03 Sie Bienvenue, Neymar! Une nouvelle époque commence!

„Dobre sobie”. Jeżeli śledzenie piłkarskich nowinek jest jednym z waszych codziennych rytuałów, zapewne właśnie to pomyśleliście 17 lipca. Wtedy pierwszy raz przeczytaliście, że PSG liczy na transfer Neymara. 17 dni futbolowy świat dostał na oswojenie się z tym nieprawdopodobnym wymysłem i wykolejeniem ustalonego porządku wszech rzeczy. Koniec czasu – witajcie w nowej epoce: Neymar est parisien.


Pompatycznie? Musi tak być. Fraza „Paris Saint-Germain zabrało piłkarza wielkiej Barcelonie” opisuje sprawę najwyżej w jednej dziesiątej. Parysko-katarski buldożer rozwalił bowiem w pył wszystko, co wiedzieliśmy o europejskiej piłce. Najpierw Barça przekonała się, że nie zawsze może na pstryknięcie palcem wybierać gwiazdy innych zespołów, a tuż po tym – że ich własne klejnoty koronne nie są przymocowane na stałe. PSG w dwóch ruchach zepchnęło więc Katalończyków do szeregu, o którego istnieniu tamci nie mieli dotąd pojęcia.

Strona katalońska będzie się bronić: klub jest potężniejszy niż jeden gracz i niejedną gwiazdę już zastępował, Neymar nie jest jedyny w swoim rodzaju, wszystko wciąż pod kontrolą. Fakty są jednak nieubłagane – stracili drugiego, w ostateczności trzeciego najlepszego piłkarza, najlepszego zawodnika przed trzydziestką i jedynego poważnego kandydata do ewentualnego zastąpienia Leo Messiego. Przynajmniej w historii najnowszej to Barcelona zawsze rezygnowała z gwiazd, nigdy gwiazdy z Barcelony. A już na pewno nie u szczytu możliwości i nie na rzecz klubu z Ligue 1.

Katalończycy mają szczęście, że ta demonstracja siły kosztowała PSG podwojenie dotychczasowego transferowego rekordu świata i ponad trzykrotne (a jeśli wliczyć premie dla Neymara Seniora i Piniego Zahaviego, pięciokrotne) przebicie własnego (€64m za Edinsona Cavaniego). Kolosalną plamę na wizerunku giganta przesłoni dyskusja o absurdalnych pieniądzach i pogardzie Katarczyków dla finansowego fair play. Jakkolwiek wyświechtana, debata jest rzecz jasna słuszna: wyrzucenie do kosza dotychczasowych reguł gry wymagało kolosalnej walizki wypchanej forsą. Jak bardzo by nie sympatyzować z Les Parisiens, nie da się przedstawić tego w korzystnym świetle – tym bardziej mając na uwadze pochodzenie pieniędzy.

Korzyści przeważają jednak straty. Te w skali kontynentalnej są jasne: radykalne przemeblowanie zastanego układu na najwyższym poziomie europejskiej piłki to zawsze dobre wieści. Akumulacja najlepszych graczy świata w trzech największych klubach zdążyła znużyć już chyba wszystkich prócz kibiców tychże. Neymar to potrzebny wyłom w konstrukcji, która wydawała się zabetonowana na dobre: pierwszy raz od bodaj dekady jeden z trzech najbardziej wartościowych graczy świata nie będzie występował w Realu lub Barcelonie.

Z perspektywy krajowej sprawa wygląda na bardziej złożoną: z jednej strony – dostajemy możliwość oglądania w Ligue 1 niesamowitego zawodnika, pełnię zdolności mającego dopiero przed sobą. (Chyba tylko fanatyczny kibic Marsylii będzie w stanie zupełnie powstrzymać ekscytację przed debiutem Neymara w koszulce PSG). Z drugiej, ten zakup przesądzałby o losach kolejnego tytułu mistrzowskiego nawet gdyby Monaco nie pozwoliło się zupełnie rozmontować. Wypada jednak liczyć, że wewnętrzna konkurencyjność ligi straci tylko na krótką metę: niejeden klasowy gracz przychylniej spojrzy na rozgrywki, na które skusił się gwiazdor Barcelony, a Monaco i Lyon mają wszelkie środki, by to wykorzystać.

Nawet jeśli to potrwa, natychmiastowo da się odczuć marketingowy efekt transferowej bomby PSG. Paryż i Ligue 1 będą teraz na ustach wszystkich – masy ludzi pierwszy raz obejrzą francuskie rozgrywki, by zobaczyć granatowy trykot z napisem „Neymar Jr” i przekonać się, że ten absurdalny transfer zdarzył się naprawdę. Musi się też skurczyć przestrzeń do kpin z nadsekwańskiej ligi jako ubogiego krewnego większych: 3 z 4 pozostałych wielkich lig nie mogą się pochwalić lepszym graczem, a Hiszpanie umniejszając Francji i PSG będą dyskredytować samych siebie.

Poza wszystkim Paryż sprawił sobie piłkarza, jakiego naprawdę potrzebował. Błyskotliwego, magicznego, ekscytującego. Mimo oczywistych wad zespół Emery’ego nie był w zeszłym sezonie słaby: miał skutecznego napastnika, rozchwytywanych przez pół Europy pomocników i całkiem silną obronę. Brakowało czynnika X, jaki dostarczał wcześniej Zlatan Ibrahimović – a właśnie taką ikoniczną, przewodnią postacią chce być Neymar. Przy okazji paryżanie zadbali też o terapię psychologiczną – cóż wyleczy mentalne rany po dramacie na Camp Nou lepiej niż odebranie oprawcy broni?

Rekwizyty są na miejscu, show zaczęło się od eksplozji, teraz scena należy do Neymara – swoją decyzją niewyobrażalnie wzmocnił pozycję nowego klubu w Europie, ale tylko grą może ją utrwalić. Oczekiwania są jasne: mistrzostwo to konieczność, za którą musi pójść popis w Europie. Ostatecznie PSG ma zasłynąć nie jako klub, który każdego może pozbawić wielkiego gracza, ale taki, który każdego może pokonać.

Eryk Delinger
(@E_Delinger)