10 Kwi N’golo Kanté: Przybysz z innej galaktyki

Mistrzostwo Anglii z Leicester, debiut w reprezentacji Francji, transfer do Chelsea – kariera N’Golo Kanté w ostatnich miesiącach nabrała znaczącego rozpędu. Drogę na piłkarski szczyt rozpoczął w podparyskim klubie JS Suresnes, gdzie pod okiem polskich trenerów zaczynał piłkarską przygodę. Sukces reprezentanta Francji ma dwóch ojców, są nimi Piotr Wojtyna i Tomasz Bzymek.

 

Jak doszło do tego, że trenerzy z Polski trafili do podparyskiej szkółki?

Wojtyna: Do dwudziestego trzeciego roku życia grałem w trzecioligowej Stali Sanok, później wyjechałem do Francji. Tutaj grałem w kilku klubach na poziomie regionalnym, ale już po roku zacząłem robić papiery trenerskie. W 1996 roku zrobiłem dyplom w Clairefontaine, a dwa lata później, po Mistrzostwach Świata, trafiłem do Suresnes. Od dziesięciu lat jestem odpowiedzialny za szkolenie we wszystkich kategoriach wiekowych, ale obok tego prowadzę też zespół U17.

Bzymek: Do Suresnes ściągnął mnie Piotr, który już tutaj wcześniej pracował. Trenuję zespół seniorów, mam Licencję UEFA A i jestem magistrem sportu. Wspólnie opracowaliśmy system szkolenia dla każdego rocznika, opierając się na wiedzy z Clairefontaine i podręcznika Jerzego Talagi.

 

Jakim klubem jest JS Suresnes?

Wojtyna: To duży klub w stosunku do skali miasta – mieszkańców jest około 40 tys., a mamy ponad 900 zawodników. W kategoriach od pięciu do trzynastu lat szkolimy ponad 500 dzieci. Nasz seniorski zespół gra na poziomie lokalnej dziewiątej ligi, ale naszym głównym celem jest praca z młodzieżą.

Wojtyna_Bzymek
Tomasz Bzymek 2

 

Czy pamiętają Panowie pierwszy trening N’Golo?

Wojtyna: To ja go wypatrzyłem. Do dzisiaj pamiętam ten trening, gdy pierwszy raz do nas przyszedł. Miał może dziesięć lat i już wtedy był zdecydowanie niższy od rówieśników. Charakterystyczne było to, że ciągle biegał i nigdy się nie zatrzymywał. Od razu daliśmy go wyżej, do dwunastolatków i tak już zostało: zawsze trenował ze starszymi od siebie.

 

Czym zwrócił Waszą uwagę?

Wojtyna: Nie można było dostrzec u niego efekciarskich zagrań, a w tym wieku dzieci dość często popisują się nauczonymi sztuczkami. To zupełnie nie było to. Bardzo dużo biegał, zabierał często piłkę innym i nie tracił jej. Te trzy cechy przetrwały do dzisiaj i nadal są aktualne.

 

Kanté jest jednym z bardziej nieśmiałych piłkarzy obecnej kadry reprezentacji Francji. Jakim był dzieckiem?

Wojtyna: On już wtedy był bardzo cichy i owszem miał dwóch czy trzech kolegów, z którymi lubił żartować. Był bardzo dyskretny, zarówno poza boiskiem jak i na murawie. Ten wrodzony spokój jest też jednym z jego głównych atutów, który pozwalał mu się zawsze koncentrować na treningach. Nawet w sytuacjach, gdy w trakcie ćwiczenia trzeba było pójść fizycznie trochę dalej, widać w nim było dużą zaciętość i straszną powagę we wszystkim co robił.

 

A na boisku?

Wojtyna: Zawsze uśmiechnięty, żadnych problemów, nigdy nie narzekał. W gierkach często ustawiałem go z gorszymi zawodnikami, bo wiedziałem że on nigdy nic nie powie. Nie będzie marudził, a i tak jego zespół będzie najczęściej wygrywał. Gdy pracowaliśmy nad taktyką, łapał wszystko bardzo szybko. Są zawodnicy którym trzeba tłumaczyć wszystko wielokrotnie, a jemu wystarczyło wytłumaczyć tylko raz. To bardzo inteligentny chłopak i zostało mu tak do dzisiaj. W zderzeniu z obecnym światem futbolu, wszystkimi aferami wokół reprezentacji Francji, N’Golo jest jakby przybyszem z innej galaktyki. Przez osiemnaście lat pracy w tym klubie widziałem kilku piłkarzy, którzy być może nawet mieli większy talent od niego, ale nie szła za tym głowa.

Bzymek: Na boisku nigdy się nie awanturował. Pamiętam, że tuż przed transferem do Boulogne, gdy wszystko było już dogadane, wciąż walczyliśmy o awans. To był ostatni mecz w sezonie, a N’Golo jak zwykle był najlepszy. Wygraliśmy 4:1, ale na kilka minut przed końcem meczu jeden z rywali skosił go równo z trawą. Nie patrzył na piłkę, to był boiskowy bandyta. Cały zespół rzucił się w jego obronie, oczywiście wszyscy byli wściekli … poza nim. Nie odezwał się wtedy nawet słowem, tak jakby nic się nie stało.

Tomasz Bzymek
Piotr Wojtyna
Tomasz Bzymek 3

 

Pod względem piłkarskim, jakie wtedy były jego mocne strony?

Wojtyna: Był bardzo waleczny i miał ponadprzeciętną wydolność. Gdy robiliśmy testy z wytrzymałości biegu, resztę drużyny zostawiał daleko w tyle. Oni padali ze zmęczenia, a on dalej biegał. W sąsiednim Rueil-Malmaison co roku organizowany jest bieg dla dorosłych i dzieci. Pamiętam jak miał trzynaście lat: kiedyś po treningu zapytałem się co u niego słychać, a on mi odpowiedział że brał właśnie dzisiaj udział w tym biegu. I jak tam? Który byłeś? – zapytałem. A nic, wygrałem – mruknął niemrawo. To był cały N’Golo!

Bzymek: Gdy miał jedenaście lat, widać było, że słabiej gra lewą nogą. Przed letnimi wakacjami Piotr dał mu zadanie, by poprawić żonglerkę. We wrześniu, po powrocie do treningów robił sto żonglerek lewą i prawą nogą.

 

Jak wyglądał jego rozwój w waszym klubie?

Wojtyna: Zawsze szedł swoją drogą. Gdy był w pierwszym roczniku juniorów, poprosiłem Tomka żeby wziął go do siebie na treningi i szybko się przekonał że warto na niego stawiać. W naszym klubie spędził ponad dziesięć lat i po kolei przeszedł przez wszystkie szczeble. Nawet później, gdy grał w seniorach, to dalej przychodził na treningi młodszych roczników. Potrafił skorzystać z warunków jakie miał do dyspozycji w naszym klubie.

Bzymek: Do seniorów bierzemy zazwyczaj osiemnastolatków, ale już po trzech meczach był podstawowym zawodnikiem. Gdy organizowałem gierki na treningach każdy chciał być w jednej drużynie z N’Golo, gwarantował wygraną.

 

Po dwóch latach gry w seniorach trafił w końcu do Boulogne-sur-Mer.

Wojtyna: Klub pomógł mu z przejściem do drugoligowego wówczas Boulogne, grał tam syn jednego z naszych działaczy. To była już ostatnia deska ratunku – gdyby wtedy w wieku dziewiętnastu lat tam się nie zaczepił, to bez protekcji ciężko byłoby mu się gdzieś dostać.

 

Dlaczego wcześniej nikt go nie wypatrzył?

Bzymek: Polecaliśmy N’Golo innym trenerom, wysyłaliśmy go do Clairefontaine, Lorient i Sochaux, ale za każdym razem słyszeliśmy, że takich jak on to mają już dwudziestu. Nie byli w stanie wyłapać tego, co my w klubie widzieliśmy na co dzień. Jego styl gry sprawia, że piłkę trzyma przez bardzo krótki czas i ta boiskowa dyskrecja często umyka obserwatorom. Przez dziesięć lat w naszym klubie zawsze liczył się z naszym zdaniem. Nawet przy transferze do Caen konsultował się z działaczami Suresnes. Można powiedzieć, że powierzył nam swój los i zawsze wiedział że chcemy dla niego najlepiej.

 

Często was jeszcze odwiedza?

Bzymek:W Leicester dosyć często mieli wolne niedziele i poniedziałki, to czasami przyjeżdżał. Dwa lata temu, gdy był jeszcze w Caen, uczestniczył w organizowanych co roku dniach klubu. Przez półtorej godziny stał i podpisywał dzieciom autografy, nie mógł przestać.

Wojtyna: Nikt z nas nie mógł przewidzieć że zajdzie aż do reprezentacji Francji, ale byłem zawsze przekonany że ma papiery na poważne granie. Być może nie zrobiłem trenerskiej kariery o jakiej marzyłem dwadzieścia lat temu, ale jestem dumny że w mojej pracy przynajmniej raz spotkałem takiego piłkarza. Zawsze staramy się przekazać jak najwięcej, a on potrafił z tego wszystkiego skorzystać. To duża satysfakcja dla nas i dla wszystkich w Suresnes, pokazuje że nasza praca nie idzie na marne. W tym roku obchodzimy osiemdziesiąte urodziny klubu, a w reprezentacji Francji na Mistrzostwach Europy gra nasz wychowanek. To niesamowite…

W Suresnes rozmawiał Jordan Berndt, czerwiec 2016.
Wywiad ukazał się w tygodniku Piłka Nożna (nr.2240)