01 Kwi Stefan Białas: Francja znów jest nową Brazylią

W poszukiwaniu podsumowania ostatniej przerwy reprezentacyjnej oraz odpowiedniej zapowiedzi dla finałowego meczu Pucharu Ligi skontaktowaliśmy się z jednym z największych polskich znawców francuskiej piłki i rozpoznawalnym komentatorem telewizyjnym, Stefanem Białasem. W obszernej rozmowie zajęliśmy się tym co najważniejsze w kadrze, ale także błyszczącą gwiazdą Kyliana Mbappé czy dalszym losem Unaia Emery’ego.

 

Eryk Delinger: Jak pan, ogólnie rzecz biorąc, ocenia to zgrupowanie reprezentacji Francji?

Stefan Białas: Przedmiotem oczekiwań był przede wszystkim debiut Kyliana Mbappé i to się stało, wszedł w końcówce oficjalnego meczu z Luksemburgiem. Został w ten sposób drugim najmłodszym debiutantem w historii reprezentacji, po Maryanie Wiśniewskim debiutującym w 1955 roku w wieku 18 lat i 2 miesięcy. Wyprzedził zaś Georgesa Lecha, również Polaka z pochodzenia. Przełamał więc kolejną barierę, chociaż po tych dwóch meczach dominuje wrażenie, że to jednak były dla niego za wysokie progi.

Dla niektórych to zgrupowanie było nieudane, choćby dla innych zawodników Monaco: Djibril Sidibé wyjechał z kontuzją, co ma też znaczenie w kontekście meczu o Puchar Ligi, a Tiemoué Bakayoko popełnił przeciwko Hiszpanii sporo błędów. Po tym spotkaniu Francja żyje jednak przede wszystkim testami VAR. Obie decyzje, oczywiście słuszne, były dla nich niekorzystne, więc teraz mówią, że system wymaga poprawek i przeszkolenia sędziów. Na boisku Trójkolorowi byli jednak tłem dla przeciwników – Hiszpanie podtrzymali swoją, silną zwłaszcza ostatnio, dominację nad Francją.

 

Les Bleus mogą z tego spotkania wyciągnąć jakiekolwiek pozytywy?

Robią teraz bardzo ważną rzecz, ważną dla kadry i dla każdego kto interesuje się ligą – następuje zmiana pokoleniowa. Do reprezentacji puka bardzo duża grupa młodych piłkarzy, którzy mogą pojechać już na Mundial w Rosji. To pokolenie jest dziś w kraju odbierane jako „nowa Brazylia” – podobnie mówiło się w latach 90., kiedy wypłynęło podobne grono talentów, na czele z Zidanem, które ostatecznie zdobyło mistrzostwo. Teraz zasoby młodzieży też są ogromne, z zawodników U21 można właściwie ułożyć dwie reprezentacyjne jedenastki.

 

A najsłabsze punkty?

Mimo tak silnej kadry brakuje wyróżniającego się snajpera. Najlepszy z aktywnych strzelców, Benzema, nie jest lubiany przez Francuzów, także przez kibiców. Nałożyły się kolejne problemy wychowawcze i w końcu czara goryczy się przelała – nikt go w tej drużynie nie chce. On zdobył do teraz 27 bramek, za nim jest Giroud z 23 golami, ale naprawdę wiodącego napastnika brakuje „Zbawieniem” jeśli chodzi o skuteczność może być właśnie Mbappé.

 

Piłkarze tacy jak Mbappé i Dembélé powinni już być poważnymi kandydatami do podstawowej jedenastki Francji?

Nie można jeszcze budować na nich drużyny. Szkielet reprezentacji powinien się składać z zawodników doświadczonych, do których Mbappé, Dembélé, Martiala czy Comana nie można zaliczyć. Może za 2-3 lata będą już niezastąpionymi napastnikami, ale na razie tylko pukają do reprezentacji, która jest jednak wicemistrzem Europy. Niemniej, zmiana pokoleniowa jest konieczna – przecież jeszcze niedawno pewnym punktem drużyny był np. Evra, 35-latek.

Młodsi następcy będą spokojnie wprowadzani do drużyny, bo wyjaśniła się sytuacja wokół federacji. Na prezesa FFF ponownie wybrano Noela Le Graeta, a on pozostaje w dobrym kontakcie z Didierem Deschampsem. Rezultaty ich współpracy są widoczne. Od nieudanego Euro w Polsce i na Ukrainie Francuzi złapali drugi oddech. Głównie dzięki Deschampsowi, bo to trener, którego celem zawsze jest trofeum. Wydaje mi się, że w następnych MŚ drużyna też będzie faworytem. Zwłaszcza, że ta młoda grupa już za kilkanaście miesięcy może grać lepiej niż dziś.

 

clairefontaine-23
clairefontaine-26
clairefontaine-37

 

Czy w związku z charakterem tych ostatnich meczów – łatwy rywal w grze o punkty i tylko sparing z Hiszpanami – kadra na to zgrupowanie nie była poniekąd eksperymentalna?

Nie, nie ująłbym tego w taki sposób. Deschamps jest typem trenera, który zawsze wybiera najlepszych. Tak było w klubach: wielu piłkarzy z nazwiskami, jak Gignac czy Valbuena, zmuszał do walki od zera. Jest bardzo pragmatyczny – jeśli ktoś na to zasługuje, będzie grał bez względu na wiek. Skoro w takiej drużynie jak Monaco ci młodzi zawodnicy – Lemar, Mendy, Sidibé, Mbappé – są wiodącymi postaciami, dostają powołanie. To nie eksperyment – to najlepsi dostępni w tej chwili francuscy zawodnicy.

Dawno się nie zdarzyło, żeby z PSG czy Monaco było po pięciu powołanych zawodników. To pokazuje też, że nie wszystkim Francuzom, którzy wyjechali za granicę dobrze się wiedzie. Choćby Payet, który teraz wrócił do kraju. Zawodnik z jego doświadczeniem powinien po ostatnich meczach stanowić szkielet drużyny, a mimo to znalazł się w reprezentacji na uboczu. Teraz musi wracać do dyspozycji z ostatnich meczów w kadrze po miesiącach złego samopoczucia w Anglii.

 

W Premier League w pierwszym sezonie był jednak znakomity. Zaszkodził mu dopiero konflikt, który sam wywołał.

Prawda, ale to taki typ zawodnika. Z Nantes do Saint-Etienne i z ASSE do Lille też odchodził skłócony. Przypomina w tym Hatema Ben Arfę – on też strajkował gdy chciał odejść z Lyonu, a potem opuszczał treningi w Marsylii. Są piłkarze, którzy ponad wszystkim stawiają swój interes, a klub nie ma znaczenia. Dla ich zespołów kończy się to o tyle dobrze, że zwykle na takich piłkarzach zarabiają.

 

Podobny charakter dość sensacyjnie znalazł się też wśród powołanych na minione zgrupowanie, choć ostatecznie nie zagrał ani minuty. Reprezentacja może jeszcze skorzystać z Floriana Thauvina?

Ten zawodnik też nie pokazuje tego, co w sezonie 2012/13, w półroczu, kiedy wykupiony przez LOSC grał na wypożyczeniu w Bastii. Strzelił wtedy dziesięć bramek i naprawdę dobrze grał. Od tamtej pory nigdy się tak nie prezentował. Dla Lille zresztą w ogóle nie zagrał, od razu wymusił sprzedaż do Marsylii. On też jest zbyt egoistyczny. Owszem, utalentowany, ale charakterologicznie nie będzie pasował do kadry. Ma talent, ale jest indywidualistą, a reprezentacja to gra zespołowa.

 

W Anglii zupełnie zawiódł, a po powrocie do Marsylii znów wygląda nieźle, ale chyba nie tyle się odbudował, ile po prostu odnalazł swój poziom.

Tak mi się wydaje, to jest za mało na reprezentację. W OM korzysta też na tym, że klub przechodzi transformację. Thauvin wrócił, bo chciał – był pierwszym sygnałem zmian pod nowym właścicielem. Był pod ręką jako piłkarz łatwo dostępny i już znany klubowi. Z ostatnich transferów OM głównym atutem jest jednak Bafetimbi Gomis. To zawodnik, który na boisku i poza nim jest prawdziwym kapitanem.

 

Sytuacja Gomisa jest ciekawa, bo choć jest kapitanem Marsylii, formalnie pozostaje piłkarzem Swansea. Kapitan z wypożyczenia to dość rzadki widok.

Według L’Equipe OM już planuje rozmowy w tej sprawie, a że Swansea chce się go pozbyć, to cena nie będzie za wysoka. Oprócz niego Marsylia chce drugiego skutecznego napastnika, na którego planuje wydać około 40 milionów euro, ale Gomis na pewno zostanie na przyszły sezon w klubie – za gole i za charakter. To dobry duch zespołu i napastnik typowo zespołowy: zawsze szuka partnerów, a tyłem do bramki gra najlepiej w lidze. W Marsylii czuje się jak w domu.

 

Można powiedzieć, że wszędzie się tak czuje. Przechodzi od jednego wrogiego zespołu do drugiego i zawsze dobrze się odnajduje.

Trzeba mieć charakter, żeby znosić gwizdy, pracować i grać tak dobrze, żeby stać się ulubieńcem trybun. Wszędzie gdzie jest, przezwycięża złośliwości kibiców i zostawia dobrą atmosferę. Do tego od lat, niezależnie od klubu w którym gra, co sezon strzela kilkanaście goli.

 

Do tego sytuację w reprezentacji utrudniają Lacazette’owi warunki fizyczne – kadra nie może się składać z samych niskich zawodników.

Stefan Białas

 

Zostając przy napastnikach, wróćmy jednak do reprezentacji. Kiedy Deschamps wysyłał powołania, głośno było o nieobecności Lacazette’a. To faktycznie spore pominięcie?

Lacazette to na poziomie klubowym bardzo dobry piłkarz, choć ostatnio rzeczywiście nie był w najlepszej dyspozycji. Nawet kiedy występował, nie był w pełni zdrowy i to było widać. Na wyjazdach OL zdobyło w 2017 roku jeden punkt, a przecież Alex grał w tych meczach. Deschamps musiał to brać pod uwagę. Do tego sytuację w reprezentacji utrudniają Lacazette’owi warunki fizyczne – kadra nie może się składać z samych niskich zawodników.

W ostatnim okresie był trochę przeciążony. Sporo grał, nie miał czasu na odpoczynek i leczenie. Bruno Genesio i Deschamps dobrze się rozumieją i myślę, że to kwestia ustaleń między nimi: lepiej powołać młodszych, pełnych sił. Zdrowy Lacazette będzie potrzebny, bo Lyon gra na wielu frontach – przede wszystkim w Lidze Europy, która jest dla nich najkrótszą drogą do Ligi Mistrzów. Nawet jeśli wygrają zaległy mecz z Metz, będą mieli 11 punktów straty do Nicei i miejsca w eliminacjach LM.

 

Rzeczywiście, jeśli OL wygra z Metz, sytuacja przed i za nimi będzie jasna. Za to na szczycie tabeli Ligue 1 sprawa pierwszy raz od dawna jest na tym etapie otwarta.

W ubiegłym sezonie w 30. kolejce, którą mamy teraz za sobą drużyna PSG zapewniła sobie tytuł wygrywając z Troyes 9:0. To pokazuje, jaka jest różnica między ligą z zeszłego roku i teraz: po 30. kolejce żadna drużyna nie ma wyraźnej przewagi. W tej chwili Nicea zaczyna gubić punkty, ale Monaco i PSG będą walczyć do samego końca. To będzie ciężki orzech do zgryzienia dla Paryżan, którzy na osiem kolejek przed końcem mają tak naprawdę cztery punkty straty – oficjalnie oczywiście trzy oczka, ale różnica bramek to w praktyce dodatkowy punkt dla Monaco, zwłaszcza gdy są w takim gazie.

Wiele będzie zależało od finału Pucharu Ligi, ponieważ gdyby Monaco ten mecz przegrało, mogłoby wpaść w jakiś kryzys. Natomiast jeżeli wygrają, na fali sukcesu będą wygrywali wszystko do końca i trudno będzie PSG liczyć na dwa potknięcia. Tym bardziej, że terminarz jest dla ASM korzystny. Może z wyjątkiem spotkania z Lyonem, z którym Leonardo Jardim do tej pory nie wygrał.

 

Tabela nie mówi wszystkiego – różnice są niewielkie, ale oceniając wyłącznie grę, Monaco jest od PSG wyraźnie lepsze.

Tak, zdecydowanie. Ci młodzi zawodnicy, którzy przyszli do klubu jako nastolatkowie przez 2-3 lata zdobyli doświadczenie, a przy tym są głodni sukcesu i niesłychanie bramkostrzelni. Przed ostatnimi, mniej okazałymi zwycięstwami oraz remisami z Paryżem i Bastią strzelali średnio ponad 3 gole na mecz. W dodatku zdobyli cztery punkty z PSG. Jak najbardziej zasługują więc na tytuł mistrzowski.

Paryż to z kolei inna drużyna co w ubiegłym roku. Brakuje kogoś takiego jak Zlatan. Thiago Silva może jest dobrym kapitanem, ale tylko w szatni, bo na boisku tego autorytetu nie widać. Nie ma przywódcy, wojownika mogącego poderwać tę drużynę. Pokazał to chociażby ten mecz u siebie z Monaco, gdzie w ostatnich minutach Bernardo Silva strzelił bramkę na remis. Paryżanie mieli okazje, ale grali z zadowoleniem z jednobramkowej przewagi i stracili przez to dwa bardzo ważne punkty.

 

Problemy Paryża mają źródło w letnim okienku, prawda? Nie zastąpili ani charakteru, ani umiejętności Zlatana. Dopiero zimowy zakup Draxlera trochę skorygował błędy.

Rzeczywiście, przespali letnie okienko. Zawodnikiem z największym nazwiskiem, za największe pieniądze był Krychowiak, piłkarz defensywny, o którym wiadomo było, że znajdzie się za plecami trójki „nie do ruszenia”. Zabrakło ofensywnych wzmocnień. Zawiedli też zawodnicy już obecni w klubie, na których bardzo liczono, jak Javier Pastore. To fantastyczny gracz, naprawdę robi różnicę – pokazał to w meczu z Lyonem, gdzie zaliczył dwie asysty. Przez kontuzje rozegrał w tym sezonie tylko kilkanaście meczów, a to bardzo mało jak na zawodnika, który miał być organizatorem gry. Angel di Maria też był zawodem jesieni, całą właściwie przespał. Nie był takim piłkarzem jak wcześniej, kiedy zachwycał jako czołowy asystent. Teraz jest trochę lepiej, ale to ciągle cień zawodnika z ubiegłego roku, którego tak podziwialiśmy.

 

Obudził się dopiero na pierwszy mecz z Barceloną.

Tak, to był jego mecz-wizytówka. Aż dziwiło, że Unai Emery nie skorzystał z niego w rewanżu. To był strzał w stopę.

 

Wszystko co zostało zrobione przez kilka lat przez Katarczyków, cała budowa zespołu na Ligę Mistrzów, legło w gruzach w tym jednym spotkaniu. To, co zostało stworzone przez cztery lata prysło jak bańka mydlana.

Stefan Białas

 

A propos dwumeczu z Barçą, o ile w pierwszym spotkaniu Emery pokazał, po co zatrudniono go w Paryżu, to rewanżem wszystko to przekreślił i w zasadzie nie wiadomo co będzie z jego przyszłością.

Jego sytuacja jest delikatna. To co pokazali w pierwszym meczu było bardzo dobre, po to ten trener przyszedł – żeby zespół tak grał i pokonał wreszcie psychologiczną barierę ćwierćfinału. Nie da się jednak przejść dalej grając tylko w jednym spotkaniu. PSG w drugim starciu kompletnie odpuściło – Barcelona rozpoczynała grę, a oni już byli na 16 metrze, chcieli przez 90 minut tylko się bronić. Zdziwiło mnie takie podejście taktyczne. Z prowadzeniem 4:0 można było śmiało podjąć równorzędną grę, a oni nie chcieli grać. Nie można się zakwalifikować do ćwierćfinału biorąc aktywny udział tylko w jednym meczu.

 

To chyba nie tylko taktyka, ale i coś w głowach graczy. Między czwartym a szóstym golem zagrali tylko cztery celne podania, w tym trzy z koła środkowego. Zawodowcy tak nie grają.

Ani w tamtym fragmencie, ani w całym meczu nie pokazali, że są profesjonalistami. Był tylko fragment na początku drugiej połowy, kiedy chcieli walczyć jak równy z równym – stworzyli sytuację, zdobyli bramkę, mieli inne okazje. Ale zagrali bardzo słabo, przeciwko takiej Barcelonie nie można dać się tak sparaliżować. Ostatnio czytałem, że Rabiot miał problem zdrowotny i nie powinien w ogóle grać, ale po fakcie wszyscy szukają wymówek, a to była kompromitacja. Wszystko co zostało zrobione przez kilka lat przez Katarczyków, cała budowa zespołu na Ligę Mistrzów, legło w gruzach w tym jednym spotkaniu. To, co zostało stworzone przez cztery lata prysło jak bańka mydlana.

 

lblmag-free-2

 

Co ciekawe, prasa plotkuje jednak nie o zwolnieniu Emery’ego, a o zmianach dyrektorskich – Patricka Kluiverta i Oliviera Letanga mieliby zastąpić ludzie trenera. Nie dziwi to pana?

W katarskim PSG jest taka reguła: mimo że trener będzie zwolniony, do końca publicznie okazuje się mu wsparcie. Mieliśmy przykład z Laurentem Blankiem, kiedy przegrał ćwierćfinał na własne życzenie, pogubił się jak Emery w tym rewanżu – zagrał z obcą drużynie organizacją gry. Przedłużyli z nim kontrakt, by w czerwcu go pożegnać. Było wiadome, że odejdzie, a przedłużenie umowy było zbędne. Tu będzie podobnie, z tym że do końca kontraktu Emery’ego został rok, więc jego zerwanie będzie dla klubu tańsze. Ma kontrakt na dwa lata + opcję przedłużenia o rok. Wątpię, by został w Paryżu na kolejny sezon. Jest jednym z głównych odpowiedzialnych za to, że drużyna odpadła z Ligi Mistrzów. Wprawdzie ma jeszcze trzy trofea do zdobycia, lecz żadne z nich nie jest pewne. W Pucharze Francji PSG ma teraz przed sobą łatwy mecz, ale w kolejnej rundzie może znów trafić na Monaco, z którym w tym sezonie jeszcze nie wygrało.

 

4-3-3 to od dawna znak firmowy całej ligi francuskiej. Już Lyon swoje siedem tytułów zdobywał właśnie w takim ustawieniu. Podobnie sam Blanc z Bordeaux. Francuzi lubią i rozumieją ten system.

Stefan Białas

 

Może się więc zdarzyć, że Paryż wszystkie domowe trofea przegra bezpośrednio z Monaco. To byłaby pokazowa klęska trenera.

Tak, może tak być, sprawa jest otwarta. Przede wszystkim Paryżanie zmarnowali jesień. Drużyna nie zrozumiała, co chciał wprowadzić Emery. Chciał mieć 20 równorzędnych piłkarzy, stale rotować składem, a francuska mentalność na to nie pozwala. Jest tam grupa ludzi – także przyjezdnych, ale już przesiąkniętych francuskim podejściem – która nie zaakceptuje zesłania na ławkę nawet na chwilę. A Emery nie miał pewnej jedenastki, zawodnicy zmieniali się jak w kalejdoskopie, i to spowodowało, że stracili dużo punktów.

 

Była też zmiana systemu gry – Emery chciał wprowadzić 4-2-3-1, ale w końcu wrócił do 4-3-3. Poniekąd podobnie jak Blanc, który na początku swojej kadencji eksperymentował z 4-4-2 i także się wycofał.

4-3-3 to od dawna znak firmowy całej ligi francuskiej. Już Lyon swoje siedem tytułów zdobywał właśnie w takim ustawieniu. Podobnie sam Blanc z Bordeaux. Francuzi lubią i rozumieją ten system. Ustawienie z dwójką defensywnych i trójką rotujących, ofensywnych pomocników jest im dużo trudniej przyswoić. Środkowy napastnik zwykle skarży się wtedy, że jest za bardzo osamotniony, a do tego „traci się” jednego pomocnika do defensywnej roli. Takie rozwiązanie często jest oczywiście słuszne, ale system jest tak dobry jak stopień jego realizacji przez zawodników, a piłkarze we Francji kiepsko się odnajdują w systemach innych niż 4-3-3. Pojedynczy mecz w innym ustawieniu może się udać, ale koniec końców drużyna zawsze je odrzuci.

 

Pamiętam jeszcze początki Thierry’ego Henry’ego, nawet on w tym okresie kariery nie był tak bramkostrzelny, tak dobry jak obecnie Mbappe.

Stefan Białas

 

Monaco i Nicea jednak się z tego standardu wyłamują.

Monaco ma zawodników, którzy wyjątkowo pasują do 4-4-2, zwłaszcza dzięki korytarzom dla bardzo ofensywnych bocznych obrońców oraz grupie napastników, którzy najlepiej sprawdzają się w dwójkach. Podobnie w Nicei – duet Balotelli i Plea dobrze współpracował, ale teraz brakuje im jednego napastnika. Wrócił co prawda Le Bihan, ale to inny typ piłkarza. Będzie tym trudniej, że Balotelli rozpoczął sezon na fali, a teraz popadł w rutynę i stracił entuzjazm do gry. Stracili tam też Cypriena, problemy miał Baysse, więc zachwiał się cały system. Wciąż mogą jednak utrzymać trzecie miejsce, a to będzie postęp w stosunku do czwartego przed rokiem. Nie zapominajmy, że dopiero w tym roku kalendarzowym wytracili rytm i w 20. kolejce oddali Monaco pierwsze miejsce. To wielki sukces.

 

Przed finałem Pucharu Ligi prasa jeszcze podsyca rywalizację PSG z Monaco, i tak toczoną na wszystkich krajowych frontach. L’Equipe kilka dni temu przymierzało Kyliana Mbappé do koszulki Paris Saint-Germain. Wyobraża pan sobie w ogóle taki transfer?

PSG marzy o nim od dawna. Chcieli go sprowadzić do siebie kiedy jeszcze dyrektorem paryskiego centre de formation był Bertrand Reuzeau, obecnie dyrektor akademii Monaco. Wtedy się nie udało, a teraz będzie o wiele trudniej i drożej. W dodatku sam Mbappé chciałby zostać i zdobywać trofea dla drużyny, która go ukształtowała. Do PSG raczej więc nie przyjdzie. Także dlatego, że… jest zbyt dobry. Moim zdaniem – lepszy od Anthony’ego Martiala sprzedanego za 80 milionów euro. Pamiętam jeszcze początki Thierry’ego Henry’ego, nawet on w tym okresie kariery nie był tak bramkostrzelny, tak dobry. Widać było, że to urodzony snajper, ale Mbappé zdradza w tym wieku jeszcze lepsze predyspozycje. Taką liczbę goli w jednym sezonie jak Kylian teraz, Thierry osiągnął dopiero w Arsenalu. Mbappé w wywiadach mówi, że nie chce tych porównań, ale podobieństwo do Henry’ego jest naprawdę spore.

 

Porównania mogą się nasilić, jeśli zostanie gwiazdą w wielkim finale. Sam mecz będzie takim widowiskiem, jak się zapowiada?

Powinien być. Z drugiej strony to mecz o trofeum, więc taktyka będzie miała przewagę nad entuzjazmem i finezją. Widowisko dostaniemy, jeżeli obie drużyny zagrają to, co potrafią najlepiej – a potrafią głównie atakować. Jeżeli zabraknie im odwagi, grozi nam tak smutny spektakl, jak na Camp Nou, gdzie PSG też zagrało wbrew swojej naturze. Zobaczymy, która z drużyn szybciej opanuje nerwy i zacznie „grać swoje”.

 

Presja na PSG, z dnia na dzień coraz większa, zwłaszcza po Barcelonie, działa na ich niekorzyść i sprawia, że Monaco jest faworytem.

Tak, absolutnie. To dziwne, że zawodnicy tak doświadczeni jak ci w PSG nie są w stanie tej presji unieść. Nie byłbym zaskoczony gdyby coś takiego działo się w Monaco, gdzie średnia wieku jest bardzo niska. Drużyna Jardima to podwójny paradoks – spójrzmy na ich mecz w Manchesterze: gdyby najbardziej doświadczony Falcao wykorzystał rzut karny, a jeden z najstarszych, Subašić, nie puścił takiej „szmaty”, Monaco wygrałoby i na wyjeździe. U siebie drużyna przezwyciężyła nerwy i strzeliła potrzebne gole, bo grała ofensywnie – tak, jak potrafi najlepiej. Końcówka meczu z City pokazała jakie to ważne. Mówiło się, że to kondycja i stres, ale tak naprawdę w ostatnich minutach pogubili się, bo nie grali w zgodzie ze swoimi umiejętnościami.

Dokładny rezultat finału oczywiście ciężko przewidzieć. Dla obu drużyn jest historyczny. Paryż w ubiegłym roku wyrównał rekord Marsylii zdobywając Puchar Ligi trzy razy z rzędu, więc teraz mogą zostać samodzielnymi rekordzistami. Monaco może zdobyć pierwsze trofeum od 14 lat – do ostatniego poprowadził ich zresztą Deschamps. Jeżeli spojrzeć na tabelę ligi, drużyna Monaco to najlepszy atak, a PSG – najlepsza obrona. W ligowych meczach ta obrona nie zatrzymała jednak ofensywy, więc wygląda na to, że ASM ma receptę na PSG.

Rozmawiał Eryk Delinger