28 Lut Gdzie oni są? Montpellier 2011/2012

Jeden gol, jeden drybling (nawet niekoniecznie udany), pozaboiskowe zachowanie lub przypadkowy transfer w Football Managerze sprawiają, że piłkarskiemu fanowi nazwisko jakiegoś zawodnika wpada do głowy na dłużej. Tak samo dzieje się również w przypadku całych drużyn, których wielki sukces lub nawet sromotna i momentami prześmiewcza katastrofa rzuca się w oczy na tyle mocno, by później, choć na chwilę o nich pomyśleć. I kiedy tylko do pamięci wróci ten piłkarz lub dany zespół sięga się po statystyki i ze zwyczajnej ciekawości sprawdza się ich dalsze losy w futbolu…

Stąd też pomysł, by tekstami na naszej stronie przedstawić losy tych, którzy rzucili się w oczy francuskiej piłce. Nie mamy tu jednak na myśli zamierzchłych czasów i przedstawiania karier piłkarzy, którzy od 10 czy 15 lat są na emeryturze. Warto skupić się na czasach niedawnych, kiedy też przecież nie działo się mało.

A zaczynamy od wielkiej historii sezonu 2011/2012 w Ligue 1 kiedy po tytuł Mistrza Francji sięgnęło Montpellier HSC i nastąpiło tym samym bardzo mocno na odcisk katarskiemu już PSG. Ale właśnie, co dzieje się dalej z kreatorami tak wielkiego sukcesu na La Mosson, po którym na pewno w pamięci pozostanie już przefarbowana fryzura prezesa Nicollina?


GEOFFREY JOURDREN

Nieodzowna postać w bramce sensacyjnego wówczas Mistrza Francji. Niezwykle pewny w swych interwencjach i dobrze dyrygujący obrońcami golkiper. Niestety z roku na rok, tak jak cała ekipa tracił na swej jakości, choć La Mosson nawet na chwilę nie opuścił. Obecny i poprzedni sezon pokazują jednak, że pomimo (dopiero) 31 lat na karku Jourdren zaczyna tracić dużo na jakości swych interwencji. Wpływ na to mogło mieć również coraz większe nawarstwianie się urazów tego bramkarza, ale szczerze trzeba powiedzieć sobie, że przez przypadek słowa krytyki w jego kierunku się nie pojawiły i ewentualne przesiadywanie na ławce rezerwowych trzeba uznać za coś zwyczajnego. Na razie Jourdren nie poddaje się jednak bez walki i pozostaje wierny barwom tego zespołu… ciekawe tylko czy już na stałe.

 

GARRY BOCALY

Urodzony na Martynice piłkarz na La Mosson trafił z Marsylii, z której na początku był wypożyczany, a później wykupiony na stałe. Jeszcze w barwach l’OM debiutował w najważniejszych rozgrywkach piłkarskich we Francji, ale również był częścią szerokiej wówczas kadry Marsylii, kiedy ta zdobywała tytuł w roku 2010. Kampania 2011/2012 tak szczęśliwa dla Montpellier była zresztą pierwszą tak poważną dla Bocaly’ego, w której przekroczył liczbę 30 ligowych potyczek. Zdecydowany numer jeden, jeżeli chodzi o pozycję prawego defensora… niestety w jego przypadku był to najlepszy i ostatni pełny sezon. Problemem Gary’ego szybko stały się urazy stąd coraz mniejsza liczba rozgrywanych spotkań. Na niewiele zdało się również przejście do Arles-Avignon w roku 2014, gdzie w Ligue 2 zagrał tylko 10 meczy. Ostatecznie urazy dla niego stały się tak trapiące, że latem 2016 roku poinformował o zakończeniu piłkarskiej kariery już w wieku 28 lat.

VITORINO HILTON

Weteran, kapitan, mur nie do przebicia… to tylko kilka słów, które mogą opisać to jak ważną postacią dla Montpellier jest niemal 40-letni już Hilton. Od przyjścia z Marsylii latem 2011 roku nie oddaje nawet na moment swego miejsca w składzie. Wiek nie gra u niego żadnej roli, o czym przecież wciąż można przekonać się oglądając Ligue 1. Gdyby nie Brazylijczyk kto wie, czy dziś MHSC nie borykało by się ze swoimi kłopotami w drugiej lidze… i słowa te nie są żadną przesadą. Życie po Hiltonie będzie naprawdę ciężkie, a jedyną nadzieją wydaje się być w końcu skuteczna praca scoutów MHSC, bo dotychczas wzmocnienia obronne pozostawiają wiele do życzenia.

MAPOU YANGA-MBIWA

Przez wielu z łatwością uznany za piłkarza, który upadł najniżej spośród mistrzowskiego Montpellier.  Po fenomenalnej dyspozycji w duecie z Hiltonem, w nogach i głowie Yanga-Mbiwy nie pozostało już niemal nic, a obecnie cierpią na tym fani Olympique’u Lyon. Zanim jednak Mapou założył koszulkę OL próbował swych sił poza Francją i niemal każda taka próba była gigantyczną katastrofą. Zimą 2013 roku uciekł, bez wahania, do Premier League, by reprezentować barwy francuskiego Newcastle. Szybko dla Srok stał się raczej obiektem drwin i już pół roku później wypożyczono go do Romy. W Serie A pół roku zagrał na tyle przyzwoicie, że nawet wykupiono go za ponad 7 mln euro… choć i tego żałowano. Kiedy tylko w sierpniu 2015 roku pojawiła się oferta z Lyonu, w Italii ochoczo otwierano szampany, a część sympatyków Ligue 1 zastanawiała się tak naprawdę, po co Lyon ściąga go do siebie… w sumie ta grupa ciągle się nad tym zastanawia. Mapou obecnie należy do grona piłkarzy, którzy dają najwięcej powodów do śmiechu fanom Ligue 1.

HENRI BEDIMO

Wchodząc do Montpellier, tuż przed historycznym sukcesem klubu, był alternatywą dla mającego coraz więcej wiosen w dowodzie Jeunechampa. Bedimo znakomicie się w tej roli spisał, co dobitnie pokazują jego liczby. Nie był to jednak jego indywidualny życiowy sezon, taki bowiem rozegrał już w barwach Lyonu, który kupił go za zaledwie 2 mln euro. Premierowa kampania w barwach l’OL ze strony Bedimo to aż 10 asyst na koncie i 1 gol w samej tylko Ligue 1. Rok później Kameruńczyk zdołał jeszcze utrzymywać na porządnym poziomie swoją grą, a później wtargnęły bez proszenia urazy. Skutkiem tych ciągłych kontuzji Bedimo jest fakt, że w Marsylii rozegrał dotychczas tylko 10 spotkań L1, a na Velodrome mieli kłopoty z obsadą lewej strony, dopóki nie dołączył tam Evra.

MARCO ESTRADA

Z całej tej układanki grających najwięcej i znaczących naprawdę dużo dla Montpellier w tym mistrzowskim sezonie, to właśnie Estrada wygląda niepozornie. Chilijczyk był idealnym graczem do kontroli środka pola w MHSC, gdzie obok miał najczęściej młodszego kolegę z drużyny, którego jednocześnie musiał kontrolować i uczyć gry.  Jeszcze przed dołączeniem do zespołu z La Mosson zdołał nawet zagrać kilka spotkań w barwach reprezentacji Chile, ale po sukcesie zniknął na dobre. W sezonie 12/13 pozostał we Francji i na tyle, na ile mógł utrzymywał stabilny poziom. Później wybrał jednak kierunek zarobkowy, wyjeżdżając do Zjednoczonych Emiratów Arabskich, tam według niepotwierdzonych danych musiał pograć naprawdę niewiele i w lutym 2014 roku rozwiązał swój kontrakt. Rok pozostawał bez klubu, by ostatecznie wylądować w chilijskim San Luis de Quillota. Tamtą koszulkę zakładał tylko przez dwa sezony, występując w 27 meczach, a od lipca 2016 pozostaje bez zatrudnienia.

BENJAMIN STAMBOULI

Montpellier stało się dla niego pierwszymi schodami do poważnej kariery. W mistrzowskim sezonie sam wchodził do drużyny, walcząc o skład między innymi z Jorisem Marveaux. Jego grą krok po kroku się zachwycano, a prezentowane przez kolejne dwa lata postępy spowodowały, że zainteresowanie Francuzem przychodziło od najpoważniejszych firm. Można rzec, że zgodnie z tradycją wybrał kierunek angielski i przeszedł w 2014 roku do Tottenhamu. W stroju Kogutów zagrał tylko 25 spotkań i raczej nie spotkał się z pozytywnymi opiniami… Tym bardziej dziwił więc kolejny jego transfer do Paris Saint-Germain. Pozbawiony logiki ruch oznaczał dla Stambouliego rolę pomocnika numer cztery, z którą wcześniej mierzył się Yohan Cabaye (bez pozytywnych skutków). Choć Benjamin zagrał 40 meczów dla ekipy z Paryża, gwiazdą się nie stał (raczej to nie dziwi) i tego lata uciekł do Bundesligi. W Schalke do roli pierwszoplanowej postaci musiał nieco poczekać, w Bundeslidze pewniakiem w pierwszym składzie stał się dopiero od lutego kiedy nie opuścił ani minuty na boisku. Wcześniej jego rozgrywkami była Liga Europy, w której nie zagrał tylko rewanżowego meczu 1/16 finału przeciwko PAOK’owi Saloniki.

JOHN UTAKA

Nigeryjczyk do Montpellier dołączył w styczniu 2011 roku za 500 tysięcy euro z Portsmouth (dla porównania 4 lata wcześniej angielski klub płacił za niego 10 mln euro!). Bez większego wyczekiwania wywalczył pierwszy skład, a w mistrzowskim sezonie rozegrał dla MHSC aż 40 spotkań. Jego doświadczenie z wcześniejszego pobytu w Ligue 1, reprezentował wtedy barwy Lens i Rennais, było niezwykle potrzebne. Sam Nigeryjczyk jako skrzydłowy nie stronił od bramek i asyst, o czym świadczy 12 punktów w klasyfikacji kanadyjskiej. Rok później liczby były jeszcze lepsze, a 7 goli i 7 asyst w barwach Montpellier pozwoliły mu przenieść się do Turcji. Tam, grając z Kamilem Grosickim w Sivassporze, w ciągu dwóch lat 14-krotnie pakował piłkę do siatki i zanotował 7 asyst. Uciekł jednak stamtąd w odpowiednim czasie, bo już w sezonie 15/16 klub bez Nigeryjczyka spadł z najwyższej klasy rozgrywkowej w Turcji. Niestety dla Utaki odejście nie wiązało się z natychmiastowym znalezieniem nowego pracodawcy, na którego czekał aż rok. Obecnie Utaka gra w lidze egipskiej, gdzie zresztą zaczynał swą piłkarską karierę po wyjeździe z Nigerii i zmierza ku zakończeniu kariery.

YOUNES BELHANDA

Kolejna gwiazda mistrzowskiego Montpellier, zawodnik, którym ciężko było się wówczas nie zachwycić. Jego udział w takim sukcesie klubu jest bezdyskusyjny, a swoją wartość i piłkarskie umiejętności potwierdzał już rok po zdobyciu tytułu. Po odejściu Giroud stał się zresztą postacią numer jeden, niestety w lipcu 2013 roku postanowił szukać nowych wyzwań. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie wybór klubu i ligi, Belhanda bowiem wyjechał na Ukrainę, by reprezentować barwy Dynama Kijów. Swoim wyborem zaszokował większość obserwatorów i wielbicieli jego talentu. Dość łatwo jednak zdołał odnaleźć się w nowych warunkach i w Dynamie zanotował dwa bardzo dobre sezony, choć nie tak rewelacyjne, jak te w Montpellier. Trzeci sezon na Ukrainie był już jego ostatnim, zimą 2016 roku przeniósł się do Schalke, ale tam zagrał w siedemnastu meczach, zanotował 2 gole i 1 asystę. Latem wrócił w ramach wypożyczenia do Ligue 1, wzmacniając walczącą o wysokie cele Niceę i z marszu stał się podstawową częścią układanki Luciena Faivre’a.

SOULEYMANE CAMARA

Kolejny wierny klubowym barwom Montpellier zawodnik, który na La Mosson dołączył jeszcze w 2007 roku. Kluczowa postać każdego z ostatnich pięciu sezonów Ligue 1. Pomimo dobijających kolejnych wiosen Senegalczyk nie miał problemu z utrzymywaniem przyzwoitej formy. Był wciąż nieodzowną postacią Montpellier pomimo kolejnych roszad w ataku, partnerował i pomagał osiągać dobre wyniki strzeleckie zarówno Barriosowi, Mounier, Niangowi, jak i Nindze. Jego duża i często wykorzystywana zaleta to możliwość gry na obu skrzydłach i jako środkowy napastnik. W obecnym sezonie zatracił nieco swojej skuteczności, ale duży wpływ ma na to również fakt, że Camara częściej wchodzi z ławki rezerwowych.

OLIVIER GIROUD

Jeszcze w 2010 roku sięgał po koronę króla strzelców Ligue 2 w barwach Tours. I to właśnie było sygnałem dla Montpellier, by ściągnąć go do siebie. Pierwsza kampania na poziomie Ligue 1 to może nie była wielka rewelacja, ale 12 goli w 37 meczach mogły napawać optymizmem… jednak chyba też najwięksi optymiści nie przewidzieliby, że już rok później Giroud strzeli 21 goli i zostanie najskuteczniejszym graczem w L1. Taka gra i bycie postacią numer jeden w historycznym sukcesie MHSC nie mogły się skończyć inaczej jak zainteresowaniem ekip silniejszych. Ostatecznie Giroud trafił do Arsenalu, by stać się tam dziewiątką podstawową i nie do ruszenia. Abstrahując od całych śmieszków i żartów dotyczących skuteczności Francuza, same jego liczby w Londynie muszą robić wrażenie. W ciągu tych niemal pięciu lat zdołał w koszulce Kanonierów zdobyć niemal 100 bramek, licząc wszystkie rozgrywki i były to gole bardzo ważne. Dopiero w obecnym sezonie Arsene Wenger odstawił nieco Giroud na boczny tor, dając mu szanse niemal wyłącznie w roli rezerwowego. Takimi decyzjami snajper na pewno jest  poddenerwowany, ale na boisku stara się tego nie ukazywać. Każde jego wejście na murawę to walka o powrót do składu, a co ważniejsze dla Arsenalu kolejne bramki, które nie raz i nie dwa ratowały bardzo ważne mecze.

TRENER: RENE GIRARD

Kreator tak wielkiego sukcesu klubu z La Mosson z początku mógł cieszyć się z wiatru w żagle, jaki otrzymał. Po rozstaniu się z MHSC w 2013 roku dołączył do Lille, by tam przejąć schedę po Rudim Garcii i znów wprowadzić zespół do Europejskich Pucharów. W sezonie 2013/2014 klub nie dość, że zarobił duże pieniądze na sprzedaży swych gwiazd, to zdołał uplasować się na 3.miejscu Ligue 1. Niestety rok później Girardowi nie wiodło się już tak dobrze i pozostawił Mastify na 8.lokacie, jednocześnie latem kończąc swą przygodę w tym klubie. Tym razem na pracę czekał już rok, a jego osobą zainteresowało się Nantes… niestety przygoda u Kanarków tego szkoleniowca bardzo szybko była uznawana za fatalną. Zaczęło się od zbierania ogromnej krytyki za nudny, defensywny styl gry, który nie dość, że nie bawił fanów, to jeszcze nie przynosił prawie wcale punktów. Prowadząc Nantes w szesnastu meczach, Girard zdołał ugrać tylko cztery zwycięstwa, przy aż ośmiu porażkach. Ostatecznie podziękowano mu na początku grudnia 2016 roku i od tamtej pory pozostaje bez zatrudnienia, choć przy wszelkich zwolnieniach zawsze pojawia się wśród potencjalnych kandydatów na zastępcę.