21 maja Luźne przemyślenia: Morel zawalił Lyonowi sezon

Lyon to klub naprawdę dobry jak na francuskie realia. Aspiruje on również do bycia w czołówce europejskich zespołów. Lacazette, Tolisso czy Lopes to nazwiska, które gwarantują naprawdę dużą jakość. Jest jednak, wśród podstawowych graczy, jedno, które wyraźnie nie pasuje do reszty i zupełnie niszczy obraz drużyny, która miałaby na stałe zagościć wśród topowych ekip. A imię jego Jérémy i Morel.

Od razu jednak zaznaczę, że mimo tego, że uważam Morela w pierwszym składzie za jeden z głównych powodów słabej gry OL w tym sezonie, to nie mam do niego nawet odrobiny pretensji. O co chodzi?

Jérémy, patrząc na postawę prezentowaną na boisku, wydaje się naprawdę w porządku jako człowiek. Zawsze daje z siebie 100%, nigdy nie odstawia nogi, jednak nie można powiedzieć, że jest jakimś brutalem. Ponadto widać, że swoje obowiązki traktuje poważnie, jest profesjonalistą. Nigdy nie symuluje, gra fair. Sam powód, dla którego wybrał Lyon, też wiele o nim mówi. Oto fragment jego emocjonalnej wypowiedzi, w której tłumaczył swój wybór (całość dostępna tutaj):

Kiedy podejmowałem decyzję, czynniki sportowe nie były jedynym kryterium. Mogłem wyjechać za granicę, odkryć inny kraj, dostawać wyższą pensję, ale dla zdrowia mojego syna trzeba było porzucić ten pomysł. To nie był dobry moment. Dlatego zostałem w Ligue 1, a kiedy zachowujesz chęć gry w innym wielkim klubie, bierzesz pod uwagę OL.Jérémy Morel

Morel, z lwem na piersi, starał się robić wszystko najlepiej, jak potrafi. Problem w tym, że jego maksimum, to dalej za mało dla klubu, który chciałby walczyć o tytuł. PSG ma Kurzawę, Monako ma Mendy’ego, Nicea ma Dalberta. W porównaniu z nimi obrońca Lyonu wygląda naprawdę słabo, a jest z tego grona zdecydowanie najstarszy, więc lepszy już raczej nie będzie. Nie chodzi tutaj o same statystyki, bo według oficjalnej strony Ligue 1 Morel ma trzy asysty i przegrywa tylko z Mendym (który ma ich pięć), a Kurzawa i Dalbert mają odpowiednio dwie i jedną. Żeby dostrzec problem, trzeba obejrzeć dużą liczbę spotkań z udziałem Jérémy’ego i poznać styl gry podopiecznych Bruno Génésio.

Lyon gra piłkę opartą na dużej ilości podań. Gracze często bazują na spokojnym rozgrywaniu piłki, żeby powoli rozpracować defensywę rywala i po znalezieniu luki przyspieszyć grę na tyle, by Lacazette znalazł się w dogodnej sytuacji do strzelenie gola. Trenerzy innych zespołów to wiedzą, dlatego zagęszczają środkowe rejony boiska, żeby utrudnić kombinacyjną grę zawodnikom odpowiedzialnym za kreację. W takich sytuacjach kluczowe znaczenie mają boczne sektory murawy, a więc dyspozycja skrzydłowych, a także lewego i prawego obrońcy. Na lewej flance grali głównie prawonożni Valbuena i Depay, na prawej zaś lewonożni Cornet i Ghezzal. To oznacza, że większość akcji kończyła się zejściem do środka na lepszą nogę i szukaniem strzału lub szybkiego rozegrania z Lacazettem, który grać na jeden kontakt potrafi jak mało kto. Problem w tym, że jak wcześniej wspomniałem, w środku zwykle było już tak gęsto, że podawanie w tamten obszar było równoznaczne ze stratą piłki. Jaka więc była kluczowa pozycja w ataku Les Gones? Boki obrony.

Te dwa pokracznie porysowane screeny (starałem się, serio) są wprawdzie z meczu z Ajaxem, ale przeciwnik nie jest w tym przypadku aż tak istotny. Chodzi o samą sytuację, bo ona powtarzała się przez cały sezon. Kiedy Valbuena na lewym skrzydle schodzi do środka na prawą nogę (albo po drugiej stronie Cornet czy Ghezzal robią lustrzane odbicie tego zagrania), to jeżeli lewy obrońca w tempo wybiegnie do podania, otrzymując piłkę, będzie miał szansę na dośrodkowanie bez obecności bocznego pomocnika/defensora rywala, a w najgorszym wypadku będzie miał na głowie pojedynek jeden na jednego. Wydaje się, że to sytuacja typu win-win, jednak pamiętajmy, że chodzi tutaj o Morela, w przypadku którego taki rozwój wypadków to raczej lose-lose. „Drybling” to słowo, które nijak nie łączy się z „Morel”, chyba że chodzi tu o popisy rywala, których obrońca OL nie był w stanie powstrzymać. Jest do bólu jednowymiarowy, jedynym zagraniem, jakim może próbować ominąć rywala, jest wypuszczenie sobie piłki i próba szybkościowa z oponentem, jednak ze względu na niezbyt dobre przyspieszenie wygrywa je tak często, jak Dijon na wyjazdach. Po nieudanym rajdzie jest kilka opcji, jednak najczęściej powtarzały się trzy: zatrzymanie piłki i cofnięcie jej do Gonalonsa/Diakhaby’ego, ponowienie ofensywnej szarży, próba dośrodkowania. Dośrodkowania. To jest jego największa bolączka. Dobry drybling jest niewątpliwą zaletą dla bocznego obrońcy, jednak nie jest tak kluczowy, jak umiejętność wrzutki. Dostajesz piłkę, dośrodkowujesz ją dokładnie z pierwszej piłki, rywal ma problem. Jeżeli po dośrodkowaniu wychowanka Lorient rywal miał problem, to tylko taki, żeby tę piłkę potem znaleźć. Oczywiście hiperbolizuję, ale lewy obrońca w taktyce, w której skrzydłowi raczej schodzą do środka i szukają strzału lub gry kombinacyjnej, niż sami dogrywają, musi umieć centrować piłkę z sensowną dokładnością. W Lyonie poprzeczka jest zawieszona jeszcze wyżej, ponieważ Lacazette ma wiele walorów, ale nie jest hegemonem gry w powietrzu, a i wzrost nie jest jego kluczowym atrybutem. Właściwie jedynym zrozumiałym adresatem górnej piłki w ofensywie może być Tolisso, który z kolei nie tak często w polu karnym się pojawia. Centry bocznego obrońcy powinny być więc albo perfekcyjnie wymierzone, albo po prostu grane po ziemi. Dośrodkowania byłego gracza Marsylii są zaś albo za linię końcową, albo w pierwszego rywala. To z kolei wpływa mocno zarówno na grę przeciwnika, jak i kolegów z zespołu. Czasami wydaje się, że koledzy nie do końca mu ufają i kiedy naprawdę ciekawie się wysuwa na pozycję, piłki po prostu nie otrzymuje. Jego nieporadność w ofensywie skutkuje zaś tym, że przeciwnik nie musi za nim tak dokładnie podążać (dzięki czemu rywal ma potem więcej sił żeby atakować), albo może się skupić na podwojeniu skrzydłowego OL czy też Lacazette’a, co znacznie zmniejsza szanse powodzenia natarcia. Problem jest też w tym, że środkowym obrońcą, który najczęściej gra obok Morela jest młodziutki Diakhaby, dla którego jest to pierwszy sezon w profesjonalnej karierze. Niepewność lewego obrońcy na pewno rzutowała na podstawę stopera, który mimo tego, że jest o dwanaście lat młodszy, to przez lwią część sezonu wyglądał na bardziej doświadczonego zawodnika i często musiał ratować sytuację po tym, jak 33-latek dawał się ograć rywalom.

Morel ma więc swoje wady, ale jeżeli rekompensowałby nieprzydatność w ofensywie naprawdę solidną obroną, to nie byłoby tematu. On zaś w defensywie nie jest zły, ale to na pewno nie jest światowy poziom, który uzasadniałby jego niepodważalną pozycję na boku obrony. Jest waleczny, silny, nie jest jakoś przesadnie łatwo go przejść, jednak co z tego, skoro notorycznie gubi krycie. Przez cały sezon powtarzała się sytuacja, że w ofensywie nie dawał właściwie nic, za to kibice na pewno pamiętają niejedną bramkę, która była spowodowana jego błędem. W defensywie i tak był jednak o niebo lepszy niż w ataku, dlatego wydaje się, że powinien być częściej wystawiany przeciwko rywalom, którzy mają zwykle wysokie posiadanie piłki, a w meczach gdzie wiadomo, że Lyon będzie przy niej przez 60% czasu, ciekawym pomysłem byłoby postawienie na kogoś bardziej ofensywnie usposobionego. Nic z tego, Morel gra z każdym jak leci. To jednak nie jest jego wina. Dostaje szansę gry, to przecież nie odmówi. Robi co może, walczy do ostatniego tchu i za to chwała dla niego. Wina leży po stronie innych.

Bruno Génésio to nie jest trener, który cieszy się dużą renomą wśród fanów OL. Nie do końca można zrozumieć jego taktyczne wybory, jednak co gorsze, te personalne też często okazują się dziwne. Nicolas Nkoulou zagrał na początku sezonu kilka spotkań, potem stracił miejsce w składzie i właściwie przez pół roku nie grał w klubie. I to wcale nie oznacza, że był na ławce, siedział w tym czasie z wyboru trenera na trybunach. Pod koniec kwietnia okazało się jednak, że chyba coś potrafi, bo od tego momentu gra w każdym spotkaniu przez 90 minut. W kluczowym momencie sezonu na tak ważnej pozycji szansę dostaje zawodnik, który cały sezon nie grał. Kibice OL narzekają też bardzo na brak szans dla nowych graczy. Fakt, Diakhaby dostał w tym sezonie szansę i ją wykorzystał (chociaż ostatnio bardzo mocno obniżył loty), ale to raczej dlatego, że pozostali byli tak słabi, że gorzej być już nie mogło, więc eksperyment właściwie nie był obarczony ryzykiem. Jedynym pozytywem tego sezonu jest chyba włączenie do pierwszej drużyny Tousarta, który pokazuje, że naprawdę warto było dać mu szansę i może być z niego bardzo solidny piłkarz. To jednak tyle z nowych twarzy, mimo że Lyon właściwie opiera się na wychowankach i w mediach społecznościowych kibice domagają się młodzieży, a szczególnie gry Houssema Aouara. Rywalizację z nim wygrywa Ghezzal, który prezentuje się słabo, a w dodatku zapewne odejdzie po tym sezonie z klubu, bo nikt nie ma zamiaru wypełnić jego wybujałych wymagać finansowych. Kolejna niezrozumiała decyzja wiąże się z głównym bohaterem tekstu. Czemu Morel, czemu nie Rybus?

To pytanie pada wśród kibiców dość często. To nie jest tak, że Rybus w spotkaniach, których dostał szansę, grał świetnie. Zdarzyła mu się wpadka z Guingamp, mecz do szybkiego zapomnienia. W innych spotkaniach widać było jednak, że defensywa nie jest mu obca, a potencjał ofensywny ma nieporównywalnie wyższy niż Morel. Czemu więc, przy marnej postawie rywala o pierwszy skład, nie dostał prawdziwej szansy od szkoleniowca? Trudno powiedzieć. Nie trzeba jednak wielkiej wyobraźni, by dostrzec, że Polak mógłby zanotować naprawdę sporo ważnych asyst, gdyby dostał okazję. Rewanż z Ajaxem to udowadnia – Maciej wszedł na ostatni kwadrans i po sześciu minutach gry, bez długiego wchodzenia w mecz, będąc kompletnie poza rytmem meczowym (112 minut ligowych na boisku łącznie w 2017 roku), posłał na głowę Ghezzala piłkę, na którą od Morela czeka się cały sezon. Bezskutecznie zresztą.

Poza tym za Rybusem w starciu z Morelem przemawiała jeszcze jedna, bardzo potrzebna umiejętność, mianowicie rzuty wolne. Nie chodzi tu jednak o te, z których piłka jest dośrodkowywana, bo Valbuena czy Depay robią to nieźle i Polak nie jest aż tak w tym aspekcie potrzebny. Problem pojawia się, gdy piłka znajduje się blisko bramki i śmiało można uderzyć prosto na bramkę. Valbuena zbyt często oddaje strzały zupełnie niegroźne. Fekir, chyba najczęściej uderzający bezpośrednio ze stojącej piłki, robi to naprawdę źle i cały czas posyła futbolówkę nad poprzeczką i jeden, szczęśliwy gol z Angers tego nie zmienia. Rybus potrafi uderzyć, więc mając w ciągu sezonu kilka okazji, być może zamieniłby którąś z nich na gola. Nie mógł jednak tego zrobić, bo na boisku zamiast niego był Morel, który z wolnego uderzałby pewnie wślizgiem.

Wybór trenera. Génésio postanowił praktycznie wykluczyć Polaka z gry, on często nie łapał się nawet do kadry. To oznacza, że wyraźnie przegrywał rywalizację z Morelem. Tym samym, który jest najsłabszym ogniwem pierwszej jedenastki. To oznacza, że albo trener się na Rybusa uwziął (co czyni byłego zawodnika Lyonu słabym menedżerem), albo ten nie przykładał się wystarczająco do treningów i z tego powodu nie dostawał szans. Fani OL w internecie często krytykują wystawianie Morela w pierwszym składzie, dlatego nietrudno chyba wskazać, kto według nich w tej sytuacji jest winny.

Zrzucenie winy za dopiero czwartą lokatę w lidze i zupełny brak walki o Ligę Mistrzów wyłącznie na Morela byłoby dużą niesprawiedliwością, to fakt. Jednak nie mam wątpliwości, że ten sektor pracował w tym sezonie źle i bardzo mocno przyczynił się do tego, że nawet w miejscowościach poza Lyonem można zauważyć „Génésio Out” (chociaż to jeszcze nie jest poziom „Wenger Out”). Nie sposób konkretnie wskazać jednego winowajcy. „Wina Génésio” lub „wina Morela” jako francuska odpowiedź na „wina Tuska”? Trochę tak to może wyglądać, jednak jedno jest pewne, w Lyonie koniecznie potrzeba zmian.