05 Kwi Brétigny: Akademia gwiazd

Narodowy Instytut Futbolu w Clairefontaine stał się w ostatnich latach symbolem modelu szkolenia znad Sekwany. To właśnie tam, w posiadłości Francuskiej Federacji Piłkarskiej, kształtowana jest elita piłki młodzieżowej i przyszli reprezentanci Francji. Podparyskie okolice skrywają jednak inną kuźnię talentów, która w ciszy i bez medialnego blasku odkryła takich piłkarzy jak Patrice Evra, Jérémy Ménez, Paul-Georges Ntep czy Mehdi Benatia.

Brétigny-sur-Orge, to niespełna 25 tys. miasto leżące na peryferii regionu paryskiego. Podmiejska kolejka RER dociera tam z centrum stolicy Francji po około 45-minutowej przejażdżce. Po drodze mijamy betonowe osiedla, gigantyczne sypialnie które powstały w latach 1960-1980 i do dziś są pamiątką rosnącej wówczas w zawrotnym tempie francuskiej gospodarki. Blokowiska stały się odpowiedzią na kryzys mieszkaniowy i napływ taniej siły roboczej z byłych francuskich kolonii. Przed oknem przemyka nagle drogowskaz z napisem Les Ulis, kolejne istotne miejsce na piłkarskiej mapie Francji. To stąd pochodzą Thierry Henry i Anthony Martial – napastnicy różnych generacji, jednak o bliźniaczym początku kariery. Po kilku minutach kolejka zatrzymuje się na dworcu w Brétigny-sur-Orge, jesteśmy u celu naszej podróży. Pierwsze wrażenie mocno zaskakuje – wszechobecne po drodze betonowe struktury zniknęły za horyzontem. Wokół cisza, spokój i zbożowe pola – aż trudno uwierzyć, że od centrum Paryża dzieli nas tylko 28 km.

 

Rodzinna historia

Kompleks sportowy im. Aguste’a Delaune’a leży na skraju miasta. Trzy pełnowymiarowe boiska, jedna kryta trybuna, holenderskie domki ustawione w szeregu – widok mocno kontrastuje z sielankową atmosferą Clairefontaine. W jednym z nich mieści się także siedziba klubu, w której spotykamy André Brillanta – wieloletniego prezesa i głównego architekta sukcesu szkółki w Brétigny. André jest byłym piłkarzem Girondins de Bordeaux, gdzie zaczął grać tuż po II Wojnie Światowej. W Brétigny zbudowaliśmy wszystko od podstaw, jeszcze w latach osiemdziesiątych niczego tutaj nie było. Gdy Francuska Federacja Piłkarska zaczęła budować regionalne ośrodki treningowe, zaproponowałem żeby jeden z nich ulokować w dawnym budynku szkolnym. Od tego wszystko się zaczęło. – tłumaczy. Po tym jak przeszedł na emeryturę, nad rozwojem klubu czuwa jego syn Didier. Czy zna Pan na świecie inny amatorski klub, który wyszkolił ponad pięćdziesięciu zawodowych piłkarzy? – pyta na dzień dobry.

Bretigny-3
Bretigny-4

Ściany siedziby klubu zdobią zdjęcia i wycinki gazet, które przypominają o największych sukcesach w Pucharze Francji. W ostatnich latach, seniorzy dwukrotnie doszli aż do ósmej rundy. Te wyniki cieszą, ale naszym głównym celem jest praca z młodzieżą. Naszym oczkiem w głowie jest zespół U17, który od prawie trzydziestu lat znajduje się na najwyższym szczeblu we Francji. Nikt nie może się pochwalić podobnym wynikiem, nawet Paris Saint-Germain – wyjaśnia André. To właśnie doskonała praca z młodzieżą rozsławiła klub na całą Francję. Lista wychowanków robi wrażenie: Jérémy Ménez, Jimmy Briand, Patrice Evra, Paul-Georges Ntep. Oni wszyscy w tym samym miejscu zaczynali piłkarską przygodę, która doprowadziła ich aż do dorosłej reprezentacji Francji. Do tego grona można dorzucić również Mehdiego Benatię – obrońca Bayernu Monachium wybrał jednak inną drogę i gra w kadrze Maroko. Trudno uwierzyć, iż za takimi karierami stoi amatorski klub piłkarski z Brétigny-sur-Orge. Pewnego dnia przyjechał do nas dziennikarz La Gazzetta Dello Sport, to było zaraz po tym jak do Juventusu przeszedł Patrice Evra. Włoch był zdziwiony, że trzech czołowych wówczas piłkarzy Serie A wychowało się w tym samym klubie. Menez, Benatia i Evra razem grali wtedy na włoskich boiskach – opowiada Didier.

Pierwszym słynnym wychowankiem był oczywiście Patrice Evra, który w Brétigny spędził cztery sezony. To u nas spędził najważniejsze lata w juniorach, a nie w Les Ulis jak wszyscy myślą. Tam grał tylko rok, po czym wzięliśmy go do naszej szkółki. Pamiętam jak kilka razy zdarzyło mi się odwozić go do domu po treningach, a jak nam się teraz odpłaca? Ostatnio razem z Anthonym Martialem zaprosił media do Les Ulis, ale o nas już nie pomyślał. – opowiada rozżalony André, jego pierwszy trener w Brétigny.

 

Piłkarski casting

Od kilku lat do ośrodka Auguste Delaune zaczynają często zaglądać zawodowe kluby. W 2003 roku podpisaliśmy konwencję z AJ Auxerre, gdzie co roku staramy się wysyłać naszych wychowanków żeby w dobrych warunkach mogli dokończyć piłkarskie kształcenie. Byliśmy pierwszym amatorskim klubem, który zdecydował się na taki krok. Konwencję odnawiamy co kilka lat, a ostatnio dostaliśmy nawet ofertę współpracy z Anglii – wyjaśnia Didier. Co roku w Brétigny organizowany jest nabór, na który przychodzi blisko tysiąc dzieci. Selekcja jest kluczowym momentem dla funkcjonowania całego klubu, a trenerzy nie mają prawa do błędu. Przyjęliśmy standardy z telewizji – żartuje André. Selekcję rozbiliśmy na pięć rund, co tydzień do kolejnej dostają się tylko najlepsi. Przy takiej liczbie zawodników kryteria naboru są bardzo wysokie. Mamy silną reputację, ale my nawet nie mamy czasu zadbać o PR. Bronią nas wyniki i praca, którą od wielu lat wykonujemy z młodzieżą – tłumaczy jego syn, obecny dyrektor techniczny klubu.

Bretigny
Bretigny-Didier (z lewej) Andre (z prawej)

Pomyłki w selekcji zdarzają się też na wyższym szczeblu, czego przykładem są początki byłego klubowego kolegi Kamila Grosickiego. Paul-Georges Ntep mógł zdecydowanie wcześniej trafić do klubu z Bretanii. Wysłaliśmy go na testy do Rennes, ale usłyszeliśmy że mają obecnie trzydziestu takich jak on. Skierowaliśmy go więc do Auxerre, ale tam też niechętnie podchodzili do tematu. Pojechałem więc osobiście na spotkanie do dyrektora tamtejszej akademii i w końcu go wzięli. Jak na ironię kilka lat później sprzedali Ntepa do Rennes za pięć milionów euro – wspomina Didier. W ostatnich latach mariaż z Auxerre zaowocował kolejnymi karierami wychowanków z Brétigny. Ostatnim odkryciem jest Sebastien Haller, reprezentant francuskiej młodzieżówki, który po przenosinach do Holandii stał się czołowym strzelcem FC Utrecht. Za każdym razem, gdy przejeżdżam w okolicach Brétigny wiem, że jest to miejsce gdzie szkoli się dobrych piłkarzy – stwierdził niegdyś Guy Roux. Legendarny szkoleniowiec myli się rzadko.

Klub liczy 23 trenerów i nieco ponad 500 zawodników. Wieloletnia współpraca z władzami miasta umożliwiła stworzenie optymalnych warunków pracy. Boiska treningowe znajdują się tuż obok budynków gimnazjum i liceum, a klub dysponuje też internatem. To właśnie stanowi siłę Brétigny – klub może się pochwalić strukturą zbliżoną do tych, jakie spotkać można w zawodowych klubach. Nie ma jednak mowy o rozrzutności, roczny budżet musi zamknąć się w granicach 350 tyś euro. Działanie klubu w części finansują różne dotacje lub pieniądze z późniejszych transferów wychowanków. Jednak jak przekonują obaj działacze, z tym drugim bywa jednak różnie i lepiej nie liczyć na zbyt wiele. Reformy zabijają amatorski futbol. Tam na górze nie pamiętają, że tak naprawdę wszystko zaczyna się tutaj z młodzieżą – kończy André.

Jordan Berndt
Tekst ukazał się w tygodniku Piłka Nożna (nr.2243)