18 Paź Przygnieceni własnymi błędami

Trzecie miejsce w sezonie 2016/2017 było wyjątkowym wynikiem dla Nicei, oznaczającym jednocześnie nadchodzącą rewolucję kadrową. Niestety początek sezonu pokazuje, że w klubie zgubiono kontrolę nad logicznym budowaniem drużyny. Trener Lucien Favre także zadziwia dość specyficznymi (delikatnie mówiąc) decyzjami. Wszystko to odbija się na wynikach klubu, będącego, póki co, lata świetlne od walki o europejskie puchary.

Przedsezonowy optymizm Favre’a już na starcie przygasił dwumecz w Lidze Mistrzów z Napoli. Ściągany na Allianz Rivierę coraz słabszy Wesley Sneijder nie zakrył swym nazwiskiem błędów klubu i działaczy podczas letniego mercato. Jak domek z kart posypała się defensywa drużyny, która w poprzednim sezonie straciła zaledwie 36 bramek i była pod tym względem trzecią najlepszą w lidze.

Po odejściu Paula Baysse’a środek obrony raczej niż monolit przypomina zdezelowany drewniany płot. Sam Dante nie jest w stanie tak dobrze zabezpieczać tylnej formacji. Maxime Le Marchand, który jeszcze niedawno mierzył się z kontuzjami, a na ogół prezentuje raczej poziom ligowego średniaka, niewiele pomaga Brazylijczykowi, wobec czego ten nie prezentuje się tak dobrze jak przed rokiem.

Na ratunek w ostatniej chwili wypożyczono z Barcelony Marlona, dla którego miejsca, nawet jako numer 4, nie widział Ernesto Valverde. Brazylijczyk pomimo młodego wieku może być lekiem na kłopoty Nice, co zresztą zwiastowały pierwsze mecze w nowych barwach, ale szybko powstrzymały go drobne urazy i od tego czasu raczej dochodzi do siebie niż gra w pierwszym składzie.

Favre miał jednak od samego początku w swej talii kartę o niezwykłej wartości  i ogromnym potencjale. O zainteresowaniu Malangiem Sarrem ze strony europejskiej czołówki mówiono latem niezwykle często. Renoma utalentowanego stopera, wartego ogrywania w pierwszym składzie, uległa zniszczeniu poprzez dziwną decyzję trenera „Les Aiglons”. Wyrwa powstała po sprzedaży lewego obrońcy Dalberta do Interu za kwotę 25 mln euro, została przykryta warstwą jesiennych liści opadających z drzew. Tę rolę Favre przypisał właśnie młodemu Sarrowi i nawet totalnie nieudolne występy Francuza na tej pozycji nie zmieniły zdania szkoleniowca. Od oglądania Malanga na lewej stronie bolą oczy, a co gorsza obniża to wartość samego zawodnika i hamuje jego rozwój, możliwy wyłącznie na nominalnej pozycji.

O ile za względnie pozytywne można uznać wzmocnienia w osobach Allana Saint-Maximina oraz Nampalysa Mendy’ego, to wyraźnie zatracono tu równowagę w odpowiednim budowaniu składu. W sposób oczywisty odbija się to na dyspozycji drużyny, która może i potrafi rozmontować rywali dryblingami Allana, podaniami Seriego i cwaniactwem Balotellego, ale kilka chwil później traci bramki po kuriozalnych błędach obrońców.

Na domiar złego zespołowi brak również ostatniej deski ratunku w postaci klasowego bramkarza, który mógłby ratować tyłki kolegom. Jak tu porównywać bramkarską jakość Mandandy (a nawet jego zmiennika, Pele), Lopesa czy Costila do Cardinale’a? Samo zapisanie tych nazwisk obok siebie powoduje zawroty głowy. Przy dośrodkowaniach rywali i wszelkiej walce na pograniczu pola bramkowego 23-latek jest tak pewny, jak przyszłość magistra socjologii zatrudnionego na śmiecówce. Zawalił już niejednego gola – zazwyczaj właśnie nie potrafiąc odpowiednio wybrać momentu na wyjście z bramki i zaatakowanie rywala z piłką.

Nawet przez chwilę w głowie nie zaświeciła się lampka, która wyjaśniłaby decyzję o desygnowaniu Cardinale’a na bramkarza numer jeden w klubie walczącym o tak wysokie cele. Owszem, ruch ten podejmował jeszcze Claude Puel, ale nic nie stało na przeszkodzie, by nowy trener walnął pięścią w stół i sięgnął po kogoś znacznie lepszego.

Jeszcze zanim doczekamy dnia, w którym cierpliwość Szwajcara do golkipera sięgnie zera, Favre musi siąść z kieliszkiem dobrego wina i przemyśleć swoje dotychczasowe decyzje kadrowe i taktyczne. Nawał środkowych pomocników w klubie zdaje się być poważnym błędem, szczególnie kiedy posiada się co najmniej dwa nazwiska, których wyrwać ze składu się nie da. Niewiele wnosi tu tłumaczenie o poszerzaniu kadry, również dlatego, że przecież nie podjęto takich działań dla innych formacji. I na końcu dosadnie, żaden z obecnych pomocników nie potrafi zagwarantować nawet 50% tego, co drużynie dawał leczący obecnie kontuzję Wylan Cyprien.

Ustawianie 18-letniego Sarra na pozycji lewego obrońcy jest krzywdzące dla zespołu, utalentowanego piłkarza i oglądających tę nieporadną grę kibiców. To zbyt dużo szkód, nawet przy wątpliwej jakości opcjach awaryjnych (jaką w ostatnim czasie stał się Christophe Jallet), dlatego zimą Nicea musi o odpowiednią alternatywę zadbać i raz na zawsze zasypać dziurę powstałą po odejściu Dalberta. Na porządniejszą listę zmian trzeba będzie zapewne poczekać do lata, oby nie gorzkiego i smutnego po niewywalczonym awansie do europejskich pucharów.

Mateusz Dubiczeńko (@M_Dubiczenko)