13 Kwi Ligue 1 – inkubator Europy

Nazwiska najgłośniejszych talentów made in France odmieniamy w ostatnich miesiącach przez wszystkie przypadki, zaś ta zabawa wystarczy, by utrzymać przy życiu towarzyszącą Ligue 1 łatkę wylęgarni złotych dzieciaków. Dembéle czy Mbappé sami w sobie pozostają jednak tylko pojedynczymi przypadkami. Ważniejsze jest to, co dzieje się w lidze na co dzień – w cieniu wyczynów młodych nadpiłkarzy. Tacy jak oni to bowiem nie odstępstwo od normy, a jej bezpośredni produkt.

Niemal wszystko to, co sprawiło, że Didier Deschamps dysponuje dziś polem manewru porównywalnym chyba tylko do możliwości urzędujących Mistrzów Świata, ma swoje źródło w podejściu klubów do młodych graczy. Sporo miejsca poświęciliśmy już na łamach Le Ballon słynnym francuskim akademiom (linki do tamtych materiałów znajdziecie na końcu tekstu), ale sukcesy tych żywych fabryk nie byłyby możliwe bez odważnego, dalekowzrocznego funkcjonowania klubów – także, a może zwłaszcza tych pierwszoligowych. Jak bardzo francuski najwyższy szczebel różni się pod tym względem od pozostałych potęg europejskiego futbolu, ukazał choćby styczniowy raport CIES, przedstawiający liczebność piłkarzy debiutujących w tym sezonie w zawodowej grze i poświęconych im boiskowych minut w pięciu największych ligach kontynentu.

Ligue 1 przoduje w każdym z ujętych w owym raporcie aspektów. Spośród 92 zawodników, którzy między 1 lipca 2016 a 30 stycznia 2017 roku zadebiutowali w profesjonalnej piłce w barwach któregoś z klubów europejskiej „wielkiej piątki” aż 29 swoją szansę otrzymało we Francji. Samo to wyróżnia nadsekwańskie rozgrywki na tle konkurencji – druga La Liga wypuściła w bój 19 nowych graczy, zaś ostatnia w zestawieniu Premier League tylko 12 – ale rozmiar różnicy unaocznia dopiero porównanie długości boiskowego czasu ofiarowanego świeżo upieczonym zawodowcom. Do końca stycznia kluby L1 pozwoliły swoim debiutantom rozegrać w tym sezonie 11129 minut – o 964 więcej niż drużyny La Ligi (4869 min), Bundesligi (2208), Serie A (2181) i Premier League (907) razem wzięte (sic!). Nie dziwi więc, że cztery z pięciu zostawiających świeżakom największe pole do popisu klubów to ekipy z Francji – Niceę (2245 minut dla 3 debiutantów) oddziela od Nantes (1728/1), Tuluzy (1162/4) i Lyonu (1113/2) tylko hiszpański RCD Espanyol (2119/4).

ranking debiutantów wg największej liczby rozegranej minut do 30.01.2017 [za CIES Football Observatory]

Analogiczna sytuacja ma miejsce w zestawieniu najczęściej ogrywanych spośród debiutujących piłkarzy – przewodzi mu Malang Sarr z Nicei, w chwili gromadzenia danych mający na koncie 1964 minuty gry. Od tego czasu powroty kontuzjowanych i zmiana systemu ograniczyły jego szanse, ale z 2030 minutami na aktualnym liczniku 18-latek wciąż jest szóstym najczęściej występującym graczem ekipy Luciena Favre’a. W rankingu CIES tuż za nim figurują Amine Harit (Nantes), Aaron Martin (Espanyol), Maxime Lopez (Marsylia) i Yann Karamoh (Caen). Gdy poszerzyć perspektywę do 15 spośród 92 pozycji, Francja prezentuje się tylko nieznacznie mniej okazale – reprezentuje ją w tym gronie aż dziewięciu zawodników.

Zestawienie bieżących danych mogłoby przybrać nieco inny kształt, zwłaszcza w przypadku indywidualnych „czasomierzy”, bo ograniczyły się okazje do gry Sarra, Harita czy Lopeza, zaś za granicą (za sprawą choćby Evertonu Ronalda Koemana) nowi profesjonaliści otrzymują więcej szans. Równocześnie w Ligue 1 wyraźnie poprawiły się jednak losy m.in. Jonathana Ikoné (od stycznia wypożyczonego z PSG do Montpellier), łatającego niedostatki obrony Lyonu Mouctara Diakhaby’ego czy grającego w pierwszym zespole Monaco dopiero od lutego i pominiętego jeszcze w danych CIES Irvina Cardony, więc proporcje nie uległy prawdopodobnie dużemu zachwianiu.

Sami debiutanci nie dostarczają jeszcze wystarczająco mocnego dowodu na przewagę szkoły francuskiej nad resztą Europy. Tutaj sporą przestrzeń do działania dostaje przypadek: kilka kontuzji ważniejszych graczy czy seria złych wyników mogą wywołać potrzebę eksperymentów i na chwilę niespodzianie otworzyć drzwi dla nieopierzonego gracza. Bardziej wartościowe może się okazać spojrzenie na częstotliwość delegowania do gry młodych piłkarzy; także tych, których chrzest bojowy dokonywał się już w poprzednich sezonach, ale wciąż bez trudu dają się klasyfikować jako zawodnicy młodzieżowi. Ciągłości i skuteczności szkolenia dowodzi wszak raczej nie prześciganie się w wysyłaniu do gry kolejnych żółtodziobów, ale powtarzalność w obdarzaniu zaufaniem młodych piłkarzy. Zbudowany przez poprzednie dane obraz uzupełniają – także biorąc poprawkę na ową powtarzalność – zestawienia klubów wystawiających na przestrzeni sezonu średnio najmłodsze jedenastki oraz poświęcających największy procent dostępnego czasu gry wychowankom.

 

ranking klubów eur. „wielkiej piątki” wg średniej wieku XI przebywającej na murawie, stan na 15.03.2017 [za CIES]

ranking klubów eur. „wielkiej piątki” wg % minut gry poświęcanego wychowankom, stan na 15.03.2017 [za CIES]

 

 

 

 

 

 

 

Równocześnie trzeba pamiętać, że przez formalne zawiłości definicja wychowanka bywa niejednorodna, a średnia wieku jedenastki nie musi być miarodajnym wyznacznikiem etosu szkoleniowego. Dla rozszerzenia perspektywy warto więc przyjrzeć się nie tylko ogółowi dopuszczanej „do słowa” świeżej krwi czy liczbie wychowanków (bo w tym gronie mogą się znajdować także weterani), ale częstotliwości wykorzystania w ligowej kampanii młodych graczy. Innymi słowy, szukać należy piłkarzy jeśli nie podstawowych, to chociaż regularnie funkcjonujących w okolicach pierwszych jedenastek swoich klubów. Dla zawężenia kryteriów porównań przyjmijmy za regularność – i tak pojętą bardzo luźno – udział w ponad połowie ligowych meczów rozegranych przez dany zespół w tym sezonie oraz (dla wykluczenia skrajnych przypadków wiecznych rezerwowych) co najmniej 600 minut gry. Za kategorię wiekową niech posłuży najbardziej oczywista – U21, czyli piłkarze urodzeni w roku 1996 lub później.

Przed 33. kolejką w Ligue 1 wpisuje się w ten profil 24 zawodników. Francuska ekstraklasa zdecydowanie wyróżnia się pod tym względem na tle pozostałych czołowych lig Europy – Bundesliga (16), Serie A (15) i La Liga (14) różnią się między sobą minimalnie, lecz wyraźnie odstaje Premier League (9), dla której ta przepaść to być może ostatni ślad po europejskiej dominacji z ubiegłej dekady XXI wieku. Liderami francuskiego podwórka w dziedzinie promowania młodzieży są Toulouse i Bordeaux, stale korzystające z usług czterech graczy U21. O ile jednak Żyrondyści ufają stereotypowi młodzieńczej fantazji i stawiają na „juniorski atak” (Malcoma, Francoisa Kamano, Valentina Vadę oraz Adama Ounasa), to Tuluza ze „złotych dzieci” składa defensywną część swojego trzonu. O ile Kelvin Amian nie występuje co tydzień, to stoper Issa Diop, pomocnik Alexis Blin i bramkarz (a zarazem najczęściej grający młodzieżowiec Ligue 1) Alban Lafont współtworzą kręgosłup zespołu, który pokonał Monaco i PSG, zaś przeciw tym drugim nie stracił w ciągu 180 minut żadnego gola.

 

Oto oni: grający najwięcej na swoich pozycjach piłkarze U21 ligi. Rekordzista Lafont ma na koncie komplet 2790 min w 31 meczach, a najrzadziej wystawiany Mouctar Diakhaby – 1570 min w 18 grach.

 

Wzorcowy duet ściga Olympique Lyon, w barwach którego na częste występy obok tegorocznego debiutanta Diakhaby’ego mogą liczyć także Maxwel Cornet i Lucas Tousart. Szczególnie dobre świadectwo wystawia lidze fakt, że trzy przewodzące takiej prowizorycznej klasyfikacji zespoły to firmy z górnej połowy tabeli. W pobliżu tego grona można też ulokować specyficzny przypadek Monaco – cieszący się opinią hodującego gwiazdki klub ma w swoich szeregach tylko jednego stale występującego piłkarza z grona „’96 lub później” (sami-wiecie-kogo), lecz równocześnie wypożycza dwóch takowych do innych klubów (Alain Saint-Maximine gra pierwsze skrzypce w ataku Bastii, a Youssef Ait Bennasser przewodzi pomocy Nancy). Nie jest oczywiście tak, że utalentowana ponad swój wiek perełka zdobi każdą wyjściową jedenastkę ligi – siedem drużyn nie może się pochwalić takimi zawodnikami, co w zestawieniu z systemem wypożyczeń Monaco i OL może tworzyć wrażenie relatywnej oligopolizacji rynku talentów przez krajowe potęgi.

Nawet jeśli takie zjawisko jest do pewnego stopnia realne, nie daje się odczuć w takim stopniu jak dominacja gigantów w pozostałych wielkich ligach. Co ważniejsze, nie znajduje negatywnego odbicia na kondycji krajowej piłki. Na zebranie plonów na szczeblu seniorskiej reprezentacji ma jeszcze przyjść pora, ale już rozegrane minionego lata Mistrzostwa Europy U19 zasugerowały, że Trójkolorowi robią coś inaczej – lepiej. Nie chodzi tylko o zwycięstwo w turnieju i jego styl, perfekcyjnie podsumowany finałowym tryumfem 4:0 nad Włochami. Większą uwagę – zwłaszcza z perspektywy niemal roku – przykuwają składy obu finalistów: w zespole Francuzów wystąpiło siedmiu piłkarzy, którzy dziś mają już za sobą grę w Ligue 1. Z jedenastu włoskich wicemistrzów gry w rodzimej ekstraklasie doczekało do dziś zaledwie dwóch.

Za kilka lat może się oczywiście okazać, że niektórzy z produkowanych w hurtowych ilościach, doświadczonych ponad miarę młodych-zdolnych zgubią drogę do wielkich karier i dzisiejszy dystans między Francją, a resztą europejskich liderów stanie się nieistotny, ale teraz nadsekwańskie podejście można tylko podziwiać. Miano wiodącej wylęgarni talentów nie jest bowiem przesadzone: w Ligue 1, jak w żadnej innej z wielkich lig, szczerze wierzy się w maksymę ”jeśli jesteś dość dobry, to jesteś dość dojrzały”.

Eryk Delinger
(@E_Delinger)


Tu możecie poczytać o akademiach w Bretigny: http://leballonmag.pl/2017/04/05/bretigny-akademia-gwiazd/ i Clairefontaine: http://leballonmag.pl/2017/02/09/podroz-do-serca-francuskiego-futbolu/

A tu zobaczycie, jak kolejną złotą erę francuskiej kadry zapowiada trener Stefan Białas: http://leballonmag.pl/2017/04/01/stefan-bialas-francja-znow-jest-nowa-brazylia/