuskiej produkcji drobiu i niemalże 1/3 ostryg i małż.

***

Nie tylko potyczki między Rennes a Nantes elektryzują kibiców z regionu. Bretania ma jeszcze dwóch przedstawicieli w Ligue 1, FC Liorent i EA Guingamp. Są to jednak kluby, których pierwsze awanse do najwyższej ligi notuje się, odpowiednio, na lata 1998 i 1995, także renoma i tło historyczne przeważa nad tą pierwszą dwójką.

Miano utytułowanej drużyny szczególnie można przypisać do FC Nantes. Osiem tytułów mistrzów Francji, trzy Puchary Francji i trzy Superpuchary plasują ekipę Kanarków na trzecim miejscu najbardziej utytułowanych drużyn we Francji.

Pierwsze derby Bretanii odbyły się 15 grudnia 1963 roku. Sam mecz, wygrany przez Nantes 2:1, nie niósł za sobą jakichś wielkich zmian, natomiast dla ludzi, podzielonych kulturowymi niesnaskami, oznaczał wiele. Rennes i Nantes są największymi miastami w regionie i od wieków istniała między nimi  chęć dominacji  i zaskarbienia sobie tytułu „prawdziwej stolicy Bretanii”. Swoje dwa grosze w zaognieniu konfliktów dokładają kibice obu ekip. Zwolennicy drużyn w ogromnym stopniu utożsamiają się ze swoją kulturą, którą manifestują w trakcie spotkań. Na Roazhon Park (stadion Rennes) miejscem szczególnie znanym z tego typu pokazów jest Trybuna Mordellas, gdzie zasiadają najzagorzalsi kibice Czerwono-Czarnych Roazhon Celtic Kop. Mają oni w zwyczaju wywieszać transparenty i flagi podkreślające ich celtyckość.

W poniższym filmiku widać natomiast jak wygląda supportowanie drużynie przez kibiców Nantes. Charakterystycznym dla tej grupy sposobem okazywania swojej odrębności jest wywieszanie flag Bretanii pomalowanych w żółto-zielone barwy klubowe „Kanarków”.

Po mistrzowskich rozgrywkach 2000/01 w FC Nantes zaczęło robić się nieciekawie, do tego stopnia, że w sezonie 2006/07 zajęli ostatnie miejsce w tabeli i po 44 latach nieprzerwanej gry w  Ligue 1 spadli. Spowodowało to zmianę właściciela klubu.  Nowym okazał się  Polaka, Waldemar Kita, który swój majątek zbił na branży optycznej ( próbował już w przeszłości zakupić klub, ale ówczesne władze nie były tym zainteresowane).

Słaba forma „Kanarków”, pogarszająca się z każdym kolejnym rokiem nowego milenium, spowodowała zmianę statusu FC Lorient w derbach. Od tego momentu to właśnie „Morszczuki” stały się największym konkurentem Rennes. Podobnie rzecz się miała z EA Guingamp. Wzrost atrakcyjności ich pojedynków z drużyną Kamila Grosickiego swoje apogeum osiągnęło w 2009 roku w finale Pucharu Francji wygranym przez Guingamp 2:1. Był to pierwszy finał od ponad 50 lat, w którym naprzeciwko siebie stanęły dwie drużyny z tego samego regionu.

Statystyki dotyczące derbów Bretanii nie pozostawiają żadnych złudzeń co do tego, że najlepszą drużyną na przestrzeni kilkudziesięciu lat jest FC Nantes.
Dane aktualne na maj 2009

                                                                                                                    dane na maj 2009

 

Wydawało się, że obecny sezon odbierze nam nieco nam emocji związanych z potyczkami Rennes-Nantes. Ekipa Kanarków musiała mierzyć się z problemami zarówno sportowymi, jak i tymi obecnymi w strukturach klubu. Kibice nie ukrywali swojej ogromnej niechęci do Waldemara Kity, otwarcie go obrażali, a nawet byli w stanie zbrojnie wystąpić przeciwko właścicielowi, jak to miało miejsce w listopadowym meczu z Toulouse. Sportowo decyzja o zatrudnieniu przed sezonem Rene Girarda była kompletną klapą. W momencie zwolnienia zdobywcy tytułu mistrzowskiego z Montpellier w 2012 roku Nantes zajmowało przedostatnie miejsce i wiele wskazywało na to, że ich plany walki o europejskie puchary zostały zweryfikowane i zostanie im nieudolna próba pozostania w Ligue 1. Do ich tragicznej gry w ofensywie byliśmy przyzwyczajeni od lat, ale tak słaba postawa w defensywie, którą dotychczas się charakteryzowali, była dużym zaskoczeniem. Pozytywny impuls pojawił się wraz z przyjściem nowego trenera Sérgia Conceição. Od 18 stycznia Nantes zwyciężyło w czterech kolejnych meczach, pierwszym, któremu udało się znaleźć metodę na drużynę Portugalczyka było PSG, ale to nie umniejsza drastycznej zmiany, jaka zaszła od czasu zakontraktowania nowego trenera.

Rennes było w zupełnie innej sytuacji. Od początku sezonu pod wodzą Christiana Gourcuffa Czerwono-Czarni utrzymywali się w pierwszej dziesiątce z realnymi szansami na walkę o europejskie puchary. Duży wkład w taką dyspozycję ma Kamil Grosicki, który wzorowo spełnia się w roli dżokera (cztery gole i trzy asysty). Jednak, jak to popularne powiedzenie mówi „w naturze musi być zachowana równowaga”, także bardzo dobra dyspozycja w ostatnim okresie Nantes, automatycznie przyniosła falę gorszych występów Stade Rennais. Podopieczni Gourcuffa nie potrafią zwyciężyć już od pięciu spotkań, co powoli oddala ich plany gry w Europie. W październiku w pierwszym derbowym spotkaniu do 50. minuty Nantes wygrywało 1:0, ale wystarczył jeden ruch trenera Rennes, żeby ten stan rzeczy się zmienił. Na boisko wszedł Kamil Grosicki i w ciągu siedemnastu minut doprowadził do zwycięstwa Rennes. Warto dodać, że w poprzednim sezonie w spotkaniu z Nantes nasz reprezentant również wpisał się na listę strzelców. Liczymy, że w sobotnim starciu Kamil potwierdzi, że derbowy przeciwnik mu leży i pokażę jak ważnym zawodnikiem jest dla swojej drużyny

Jeszcze miesiąc temu niemal każdy zapytany o szanse Nantes w najbliższych derbach, odpowiedziałby, że są znikome. Jednak poprawa gry od czasu przyjścia nowego trenera i dołek,  w jaki popadło Rennes powoduje, że sobotnie spotkanie może przynieść nam naprawdę wiele emocji.