19 Mar Gardiens d’avenir: przyszłość jest w ich rękach

Świat obserwuje Ligue 1 uważniej i traktuje ją najbardziej poważnie od lat. Wszyscy przyglądają się głównym sprawcom ostatniego zamieszania w Champions League – Mbappé i Lemarowi, wielu obserwatorów ekscytuje się też pewnie Cyprienem, Pleą czy Rabiotem. Zawierucha wywołana głównie przez magików ofensywy ukrywa jednak równie utalentowanych młodzieńców wykonujących na drugim końcu boiska trudniejszą, niedopasowaną do kompilacji efektownych zagrań pracę.

Grupa młodych gniewnych działając w lepszych i gorszych zespołach Ligue 1 robi wszystko, by obalić dyskryminujący stereotyp, jakoby żadna szanująca się drużyna nie mogła funkcjonować niepodtrzymywana przez parę doświadczonych rąk. O przyszłość pozycji numer jeden w swojej reprezentacji Francuzi mogą być równie spokojni jak o ofensywę.

Alban Lafont (Toulouse FC, 18 lat)

Przeglądu bramkarskich talentów nie da się zacząć inaczej. Lafont jest elementem większego fenomenu – kręgosłupa Tefece o średniej wieku 20,3 roku (Lafont – 18, Issa Diop – 20, Chris Jullien – 23), który zachował w tym sezonie m.in. dwa czyste konta przeciwko PSG – ale to bramkarz jest w tym tercecie prawdziwym „złotym dzieckiem”. Do zespołu Tuluzy wszedł w poprzednich rozgrywkach: stanął w bramce w 15. kolejce, zachował pierwsze „zero z tyłu” drużyny w sezonie i już nie ustąpił Mauro Goicoechei ani Aliemu Ahamadzie. Sensacyjne utrzymanie TFC zawdzięczała w dużej mierze jemu.

Oglądając go przy pracy zupełnie zapomina się o jego wieku, a każde przypomnienie metryki szokuje na nowo. Gra na tyle pewnie, że nie ma powodu by na koniec tej opinii dodawać protekcjonalne „jak na swój wiek”. Czasem zanadto agresywnie wybiega z bramki, lecz skłonność do eskapad na 40 metr jest zasługą nie młodzieńczej nonszalancji, a… poleceń Pascala Dupraza. Tak przynajmniej asekurował w lutym Lafonta sam trener: To ja każę Albanowi bronić wysoko [poza polem karnym]. Jeśli wpuści przez to 60-metrowego loba, to będzie mój błąd. I całe szczęście – za pięknego gola Memphisa Depaya można w spokoju obwinić Dupraza, a laurka na cześć 18-letniego golkipera zostaje nienaruszona.

Alphonse Areola (Paris Saint-Germain, 24 lata)

Jego renoma zdecydowanie ucierpiała w stosunku do początku sezonu, kiedy chwaliliśmy Unaia Emery’ego za postawienie na wychowanka i zachodziliśmy w głowę, dlaczego bluzę z numerem 1 zamiast niego otrzymał Kevin Trapp. Mimo że obecnie przegrywa rywalizację z Niemcem, wciąż jest jednym z najbardziej uzdolnionych bramkarzy w lidze i pozostaje długoterminową przyszłością PSG – nie tylko dlatego, że rodowity Paryżanin w bramce jest wartościowy dla tożsamości klubu.

Chociaż nie wszystko ułożyło się w tych rozgrywkach po jego myśli, Alphonse ma za sobą namacalny sukces: pokonał w hierarchii o wiele bardziej doświadczone postaci i awansował do seniorskiej reprezentacji Francji. Choć wciąż czeka na debiut, sam fakt, że Didier Deschamps uznał go za jednego z trzech najlepszych fachowców i włącza go do kadry nawet teraz, kiedy 24-latek tkwi na ławce rezerwowych, wiele mówi o związanych z nim nadziejach.

Thomas Didillon (FC Metz, 21 lat)

Zawodnik najbardziej ze wszystkich tu przedstawionych pokrzywdzony przez okoliczności wykonywania swojego zawodu. Gdyby nie wystarczyła sama specyfika pozycji bramkarza, Didillon tonie w cieniu młodszego, bijącego kalendarzowe rekordy Lafonta dodatkowo obciążony balastem gry za plecami niestabilnej defensywy Metz. Nawet w samej konkurencji pt. „gra w kiepskim towarzystwie” musi zresztą polec w rywalizacji z wychowankiem Tefece, który zdążył już wziąć udział w niemal przegranej pogoni za utrzymaniem w Ligue 1 i wyrosnąć na jednego z jej bohaterów.

Nie ma jeszcze pewności, że Didillon będzie mógł dopisać do CV podobne osiągnięcie. Nieudolność partnerów sprawiła za to, że w debiutanckim pierwszoligowym sezonie miał za to wątpliwy zaszczyt zostać twarzą porażek 0:7 i 0:5 z Monaco. Takie wyniki kształtują obraz golkipera w opinii publicznej dużo bardziej sugestywnie niż pojedyncze, znakomite interwencje w niewdzięcznych dla piłkarskich magazynów meczach. Umyka więc faktyczna jakość Thomasa jako bramkarza nad wyraz pewnego i dojrzałego jak na 21-latka. W ekipie Metz to doświadczeni Milan Biševac, Franck Signorino czy Guido Milán polegają na Didillonie, nie odwrotnie.

Yoan Cardinale (OGC Nice, 22 lata)

Jeden z wielu herosów świetnego sezonu Nicei, choć zwykle pozostaje przysłonięty przez głośniejsze nazwiska i efektowną grę kolegów z pierwszej linii. Podobnie jak młody stoper Malang Sarr, Cardinale korzysta rzecz jasna na transferze doświadczonego Dantego, ale łącząca ich relacja wiąże się z obopólnymi korzyściami. Czyste konta,w liczbie których bramkarz Les Aiglons (12 gier „na zero”) ustępuje tylko przewodzącemu ligowej klasyfikacji Yohanowi Pelé (14), są owocami jego spektakularnych interwencji w co najmniej równym stopniu jak produktem poprawnego funkcjonowania systemu Luciena Favre’a.

Za widowiskowe, nierzadko zwycięskie parady można jednak Cardinale chwalić dużo częściej niż za regularnie pewną grę. Choć od debiutu pod skrzydłami Claude’a Puela stale robi pod tym względem postępy, wciąż jest zawodnikiem idealnie dopasowanym do niesionej młodzieńczą fantazją ekipy Nice. Nie dla niego ciche bohaterstwo, Yoan to bramkarz hollywoodzki: albo wykazuje się fenomenalnym refleksem, albo pozwala sobie na pomyłki transmitowane później we wszystkich telewizyjnych skrótach.

Jérôme Prior (Girondins de Bordeaux, 21 lat)

Rezerwowy bramkarz Żyrondystów, któremu szczególnie trudno o minuty gry – jest zmiennikiem Cedrica Carrasso, jednego z liderów GdB. Ze względu na hierarchię w szatni nie jest w stanie podjąć otwartej walki z weteranem i na dziś jego jedyną szansą są kontuzje pierwszego golkipera. Od debiutu w 2015 roku trafiło mu się jednak takich okazji całkiem sporo, bo „jedynka” Bordeaux stale zmaga się z urazami kolana.

W 39 rozegranych pod nieobecność wicekapitana meczach Prior zachował 13 czystych kont, co stanowi znakomity wynik zarówno w kontekście wieku zawodnika, jak i bilansu rywala w tym samym okresie (ostatnie dwa sezony: 47 m./16 cz.k.). Daleko mu do miana bezbłędnego, ale wywoływany do tablicy kilkakrotnie pokazał, że tkwi w nim spory potencjał. Jeśli klub nie zaniedba jego rozwoju, ani przez chwilę nie będzie trzeba się martwić o następcę wyniszczanego problemami zdrowotnymi Carrasso.


Zapewne nie wszyscy przykuwający dzisiaj uwagę młodzi golkiperzy w pełni zrealizują swój talent: najlepszym przykładem tego, jak szybko podobne zestawienia mogą zmieniać kształt jest historia wymienionego na samym szczycie Lafonta. Nastolatek nie tylko wyrósł na rewelację bez szumnych zapowiedzi, w zaledwie kilka tygodni, ale swoim wejściem na scenę zmusił do transferu do Turcji Ahamadę, który kilka sezonów temu uchodził za równie perspektywicznego. Wystarczy jednak, że potencjał wykorzysta jeden czy dwóch z nich, a dyskusja o odległej przyszłości bramki Les Bleus może się nadspodziewanie szybko przerodzić w teraźniejszą rywalizację z Hugo Llorisem.

Eryk Delinger