22 Kwi Z piekła do nieba. Czyli historia Racing Club de Strasbourg

Po blisko dziewięciu latach tułania się po niższych ligach Racing Club de Strasbourg Alsace jest na drodze prowadzącej do Ligue 1. Klub z Alzacji w ostatnich latach przeżywał wiele złych chwil, ale udało się opanować bałagan i wyjść na prostą. Początki były bardzo trudne, klub nie potrafił się pozbierać po spadku w 2008 roku i wpadał w coraz większe długi.

Pięciu prezesów w ciągu roku i spadek do National. W 2010 roku Racing znajdował się na równi pochyłej, sytuacja klubu była katastrofalna. Ogromne problemy w sferze organizacyjnej przełożyły się na wyniki sportowe. Bardzo dużym problemem był konflikt na linii właścicieli klubu i władz miasta. Jako przykład warto podać odmowę burmistrza Strasbourga w kwestii przyznania klubowi dotacji, która mogła być jak oddech świeżego powietrza dla obciążonego budżetu.

„Na początku nie chciałem przeszkadzać, ale kiedy zobaczyłem jak wygląda sytuacja, to chwyciłem za telefon i zadzwoniłem do akcjonariuszy. Niestety nie dostałem odpowiedzi z ich strony. Dlatego uznałem, że nie chcą otrzymać 900.000 € od miasta. Nie chciałbym wydawać publicznych pieniędzy bez żadnych gwarancji”. – powiedział burmistrz Roland Ries na łamach France Football.

Ówczesny prezes Jean-Claude Plessis, który swoje stanowisko objął w marcu, przepowiadał świetlaną przyszłość klubu i przewidywał, że Racing w ciągu pięciu lat ponownie zawita w Ligue 1. Jego słowa były bardzo piękne i można było nawet uwierzyć, szkoda tylko, że nie udało mu się doprowadzić projektu do końca, ponieważ w listopadzie już w Strasbourgu nie pracował.

Po spadku do National (trzeci poziom rozgrywkowy), udało się powalczyć o szybki powrót do Ligue 2, jednak do miejsca zapewniającego awans zabrakło ledwie trzech punktów. To by było na tyle jeśli chodzi o pozytywne informacje z 2011 roku. Kolejny ciąg zdarzeń doprowadził do mocnego upadku. Po zakończeniu sezonu do akcji wkroczyło DNCG, czyli komisja kontrolująca finanse klubów we Francji. Raport komisji był dla klubu jak wyrok. Zadłużenie było tak duże, że Racing musiał zostać zdegradowany do CFA (czwarty poziom rozgrywek), ale kilka dni po opublikowaniu raportu spółka została postawiona w stan likwidacji i klub w kolejnym sezonie wystartował od CFA 2. Wielu piłkarzy dostało wolną rękę w poszukiwaniu nowych pracodawców, podobnie jak juniorzy z klubowej akademii.

Sytuacja RCS pogarszała się od lat, a kolejni właściciele nie potrafili wdrożyć środków naprawczych, traktując klub jak zabawkę i odsprzedając ją sobie za symboliczne euro. Przy życiu klub utrzymywała szkółka, która wydała na świat takich zawodników jak Kevin Gameiro i Morgan Schneiderlin, sprzedaż młodzieży tymczasowo łatała dziury w budżecie, ale na dłuższą metę były to tylko kropelki w oceanie potrzeb. Budynki klubowe zostały odkupione przez miasto, co znów okazało się kolejną reanimacją za publiczne pieniądze. Po raz kolejny pieniędzy wystarczyło tylko na chwilę. Stowarzyszenie Racing popadało w coraz więcej konfliktów, a kolejne sprawy trafiały do sądu. José Luis Chilavert chciał wywalczyć przed sądem 8 milionów euro, chociaż pewne było, że takich pieniędzy nigdy nie dostanie.

Kapitanem tego Titanica, który z uśmiechem zmierzał w stronę góry lodowej, był Jafar Hilali. Jeśli wcześniejszy właściciel Philippe Ginestet został nazwany przez lokalną prasę jako grabarz klubu, to bez wątpienia Hilali był szefem przedsiębiorstwa pogrzebowego. Reprezentował angielską firmę FC Soccer Capital Ltd i wraz z tajemniczym Estończykiem pod koniec 2009 roku przejęli władzę w Racingu. Zamykał trybuny, kiedy kibice kierowali w jego stronę nieprzychylne przyśpiewki, a nawet kontaktował się z innymi trenerami żeby ustalić wyjściowy skład. Pod koniec sezonu, kiedy RCS spadało do National, Hilali kontaktował się z Rollandem Courbisem, żeby ten skomponował wyjściową jedenastkę na decydujący mecz z Châteauroux. Po ogłoszeniu upadku, sprzedał klub za symboliczną kwotę kibicowi, który marzył o przywróceniu dawnego blasku swojej ukochanej drużynie. Jak się później okazało, nie potrafił przenieść swojej miłości na działania.

Nowym właścicielem został Frédéric Sitterle. Od samego początku cieszył się dobrą opinią wśród kibiców. Miał swoją wizję i nadzieję na lepsze dni. Na początku sezonu, jego kierownictwo wykazywało się prawdziwym entuzjazmem. Faza przebudowy została uruchomiona i na początku każdy w nią wierzył. Niestety jego największym problemem byli ludzie, którymi się otoczył. Mathieu Rabby i Jean-Baptiste Duteurtre. Zaprezentowani zostali jako wolontariusze, jednak fani w końcu dowiedzieli się, że obaj pobierają w klubie swoje pensje. Na początku kibicom wydawało się to normalne, ale to nie koniec. Sitterlé w końcu przyznał, że obaj otrzymują aż 1500 € miesięcznie od października 2011 roku. Lokalna prasa ujawniła, że tak naprawdę Mathieu Rabby otrzymywał od klubu średnio ponad 4000 € miesięcznie, w tym zwrot kosztów… Ponadto Sitterlé nie był faktycznym właścicielem. Deficyt RCS podobno został zmniejszony z 2,3 miliona euro do 800 tysięcy, ale nikt nie potrafił tego udowodnić.

Bardzo szybko kibice odwrócili się od Sitterle’a, a na jaw wyszła jeszcze sprawa nieuregulowania zobowiązań finansowych wobec klubu i tylko dotacje z miasta utrzymywały go przy życiu. Sitterle wpadł w panikę i ogłosił chęć odejścia. Co na to fani? Oni nadal robili swoje. Na mecz z Vesoul przybyli w liczbie 10 tysięcy i stworzyli atmosferę jakiej mogliby pozazdrościć na stadionach Ligue 1.

Światełko w tunelu pojawiło się w momencie, kiedy klub w czerwcu 2012 roku zmienił właściciela. Marc Keller wraz z dziesięcioma akcjonariuszami wykupili Racing za symboliczne euro. Wśród inwestorów znalazły się takie osoby jak Sébastien Loeb, Egon Gindorf i Ivan Hašek. Keller jest człowiekiem niezwykle mocno związany ze Strasbourgiem i całą Alzacją. Urodził się w Colmarze, a przez blisko pięć lat reprezentował barwy RCSA w tym czasie rozgrywając około 182 spotkania w których strzelił 44 gole. Nie tylko przywiązanie do tego miejsca jest jego dużym atutem, ponieważ po zakończeniu kariery zdobywał doświadczenie jako dyrektor sportowy i dyrektor generalny w RC Strasbourg (2001 – 2006) i AS Monaco (2006 – 2011). Chyba nie możemy mieć wątpliwość, że oto znalazł się idealny człowiek do podniesienia klubu z kolan.

„Projekt zakłada powrót do National (trzeci poziom rozgrywkowy przyp. red) w ciągu trzech lub czterech lat. Mamy już ustalony budżet CFA i jeden dla National na następny rok. Jeśli nam się nie uda, spróbujemy w 2014 roku.” – mówił Marc Keller. Jak widać zmiana w przeciwieństwie do poprzednich władz jest sporo. teraz już nikt nie obiecywał złotych gór.

Do zespołu sprowadzono zawodników mających doświadczenie gry w L1 i L2, infrastruktura i profesjonalizm nowego projektu przyciągały uwagę takich zawodników jak Stéphane Noro, Guillaume Gauclin i Jean-Philippe Sabo. Na trybunach też można było odczuć ekscytację nowym pomysłem na klub i fani swoje wsparcie okazywali rekordową obecnością jak na czwarty poziom ligowy we Francji. Stadion na którym w przeszłości w barwach RSCA grali Gress, Lebœuf i Luyindula notował frekwencje na poziomie 20 tysięcy i więcej. To znakomicie obrazowało jak duże zapotrzebowanie na dobry futbol jest w Strasbourgu, ale również całej Alzacji.

Pierwszy sezon w CFA był trudny z powodu obecności innego rywala o dużej renomie, a dokładnie Grenoble. Nie trzeba więc dokładnie tłumaczyć jak bardzo rywale byli zmotywowani na te pojedynki. Twarda i zmasowana gra w defensywie dała się we znaki obu drużynom (drużyny przyjeżdżające na Stade de la Meinau potrafiły przez 90 minut bronić się całą jedenastką), ale to Racing ostatecznie wywalczył awans. Nie obyło się be nerwów, bo Strasbourg zebrał dokładnie taką samą liczbę punktów jak US Raon, ale decydujące okazały się bezpośrednie pojedynki.

„Rozmawiałem z trenerem Yzeure, który zna ten poziom rozgrywkowy od lat i powiedział, że ten rok był najtrudniejszy. Każdy rozważył obecność Grenoble, Strasburga i dokonał odpowiednich wzmocnień. Zespoły nie mają nic wspólnego z tym, co zwykle prezentują.”mówił François Keller ówczesny trener RCSA (brat Marka).

Strasburgu jest wśród dziesięciu największych miast we Francji, które nie mają swojego przedstawiciela w Ligue 1. Mistrz Francji z 1979 roku w sezonie 2014/2015 zajmował miejsce w środku tabeli National, ale to nie przeszkadzało w osiągnięciu średniej 10.000 widzów. Kiedy Racing Club Strasbourg został zdegradowany do CFA2, nikt nie spodziewał się tłumów na pierwszym meczu sezonu, ale na spotkanie z Forbach nagle pojawiło się ponad 300 sympatyków. „To było coś niesamowitego” mówił Guy Freigenbruzel. Piłkarze dostali ogromnego kopa i wygrali 4:0.

„Tutaj ludzie przychodzą na stadion w bardzo młodym wieku i zostają na życie, niezależnie od wyników zespołu” – mówi Olivier Kost, szef grupy UB 90.  „W swoim życiu można mieć kilka żon, ale zawsze będziesz miał tylko jeden klub piłkarski. Miłość do klubu, to jedna z tych rzeczy, które są przekazywane z ojca na syna. Pierwszy raz na Stade de la Meinau przyszedłem w bardzo młodym wieku, tak jak moi bracia i siostry.” Katia Pfrimmer w wieku 43 lat, nadal nie jest w stanie opuścić chociaż jednego meczu RSCA: „Mój ojciec zabrał mnie po raz pierwszy na stadion w późnych latach 70-tych razem z moim bratem. Miałam dziesięć lat. Widziałam tytuł z 79 roku, Gilberta Gressa, to było wspaniałe. Kiedy doświadczysz takich chwil, to już nigdy nie możesz przejść obojętnie obok stadionu.”

Niewątpliwie jednym z najważniejszych wydarzeń w historii klubu, miasta i całej Alzacji jest zdobycie tytułu mistrzowskiego. Racing jest silnym elementem tożsamości regionalnej:

„Racing jest częścią DNA wszystkich Alzatczyków. Istnieje związek pomiędzy wszystkimi mieszkańcami Alzacji i klubem.” – mówi Marc Keller, a Barbara Schuster dodaje „Racing jest we wszystkich wsiach Alzacji. Mieszkańcy regionu czują się trochę zapomniani przez resztę kraju. Alzacja jako ostatnia otrzymała dostęp do szybkiej kolei TGV. Jesteśmy bardzo bogatym obszarem, a ludzie zawsze czuli, że muszą płacić za innych. Mamy dziesięć minut drogi do Niemiec i wielu Niemców uważa, że Alzacja jest ich domem. Dlatego Racing jest naszą dumą. Jest on integralną częścią całego regionu.”

Lojalność fanów wobec klub jest gwarantowana, ale to nie wyklucza, że nie będą wyrażać swojego niezadowolenia. W sezonie 2013/2014, kiedy zespół otarł się o spadek do CFA, kibice szczególnie wyrażali swoje niezadowolenie. Przed ostatnim meczem tego sezonu kibice wywiesili transparent z napisem „Za to wszystko będziecie się smażyć w piekle”. Jak wyjaśnił Milovan Sikimić, obrońca alzackiego zespołu, transparent nie przeszkadzał, a nawet pomógł w mobilizacji:

„Dla niektórych zawodników, którzy grali w mniejszych klubach może to być nieco skomplikowane. Jednak uważam, że to pomaga nam się doskonalić. Nawet jeśli wyniki nie są zgodne z oczekiwaniami kibiców, to nigdy nie przekraczają granic. Grałem w Serbii i mogę powiedzieć, że tam protesty są znacznie gorsze.”

Blisko rok temu wyjazdowy mecz Racingu przyczynił się do zamknięcia… liceum. Na meczu w Belfort spodziewano się około 4500 kibiców z czego 2 tysiące miało przyjechać ze Strasbourga, którzy bardzo chcieli zobaczyć jak ich klub wykonuje kolejny krok w stronę Ligue 2. Duża ilość kibiców gości dla miejscowych władz była powodem do zamknięcia pobliskiej szkoły:

„Bliskość szkoły ze stadionem jest powodem naszej decyzji. Oczekujemy ogromnego napływu kibiców z Alzacji i chcemy uniknąć krzyżowania się samochodów rodziców, uczniów i nauczycieli z policją oraz tłumem kibiców.”

Poprzedni sezon RCSA zakończyło na pierwszym miejscu w National i bez większych problemów wywalczyło sobie awans do Ligue 2. Teraz jako beniaminek Racing jest w grupie drużyn walczących o Ligue 1 i jest już o krok od powrotu na francuskie salony. Nawet jeśli się nie uda, to nikt nie będzie miał powodów do smutku. Klub wrócił na dobre tory i ma przed sobą ciekawą przyszłość. Wszystko co złe zostało już daleko z tyłu.