Projekt X

Rok temu jeden z najbardziej utytułowanych klubów znad Sekwany został własnością amerykańskiego multimiliardera Franka McCourta. Dwanaście miesięcy później, plany które po przejęciu dumnie prezentowano pod nazwą Champions Project, wciąż pozostają tylko w strefie marzeń. Iluzja czy rzetelny plan na najbliższą przyszłość?


Wraz ze zmianą właściciela i przejęciem OM przez McCourta, w kuluarach Stade Velodrome zaczęto głośno wspominać o nowej drodze rozwoju klubu z Marsylii. Tę wizję hucznie nazwano Project Champions, bez zahamowań wskazując ostateczny cel tego przedsięwzięcia – po kilku sezonach chimerycznej formy Olympique ma wrócić na szczyt ligowej tabeli. Realizację planu rozpoczęto już w zimowym okienku transferowym, gdy za ponad 35 milionów euro pozyskano Dimitriergo Payeta, czyli etatowego wówczas piłkarza reprezentacji Francji i idola miejscowej publiki. Ostatecznie zespół zakończył rozgrywki na piątym miejscu, co umożliwiło grę w obecnej edycji Ligi Europy. Na transferach jednak nie poprzestano, wspomniany projekt zakładał również zmiany w organizacji klubu. Prezesem został Jacques-Henri Eyraud, dyrektorem sportowym mianowano Andoniego Zubizarretę, a na trenerskiej ławce zasiadł Rudi Garcia. Intensywność zmian oraz ich skala pozwalała myśleć, iż w kolejnym oknie transferowym nowi decydenci pójdą za ciosem i nad Lazurowe Wybrzeże ściągną kolejne wielkie nazwiska.

Strateg Zubizarreta

Pierwszy raz od 1997 roku, w klubie przygotowywano się do startu rozgrywek bez żadnych związków z rodziną Louis-Deryfus, która przez wszystkie te lata decydowała o klubowej polityce. To właśnie pod wpływem Magdaleny Louis-Dreyfus (wdowy po zmarłym byłym właścicielu) w ostatnich latach zaczęto w Marsylii wielkie zaciskanie pasa. OM miało być francuską Borussią Dortmund – kupować tanio piłkarzy na atrakcyjnych rynkach, by następnie zarabiać na ich sprzedaży. Ten etap miał przygotować klub do zmiany właściciela, upiększając nieco wyniki finansowe i przeprowadzane przez zainteresowanych kupców audyty. Wraz z przejęciem przez McCourta, klub znów zaczął mieć duże ambicje. Drugie mercato ery Amerykanina miało przyciągnąć na Stade Vélodrome jeszcze większe gwiazdy. Jednak jak zwykle bywa w przypadku klubu z Marsylii, rzeczywistość miała się różnić od wcześniejszych zapowiedzi.

Od początku przedsięwzięcie pod szyldem Champions Project było starannie planowane przez duet Eyraud – Zubizarreta. Ten drugi w ostatnich kilku miesiącach miał odbyć spotkania z włodarzami największych europejskich potęg. FC Barcelona, Bayern Monachium – to m.in. w tych klubach Hiszpan poznawał tajniki wielkich piłkarskich korporacji. Te spotkania miały być inspiracją dla OM, by dzięki zdobytej wiedzy i doświadczeniu zbudować solidne fundamenty. Tych w Marsylii często w przeszłości brakowało, a prowadzenie klubu nieraz przypominało nieustanne zarządzanie kryzysem. Otoczenie i miejscowy kociołek układów nie należy do najłatwiejszych, o czym zresztą doskonale wiedział Zubizarreta. Były bramkarz Barcelony bardzo poważnie podszedł do swoich obowiązków. Oprócz wspomnianych wcześniej wyjazdów i spotkań, Hiszpan przez blisko osiem miesięcy przygotowywał tegoroczne letnie okienko. Przez ten cały czas dyrektor sportowy OM mnożył spotkania z menadżerami i piłkarzami, którzy stanowiliby wzmocnienie dla zespołu trenera Garcii. Łącznie Zubizarreta zebrał listę trzydziestu piłkarzy, gotowych i chętnych do przenosin na Stade Vélodrome. Jak donosiły później francuskie media, na tej liście znaleźli się m.in. Carlos Bacca, Stevan Jovetić, Chicharito czy Kévin Gameiro. Jednak okienko, które zostało starannie przygotowane i miało przebiec sprawnie dość niespodziewanie zaczęło się ociągać. Wszystko na własne życzenie Marsylczyków…

Burzliwe lato

Wspomniana lista trafiła na biurko trenera Garcii na początku czerwca. Z wytypowanej trzydziestki, ku zdziwieniu Hiszpana, Garcia wybrał jednak tylko dwóch zawodników – Adila Ramiego i wracającego na stare śmieci Steve’a Mandandę. To właśnie wtedy miały zacząć się tarcia na linii trener – dyrektor sportowy. Hiszpanowi nie spodobało się, jak Garcia lekką ręką zignorował jego kilkumiesięczną pracę za kulisami. Decydujący głos w kwestii angażu nowego piłkarza miał bowiem Francuz, który od października zeszłego roku zasiada na trenerskiej ławce OM. Z zapowiadanych stu milionów euro ostatecznie wydano tylko 62 mln €. Gwiazdy, które miały zwiększyć piłkarski potencjał i uczynić Marsylię bardziej konkurencyjną na krajowym podwórku, nie trafiły na Stade Velodrome. Luiz Gustavo, Valere Germain, Adil Rami, Steve Mandanda, Kostas Mitroglu – żaden z tych transferów nie przebił ruchów bezpośrednich konkurentów. W tym czasie wydatki zarówno Paris Saint-Germain, jak i AS Monaco przekroczyły wspomnianą barierę 100 mln euro.

Jeszcze większe problemy pojawiły się jednak w kwestii nowego napastnika. Temat był dość istotny bowiem z klubu do Galatasaray odszedł wypożyczony ze Swansea Bafetimbi Gomis – strzelec dwudziestu bramek w ubiegłym sezonie. Już w czerwcu umowę z Marsylią podpisał sprowadzony z Monaco Valère Germain. Kupiony za 10 mln euro piłkarz nie był jednak naturalnym zastępcą dla odchodzącego Gomisa. Rudi Garcia pragnął rosłego, dobrze grającego tyłem do bramki napastnika i to najlepiej z górnej półki. Liderem ofensywy miał zostać Olivier Giroud, którego trener OM przez wiele tygodni próbował przekonać do transferu. Problem polegał jednak na tym, iż na rok przed mundialem w Rosji, Giroud ani myślał zamieniać deszczowej Anglii na słoneczną Marsylię. To właśnie piłkarz Arsenalu był dla niego priorytetem, choć dyrektor sportowy miał zupełnie inne propozycje. Stevan Jovetić i Carlos Bacca, który miał już rzekomo uczyć się francuskiego, zostali tym samym odstawieni na boczny tor. W ten sposób rozpoczęła się letnia saga transferowa OM w poszukiwaniu napastnika. Ostatecznie, weto w sprawie odejścia Giroud ogłosił sam Arsène Wenger – tym samym reprezentant Francji pozostał Kanonierem na kolejny sezon, a Marsylia miała problem. Zwodzony przez kolejne tygodnie Bacca zdecydował się wrócić do Hiszpanii, do Villarrealu. Z listy Zubizarrety na rynku pozostał zatem tylko Jovetić, ale nawet jego nie udało się ostatecznie ściągnąć. Na kilka dni przed zamknięciem okienka Czarnogórzec niespodziewanie zmienił zdanie. Pod nosem działaczy OM zawodnika zgarnęli szefowie AS Monaco i to raptem kilka godzin przed zaplanowanymi w Marsylii badaniami lekarskimi. Podwójna potwarz od lokalnego rywala, bowiem tego samego wieczora zespół z księstwa rozgromił marsylczyków w ligowym spotkaniu aż 6:1. Obecny tego dnia na trybunie Stade Louis II Jovetić mógł zatem na własne oczy zobaczyć, jak jego niedoszły klub został upokorzony przez Monaco.

Bacca i Jovetić poza zasięgiem, w Marsylii ostatnie dni mercato przebiegły w dość nerwowej atmosferze. Przez ociężałość Garcii, Zubizarreta musiał pilnie znaleźć rozwiązanie zaistniałej sytuacji – zwłaszcza, że o tym co dzieje się w klubie doskonale wiedzieli kibice, którzy z niecierpliwością przez całe lato czekali na nowego napastnika. Rozwiązaniem na kłopoty okazał się być Kostas Mitroglu, który trafił do Marsylii niemal w ostatniej chwili, na sześć minut przed zamknięciem okienka. Transfer byłego zawodnika Benfiki Lizbona został zrealizowany w takim pośpiechu, iż nie było czasu na dokończenie badań lekarskich przed parafowaniem umowy. Pomimo kontuzji uda, działający pod presją włodarze OM zdecydowali się zaryzykować, by domknąć transfer na czas. W efekcie, latem na Velodrome nie trafiła żadna z wymienianych w prasie gwiazd – Olivier Giroud i Diego Costa zostali w Anglii, a zwodzeni przez tygodnie Bacca z Joveticem wybrali inne ścieżki kariery.

Niezgoda w szeregach

Choć nie wydano zapowiadanej kwoty, na papierze rezultat letnich zakupów nie prezentował się źle. Ściągnięto głównie doświadczonych zawodników, którzy powinni z marszu sporo wnieść do zespołu trenera Garcii. Ta strategia przypomina nieco kampanię transferową z sezonu 2009/10, gdy OM zdobyło swój ostatni tytuł Mistrza Francji. Wówczas również sprowadzono obytych piłkarzy jak m.in. Lucho Gonzalez, Souleymane Diawara, Gabriel Heinze czy Fernando Morientes. Rezultat? Pod wodzą Didiera Deschampsa zespół ten triumfował w ligowych rozgrywkach. Tym razem jednak trudno sobie wyobrazić podobny scenariusz, zwłaszcza że w klubie nie brakuje punktów zapalnych. Oprócz zatargów z Zubizarretą, Garcii nie zawsze jest też po drodze z prezesem Eyraudem. Chimeryczne wyniki z początku sezonu sprawiły, że ten drugi wyraził swoje niezadowolenie z rezultatów w starciach z rywalami z czołówki. O tym, że charakter francuskiego szkoleniowca nie należy do najłatwiejszych, przekonali się piłkarze i pracownicy AS Romy. We Włoszech, gdzie trenował przez ponad dwa sezony, Garcia także był pokłócony z zawodnikami i ludźmi zarządzającymi klubem. W Marsylii kibice również zaczynają krytycznie spoglądać na ręce trenera. Miodowy miesiąc dawno się zakończył. Fani OM coraz częściej wytykają mu jego zbyt bliskie koneksje z niektórymi agentami, czy krytykują wybory taktyczne. Swoje niezadowolenie zademonstrowali w trakcie pierwszego meczu fazy grupowej Ligi Europy z tureckim Konyasporem, gdy Stade Vélodrome, które bez trudu wypełnia średnio 40 tysięcy kibiców, świeciło tego dnia pustkami. Łącznie na trybunach zjawiło się zaledwie osiem tysięcy marsylczyków. Co więcej, w ramach protestu część z nich zbojkotowała początek spotkania i była nieobecna przez pierwszych dziesięć minut meczu.

Celem Olympique Marsylia jest zakończenie rozgrywek na podium, które może być przepustką do przyszłej edycji Ligi Mistrzów. Jak pokazują wyniki w starciach z bezpośrednimi rywalami, przed OM jeszcze długa droga by wrócić na ligowy szczyt i stać się trzecią potęgą we Francji. Rudi Garcia doskonale zdaje sobie z tego sprawę: przed gniewem trybun uchronią go tylko wyniki. Co więcej, mogą one również umocnić jego pozycję w konfliktach wewnętrznych. Rok po tym jak klub zmienił właściciela, wciąż trudno zrozumieć kierunek rozwoju i plan na kolejne lata. Brak spójności w działaniach oraz dwugłos w polityce sportowej zespołu sprawia, iż dla wielu obecne OM wciąż pozostaje niezidentyfikowanym projektem x.

Jordan Berndt
Tekst ukazał się w tygodniku Piłka Nożna (nr.43/2017)