13 maja Najlepsi z najlepszych: Le Ballon wybiera

Poniedziałkowe rozdanie nagród UNFP (Francuskiego Związku Zawodowych Piłkarzy) dla najlepszych francuskich piłkarzy zapewne przypomni o głównej wadzie podobnych plebiscytów: nieważne jak długo debatować, zawsze za rogiem będzie czekał ktoś z listą pokrzywdzonych i pominiętych na podorędziu. W przypadku tegorocznej gali kontrowersyjne są już same nominacje, ale ponieważ podążenie za nimi zdejmuje z nieszczęśnika próbującego wskazać najlepszych graczy sezonu część odpowiedzialności, niechaj gra w podsumowanie potoczy się na zasadach Związku. Nie bez polemiki, oczywiście.

Najlepszy piłkarz

Kto zastąpił Zlatana Ibrahimovicia? – pyta bez ogródek witryna plebiscytu. Odpowiedzmy jej od razu: nie podołał temu nikt. Przynajmniej w sensie pełnym, wraz z artystyczną nonszalancją gry, mitologiczną otoczką i całą resztą pakietu zlatanicznych przymiotów. W Paryżu wiedzą o tym najlepiej. Edinson Cavani robił co mógł – rozegrał najlepszy rok w karierze i z liczbowego punktu widzenia nie ma się na tle zeszłorocznych wyczynów Szweda czego wstydzić. Gdyby jednak próbować streścić mijające rozgrywki w dwóch-trzech słowach, wśród propozycji nie znalazłby się pewnie „sezon Cavaniego”.

Nie był to też ani sezon PSG, ani Marco Verrattiego. W dosłownym rozumieniu Włoch jest MVP ligi – nie ma w Europie klubu, którego środek pola nie mógłby skorzystać na obecności księcia Paryża. Stać go jednak na znacznie więcej niż pokazywał odrabiając formę między kolejnymi kontuzjami. Pełni możliwości nie prezentował zbyt często również Alexandre Lacazette, nominowany do nagrody niemal „z urzędu”, jako wicekról strzelców. 24 gole w 28 meczach brzmią fantastycznie, zwłaszcza biorąc pod uwagę słabość Lyonu, ale aż 10 z nich ustrzelił z rzutów karnych. Nie da się powiedzieć, że był w swoim prawdopodobnie ostatnim sezonie w Ligue 1 wspaniały. Co najwyżej takim bywał.

Na ów przymiotnik zasługuje za to Bernardo Silva. Niesamowity rok Monaco to sukces wzorcowo zespołowy, ale nawet taka machina potrzebuje czasem awaryjnej drogi ewakuacji – sprytnego przyjęcia, niewyobrażalnego dryblingu, zaskakującego podania, tudzież wyrównującego gola przeciwko głównemu rywalowi do tytułu, strzelonego szczupakiem w 92. minucie meczu. Portugalczyk grał tak równo, i tak często okazywał się czynnikiem X przeważającym o sukcesie, że od miesięcy nikt nie pamięta o jego metryce: nie skończył jeszcze 23 lat, nie wiadomo gdzie leży granica jego zdolności, a już teraz można o nim powiedzieć niemal to samo, co o Verrattim – niewiele jest zespołów, w których byłoby dla niego za ciasno.

Najlepszy młody piłkarz

Wybór w tej kategorii jest o tyle trudny, że każdy z nominowanych chłopaków napisał w tym sezonie wielką historię i znalazł się w elitarnym towarzystwie w pełni zasłużenie. Na pierwszy rzut oka odstawać może Adrien Rabiot, bo w porównaniu do reszty wskazanych zdaje się biegać po boiskach Ligue 1 od zawsze, ale relatywnie duże doświadczenie nie powinno ujmować jego osiągnięciu. Jako zaledwie 21-latek rozbił żelazną hierarchię w najbardziej wartościowej pomocy ligi, a w drodze do tego celu wyprzedził jeszcze nowy, 30-milionowy zakup klubu. Pewnie robiłoby to większe wrażenie, gdyby w sąsiadującej z Paryżem w tabeli Nicei na newralgicznej pozycji cofniętego rozgrywającego nie rozgościł się jego rówieśnik – debiutujący w tym sezonie w pierwszej lidze Wylan Cyprien. Trzeci najdroższy zakup w dziejach OGCN już spłacił się z nawiązką, a przecież przez kontuzję nie zdołał nawet dokończyć sezonu. Na jak ważną postać wyrósł w pierwszym roku w nowym klubie, najlepiej pokazuje zresztą mnogość głosów wieszczących rychły koniec zwycięskiej formy Orląt w chwili, gdy Cyprien nabawił się urazu.

Przykra dola pomocników i bardziej wycofanych piłkarzy – w walce o wyróżnienia niemal zawsze są skazani na porażkę z asami ofensywy. I tu nie ma miejsca na przekorę – Adrien i Wylan gasną przy złotych dzieciakach Monaco. O Kylianie Mbappé da się mówić w nieskończoność, co tydzień od nowa – każdy następny gol czyni jego dorobek jeszcze bardziej niedorzecznym. Wielkiego pecha miał Thomas Lemar, że trafił właśnie na czas Kyliana, bo w każdych innych warunkach to on zawłaszczyłby miano piłkarza dojrzałego i skutecznego ponad swój wiek. To jemu mimo wszystko należy się tytuł młodzieżowego bohatera sezonu – jest podstawowym graczem już-prawie-mistrza od pierwszego dnia rozgrywek, głównym specjalistą od stałych fragmentów i trzecim (po wiadomym duecie napastników) strzelcem drużyny. Mbappé przebił się do rozpędzonego, de facto wyglądającego już na zwycięskie Monaco w połowie sezonu – bez Lemara tej zwycięskiej drużyny by nie było.

Najlepszy bramkarz

W tym miejscu sprawa robi się skomplikowana. Trzech golkiperów doczekało się nominacji w nagrodę za reputację własną i klubu, zaś czwarty sprawia wrażenie wskazanego dla wykreowania sztucznego wrażenia równowagi. Danijel Subašić jest najsłabszym (co nie znaczy: słabym) ogniwem jedenastki Monaco. To przyzwoity fachowiec, ale w trakcie sezonu uratował swojemu zespołowi mecz najwyżej raz – za to kilkakrotnie sprawiał kłopoty, najczęściej nerwowym wyprowadzeniem piłki. Zagadka obecności Kevina Trappa w klubie o ambicjach PSG straciła na świeżości, więc UNFP dostarczyła kolejną. Jego największym osiągnięciem jest to, że przegrał rywalizację z Alphonsem Areolą tylko raz i nie zmarnował – otrzymanej wyłącznie dzięki błędom Francuza – drugiej szansy.

Baptiste Reynet doczekał się wyróżnienia za heroiczną, nierówną walkę o czyste konta w barwach bijącego się o utrzymanie Dijon, ale tak naprawdę w jego miejscu można by równie dobrze wymienić Thomasa Didillona czy Mathieu Michela. Każdy sporo się napracował, na niejedną wspaniałą paradę się zdobył i uratował drużynie kilka bezcennych punktów, a na miano najlepszego w lidze i tak nie ma (nie powinien) mieć szans. Z wytypowanej czwórki najbliżej zasłużonego zwycięstwa jest Anthony Lopes – jak chyba każdy piłkarz Lyonu, ma za sobą przeciętny jak na swoje standardy sezon, ale i tak wiele razy ratował zdecydowanie za słabą jak na czwarte miejsce w lidze defensywę Les Gones.

Prawdziwie najlepszy bramkarz rozgrywek nie znalazł się nie tylko wśród nominowanych do nagrody, ale nawet w szerszym gronie golkiperów zaproponowanych do jedenastki roku. Jego nazwisko padnie poniżej, przy okazji omówienia tejże.

Najlepszy trener

Standardowe cztery nominacje można by w tym przypadku lekką ręką ograniczyć do dwóch. W walce liczą się tylko Leonardo Jardim i Lucien Favre, odpowiedzialni za dwie największe transformacje sezonu. Jardim przemeblował swoją własną koncepcję i w ciągu kilku miesięcy zmienił pragmatyczny, nudny zespół w jedną z najbardziej ekscytujących ekip Europy. Favre przedstawił się w nowej lidze konstruując na zgliszczach opuszczonej przez trenera i gwiazdy Nicei drużynę skuteczniejszą, młodszą i bardziej atrakcyjną, po czym – demonstrując po drodze sporą elastyczność taktyczną i odwagę – wprowadził ją do kwalifikacji Ligi Mistrzów. Wybór Favre’a miałby jednak w sobie coś z taniej, ostentacyjnej przekory: a więc Jardim.

Wyróżnienie Jocelyna Gourvenneca w prestiżowym gronie jest całkiem słuszne: pokazał, że Bordeaux nie pomyliło się dając mu szansę awansu z Guingamp. Choć Żyrondyści grali w kratkę, dostarczyli kilka pokazów naprawdę porywającego futbolu, w dodatku przy udziale bardzo młodych zawodników. Z drugiej strony dostaliśmy Himalaje nonsensu, czyli nominację dla Unaia Emery’ego, człowieka-porażki. Nie zapanował nad szatnią, nie potrafił wprowadzić większości nowych piłkarzy, skompromitował klub w Europie. Daje się pochwalić głównie za pracę z wychowankami – Rabiotem, Nkunku i Kimpembe. Nie ma pewności co do tego, czy jest najgorszym z dwudziestu zatrudnionych w Ligue 1 trenerów, ale nie ma prawa mieścić się w czwórce najlepszych. Znacznie lepszą opcją byłby sprawnie operujący zupełnie niedopasowanymi, zaczerpniętymi z różnych zestawów klockami Rudi Garcia, bądź ukłon w kierunku stronnictwa radykalnych hipsterów – nominacja dla Sérgio Conceição.

Najlepsza jedenastka

Bramkarz
Grono kandydatów do nagrody golkipera roku w plebiscycie na drużynę sezonu uzupełnili Alban Lafont i Stéphane Ruffier. Wśród sześciu rzekomo najlepszych fachowców ligi nie znalazł się zatem Yohann Pelé, który zgromadził dotychczas najwięcej (17) czystych kont w Ligue 1. To jemu należy się tytuł czołowego golkipera ligi – nie za samą liczbę meczów „na zero”, ale za to, że wypracował takie wyniki grając (zwłaszcza w pierwszej połowie rozgrywek) za jedną z najbardziej niestabilnych defensyw w kraju. Czasem zdarza się, że licznik minut bez straty gola bije rekordy bez nadmiernego wkładu pracy samego bramkarza; tutaj jest wręcz odwrotnie: gra w zespole z Dorią, Rodem Fannim czy Henrim Bedimo powinna automatycznie mnożyć wszelkie liczby mierzące jakość występów golkipera razy trzy.

Skoro jednak podsumowanie miało podążać ścieżką wytyczoną przez UNFP (i dziennikarzy beIN Sports), w bramce „galaktycznej” jedenastki stanie Alban Lafont. 18-latek bronił wyśmienicie i wielokrotnie kończył spotkania jako bohater Tuluzy, a jedne z najlepszych swoich występów notował w meczach z najsilniejszymi rywalami – przede wszystkim z PSG, w starciach z którym zachował dwa czyste konta. 8 z jego 10 meczów bez straty bramki kończyło się remisami bądź zwycięstwami 1:0. Znaczenia nastolatka dla bezpieczeństwa Tuluzy w tabeli nie umniejsza nawet fakt, że to za jego plecami wylądował sławny na całą Europę 50-metrowy strzał Memphisa Depaya (patrz niżej).

Obrońcy
Baczność! Do hymnu! Liderem formacji obronnej zespołu Ligue 1 All-Stars musi być Kamil Glik. Był niekwestionowanym wodzem mistrzowskiej defensywy Monaco – bez jego doświadczenia świeżo zmontowana czwórka obrońców nie zazębiłaby się tak szybko. Sprawdził się nie tylko jako spoiwo całej linii i nauczyciel dla partnerującego mu Jemersona, ale też strzelec kluczowych goli – 5 z 6 jego ligowych trafień bezpośrednio wpływało na wynik meczu, dając ASM wyrównanie bądź prowadzenie. Wyłączając strzeleckie popisy, podobną rolę pełnił w obronie Nicei Dante. Ledwie zameldował się w nowym kraju, wziął na siebie obowiązek stałej asekuracji młodego Malanga Sarra; rozwinął się przy nim zresztą także kapitan OGC, Paul Baysse. Brazylijczyk od transferu opuścił tylko jedno ligowe spotkanie, toteż odnajdywał się w bardzo zróżnicowanych warunkach – w tercecie i kwartecie obrońców, z trzema różnymi partnerami i z wieloma kombinacjami pomocników przed sobą – ale swojego starego-nowego trenera w zasadzie nie zawodził.

System gry Monaco nie mógłby funkcjonować bez drugiej pary skrzydłowych wykorzystujących otwierane przez skrajnych pomocników korytarze. Szczególnie zaś – bez Benjamina Mendy’ego. Doskonała współpraca z Lemarem oraz łatwość dostarczania celnych dośrodkowań i ostrych, kąśliwych strzałów sprawiała, że Mendy absorbował uwagę przeciwników jak pełnoprawny skrzydłowy – a jeśli tak się nie działo, zwykle płacili za to wysoką cenę. Skład defensywy dopełni czwarty zawodnik z Lazurowego Wybrzeża – pan i władca prawego skrzydła Nicei, Ricardo Pereira. Na kolejnych etapach sezonu Favre sprawdzał go jako wahadłowego, obrońcę i skrzydłowego, za każdym razem z celującymi rezultatami. Swój sezon Portugalczyk domknął widowiskową, choć nieoddającą istoty jego codziennej pracy klamrą – przepięknym, w praktyce zwycięskim golem odebrał PSG nadzieję na dogonienie Monaco.

Pomocnicy
Niewdzięczna rola numeru 6 w ligowym dream teamie powinna przypaść pomocnikowi, który w rok pokonał drogę od uniwersalnego aktora dalszego planu do piłkarza łączonego z PSG, Monaco, a nawet Barceloną – Jeanowi Michaëlowi Seriemu. Już w poprzednim sezonie był dla Nicei ważny, ale wówczas jawił się jako gracz dla koneserów piłki w mało literackim wydaniu; teraz, jako bijące serce zespołu i maszynka do asyst, jest już nie do przeoczenia dla żadnego gatunku widza. Skoro o ostatnich podaniach, nie mogłoby tu zabraknąć najlepszego kreatora pięciu czołowych lig Europy w trwającym sezonie, Morgana Sansona. Jesienią w Montpellier wyraźnie zasygnalizował, że jest gotów na większy klub, a wiadomość w styczniu odebrała Marsylia, w której piłkarz rozbłysnął jeszcze jaśniej. Jego transfer odmienił L’OM dużo wyraźniej niż powrót Dimitriego Payeta.

W gwiazdorskim tercecie musi się też znaleźć tytułowany wyżej najlepszym graczem ligi Bernardo Silva, klejnot w mistrzowskiej koronie. Być może to ostatni dzwonek, by go chwalić i nagradzać jako piłkarza występującego w Ligue 1. Przy okazji kolejnego wyróżnienia dla Portugalczyka wypada jednak wspomnieć o jego kolegach – gdyby do dyspozycji było jeszcze jedno miejsce dla pomocnika, przypadłoby Fabinho bądź Tiemoué Bakayoko. Serce się kraje na myśl o pominięciu piłkarzy tak klasowych jak ci dwaj, ale także grający na miarę wielkiego transferu Coco Tolisso (OL) czy demonstrujący najlepszy futbol w karierze Ryad Boudebouz (Montpellier).

Napastnicy
Dwie z trzech pozycji obsadzają się same. Atak drużyny wybrańców musi wszak poprowadzić król strzelców, Edinson Cavani, odpowiedzialny za niemal połowę dorobku bramkowego wicemistrza. Skoro dzieli widzów na miłośników i zajadłych wrogów po tak wspaniałym sezonie, nie przestanie tego robić już nigdy – krytyka ze strony tych drugich wygląda dziś jednak na karykaturalną: to jest jego czas. Miejsce obok należy się zaś mianowanemu wcześniej najlepszym młodzieżowcem Thomasowi Lemarowi, nieznacznie tylko mniej drogocennemu (bo mniej oszlifowanemu) niż Bernardo Silva. Przy Kylianie Mbappé nie wypada już nazywać go „złotym dzieckiem”, niech więc będzie odrobinę bardziej dojrzale – złoty chłopak.

Mbappé jeszcze w niejednym plebiscycie zabłyśnie. Jeśli pójdzie przepowiadaną mu ścieżką, może się rozpychać w jedenastkach marzeń przez najbliższe kilkanaście lat. Nie ma więc powodu, by promować go na siłę – najlepszym napastnikiem Monaco w sezonie 2016/17 był Radamel Falcao. Wracał do Francji jako dobro nadpsute, piłkarz złamany i nienaprawialny – ale tamtego gracza już nie ma; jest El Tigre, kapitan i pierwszy strzelec mistrza Ligue 1 oraz półfinalisty Ligi Mistrzów. Kolumbijczyk wybornie spisywał się jako przywódca młodej drużyny – jeśli nie prowadził jej do zwycięstwa od pierwszej minuty, zwykle wchodził z ławki by i tak zostać bohaterem.

Konkurencja o pierwszą trójkę atakujących nie była tak niesamowita jak w środku pola, ale znalazłoby się kilka nazwisk, których skreśleniu towarzyszył żal. Gdyby rozgrywki zaczynały się w styczniu, obok Kyliana musiałby się znaleźć Florian Thauvin, zaś Alassane’a Plei szans w wyścigu pozbawiła poważna kontuzja. Niepopularne będzie pewnie także odrzucenie kandydatury Alexandre’a Lacazette’a, stanowiącego w tym roku skrajny przypadek piłkarza wyglądającego w liczbach kilkakrotnie lepiej niż na murawie.

Jedenastka sezonu w komplecie [grafika wygenerowana via Eurosport Best11]

Najpiękniejszy gol

Na deser zostaje zupełna formalność. Wszystkie nominowane trafienia są piękne, lecz żadne nie wyróżnia się wyjątkowym kontekstem, mogącym wynieść bramkę do rangi historycznej. Liczą się więc wyłącznie noty za wrażenia artystyczne, a na tym polu Memphis Depay zdeklasował konkurencję swoim golem przeciwko Tuluzie: w pełni intencjonalny, mierzony strzał z połowy boiska będzie wspaniałą ozdobą nie tylko debiutanckiego roku w Ligue 1, ale całej kariery Holendra. Dla pewności możecie go rzecz jasna poniżej porównać z pozostałymi wyróżnionymi bramkami.


Trophées du football : Les 5 plus beaux buts de… przez Beinsports-FR

redakcyjny wybór uporządkował i opisał Eryk Delinger
(@E_Delinger)


Tutaj możecie dowiedzieć się więcej o wybranym do naszej XI Jeanie-Michaelu Serim: http://leballonmag.pl/2017/05/04/maszyna-puela-na-uslugach-favrea/
Tu z kolei przeczytacie o najmłodszych gwiazdach mijającego sezonu: http://leballonmag.pl/2017/04/13/ligue-1-inkubator-europy/