09 Paź Droga na bezrobocie prowadzi przez Paryż

Patrząc na tabelę i ostatnie, wygrane spotkanie z Niceą (2:4 po bardzo dobrej grze) może się wydawać, że ten tekst to zwykłe czepianie się. Wszyscy śledzący poczynania Olympique’u Marsylia widzą jednak, że miejsce w tabeli to tylko zasłona, fałszująca prawdziwy obraz drużyny Rudiego Garcii. Medialna cisza, która aktualnie panuje wokół francuskiego szkoleniowca, potrwa prawdopodobnie do najbliższego poważnego egzaminu, czyli ligowego starcia z PSG 22 października.

Przedsezonowe zapowiedzi, o co dany klub będzie walczył w zbliżających się rozgrywkach, to zwykle puste, mające tylko zapełnić newsowe portale treścią. Podobnie należało podchodzić do komunikatów dochodzących z obozu OM, mówiących, że planem na ten sezon jest wywalczenie miejsca gwarantującego kwalifikację do Ligi Mistrzów. Ambicje miały potwierdzać przeprowadzone transfery i brak osłabień drużyny Garcii. Na papierze wszystko wyglądało naprawdę obiecująco, bo klub ściągnął m.in. Mitroglu, Germaina, Luiza Gustavo, Adila Ramiego (choć pewnie bardziej byli zadowoleni ze ściągnięcia Pameli Anderson na trybuny), czy wracającego po nieudanej przygodzie w Premier League Steve’a Mandandę. Kibice mogli być zadowoleni, ale dopiero po czasie na światło dzienne wyszedł konflikt, trwający przez całe mercato między Garcią a dyrektorem sportowym Andonim Zubizarretą.

Były wybitny bramkarz przez osiem miesięcy zwiedził pół świata, rozmawiając z piłkarzami, klubami i menadżerami, czego efektem miało być stworzenie listy 30 zawodników określanych „super joueuros”, którzy byli chętni do przenosin na południe Francji. Garcia „docenił” pracę dyrektora i z tego grona zaakceptował jedynie Mandandę i Ramiego. Profesjonalizm i dobro klubu nie pozwala Zubiemu na publiczną krytykę trenera, ale działania szkoleniowca skutecznie zniechęciły dyrektora do dalszej współpracy. I ciężko się temu dziwić, gdy zdecydowanymi na przejście byli choćby Bacca i Jovetić, a Rudi najpierw kazał im czekać dwa miesiące, po czym bez konkretnego powodu  zrezygnował z nich. Jest takie popularne powiedzenie, że ktoś ma pewną część ciała wyżej niż głowę i w tym przypadku idealnie opisuje ono postawę Garcii.

Nie widać w tym większej logiki, ale naprawdę ciężko uwierzyć w to, że konflikty wzbudzane przez francuskiego szkoleniowca są przypadkowe. Prócz zatargów z Zubizarretą Garcii coraz ciężej idzie dogadanie się z zawodnikami i z prezesem Eyraudem, który nie jest zadowolony z wyników z czołowymi rywalami w tabeli. Sytuacja powoli zaczyna przypominać tę z czasów jego pobytu w Romie, gdy Rudi był pokłócony z większością zawodników i ludźmi zarządzającymi włoskim klubem. Jego przeświadczenie o nieomylności i niechęć do wysłuchiwania rad innych doprowadza to tego, że mimo niezłych wyników wszyscy wokół mają trenera serdecznie dość. Dochodziły słuchy, że zarząd może pozbyć się trenera w trakcie przerwy reprezentacyjnej, ale kontrakt Francuza obowiązuje jeszcze przez dwa lata i zwolnienie wiązałoby się z obowiązkiem wypłacenia pensji za całą umowę.

Kibice też dają, że nie akceptują sposobu działania Garcii. Swoje niezadowolenie zademonstrowali w trakcie meczu Ligi Europy z Konyasporem, gdy na Stade Velodrome, na które zwykle chadza około 40 tysięcy kibiców, przyszło ich zaledwie osiem tysięcy. Dodatkowo część z nich w ramach protestu była nieobecna przez pierwszych dziesięć minut.

Planem OM na ten sezon jest wywalczenie trzeciego miejsca – choćby się paliło i waliło, wiadomo, że dwa pierwsze miejsca są w zasadzie zarezerwowane dla Paris Saint-Germain i AS Monaco. Cel ambitny, ale aby go osiągnąć, trzeba zdecydowanie poprawić grę w meczach z bezpośrednimi rywalami o czołowe miejsca. Cięgi zebrane od Monaco może jeszcze tak bardzo nie dziwią, ale zaledwie tydzień później podopieczni Garcii zagrali jeszcze gorsze, domowe spotkanie z Rennes (1:3), gdzie duet Khazri-Bouriegeaud robił, co chciał i wkręcił całą defensywę Marsylii w murawę na głębokość dobrych trzech metrów.

Chwała im za to, że nie gubią punktów ze słabszymi drużynami, ale jeśli marzą o grze w europejskiej elicie, muszą zrobić coś więcej niż pokonanie Amienes, czy Toulouse. Ostatnie ligowe spotkanie z Niceą pokazało, że mają wystarczające umiejętności, jednak prawdziwy egzamin nastąpi  22 października, gdy na Stade Velodrome przyjedzie PSG. Będzie to test zarówno dla drużyny, jak i trenera. Ciężko uwierzyć, aby zarząd w razie wysokiej porażki nie podjął daleko idących decyzji związanych z przyszłością Rudiego Garcii.

Michał Bojanowski (pomoc: Dawid Cach)