04 Paź Claudio Ranieriego start na czwórkę

W czasie gdy na własnej ziemi Włosi sukcesywnie zrywają z mianem etatowych nudziarzy Europy, przedstawiciel tamtejszej „starej szkoły” w Ligue 1 robi w pierwszych kolejkach wszystko, by utrzymać stereotypy przy życiu. Nantes Claudio Ranieriego jest projekcją najgorszych wyobrażeń o catenaccio.

Po ośmiu kolejkach Kanarki zajmują w lidze czwarte miejsce, a Marsylia spycha je z podium tylko dzięki bilansowi bramek. Ten ostatni mówi jednak o grze drużyny więcej niż zaskakująca pozycja. Tylko cztery zespoły strzeliły jak na razie mniej goli (Montpellier, Amiens, oraz ulokowane w strefie spadkowej Metz i Lille), zaś zaledwie jedna ekipa mniej straciła (Caen).

Paraleli do Leicester City entuzjastyczni dziennikarze doszukiwali się jeszcze przed pierwszym meczem Claudio w nowym klubie, lecz potrzeba sporych pokładów dobrej woli, by wskazać w postawie Nantes inne podobieństwa do sensacyjnego mistrza Anglii niż solidna obrona i niechęć do utrzymywania się przy piłce. Nie ma widowiskowych kontr, pierwiastka indywidualnej klasy ani niczego innego, czym Kanarki mogłyby przykuć uwagę widza.

Ranieri nie tylko nie wniósł w tym względzie nic nowego, ale pozbawił zespół zalet, które potrafił uwydatnić Sergio Conceição. To jednak nie tyle zarzut wobec Włocha, ile dowód ponadprzeciętnych zdolności Portugalczyka – po jego odejściu Nantes wróciło do nijakości zakodowanej w DNA klubu od powrotu do ekstraklasy i wygląda tak, jakby półroczny epizod ekscytującej, intensywnej gry nigdy nie miał miejsca.

Fakt: oczekiwanie nowoczesnej, ofensywnej i przeczącej jego dotychczasowemu dorobkowi gry od 65-letniego trenera, dla którego władze ligi musiały zrobić wyjątek od reguły o niezatrudnianiu szkoleniowców w wieku emerytalnym, byłoby skrajną naiwnością. Nawet jak na trenera mającego przynieść raczej stabilizację niż fajerwerki, Claudio jest jednak wyjątkowo zachowawczy.

Pod rządami Włocha brazylijski boczny obrońca Lucas Lima – modelowy przedstawiciel swego gatunku: szybki, skory do dryblingu, lepszy na przeciwnej niż własnej połowie boiska – nie gra już wcale w linii obronnej. Ranieri woli na lewej obronie sprawdzać stoperów – Kofiego Djidjiego czy Nicolasa Palloisa. Zdarzało mu się nawet w iście wyspiarskim stylu wystawiać obok siebie czterech nominalnych środkowych obrońców (Djidjiego, Palloisa, Diego Carlosa i Chidoziego Awaziema – średnia wzrostu: 186,5 cm). W dodatku odkąd kontuzja barku wykluczyła z gry drobnego, ruchliwego Valentina Rongiera, defensywę ubezpiecza duet równie rosłych i agresywnych graczy: Abdoulaye Touré i Andrei Girotto.

Ten ostatni – sprowadzony z Chapecoense środkowy pomocnik, w pierwszych tygodniach przedstawiający się Francuzom jako spec od gry w parterze i kolekcjoner kartek – jest jednym z kilku letnich rekrutów, którzy dużo mówią o filozofii Claudio. Oprócz Girotto oraz stoperów: Palloisa i Awaziema, klub wzmocnili Khalifa Coulibaly (ponad 190-centymetrowy napastnik, raczej dublujący niż uzupełniający zalety Emiliano Sali), bramkarz Ciprian Tatarusanu i jedyny potencjalnie ekscytujący, błyskotliwy nabytek zespołu, Yassine El Ghanassy, który w pierwszych tygodniach nie może się jednak przebić do jedenastki Nantes. Bije po oczach, że pieniądze ze sprzedaży magika Amine’a Harita posłużyły przede wszystkim do zakupu rosłych, fizycznych piłkarzy, którzy nie są w stanie zastąpić jego talentów, nie mówiąc o dodaniu drużynie czegoś więcej. Boisko unaocznia to jeszcze bardziej niż suche zestawienie.

Nantes trudno pochwalić za cokolwiek innego niż wyniki – nawet wypływający z ich zero-jedynkowego kształtu obraz zespołu solidnego defensywnie jest w dużej mierze pozorny. Sukcesy zespół zawdzięcza przede wszystkim popisom Tatarusanu bądź – jak w meczu ze Strasbourgiem, wygranym po dwóch tyleż pięknych co szczęśliwych golach – nieskuteczności przeciwników.

Ranieri nie wykonuje oczywiście swojej pracy źle – skoro już przyjąć, że Kanarki są niemal genetycznie zaprogramowane na mdłą, ciężkostrawną grę, trzeba docenić wypracowane w tych warunkach rezultaty. Jeśli zaś szczęście się wyczerpie i minimalizm przestanie wystarczać, wciąż namacalne powinny być indywidualne efekty pracy Włocha z zawodnikami. Od jego przyjścia z meczu na mecz zauważalnie rozwijają się choćby Abdou Touré, nowy kapitan Leo Dubois czy 21-letni, wypromowany przez Claudio środkowy pomocnik Samuel Moutoussamy. Trzonem „francuskiego Leicester” zapewne nie zostaną, ale w tym tempie szybko pozwolą klubowi na sobie zarobić.

Można nowego trenera Les Canaris ganić za wiele rzeczy, ale osadzając wyniki jego pracy w szerszym kontekście nie da się mówić o rozczarowaniu – wystarczy spojrzeć, jak w sezon wchodzi porównywalnie uznany Marcelo Bielsa, dysponujący kilkakrotnie większym budżetem. Oglądanie Nantes wymaga sporego wysiłku, ale koniec końców żaden kibic nie wymieniłby wymęczonego defensywną grą 4. miejsca na efektowną wymienność pozycji szesnastej z osiemnastą.

Eryk Delinger
(@E_Delinger)

Tagi: