Szampański marsz ku Ligue 1

We Francji, zarówno w pierwszej, jak i drugiej lidze minęły 24 kolejki. W Ligue 1 po swój kolejny triumf zmierza PSG i nie wydaje się, żeby ktokolwiek mógł temu zapobiec. Po cichu, ale równie skutecznie, rywali punktuje Stade Reims – zdecydowany lider drugiego poziomu rozgrywek.

Warto zaznaczyć, że już w poprzednim sezonie w życie weszło rozporządzenie, które zmieniło zasady awansu do Ligue 1. Bezpośrednią promocję wywalczą dwie drużyny, nie tak jak wcześniej – trzy,  a zespół znajdujący się na najniższym stopniu podium zmierzy się z osiemnastą w tabeli ekipą z Ligue 1. Rok temu swoją batalię z wyżej notowanym rywalem stoczyli piłkarze Troyes, pokonując Lorient. To jednak na pewno nie będzie reguła i większe szanse będzie miał spadkowicz, dlatego celujący w awans powinni dbać o przewagę nad miejscem trzecim, nie czwartym.

W przypadku Reims wiele to jednak nie zmienia. Jasne, na ten moment zarówno AC Ajaccio, jak i Paris FC mają po 42 punkty, Ameryka nie została odkryta ponownie. Nawet gdyby było inaczej, klub z Szampanii nie musi się interesować co dzieje się za jego plecami, ponieważ jego przewaga nad drugim Nîmes Olympique wynosi aż 10 oczek. Wystarczy więc, że utrzymają punktowy trend z pierwszej części sezonu, a będzie można już planować letnie transfery umożliwiające podbój Ligue 1. A fundamenty podłożone pod ten sukces są naprawdę imponujące. Przenieśmy się w czasie.

Rok 2000. Włączasz telewizor. Na Dwójce leci pierwszy odcinek „M jak Miłość”. Pewnie nie utrzyma się w ramówce za długo. Co innego Pokémony, dzieciaki za tym szaleją. Pojawia się Polsat Sport – będzie co oglądać. Rusza też polska wersja MTV. Muzyka w telewizji? Jasne! Na liście przebojów „It’s My Life” Bon Jovi na pierwszym, „Freestyler” Bomfunk MC’s tuż za plecami. Starszy brat kwituje zestawienie pogardliwym spojrzeniem, dla niego prawdziwa muzyka to co innego. „The Real Slim Shady”, Eminem, to jest to, młody. Biały raper? No, nie wiem. W kinie hitem „Chłopaki nie płaczą”, a Oscara za całokształt odbiera Andrzej Wajda. Z taśmy schodzą ostatnie fiaty 126p. Ale nie po to uruchamialiśmy wehikuł czasu…

26 stycznia 2000 roku. Minęła 24. kolejka Ligue 2. Na czele Lille, 57 punktów, 12 więcej niż Tuluza, Guingamp traci zaś aż 17. Na liczniku 18 lat. O tyle trzeba było się cofnąć, by znaleźć zespół, który po 24 meczach miał lepszy rezultat niż aktualny lider drugiej ligi, Stade Reims. Dopiero takie spojrzenie na wynik Les rouges et blancs pozwala zrozumieć, jak dobrze im idzie. Bardzo ważną pozycją w tabeli jest też liczba straconych bramek, która w przypadku Reims wynosi całkiem szczęśliwe 13. Powołując się na moc obliczeniową kalkulatora – przeciętnie 0,541 bramki na mecz traci najlepszy zespół Ligue 2. Co na to wehikuł czasu? W tym stuleciu lepszy wynik po 24. serii spotkań osiągnięto trzy razy.

 

2001/02 AS Beauvais

Punkty: 45

Stracone bramki: 12

Pozycja w tabeli: 2

2003/04 FC Istres

Punkty: 47

Stracone bramki: 11

Pozycja w tabeli: 1

2006/07 FC Metz

Punkty: 52

Stracone bramki: 12

Pozycja w tabeli: 1

 

Szampańskie TGV?

Reims jest więc na autostradzie do Ligue 1. Co więcej wydaje się, że kierowca ma ciężką nogę i nie zamierza spuszczać jej z gazu. David Guion, który przez pięć lat był trenerem rezerw, teraz zdobywa punkty z szaloną skutecznością i trudno przypuszczać, by to się miało niedługo zmienić. Tym bardziej że zespół odpadł dość wcześnie zarówno z Pucharu Ligi (porażka 0:3 z Valenciennes w drugiej rundzie), jak i Pucharu Francji (2:3 po dogrywce z Lens), dlatego wszystkie siły może włożyć w batalię o awans do francuskiej czołówki. Żeby jednak znaleźć przestrogę dla obecnego dominatora, nie trzeba daleko szukać.

W poprzednim sezonie na tym etapie rozgrywek na czele znajdował się Stade Brestois 29, mający sześć punktów przewagi nad peletonem w składzie: ESTAC Troyes, Stade Reims i RC Strasbourg, a siedem nad Amiens SC. Les Ty’ Zefs zanotowali jednak słabszą końcówkę i finiszowali dopiero na piątym miejscu. Mimo wszystko trzeba zauważyć, że do mistrza z Alzacji tracili dwa punkty, więc nie zabrakło wiele. Nie wydaje się, żeby w tym roku scenariusz miał się powtórzyć, jednak – pamiętajmy – to Ligue 2. Tutaj rzeczy nieprawdopodobne są na porządku dziennym.

Przyjrzyjmy się kadrze zespołu. Kto zapracował na tak świetną pozycję byłego klubu Grzegorza Krychowiaka? Jest to drużyna stosunkowo młoda, jednak trzeba zaznaczyć, że duża część zawodników wchodzących do poważnej piłki nie odgrywa zbyt znaczącej roli i nieco sztucznie obniża średnią wieku. Podstawowym bramkarzem jest wyciągnięty z rezerw Marsylii Edouard Mendy, który wygrywa rywalizację z bardziej doświadczonym Johannem Carrasso (bratem Cédrica). Defensywny monolit wspótworzą z nim środkowi obrońcy: Julian Jeanvier i Yunis Abdelhamid, prawy defensor Romain Métanire i… no właśnie. Jeszcze miesiąc temu razem z nimi trzeba było wymienić młodego lewego obrońcę, Youssoufa Koné, wypożyczonego z Lille, jednak ten wrócił do swojego klubu i teraz zespół potrzebuje na jego miejscu nowej opcji. Trener szuka optymalnego rozwiązania, dlatego swoją szansę w ostatnich meczach otrzymali Samuel Bouhours i młodziutki Alex Disasi. W minionym spotkaniu, na wyjeździe z Brestem (wynik 0:0) obaj dostali po 45 minut gry, więc rywalizacja cały czas trwa.

W środku pola rządzi duet Danilson da Cruz i Xavier Chavalerin, na bokach szaleją Diego Rigonato (pięć bramek, siedem asyst) i Pablo Chavarría (siedem bramek i pięć asyst, chociaż on grywa również w ataku). Cała czwórka to gracze doświadczeni, ale nie starzy – o takich mówi się, że są w „najlepszym wieku” dla piłkarza. Dodatkowo sporo minut dostaje trójka: Grejohn Kyei, Rémi Oudin i Anatole Ngamukol, coraz częściej na boisku pojawia się też dobrze znany we Francji Marvin Martin.

Drużyna opiera się więc na doświadczeniu, jednak jeden zawodnik jest wyraźnym powiewem świeżości wśród ustabilizowanych sportowo graczy przed trzydziestką. 21-letni napastnik, najlepszy strzelec Reims, Jordan Siebatcheu. Statystyki? Bramki: 12. Asysty: 5. Wysoki snajper, który może grać również dla reprezentacji USA (urodził się w Waszyngtonie) w klasyfikacji kanadyjskiej przegrywa tylko z rówieśnikiem Umutem Bozokiem (Nîmes Olympique), który strzelił wprawdzie cztery gole więcej, jednak zaliczył dotąd tylko jedno ostatnie podanie. Francuzowi nie przeszkadza też to, gdzie mecz jest rozgrywany – do tej pory po sześć razy strzelał na Stade Auguste-Delaune i na wyjazdach. Jeżeli utrzyma swoją formę strzelecką, to w przyszłym sezonie będzie jednym z najciekawszych młodych napastników w Ligue 1. Niekoniecznie w barwach Reims.

Zespół z Szampanii to ekipa dobrze ułożona, bardzo solidna i nie wydaje się, by swoją przewagę mogła łatwo roztrwonić. Powoli oswajajmy się więc z myślą, że zawodnicy w czerwonych strojach ponownie zawitają na salony francuskiej piłki i znów będą wpędzać w zakłopotanie komentatorów mylących Reims z Rennes.

Błażej Jachimski
(@blazejjachimski)