16 Mar Gdzie oni są? Lille 2010/2011

Drugi odcinek cyklu „Gdzie oni są?” przed Wami, tym razem cofniemy się o jeszcze jeden sezon wstecz… do kampanii 2010/2011. Nie będę ukrywał, że obserwacja ówczesnego Lille była dla mnie ogromną przyjemnością i obecna ich dyspozycja powoduje nieznaczny ból w okolicach serca.

Sezon 2010/2011 był dla Lille czymś niezwykle wspaniałym, wreszcie pod rządami Michela Seydoux udało się bowiem sięgnąć po najważniejsze w kraju trofeum (Mistrzostwo Francji), ale nie tylko, bo do gabloty trafił również Puchar Francji. Była to trzecia w historii klubu mistrzowska patera, ale pierwsza Les Dogues od 1954 roku… szmat czasu, dlatego sukces musiał smakować niezwykle wybornie.


MICKAEL LANDREAU

Legenda całej ligowej piłki we Francji. Golkiper, o którego klasie nieszczególnie trzeba przekonywać, będący również częścią reprezentacji Francji. Dziś to zawodnik mający na swym koncie najwięcej występów w Ligue 1 w całej historii tych rozgrywek, liczba 618.spotkań musi robić ogromne wrażenie, nawet jeżeli dla niektórych gra bramkarzy do 40stki to nic nadzwyczajnego. Do samego LOSC dołączył w 2009 roku za 1,6 mln euro z PSG i stał się od razu numerem jeden, nie bez powodu. Niezwykle pewny punkt i dowódca linii obrony. W sezonie 2012/2013 jego postać stała się głośną we francuskich mediach ze względu na konflikt z Rudim Garcią. Pierwszą rundę sezonu kończył odstawiony zupełnie do składu, a następnie za porozumieniem stron rozwiązał kontrakt z klubem. Na brak zainteresowania jednak nie narzekał, ale wybrał ofertę Bastii. Na gorącej wyspie wytrzymał półtora roku, prezentując stabilny poziom, ale przy przeciętnej defensywie swego zespołu łatwej roboty nie miał. Karierę zakończył w lipcu 2014 roku, a obecnie często bywa we francuskich telewizjach jako ekspert w studiu lub współkomentator spotkań.

MATHIEU DEBUCHY

Lille ma ostatnio niezwykłe szczęście, jeżeli chodzi o prawych obrońców i Debuchy jest tego oczywistym przykładem. Niezwykle zadziorny i przydatny w akcjach ofensywnych, w samym mistrzowskim sezonie Lille nie oddawał miejsca na boisku i zanotował 5 asyst, co jest jego rekordem (no dobra, wielkiego wow nie ma). Niemniej o jego grze można wypowiadać się w superlatywach, nawet jeżeli start w Premier League w barwach Newcastle był „jako taki”. Ze ściąganych do ekipy Srok Francuzów udało mu się jednak zapracować na kolejny krok w przód, którym był transfer Arsenalu… i tu wszystko sypie się jak domek z kart. Od przyjścia do Londynu jedyne miejsce, które notorycznie odwiedzał to gabinet lekarski. Na niewiele zdało się również zeszłoroczne wypożyczenie do Bordeaux, gdzie udawało mu się grać przyzwoicie, ale chwilę później pauzował z kolejną kontuzją. Sezon 2016/2017, a właściwie jedyny jego występ w pierwszym zespole Kanonierów jest dramatycznym podsumowaniem jego londyńskiej przygody… 16.minut przeciwko Bournemouth zakończone kontuzją.

AURELIEN CHEDJOU

Stoper nie do przejścia, opoka defensywy Lille, niezwykle skuteczny w pojedynkach powietrznych. Gracz marzenie dla klubu marzącego o jakimś sukcesie i Mastify od Kameruńczyka wyciągnęły wszystkie jego zalety. Walka o górne piłki to zresztą jego znak rozpoznawczy, dzięki któremu nie raz wpisywał się na listę strzelców. No właśnie, w futbolu niezwykle ważna jest powtarzalność i regularność, a tą u stopera Galatasaray ewidentnie widać… od sezonu 2010/2011 do 2014/15 co roku strzelał 4 bramki. W 2013 roku przeniósł się do Galatasaray i co nie dziwi, był i jest tam postacią niezwykle ważną i grającą regularnie pomimo upływających wiosen. W sumie szkoda trochę, że nigdy nie dołączył do silniejszej ligi…

ADIL RAMI

Rami to postać nietuzinkowa, która na przestrzeni kariery zdołała zebrać więcej bur i pretensji niż jakościowych pochwał. Obok Chedjou był w obronie Lille niezwykle pewną postacią, zresztą to właśnie dzięki grze w LOSC udało mu się zadebiutować w reprezentacji Francji. Po mistrzowskim sukcesie przeniósł się do Hiszpanii, gdzie miał naprawdę dobre wejście do Valencii, między innymi bijąc swój życiowy rekord w liczbie strzelonych goli (6 bramek w sezonie 2011/2012). Podobnie bywało jeszcze rok później, choć słaba forma zespołu przeniosła się również na Francuza. Kres jego przygodzie w koszulce Nietoperzy zadał jednak rok 2013, kiedy otwarcie skrytykował grę swoich kolegów oraz ówczesnego szkoleniowca Miroslava Djukicia. Decyzja klubu była jednoznaczna i zamrożono obrońcy pensję oraz odstawiono od zespołu… karę z tygodnia na tydzień odwlekano, a serbski szkoleniowiec nie miał zamiaru nawet na moment spojrzeć w stronę Ramiego w kontekście ustalania składu. Oficjalnie po spotkaniu z prezydentem Valencii Rami rozpoczął w styczniu rozmowy z klubami i przeniósł się do Milanu. Przy budowanym dość przeciętnie wówczas Milanie odnalazł swe miejsce w składzie, choć wybitnego poziomu z pewnością nie reprezentował. Mimo wszystko nie zawahał mu się zaufać zarówno Monchi, jak i Unai Emery i od zeszłego sezonu występuje już w Sevilli… gdzie niekoniecznie na niego narzekają, a co najważniejsze udało się go uspokoić.

FRANCK BERIA

Regularność, powtarzalność, stabilność i to, co najważniejsze, czyli doświadczenie. Tak w skrócie można opisać przygodę Francka Berii w Lille, która trwa zresztą do dziś. Pomimo mijających lat boczny obrońca, mogący przecież grać na obu flankach oraz w środku defensywy, jest bardzo ważnym ogniwem Mastifów. Wyjątkiem dla niego był sezon 2015/2016, gdzie najpierw nie znalazł uznania w oczach Herve Renarda, łapał urazy, a następnie przegrywał zwyczajnie walkę o miejsce w składzie z Djibrilem Sidibe (to chyba nie dziwi nikogo). Łatał dziury po sprzedawanych gwiazdach, ale jednocześnie „kształcił” takich graczy jak Souare i Digne… dziś ciężko byłoby w Lille bez niego, skoro innymi opcjami są: niedoświadczony Kone oraz mocno przeciętny, szczególnie w destrukcji, Palmieri.

RIO MAVUBA

Urodzony na Oceanie Atlantyckim piłkarz to kolejna postać będąca żywą ikoną klubu i ważnym ogniwem w jej budowaniu. Do LOSC dołączył jeszcze w 2008 roku, najpierw w ramach wypożyczenia, a następnie wykupiono go za 7 milionów euro… i od tamtej pory w tym klubie zostaje. Co sezon gra przynajmniej 25 spotkań i to tylko potwierdza, jak kluczową jest częścią tej drużyny. Dopiero od końcówki listopada 2016 roku swoje miejsce w składzie stracił, bo nie do końca zdaje mu się ufać Patrick Collot. Teraz przy rewolucji kadrowej i szukaniu młodszych piłkarzy, znaczenie Mavuby może nieznacznie zmaleć, ale w jego rolę coraz lepiej wpasowuje się Ibrahim Amadou.

FLORENT BALMONT

Buldożer środka pola, tak najczęściej się o nim mówi i nie bez powodu. Mierzący zaledwie 168 cm środkowy pomocnik to typowy walczak, który nie odstępuje rywalom na krok. I w taką rolę wpasował się doskonale w Lille i za to niezwykle go tam szanują. Balmont to jednak nie tylko zawodnik, który łapie za nogę jak wściekły pies i nie pozwala rywalowi na odrobinę wolności… to również skuteczny asystent. Może nie są to liczby powodujące, że będziemy zmuszeni do oklasków na stojąco, ale przez całą swą karierę w Ligue 1 zanotował już 40 kluczowych podań. 37 lat na karku spowodowało, że latem miejsca w Lille już nie znalazł i przeniósł się do beniaminka Dijon, gdzie występuje dość regularnie.

YOHAN CABAYE

Jedna z gwiazd mistrzowskiego Lille i nie ma w tym wcale przesady. Zresztą na tak historycznym sukcesie Mastifów zapracował sobie na transfer do Premier League… a przecież chyba każdy gracz Ligue 1 o tym marzy. W Newcastle również był kluczową postacią i nie potrzebował specjalnie dużo czasu na aklimatyzację. Pomógł Srokom skutecznie walczyć o życie, nawet jeżeli plany mieli zgoła odmienne. Znak rozpoznawczy to oczywiście dośrodkowania i strzały ze stałych fragmentów gry, ale również strzały z dystansu. Gdzieś jednak Cabaye myślami zagubił się w 2014 roku i dołączył do PSG, by założyć przeklętą koszulkę z numerem 4. Choć rozegrał dla Paryżan niemal 60 spotkań, to raczej nie został odebrany jako wzmocnienie i gracz na miarę rywalizacji o skład z Matuidim czy Verrattim. Od lata 2015 roku znów gra w Premier League, ale tym razem w Crystal Palace, gdzie ściągany był ze statusem „gwiazda”… i trzeba powiedzieć, że generalnie nie zawodzi.

EDEN HAZARD

Mistrzowski sezon Lille to tak naprawdę kampania eksplozji tej wielkiej gwiazdy belgijskiej piłki, choć dla wytrawnych fanów francuskiej Ligue 1 znany był już dobrze rok wcześniej. 19-letni wówczas Hazard oczarował swą grą cały piłkarski świat i oczywistym stało się, że zainteresowanie przyjdzie od najlepszych klubów. Ze zmianą otoczenia poczekał jeszcze rok, co chyba wyszło mu na dobre, bo ciągle się ogrywał i nabił jeszcze bardziej oszałamiające statystyki. Latem 2012 roku jego odejście z LOSC było już jednak nieuniknione, ale zarobione przez klub 35 mln euro są i chyba jeszcze długo będą najwyższą kwotą wyciągniętą przez nich za piłkarza. Eden po przejściu do Chelsea wcale nie potrzebował czasu i z marszu notował gole i asysty, pomagając równocześnie w zdobywaniu trofeów. W sezonie 2014/2015 tak wspaniałym dla The Blues, został uznany za najlepszego piłkarza sezonu w Premier League… i kompletnie sobie z tą rolą nie poradził. Rok później wraz z nieporadnością całego zespołu, kłopotami z Mourinho przyszedł najsłabszy dotychczas jego sezon w poważnej piłce zakończony ledwie 6 golami i 9 asystami.

GERVINHO

Rajdy Iworyjczyka boczną strefą boiska były niesamowite, a jego liczbowe statystyki w mistrzowskim sezonie Lille w 100% odwzorowują jego znaczenie w budowaniu tego sukcesu. Po tak dobrym sezonie rękę po niego wyciągnął Arsene Wenger, ale w Arsenalu wcale tak kolorowo nie było, szczególnie w drugim sezonie, gdy pojawiły się urazy. Cała przygoda w Premier League nie była porywająca i w 2013 roku Gervinho udał się do Italii. W Romie miał możliwość pracy z Garcią, który prowadził mistrzowskie Lille i to miał być klucz do sukcesu. Owszem pierwszy sezon reprezentanta Wybrzeża Kości Słoniowej mogło robić wrażenie, ale później było już gorzej i krnąbrnego Iworyjczyka chciano się pozbyć. W 2016 roku udał się do Chin, w kierunku zarobkowym i zaliczył przeciętny sezon. W obecnym sezonie poprzez limit obcokrajowców nie został zgłoszony do składu Hebei China Fortune po zerwaniu w październiku więzadeł krzyżowych.

MOUSSA SOW

Niezwykle skuteczny napastnik, „dziewiątka”, której może pragnąć każdy trener w swej drużynie. Przy znakomitych i szybkich skrzydłach oraz dobrze rozpracowanych stałych fragmentach gry spisał się idealnie. Po sukcesie za 10 mln euro przeniósł się do Fenerbahce i od tamtej pory w Lille nie ma już tak dobrego napastnika… a śmiesznie brzmi teza, że jego zastępcą miał zostać Nolan Roux. O klasie Senegalczyka niech świadczy fakt, że w lidze tureckiej był równie skuteczny, jak we Francji. Zmiany kadrowe Fenerbahce nijak nie sprawiały mu kłopotów, by trafiać do bramek rywali. W sierpniu 2015 roku za grubą kasę wykupiło go Al-Ahli, ale tam pograł tylko pół roku, bowiem szybko wrócił do Turcji, gdzie obecnie jest najlepszym strzelcem zespołu pomimo rywalizacji z van Persiem i Fernandao.

TRENER: RUDI GARCIA

Rudi Garcia przychodził do Lille na ławkę trenerską jako były zawodnik tego klubu, z ponad 60.spotkań na koncie. Od 2008 roku krok po kroku budował wielki projekt, który przyniósł tak wielki i wyczekiwany efekt. Po sukcesie w klubie tym trwał jeszcze do 2013 roku, a wówczas przeniósł się do Serie A. W Italii dostał wyzwanie budowy AS Romy, co oznacza przede wszystkim zdetronizowanie Juventusu. Choć były momenty, w których Rzymianie zaciekle walczyli o najwyższe cele, ostatecznie pod wodzą Rudiego Garcii nie sięgnęli po żadne trofeum. Z Francuzem pożegnano się w styczniu 2016 roku i do października musiał czekać na kolejne zatrudnienie. Wziął na karki ogromne wyzwanie pobudzenie Marsylii z totalnego marazmu i przeciętności. Patrząc na obecną kadrę Marsylii, idzie mu przyzwoicie, bo cudów z taką defensywą ciężko oczekiwać… ale projekt z McCourtem za kierownicą ma lepsze perspektywy.