Kakuta: Walczący o stracony czas

Alexandre Lacazette poprzedniego lata przeniósł się do Arsenalu za ponad 50 milionów euro. Antoine Griezmann ma za sobą występy w finałach Ligi Mistrzów i Mistrzostw Europy, a do tego może pochwalić się wieloma wyróżnieniami indywidualnymi. Obaj są kolegami Gaëla Kakuty z reprezentacji Francji U19 i razem z nim w 2010 roku sięgali po mistrzostwo Starego Kontynentu w tej kategorii wiekowej. Dzisiaj Kakuta jest wypożyczony do Amiens, a przecież to jemu zapowiadano największą karierę.

Blisko dziesięć lat temu niepozornie wyglądający chłopak w zwisającej koszulce demolował formacje defensywne kolejnych rywali. Mijał obrońców jak tyczki i doprowadzał bramkarzy do rozpaczy. Miał niezwykłą technikę i dysponował szerokim wachlarzem sztuczek. Imponował wizją – jego długie podania trafiały do kolegów w najdalszych sektorach boiska. Grał z ogromnym apetytem i entuzjazmem. Piłka przy nodze była dla niego jak tlen.

Kłopotliwa podróż na drugi brzeg kanału La Manche

Chelsea zainteresowała się tym zawodnikiem w 2007 roku, kiedy francuski skaut Guy Hillion poinformował ich, że znalazł „najbardziej utalentowanego gracza swojego pokolenia”. Później klub popisał się bezczelnością (albo po prostu brakiem sprytu), która poskutkowała karą od FIFY. Dyrektor generalny RC Lens – Francis Collado – twierdzi, że powiedziano mu by „wziął pieniądze i się zamknął”, kiedy Chelsea szykowała się do zatrudnienia 16-latka. W końcu Kakuta przekroczył kanał La Manche bez porozumienia między klubami, a efektem była sankcja zakazująca „The Blues” dokonywania jakichkolwiek transferów na dwa okna transferowe. Sepp Blatter i Michel Platini oskarżali Chelsea o „niewolnictwo” i „handel dziećmi”. Jednak wkrótce wszystko się wyjaśniło: RC Lens wycofało skargę, a balsamem na całe zło okazał się przelew na konto francuskiego klubu w wysokości 2,6 mln funtów.

Kakuta bardzo dobrze radził sobie w młodzieżowych zespołach Chelsea (fot. standard.co.uk)

To nie jedyna kontrowersyjna historia z udziałem Kakuty. Ta druga jest jednak nieco zabawniejsza. Kiedy Gaël przebywał na wypożyczeniu w Rayo, doszło do nieprawdopodobnej sytuacji. Uważany za spory talent Medi Abalimba nie radził sobie zbyt dobrze w angielskich klubach, dlatego szukał alternatywnych sposobów na zrobienie „kariery”. Kongijczyk był tak bardzo zdesperowany, że zaczął… podszywać się za Kakutę. Bardzo pomocny okazał się wygląd i niezwykła charyzma oszusta. Medi „na Kakutę” podrywał panienki, chodził na wystawne imprezy, kupował drogie alkohole i odzież za 20 tysięcy funtów. Raz nawet wynajął helikopter. Łącznie wydał około 163 tysięcy funtów. Po kilku miesiącach został złapany, doprowadzony przed sąd i skazany na cztery lata więzienia. Kakuta przekonał się na własnej skórze, że sława może kosztować.

Pierwszy sezon w młodzieżowym zespole Chelsea Gaël zakończył jako najlepszy strzelec i zawodnik roku. To było przepustką do pierwszej drużyny – w grudniu 2009 roku zadebiutował w Lidze Mistrzów. Chelsea zaliczyła rozczarowujący występ przeciwko APOEL-owi Nikozja (2:2). Francuz mógł jednak poczuć się wyjątkowo, ponieważ zebrał sporo pochwał, a ta najważniejsza padła z ust trenera. „Kakuta jako jedyny może pomyśleć, że zagrał dobry mecz” – mówił wtedy Carlo Ancelotti.

Ligowy debiut zaliczył kilka tygodni wcześniej w wygranym meczu przeciwko Wolves. To w tamtym okresie padła inna wypowiedź włoskiego szkoleniowca na temat Kakuty: „Ma doskonały charakter. W jego wieku nie widziałem jeszcze zawodnika o takim talencie. Nie jest potężnie zbudowany, ale pod względem technicznym jest gotowy do gry„.

Od wypożyczenia do wypożyczenia

Rok później rozpoczął sezon w barwach „The Blues”, zdążył zagrać w 12 meczach, a następnie udał się na pierwsze z wielu wypożyczeń. Ancelotti przepraszał, że nierówna forma drużyny nie pozwoliła na większe wykorzystanie młodego talentu. Wyjaśnienie to dość prozaiczne, lecz w tamtym czasie Włoch musiał skupić swoją uwagę na uciekającym tytule mistrza Anglii. Transfer do Fulham wydawał się dobrym pomysłem. Kakuta zagrał w 7 meczach, strzelił jednego gola, ale wciąż musiał godzić się z rolą rezerwowego i wejściami na ostatnie minuty. Po Carlo Ancelottim trenerami Chelsea byli Andre Villas-Boas, Roberto Di Matteo i Rafa Benitez. Każdy z nich grał o wysoką stawkę, a w takich warunkach młodzież często traci.

Zamiast zapewnieniem ostatnich szlifów, których Gael potrzebował, wypożyczenie do Fulham było jedynie wstępem do kolejnych krótkoterminowych zmian klubów. Bolton, Lazio, Dijon i Vitesse. Żaden z tych klubów nie był pod wystarczająco dużym wrażeniem zawodnika, aby postarać się o transfer definitywny. Dużą przeszkodą były koszty związane z ewentualną przeprowadzką, a przede wszystkim zarobki zawodnika, który nie był chętny na obniżenie swojej wypłaty.

Gael podczas kolejnego wypożyczenia, tym razem w holenderskim Vitesse (fot. yibada.com)

„Kiedy masz wysoką pensję, trudno jest znaleźć klub, który zgodzi się na Twoje wymagania. Jeśli już znajdzie się chętny, to niekoniecznie chcesz przejść do tego zespołu” – przyznał w wywiadzie dla Foot Mercato. „Podczas tych wszystkich wypożyczeń zdarzało się, że zaniedbywałem swoje obowiązki i nie przykładałem dużej wagi do pracy. Nie wykazywałem tej mentalności, którą mam dzisiaj” – mówił w lutym zeszłego roku.

Światełko w tunelu i kolejne pasmo porażek

Podczas ostatniego wypożyczenia Kakuta wziął sprawy w swoje ręce. Zgodził się na obniżkę płac i przeszedł na rok do Rayo Vallecano. To poskutkowało najlepszym sezonem w karierze i nadzieją na lepsze jutro. Gael zbierał bardzo dobre opinie, a pięć bramek i siedem asyst w 35 występach w La Liga wystarczyło, aby przekonać inny hiszpański klub – Sevillę – do wydania 2,5 mln funtów i ostateczne uwolnienie go z Chelsea. Wszystko rozegrało się kilka dni przed jego 24. urodzinami. Niestety przeprowadzka do Andaluzji była wstępem do kolejnego pasma niepowodzeń. Przede wszystkim większą część pobytu w nowym klubie piłkarz spędził na leczeniu kontuzji. Nie dogadywał się również z Unaiem Emerym. Punktami spornymi były treningi siłowe i taktyka. Trudno ocenić pobyt w Sevilli inaczej niż jako porażkę. Gael stracił osiem miesięcy. Jedynym wygranym okazał się klub, który sprzedał go do Chin z zyskiem ponad dwóch milionów funtów.

„Emery miał sposób pracy, który do mnie nie pasował. Szczególne w przygotowaniu fizycznym. Pracowaliśmy z taśmami, ciągnęliśmy ciężary za pomocą pasów, kamizelek. Moje ciało nie akceptowało tych ćwiczeń i po treningach czułem ból. Kiedy było w porządku, miałem dobre statystyki, ale moja budowa ciała stopniowo zanikała. […] Rozumiałem jego wskazówki, które przekazywał mi na treningach i przed meczami. W rzeczywistości mnie nie chciał. Skrytykował mnie również za bycie zbyt powściągliwym, nierozmawianie z innymi. Każdego dnia czepiał się czegoś innego, a potem mówił mi, że nie pracowałem wystarczająco ciężko.” – fragmenty z wywiadu dla France Football.

Transfer do Hebei China Fortune na samym początku wyglądał na właściwy, bo Gael wreszcie grał regularnie. Później jednak chińskie władze zmniejszyły limit obcokrajowców w klubach. W klubie byli już Ezequiel Lavezzi, Gervinho i Stephane Mbia, dlatego zaczęło brakować miejsca dla Kakuty. Mauricio Pellegrini przestał na niego stawiać i znów koniecznością okazało się spakowanie walizek. Znów zawitał do Hiszpanii: tym razem został wypożyczony do Deportivo La Coruña.

Sevilla okazała się fatalnym pomysłem, a wyjazd do Chin był kolejnym miejscem, gdzie Kakuta nie wywalczył miejsca w składzie (fot. AFP)

„Czasami trafiasz do miejsca, w którym chce cię dyrektor sportowy, ale na koniec widzisz, że trener nie jest szczęśliwy z powodu Twojego transferu! W Lazio pracowałem bardzo ciężko każdego dnia, ale trener wyglądał na ślepego. Dlaczego miałem zostać? Traktujesz mnie jak niewolnika przez sześć miesięcy, a potem chcesz, abym został. Kilka spraw nie potoczyło się tak, jakbym chciał. Niestety nie zawsze miałem szczęście, ale staram się doszukiwać pozytywów i być szczęśliwym” – mówił w wywiadzie dla The Ligue 1 Show.

Kakuta znów popadł w niełaskę u kolejnego trenera, tym razem Pepe Mel nie był jego sprzymierzeńcem. Licznik występów w Deportivo zatrzymał się na 10, w których zdobył dwa gole i zaliczył jedną asystę. Jego ostatnim meczem był przegrany pojedynek z Realem Madryt (2:6), w którym został zmieniony w przerwie. Do końca sezonu nie usiadł nawet na ławce rezerwowych. Niechciany w Hiszpanii, niepotrzebny w Chinach – sytuacja zawodnika robiła się naprawdę trudna. Z pomocną dłonią wyszło Amiens, które po raz pierwszy w swojej historii awansowało do Ligue 1 i poszukiwało wzmocnień przed walką o utrzymanie się w elicie. Dostał okazję gry niespełna 80 kilometrów od Lensu, gdzie grał jako chłopiec i gdzie wciąż mieszka jego rodzina.

Nowa nadzieja

Kiedy w lipcu wracał do Ligue 1, Francja była rozgrzana transferem siedem miesięcy młodszego Neymara do PSG. Nic dziwnego, że jego powrót nie wywołał dużego poruszenia. Przyjęto, że przejście do Amiens jest kolejnym etapem zjazdu. Obaj z powodów formalnych nie mogli zagrać w meczu otwarcia sezonu 17/18 pomiędzy ich drużynami. Kakuta bez blasku fleszy rozpoczął walkę o uratowanie swojej kariery. Okazało się, że krok w tył był szansą wyjścia na prostą. Związek Kakuty z „Jednorożcami” jak na razie jest ogromnym sukcesem.

Gael zaczął w końcu regularnie grać i szybko odpłacił się za dane mu zaufanie. Strzelił trzy gole i zaliczył cztery asysty. Pod każdym względem jest najlepszym zawodnikiem zespołu. Dostał dużą swobodę taktyczną i gołym okiem widać, że dużo elementów zostało podporządkowanych jego swobodzie. W grudniu otrzymał nominację do nagrody dla najlepszego zawodnika listopada w Ligue 1. W rywalizacji z Florianem Thauvinem i Edinsonem Cavanim nie miał zbyt wielu szans, ale trzecie miejsce w takim towarzystwie to i tak spory sukces dla niego i całego klubu.

We Francji Kakuta spisuje się naprawdę dobrze (fot. AFP)

Dotychczas za każdym razem, kiedy Kakuta strzelał gola lub asystował, jego drużyna w najgorszym wypadku remisowała mecz. Gael jest prawdziwym liderem drużyny, ciągnie kolegów do przodu. Kibice go kochają, a ostatnio pojawiły się plotki, że mógłby w Amiens zostać na dłużej. Niestety jest to mało prawdopodobne. Klubu raczej nie będzie stać na wykupienie piłkarza z Chin.

Obecnie cała drużyna spisuje się powyżej oczekiwań. Klub był skazywany na pożarcie i szybki powrót do Ligue 2, ale jak na razie „Jednorożce” grają nie przejmując się prognozami ekspertów. Amiens i Kakuta po prostu do siebie pasują. Z jednej strony klub, na który nikt nie byłby skłonny przed sezonem postawić, a z drugiej zawodnik po przejściach, niemal skreślony, walczący o odbudowanie swojej renomy.

Już teraz pojawia się wiele pogłosek na temat przyszłości Kakuty. Według portugalskiej prasy znalazł się na celowniku Benfiki. Oby kolejna decyzja o zmianie klubu okazała się słuszna i na dobre odmieniła passę utalentowanego gracza.