VAR-unek konieczny?

Władze francuskiej ekstraklasy podjęły decyzję o tym, że od przyszłego sezonu w meczach Ligue 1 funkcjonować będzie system VAR. To kolejna z czołowych lig Starego Kontynentu, która zdecydowała się wspierać pracę sędziów powtórkami wideo.

O zaimplementowaniu systemu VAR jednogłośnie zdecydował zarząd francuskiej ekstraklasy – od przyszłych rozgrywek, sędziowie prowadzący mecze na boiskach Ligue 1 będą mogli korzystać z powtórek wideo w wyjątkowych przypadkach. Co prawda, tę decyzję w najbliższych tygodniach ma zatwierdzić Międzynarodowa Rada Piłkarska (IFAB), ale to powinna być tylko formalność. O wprowadzeniu systemu oficjalnie władze LFP zapewne poinformują w marcu. Podobnie jak ma to miejsce w Polsce podczas spotkań Lotto Ekstraklasy, czy chociażby w niemieckiej Bundeslidze, sędziowie znad Sekwany będą mogli się posiłkować obrazem wideo w konkretnych zdarzeniach. Ma on pomóc w kwestii uznania bądź nieuznania bramki i tym samym ma stać się komplementarny z wdrożonym na francuskich boiskach systemem goal-line technology. VAR ma również rozstrzygać kwestie dyktowanych rzutów karnych, czerwonych kartek oraz służyć identyfikacji piłkarzy w sytuacjach, gdy sędzia może mieć z tym problem. Oprócz samych kamer część systemu stanowią także dwaj dodatkowi sędziowie-asystenci, którzy przebieg meczu obserwują w specjalnym pomieszczeniu. – To duży krok do przodu, w kierunku wsparcia i pomocy sędziom. Wprowadzenie powtórek wideo może rozwiązać nawet 80% kontrowersji i problemów, które powstają w trakcie meczów – stwierdził Eric Borghini, prezes Federalnej Komisji Sędziów Francuskiej Federacji Piłkarskiej.

Poszukując perfekcji

Liga francuska poszła zatem tropem innych czołowych europejskich rozgrywek. W bieżącym sezonie VAR został już wdrożony w niemieckiej Bundeslidze oraz włoskiej Serie A, z kolei od przyszłego sezonu ma on także zostać wprowadzony w lidze hiszpańskiej. Przed nadejściem technologii wzbraniają się jeszcze jednak najbardziej medialne rozgrywki piłkarskie na świecie, czyli Premier League. Anglicy wciąż nie zdecydowali się na ten krok, choć jest on rozważany i prowadzone są w tym kierunku testy – według ostatnich doniesień, może to nastąpić w perspektywie dwóch najbliższych lat. Podobnie jak we Francji, na razie na Wyspach Brytyjskich funkcjonuje tylko goal-line technology.

Wprowadzeniu dodatkowej pomocy technologicznej dla arbitrów nie towarzyszą jednak same pochlebne opinie. Nie brakuje też negatywnych komentarzy wobec tej decyzji. – Nigdy nie byłem zwolennikiem wprowadzenia powtórek wideo, byłem raczej za rozpoczęciem testów. Dopiero na ich podstawie jak i wniosków, które z nich mogły wypłynąć należało podjąć decyzje mające ułatwić pracę sędziów. Dzisiaj jest jeszcze za wcześnie, by podejmować tak daleko idące decyzje, ten temat jest rozstrzygany zbyt pochopnie – ostrzega Christophe Dugarry, dzisiaj komentator dla stacji RMC. W tym samym tonie wypowiadał się także Kylian Mbappé po towarzyskim meczu Trójkolorowych z reprezentacją Hiszpanii. Francuzi zostali wówczas pokonani, jednak w tym spotkaniu bohaterem był sędzia – a właściwie testowany tego wieczoru system powtórek VAR.

Najpierw gola dla Francuzów strzelił Antoine Griezmann, jednak sędzia po konsultacji i użyciu systemu VAR słusznie uznał, że bramki nie było. Niecałe dziesięć minut później na listę strzelców wpisał się Deulofeu. Arbiter początkowo uznał, że był spalony, jednak w tym przypadku również zadziałał system powtórek i ostatecznie sędzia wskazał na środek boiska. Te dwie kluczowe decyzje arbitra, który używając testowanej tego dnia technologii podjął właściwe rozstrzygnięcia, zaważyły na ostatecznym wyniku spotkania. Pomimo tego, we francuskim obozie nie brakowało sceptycznych komentarzy – Uważam, że jest to dobra rzecz dla futbolu i popieram takie rozwiązania. Z drugiej strony jednak dużym problemem jest czas całej procedury. Na decyzję głównego arbitra czekaliśmy trzy lub cztery minuty. To zbyt długo, wybija nas to z rytmu. Co więcej, kiedy końcowa decyzja jest niekorzystna, to psychologiczny cios jest niemały – stwierdził po tym spotkaniu Mbappé.

Sceptyków nie brakuje, zwłaszcza że wprowadzane nowinki technologiczne w praktyce nie rozwiązują wszystkich problemów. W krajach gdzie jest testowany, system VAR nadal wywołuje wiele kontrowersji i nie jest perfekcyjny. Tak samo jest z technologią goal-line, która została wdrożona w meczach francuskiej ekstraklasy w sezonie 2015/16. Od początku bieżących rozgrywek doszło do kilkudziesięciu incydentów, wpływających z mniejszym lub większym skutkiem na wynik spotkania, które doprowadziły do natychmiastowego zerwania kontraktu LFP z niemieckim dostarczycielem technologii, firmą GoalControl.

Do zajścia, które zaważyło na decyzji, doszło w grudniu podczas konfrontacji Troyes i Angers. W 32. minucie spotkania w kierunku bramki uderzył napastnik Suk Hyun-Jun, lecz jego strzał odbił się od poprzeczki wzdłuż linii bramkowej. Widząc, iż piłka nie wpadła do bramki, sędzia dał sygnał by grać dalej. Po chwili jednak wibracje zegarka wskazały, iż futbolówka przekroczyła całym obwodem linię bramkową. Zgodnie z procedurą sędzia podniósł rękę wskazując na środek boiska – tymczasem powtórki wideo podczas transmisji pokazały, iż gola nie było. Ostatecznie, po kilkuminutowym zamieszaniu, arbiter cofnął decyzję i bramki nie uznał. Jak donosi dziennik L’Équipe, władze Ligi Francuskiej będą dążyć do zmiany firmy obsługującej system. GoalControl może zostać zastąpiona przez konkurencyjne spółki Hawk-Eye lub GoalRef, ale może rozwiązaniem problemu okaże się właśnie VAR.

Choć nie eliminuje całkowicie błędów i pomyłek sędziowskich, technologia pozwala jednak znacznie je ograniczyć. Żeby w pełni to docenić, potrzeba jednak czasu: sędziowie, piłkarze i kibice muszą jeszcze przywyknąć do nowinek.

Jordan Berndt
Tekst ukazał się w tygodniku Piłka Nożna (nr.1/2018)