20 Wrz Trudne początki projektu „LOSC Unlimited”

To nie tak miało wyglądać. Tylko jedno zwycięstwo i wstydliwe 17. miejsce w tabeli po sześciu meczach. Projekt nowego Lille pod dowództwem Marcelo Bielsy zapowiadał się obiecująco i wielu zdążyło wytypować zespół „Dogów” do miana czarnego konia rozgrywek.

Pierwsze co rzuca się w oczy, to fatalna skuteczność. W sześciu spotkaniach piłkarze Lille trafiali do siatki rywali zaledwie cztery razy (tylko FC Metz zdobyło mniej bramek). Trzy gole strzelili w pierwszym meczu sezonu przeciwko Nantes, a później jeszcze jedno trafienie dołożyli w czwartej kolejce z Angers. Na dodatek strzelcem połowy bramek jest Nicolas de Préville, którego nie ma już w klubie. LOSC oddało swojego najlepszego napastnika do Bordeaux za 8 milionów euro. To jedna z najgorszych decyzji minionego okna transferowego i jeszcze długo będzie się Dogom odbijała czkawką. Oczywiście Bielsa zauważa problem, ale pozostaje spokojny i ma nadzieję, że w końcu jego zawodnicy zaczną seryjnie trafiać do bramki swoich rywali. Trudno jest podzielać optymizm Argentyńczyka, kiedy piłkarze Lille zachowują się polu karnym rywali, jakby byli tam po raz pierwszy w życiu. Nie pomaga fakt, że Bielsa niezmiennie ujawnia wyjściowy skład swojego zespołu już dwa dni przed meczem, czym ułatwia przeciwnikom pracę.

Obecna forma jest daleka od ambicji kierownictwa klubu. Gerard Lopez pod koniec lipca zapowiedział, że celem na zbliżający się sezon będzie pozycja jak najbardziej zbliżona do TOP 5. Entuzjazm kibiców jest dziś jednak zdecydowanie mniejszy niż jeszcze kilka miesięcy temu. Część z nich stara się pocieszać tym, że zespoły Bielsy potrzebują czasu. Droga od przystosowania się do jego metod, wysokich obciążeń fizycznych, przez złapanie rytmu, do uzyskiwania oczekiwanych wyników jest zazwyczaj długa. Na początku sezonu 2011/2012, kiedy Argentyńczyk był trenerem Athleticu Bilbao, jego zespół miał dwa punkty po pięciu kolejkach. Na finiszu tamtych rozgrywek Baskowie zagrali jednak w dwóch finałach Ligi Europy i Pucharu Króla, choć oba przegrali. Mimo wszystko w rozgrywkach ligowych nie poszło im wówczas zbyt dobrze: zajęli ledwie 10. miejsce.

Podobnie było w Marsylii. Dwie pierwsze kolejki to zaledwie jeden punkt. Kiedy maszynka się rozpędziła, zaliczyła osiem zwycięstw z rzędu i kończyła pierwszą część sezonu na fotelu lidera. Niestety – to również typowe dla drużyn El Loco – zawodnicy nie wytrzymują fizycznie trudów całego sezonu i w końcu przychodzi zniżka formy. Tak było w obu przypadkach. Dlatego Athletic przegrał oba finały, a w lidze zameldował się w samym środku tabeli. Olympique w sezonie 14/15 po znakomitej jesieni wiosną grał znacznie gorzej i skończył na czwartej pozycji, a w krajowych pucharach zaliczył spore wpadki.

Lille cały czas szuka swojego stylu. Na początku mogliśmy oglądać typowo bielsistowskie 3-3-1-3, które w meczu z Bordeaux zamieniło się na 4-2-3-1. Największą niespodzianką był Thiago Maia ustawiony na lewej stronie obrony – najdroższy zawodnik w historii LOSC, kupiony za 14 milionów euro. Wszyscy byli ciekawi, na co stać będzie tego młodego defensywnego pomocnika. Jednak Marcelo ma na niego inny plan. W meczu z Żyrondystami Brazylijczyk został wystawiony przeciw Malcomowi i widać było, że po raz pierwszy gra jako lewy defensor. W ciągu 30 minut zebrał dwie żółte kartki i musiał opuścić boisko. El Loco bronił jednak swojej decyzji i zaznaczył, że jego zdaniem ten zawodnik ma wszelkie predyspozycje do gry mu na boku obrony. Bielsa w swoim stylu nie szuka winnych wśród zawodników – jak zawsze wskazuje na siebie.

„To nie jest kwestia czasu, nie ma usprawiedliwienia… Jestem odpowiedzialny za grę swojego zespołu.”

Argentyńczyk nie ma na co narzekać – Lille spełnia wszystkie jego zachcianki. W klubie boją się, że w razie nieporozumień Bielsa pozbiera zabawki i odejdzie – tak jak z Marsylii. Przebudowano centrum treningowe, stworzono pokój gier i stołówkę. Modernizacje kosztowały około 7 milionów euro. Współpracujący z El Loco dyrektor sportowy, Luis Campos, także robi wszystko, by trener był zadowolony z warunków pracy. W letnim oknie transferowym Lille wydało blisko 70 milionów euro na trzynastu zawodników, których średnia wieku to 22,2 lata.

Na konferencji prasowej przed meczem z Guingamp Bielsa powiedział, że dostał od dyrektora sportowego raporty na temat 120 zawodników, a on wszystkich przeanalizował, oglądając 15 meczów z udziałem każdego piłkarza. Kwestię wiary w słowa Marcelo pozostawiamy każdemu z osobna. Warto jednak pamiętać, że Bielsa był pewny pracy w Lille już w styczniu tego roku i miał dużo czasu na przeprowadzenie szczegółowych analiz. El Loco jest wszak znany ze swojego pracoholizmu. Według RMC Sport obecnie pracuje ze swoim sztabem od 9:00 do północy, a czasem nawet dłużej!

W centrum treningowym zawodnicy są odcięci od świata i nie spotykają się nawet z innymi pracownikami klubu. Dostęp do szatni ma tylko Bielsa i jego asystenci. LOSC dystansuje się także od swoich kibiców – od początku sezonu tylko jeden trening był otwarty dla publiczności. Sesja została zaplanowana dzień przed treningiem, w ostatniej chwili, aby problem nie powrócił na konferencji prasowej. Kilka tygodni temu Marcelo oburzył się na sztab szkoleniowy po opóźnionym dostarczeniu zamówionych przez niego analiz wideo. Trener poskarżył się kierownictwu, skutkiem czego Joao Sacramento został dla załagodzenia konfliktu odesłany na tydzień urlopu. To dobry przykład tego, że wszyscy w klubie gotowi są zatańczyć, jak im Argentyńczyk zagra. Szkoda, że mimo dobrych warunków do pracy Argentyńczyk nie dostarcza na razie odpowiednich wyników.

Projekt „LOSC Unlimited” jest jak na razie w bardzo wczesnym stadium. O kontrowersyjnym Bielsie mówi się, że „albo go kochasz, albo nienawidzisz”. Jak na razie kibice „Dogów” dalecy są od miłości do Argentyńczyka. Ich klub mimo hucznych zapowiedzi jest tuż nad strefą spadkową i mimo że sezon jest jeszcze długi, to w głowach mają już masę wątpliwości. Bliżej im dziś do grona przeciwników El Loco. Jeśli mają jeszcze zmienić front, wyniki szybko muszą się poprawić.