Loco Unlimited

Gdy przejmował Lille na początku tego roku, Gerard Lopez kreślił świetlaną przyszłość klubu ze Stade Pierre Mauroy. Jego projekt pod nazwą LOSC Unlimited był firmowany przede wszystkim dwoma nazwiskami Luisa Camposa i Marcelo Bielsy. Pierwszy, jako były dyrektor sportowy AS Monaco jest dzisiaj doradcą właściciela Lille, drugi zaś przejął zespół tego lata. To właśnie tandem zbudowany wokół Lopeza miał przywrócić Les Dogues na pierwszy plan futbolowej panoramy Francji. Po kilku miesiącach El Loco stał się jednak persona non grata, a na horyzoncie pojawiły się czarne chmury.


Na papierze projekt wydawał się ambitny i wyjątkowo obiecujący. Gerard Lopez był inicjatorem powrotu do Francji Marcelo Bielsy, który po swojej krótkiej przygodzie w Marsylii pozostawił nad Sekwaną dobre wrażenie. Pod dowództwem El Loco Lille miało znów znaleźć się w ligowej czołówce, a wielu zdążyło nawet wytypować zespół Dogów do miana czarnego konia rozgrywek. Trudno się dziwić, bowiem Bielsa na północy Francji mógł liczyć na szczególne względy właściciela. Modernizacja ośrodka? Żaden problem. By dostosować położone na 43 hektarach centrum treningowe w Luchin do standardów pracy Argentyńczyka, wydano przed tym sezonem blisko siedem milionów euro. Oprócz nowego biura, na terenie ośrodka przewidziano również miejsce, w którym nowy szkoleniowiec mógłby przenocować w razie przeciągającej się do późnych godzin analizy gry przeciwnika. W Lille El Loco miał w końcu otrzymać warunki na miarę swojego przezwiska – szaleńca, maniaka pracy czy wręcz piłkarskiego pracoholika. Nie tylko Gerard Lopez spełniał wszystkie zachcianki Bielsy, z początku podobnie układała się również relacja szkoleniowca z Luisem Camposem – dyrektorem sportowym. Podczas letniego okna transferowego Lille wydało blisko 70 milionów euro na trzynastu zawodników, których średnia wieku to 22,9 lat. Zgodnie z zapowiedzią, już na starcie projekt był więc budowany z myślą o przyszłości i długofalowej współpracy. W kontekście letnich wzmocnień, jak donosiły francuskie media, Argentyńczyk miał dostać raporty na temat 120 zawodników –  wszystkich przeanalizował, oglądając po 15 meczów z udziałem każdego piłkarza. Otrzymane warunki pracy nie pozostawiały wręcz miejsca na improwizacje, a niemal każdy detal mógł być przez niego wcześniej skrupulatnie zaplanowany i dopieszczony. Mimo tego, raptem kilka miesięcy po przejęciu zespołu, Argentyńczyk został odsunięty z powodu słabych wyników swojego zespołu.

 

Gra o władzę

Los Marcelo Bielsy został przesądzony po wysokiej porażce z Amiens, w zaległym meczu ósmej kolejki. Prowadzone przez niego Lille zajmowało wówczas, po trzynastu seriach spotkań, przedostatnie miejsce w tabeli. Pęknięcia i pierwsze rysy na portrecie projektu LOSC Unlimited zaczęły się pojawiać już na przełomie sierpnia i września. Początkowo czepiano się głównie standardów pracy Argentyńczyka, które dla wielu mogły być niezrozumiałe. Z inicjatywy trenera, w centrum treningowym w Luchin zawodnicy zostali zupełnie odcięci od świata i niezwykle rzadko spotykali się nawet z innymi pracownikami klubu. Dostęp do szatni pierwszego zespołu miał tylko Bielsa oraz jego asystenci. Dystansu nabrano również w relacji z kibicami – od początku sezonu przeprowadzono tylko kilka otwartych dla publiczności treningów. Zazwyczaj takie sesje były planowane niemal w ostatniej chwili, dzień przed zajęciami. Od trenera dostało się też członkom sztabu szkoleniowego, po tym jak z opóźnieniem mieli dostarczyć zamówione przez niego analizy i materiały wideo. Trener poskarżył się kierownictwu, skutkiem czego Joao Sacramento został dla załagodzenia konfliktu wysłany na tydzień przymusowego urlopu. Znając szczególną więź łączącą El Loco z właścicielem Gerardem Lopezem, w klubie wszyscy byli gotowi zatańczyć, jak im Argentyńczyk zagra. Do czasu, gdy wyniki Lille zaczęły się pogarszać…

Front zaczął się zmieniać wczesną jesienią, gdy na światło dzienne wyszedł konflikt Bielsy z Luisem Camposem. Relacje obu panów pogorszyły się do tego stopnia, że pod koniec pobytu Argentyńczyka w Lille nie byli w stanie ze sobą nawet porozmawiać. – Powiedziałem mu, że wartości którymi się kieruje są sprzeczne z moimi i że nie jest dobrze, gdy dwa odmienne źródła władzy funkcjonują wokół pierwszego zespołu. Kiedy władza jest podzielona, traci konsystencję. Nie podoba mi się jego sposób zarządzania relacji z kibicami, opinią publiczną i prasą – wyznał Bielsa na jednej z konferencji. Do obozu przeciwników bardzo szybko dołączył też Marc Ingla, dyrektor wykonawczy klubu. Z czasem zaczęły pojawiać się także plotki na temat skarg niektórych piłkarzy, którzy nie byli w stanie znieść wysokich wymagań taktycznych trenera w systemie 1-3-3-3-1. Czas niestety nie grał na korzyść El Loco, bowiem brak było znacznej poprawy wyników. Z każdym dniem obóz jego zwolenników malał, aż w końcu sam Gerard Lopez musiał podjąć stosowne kroki. Walkę o władzę, o której mówił Bielsa, wygrał zatem Luis Campos. Brak wyników oznaczał dla niego brak jakichkolwiek argumentów w starciu z obozem skonfliktowanego dyrektora sportowego.

 

Pakt z diabłem

Choć projekt LOSC Unlimited jest jeszcze w bardzo wczesnym stadium, trudno zrozumieć w którym kierunku będzie zmierzać klub w najbliższej przyszłości. Szybkie odsunięcie Marcelo Bielsy zupełnie nie wpisuje się w budowaną przez miesiące narrację koncepcji wielkiego Lille. Argentyńczyk był jednym z głównych filarów wizji Gerarda Lopeza, a jego brak odsłonił jeszcze większe problemy strukturalne. Do tej pory właściciel Lille mógł swobodnie działać w cieniu Argentyńczyka, który swoją osobowością był w stanie przykryć innych aktorów projektu. Kim jest Gerard Lopez? We Francji o właścicielu Lille opinia publiczna usłyszała dwa lata temu, gdy miał być podobno bliski przejęcia Olympique Marsylia. Już wtedy Hiszpan z luksemburskim paszportem w blasku fleszy występował w towarzystwie Bielsy – który miał za jego sprawą wrócić na Stade Vélodrome. Do transakcji nigdy jednak nie doszło i były właściciel zespołu Formuły 1 Lotus skupił się na Lille. 46-latek dorobił się fortuny sprzedając część udziałów komunikatora internetowego Skype w 2005 roku. Wcześniej jako nastolatek sprzedawał buty w jednej z sieciówek. Studia ukończone na Uniwersytecie w Miami otworzyły mu jednak drzwi do wielkiego biznesu za pośrednictwem jego firmy inwestycyjnej Genii Capital. Jego fortuna szacowana jest na miliardy euro, a sam Lopez może się pochwalić jedną z największych prywatnych kolekcji sportowych aut – ma ich ponad setkę.

Gdzie leży więc problem? Chodzi o model finansowania projektu LOSC Unlimited, który ma być zbudowany na pożyczkach. Według doniesień francuskich mediów, zaciągnięto aż trzy pożyczki obligacyjne by sfinansować początkową fazę projektu. Ich wysokość ma oscylować w granicach 140 – 160 milionów euro. Klub jak dotąd wzbraniał się przed ujawnieniem tożsamości wierzycieli, ale dziennikarze France Football opublikowali latem nazwy dwóch spółek – Elliott Management i Manchester Securities. Te dwa amerykańskie fundusze są kontrolowane przez nowojorskiego prawnika i miliardera Paula Singera. Lille nie jest jednak jedynym europejskim klubem, który się u niego zapożyczył. AC Milan pod kierownictwem nowego właściciela z Chin Li Yonghonga również zadłużył się w wysokości ponad 300 mln euro. W środowisku finansów Elliott Management jest jednym z najbardziej pożądanych funduszy na świecie, który gwarantuje swoim klientom (tym którzy powierzają pieniądze na pożyczki) znaczny zwrot z inwestycji. Same pożyczki dla Rossonerich mają uwzględniać wysokie stopy procentowe w okolicach 7,7% i 11,5%. Zarządzający funduszami Elliott Management potrafią być bezwzględni i nieugięci, jeśli idzie o spłatę długów – na taką opinię zapracowali przez blisko czterdzieści lat istnienia. W świecie finansów Elliot zyskał miano Lucyfera z Wall Street i renomę sępiego funduszu. Na złą sławę zapracowali przez lata, a najszerszym echem w świecie finansów obił się spór z borykającym się z problemami gospodarczymi rządem Argentyny. W 2002 roku władze w Buenos Aires ogłosiły bankructwo i restrukturyzację długu publicznego. Większość wierzycieli zgodziła się na darowanie części długów. Zamiast tego, fundusze Elliott na krótko przed ogłoszeniem bankructwa wykupiły obligacje Argentyny i zażądały spłaty na starych warunkach. Po dekadzie walki w sądach, kraj z Ameryki Łacińskiej był zmuszony zapłacić blisko 1,3 mld dolarów. Kierownictwo Elliott dostrzegło w tym przypadku szansę na zarobek kosztem obywateli Argentyny. – To fundusz inwestycyjny, o którym wiadomo, że jest wyjątkowo brutalny w stosunku do firm lub krajów, którym przyznaje kredyty. Udziela pożyczek z lichwiarskimi stopami procentowymi i często podejmuje się wszystkich możliwych procedur prawnych, aby ostatecznie wygrać sprawę. W przeszłości zmuszał Argentynę do spłaty zadłużenia, które kupił z 70% zniżką – podsumowuje V. Lequertier, publicysta stacji BFM Buisness. Związanie się z funduszami Paula Singera jest więc swego rodzaju paktem z diabłem, który przy najmniejszych problemach może przynieść niewyobrażalne problemy.

Nie dziwią więc obawy zarówno kibiców Lille, jak i obserwatorów – w tym DNCG (Komisja Kontroli Finansów Klubów Profesjonalnych). Już w styczniu ubiegłego roku komisarze mieli zastrzeżenia co do modelu finansowania projektu Gerarda Lopeza. Ostatecznie jednak DNCG zatwierdziła projekt i umożliwiła przejęcie klubu, ale niewykluczone, że w najbliższym czasie znów zażąda od właściciela Dogów dodatkowych gwarancji. Tak ryzykowna konstrukcja finansowania stawia wiele pytań na temat skali zaciągniętego długu, trwałości i równowagi budżetu. Zwłaszcza, że Lille od kilku lat zmaga się ze strukturalnym deficytem, który, jeśli nie uwzględniać kwot transferowych, oscyluje w granicach 30-40 mln euro rocznie ( -38,5 mln euro w 2016 roku). Letnie ruchy transferowe oraz inwestycje związane z przyjściem i odejściem Marcelo Bielsy raczej nie zmniejszą problemu – ten deficyt powinien być w tym sezonie jeszcze wyższy. Aby załatać dziurę w budżecie, działacze Lille mają dwa wyjścia: sprzedaż zawodników lub wkład własny głównego akcjonariusza. W tym przypadku plan wydaje się zakładać tą pierwszą opcję, zwłaszcza iż wśród najbliższych współpracowników Gerarda Lopeza znalazł się Luis Campos – były dyrektor sportowy AS Monaco i twórca monakijskiego modelu transferowego. W ciągu ostatnich kilku sezonów, zespół z księstwa stał się najlepiej sprzedającym klubem w Europie. Choć właścicielem jest rosyjski oligarcha Dmitrij Rybołowlew, to budżet ASM wypełniają głównie lukratywne transakcje związane. Lille być może zechce pójść w tym kierunku, jednak działacze z północy Francji nie mają prawa do kolejnych błędów. O ile Lille powoli wydostaje się z niebezpiecznej strefy, to kibice ze Stade Pierre Mauroy wciąż nie mogą być spokojni o przyszłość swojego klubu.

Jordan Berndt
Tekst ukazał się w tygodniku Piłka Nożna (nr.50/2017)