25 Wrz El Tigre znów kąsa – wielki powrót Falcao

Kiedy po nieudanych angielskich przygodach wracał z podkulonym ogonem do Francji, mało kto przypuszczał, że jeszcze odzyska blask. Teraz pokazuje, że wcale nie zatracił swojego instynktu i regularnie rani wrogów. Radamel Falcao znów jest prawdziwym Tygrysem.

Gdy pierwszy raz zawitał do Księstwa, był na szczycie europejskiej piłki klubowej. Przez dwa sezony w Atletico strzelił 52 gole, przyczyniając się również do wygranej w Lidze Europy 2011/12, w której zdobył 12 bramek – w tym dublet w finale z Athletikiem. Było więc zaskoczeniem, że mimo zainteresowania angielskich klubów, Falcao przeniósł się do beniaminka Ligue 1. Fakt, nie był to zwyczajny, świeżo wypromowany z drugiej ligi zespół, dla którego utrzymanie miałoby stanowić szczyt marzeń, bo Dmitrij Rybołowlew wpompował wówczas w drużynę 160 milionów euro, jednak mimo wszystko była to spora sensacja. Ofensywa transferowa Monaco robiła wrażenie. João Moutinho, Geoffrey Kondogbia, Jérémy Toulalan, Ricardo Carvalho, Éric Abidal czy rodak El Tigre, James Rodríguez, to niektórzy piłkarze, którzy dołączyli wtedy do drużyny. Potężne jak na Francję nazwiska robiły wrażenie, lecz Chelsea, Manchester United i sama Premier League bardziej pobudzały wyobraźnię. Falcao wbrew rozsądkowi zdecydował się jednak na kontynuowanie kariery w Ligue 1. Klamka zapadła.

Początek sezonu zwiastował, że nie będzie niespodzianek. ASM wzmocnione poważnym zastrzykiem gotówki radziło sobie dobrze, Falcao po czternastu kolejkach miał na koncie dziewięć trafień, woda nadal mokra, wszystko na swoim miejscu. PSG wprawdzie odjechało na pięć punktów w tabeli, jednak do drugiego Lille brakowało tylko jednego oczka. Nadszedł 22 stycznia 2014, ekipę czekał wyjazd do Chasselay, na mecz Pucharu Francji. Czwartoligowe Monts d’Or Azergues Foot nie mogło być godnym przeciwnikiem i nim nie było, mimo że w ataku grał sam Ludovic Giuly. Falcao jeszcze w pierwszej połowie zdobył bramkę i wszystko miało pójść zgodnie z planem. Wtedy jednak, niewiele przed końcem pierwszej połowy, El Tigre po pięknym przyjęciu szykował się do strzału i… padł na murawę po wślizgu rywala. Sędzia nie odgwizdał nawet faulu. Soner Ertek, turecki imigrant, zawodowo nauczyciel w szkole podstawowej, tak opowiada o swoim wejściu:

„On [Falcao – przyp. red.] strzelił już gola i Monako było na prowadzeniu 1:0, kiedy zaatakowałem go wślizgiem w naszym polu karnym pięć minut przed końcem połowy. Nie poczułem nawet, że go dotknąłem. Musiałem zrobić wślizg, żeby zapobiec próbie strzału, jednak nawet nie poczułem kontaktu. Zniesiono go z boiska, choć nikt nie wiedział, jak poważna jest ta kontuzja”

Diagnoza była brutalna: Falcao nie zagra na Mistrzostwach Świata. Ertek, zupełny anonim we Francji, w parę chwil stał się najpopularniejszym człowiekiem południowoamerykańskiego Twittera. Dostawał telefony z ojczyzny piłkarza, a w sieci krążyły jego przeróbki zdjęć, ukazujące go obok Andrésa Escobara (zamordowanego w jednym z lokali w Medellín, motywem miał być odwet za samobójcze trafienie w reprezentacji) z podpisem „Wróg numer jeden w Kolumbii”. Radamel zapewniał, że nie ma do niego żalu. To jednak niewiele zmieniało. Cud nie nastąpił, napastnikowi nie udało się wyzdrowieć na mundial.

Nowy sezon El Tigre rozpoczął niemal poza planami klubu – jako zmiennik Dymitara Berbatowa. Koniec końców nie podjął walki z Bułgarem: chętne, by odciążyć budżet od ogromnej pensji rekonwalescenta Monaco, zgodziło się oddać go na wypożyczenie do Anglii. Wielki Manchester United, wielcy rywale w ataku (jak Wayne Rooney czy Robin van Persie), wielkie pieniądze – 10 milionów euro za wypożyczenie oraz kolejne 55 w razie wykupu. Van Gaal na niego stawiał, lecz Kolumbijczyk w niczym nie przypominał bestii, która w pojedynkę rozrywała na strzępy defensywy rywali. Z czasem w Manchesterze stracono cierpliwość, czego kulminację można było zaobserwować w marcu, kiedy odesłano go do rezerw. Upokorzony napastnik wrócił do Monako, a jego karierę próbował uratować José Néstor Pékerman, selekcjoner Kolumbii. Falcao nie zdobył jednak żadnego gola na Copa América 2015, prezentując się na tyle słabo, że z kapitana w fazie grupowej stał się jedynie rezerwowym w ćwierćfinale z Argentyną. Kolejnym śmiałkiem, chcącym ocalić go przed postępującą degradacją był Jose Mourinho. Okres w Chelsea to nie był zły czas. To był koszmar. W dziesięciu spotkaniach ligowych, w których wystąpił, jego drużyna przegrała siedem razy i tylko raz zdobyła komplet punktów. Falcao zaś znalazł drogę do siatki… raz. Angielski epizod Kolumbijczyka był więc ogromnym zawodem. W dwa lata groźny tygrys przeistoczył się w przykrą, bo wywołującą zaledwie uśmiech politowania reinkarnację kota Garfielda.

Falcao wrócił więc do ASM i podjęto wobec niego zaskakującą decyzję – Tygrys zostaje. Skoro nie udało mu się odbudować formy w Anglii, miał to zrobić na francuskiej ziemi. Biorąc pod uwagę poprzednie dwa lata jego kariery, plan brzmiał odważnie, by nie powiedzieć: absurdalnie. Przygotowano jednak solidne fundamenty. Utrzymano trzon zespołu, do tego zakupiono obrońców, którzy mieli wznieść blok defensywny na wyższy poziom, a Kolumbijczyk dostał opaskę kapitańską. Zgodnie z przyświecającym pierwotnemu transferowi założeniem miał być twarzą projektu, który może zdetronizować PSG na krajowym podwórku.

Teraz już wiadomo, jak ta historia się skończyła. Podopieczni Leonardo Jardima nie tylko wygrali w pięknym stylu ligę, pokazali też kawał dobrego futbolu w Lidze Mistrzów, docierając aż do półfinału. Po świetnych dwumeczach odprawiali z kwitkiem Manchester City czy Borussię Dortmund, grając ofensywną piłkę i zdobywając w ten sposób sympatię mnóstwa neutralnych widzów. Utarli przy tym nosa PSG, które od czasu przejęcia przez szejków regularnie zatrzymywało się na etapie ¼ finału LM. Show skradł jednak Kylian Mbappé, rewelacyjny osiemnastolatek, który skupił na sobie światła wszystkich jupiterów, przez co przebudzony El Tigre, mimo znaczącego wkładu, pozostał trochę w cieniu.

Co kryje się pod pojęciem „znaczący wkład”?

Rozgrywki Liczba występów Punkty na mecz Bramki Asysty Bramka co…  Rozegrane minuty
Łącznie: 43 2,40 30 6 98 minut 2.965′
Ligue 1 29 2,52 21 5 92 minuty 1.938′
Liga Mistrzów 8 1,88 5 133 minuty 666′
Coupe de France 2 3,00 1 98 minut 98′
Coupe de la Ligue 2 3,00 1 128 minut 128′
Kwalifikacje do Ligi Mistrzów 2 1,50 2 1 67 minut 135′

Nie ma wątpliwości, że Falcao był graczem niezbędnym w poprzedniej kampanii. Wiedziały o tym władze klubu, a także sam zawodnik, który na styczniowej konferencji prasowej wspominał o zainteresowaniu ze strony chińskich klubów:

„Musiałem powiedzieć nie trzy razy, chociaż zawsze jest trudno odrzucić tego rodzaju oferty. Dla klubu również nie jest to łatwe, oferowali mu ogromne pieniądze. Ja chcę jednak wygrywać z AS Monaco i pokazać, że wróciłem na 100%. To moja motywacja”

Jeżeli jednak ktokolwiek nie był do końca przekonany co do powrotu wielkiej formy snajpera, to start obecnego sezonu definitywnie zamyka mu usta.

W pierwszych siedmiu spotkaniach Kolumbijczyk zdobył jedenaście bramek. Jedenaście. Oznacza to, że jego średnia to około 1,57 trafienia na mecz i utrzymując takie tempo do końca rozgrywek, strzeliłby ich (zakładając, że wystąpi w każdym meczu)… 59. Oczywiście nawet biorąc pod uwagę najodważniejsze scenariusze, tylu goli ustrzelić nie ma szans, jednak jego niesamowita forma musiała zwrócić uwagę statystyków.

Powołując się na stronę goal.com, 11 goli w 7 meczach bramkowy wynik po siedmiu kolejkach Ligue 1 od 43 lat, kiedy Carlos Bianchi w barwach Reims pokonywał bramkarzy dwunastokrotnie. To jednak dopiero początek szaleństwa.

https://twitter.com/JakeEntwistle/status/911334316063543301

Najbardziej imponujący w formie El Tigre jest fakt ilu celnych uderzeń potrzebował na skompletowanie swojego rezultatu. Na dziesięć jego strzałów w światło bramki, dziewięć kończyło się rozpoczęciem od środka boiska. Dodatkowo wykorzystał dwa rzuty karne. Dwanaście strzałów celnych, jedenaście bramek. Czytając tę statystyczną zależność, w głowie zaczyna przygrywać muzyka z serialu „Z Archiwum X”, bo ten wynik zakrawa na jakiś błąd w czasoprzestrzeni. Jest niewiarygodny.

Lafont, Reynet, Mandanda, Kamara, Maignan. To oczywiście bramkarze z Ligue 1, ale co ich łączy? Wpuścili oni wszystkie strzały, które Kolumbijczyk kierował w ich bramkę. Yoan Cardinale to jedyny szczęśliwiec, któremu udało się w meczu z Monaco zachować czyste konto, jednak nie musiał się on wcale borykać z traumą pojedynku z Radamelem. Jedyny celny strzał dla ASM oddał w tamtym spotkaniu (Nice 4:0 Monaco) Djibril Sidibé, co wiele mówi o dyspozycji monakijczyków. A kim jest ten, który zasłużył na miano prawdziwego bohatera początku rozgrywek? To właśnie on stał się wybrańcem, to on doznał bajecznego olśnienia, dzięki któremu dał jako jedyny radę przeciwstawić się bestii z Santa Marty, odczytując jego zamiary. Hejterzy powiedzą, że to było bardziej podanie do bramkarza niż strzał, ale proszę to powiedzieć w oczy pozostałym ofiarom Tygrysa, które dotąd nie mogą pozbierać się po starciu. Heros ów gra dla Metz, a imię jego Thomas Didillon. Jemu jednemu udało mu się obronić celny strzał Falcao. Co jednak wcale nie znaczy, że zachował w tym meczu czyste konto. Metz przegrało 0:1, a jedyną bramkę strzelił… Tak, El Tigre, oczywiście. Cały czas czekamy więc na bramkarza, który nie skapituluje w meczu Ligue 1, w którym supersnajper mistrzów kraju pokusi się o uderzenie na bramkę.

https://twitter.com/OptaJavier/status/911325383458476038

Fenomenalny, zachwycający, zabójczo skuteczny — do głowy przychodzi wiele pochlebnych przymiotników dla jego gry. Trzeba też zauważyć, że świetnie odnajduje się w roli kapitana w obiecującej, ale niedoświadczonej (szczególnie w rozgrywkach europejskich) ekipie z Księstwa, stając się dla młodszych kolegów wzorem i oparciem.  Wydaje się, że Falcao wygrał już swoją walkę o powrót do formy. Więcej – być może to teraz jesteśmy świadkami najlepszej dyspozycji El Tigre w historii. Najlepszy zawodnik Ligue 1 w sierpniu, cztery razy na siedem kolejek w najlepszej jedenastce L’Equipe, cztery gole przed Cavanim i sześć przed jakimkolwiek innym piłkarzem ligi – lista jego osiągnięć na starcie rozgrywek na to wskazuje.