Azja Express

Od kilku lat władze Francuskiej Zawodowej Ligi Piłkarskiej (LFP) starają się promować i rozwijać markę Ligue 1 na nowych rynkach. Symbolem tej polityki, polegającej na dążeniu do globalizacji rozgrywek, jest organizowany od prawie dekady poza granicami kraju finał Superpucharu Francji – tego lata po raz drugi zawita on w Azji. Podążając za standardami Premier League czy Primera Division, francuska piłka również pragnie podbić tamtejszy rynek.

Eksport rozgrywek to od kilku lat główny element strategii rozwoju Ligue 1. Władze LFP starają się wykorzystać m.in. rosnące marki Paris Saint-Germain i AS Monaco, by zwiększyć zasięg i trafić do kibiców na całym świecie. Pomimo wielkich nazwisk jak Zlatan Ibrahimović czy Radamel Falcao, w ostatnich latach zagraniczne wpływy z tytułu sprzedaży praw telewizyjnych nie zanotowały znaczącego wzrostu. Sytuacja zmieniła się jednak kilka miesięcy temu, gdy PSG i co za tym idzie całe rozgrywki wkroczyły w nowy wymiar. Letni transfer Neymara i szum wokół piłkarskich zakupów PSG wpłynęły na zagraniczną atrakcyjność ligi. Choć Ligue 1 wciąż znajduje się w cieniu europejskich gigantów, to w ostatnim przetargu na prawa do transmisji rozgrywek za granicą zdołano wynegocjować rekordową sumę. Przez najbliższych sześć lat, władze ligi i kluby zarobią 80 mln euro za sezon – co i tak stanowi nieznaczną kwotę w porównaniu z ponad miliardowym kontraktem Premier League. We Francji liczą jednak, iż ta tendencja się utrzyma i w związku z tym poczyniono pewne ustępstwa względem azjatyckich fanów. Od zeszłego sezonu dwa mecze w kolejce zaplanowane są na godzinę 15:00 i 17:00, właśnie z myślą o tamtejszych telewidzach.

Chińska kasa

Nie same transfery mają jednak wzmocnić markę Ligue 1. Pod koniec grudnia ubiegłego roku władze ligi zdecydowały się po raz drugi zorganizować finał Superpucharu w Azji – odbędzie się w chińskim Shenzhen. Już w 2014 roku mecz pomiędzy Paris Saint-Germain i Guingamp został rozegrany w Pekinie. Przeniesienie Superpucharu poza Francję jest częścią strategii, która ma być swego rodzaju oknem na świat. Kolejny azjatycki finał jest świadectwem, iż na tym rynku Francuzom zależy najbardziej, zwłaszcza że Ligue 1 ma coraz więcej powodów by obierać ten właśnie kierunek. Od kilku sezonów zwiększa się liczba inwestorów z Chin, którzy decydują się kupować lub wspierać kluby znad Sekwany. Korzystny wiatr z Dalekiego Wschodu jest niemal zbawieniem dla będących pod rygorystycznym nadzorem klubowych budżetów.

Ostre restrykcje i regulacje prawne sprawiają, iż co roku są one przedmiotem kontroli dedykowanych organów federacji. Ta sytuacja sprawia, że kluby nie mogą się zadłużać, jak chociażby w Hiszpanii, i tracą na konkurencyjności w skali europejskiej. Dodatkowe pieniądze z zagranicy mogą jednak to zmienić, dlatego działacze coraz chętniej sprzedają udziały w zamian za zastrzyk świeżej gotówki. Dla chińskich biznesmenów jest to więc w miarę tani sposób, aby poznać europejskie know-how w zakresie szkolenia lub po prostu kupić sobie dostęp do piłkarskiego wielkiego świata. Dla przykładu, drugoligowe AJ Auxerre będące właścicielem stadionu i wszystkich obiektów akademii zostało kupione we wrześniu 2016 roku za niespełna 7 mln euro. Identyczny scenariusz miał miejsce w Sochaux – klub o bogatych tradycjach, z uznawaną we Francji akademią piłkarską również trafił w chińskie ręce. Podobnie było też w OGC Nice, które latem 2016 roku zostało wykupione przez konglomerat inwestorów z Chin i USA.

W przeciwieństwie do szejków i rosyjskich oligarchów, właściciele z Dalekiego Wschodu nie mają w zwyczaju szastania pieniędzmi – działają bardziej rozważnie na piłkarskim rynku, przynajmniej we Francji. W Nicei, pomimo wejścia zagranicznego kapitału, na stanowisku prezesa klubu pozostał Jean-Pierre Rivière, który zachował mniejszościowy pakiet akcji. Francuz doskonale zna realia lokalnego futbolu i z pewnością jest cennym wsparciem dla nowych właścicieli. Nicea nie zrywa więc z dotychczasową strategią rozwoju klubu, choć to właśnie dzięki zagranicznym inwestorom nad Lazurowym Wybrzeżem pojawiła się gwiazda pokroju Mario Balotellego.

Po Sochaux, Nicei i Auxerre, na celowniku Chińczyków znalazł się niedawno kolejny klub znad Sekwany. We Francji od blisko dwóch lat regularnie pojawiają się w mediach pogłoski o rzekomym zainteresowaniu inwestorów z Azji. Tym razem, głośno się zrobiło wokół Rennes, w którym jeszcze nie tak dawno grał Kamil Grosicki. W listopadzie minionego roku nowym prezesem klubu z Bretanii został Olivier Létang, były dyrektor sportowy Paris Saint-Germain, i to właśnie on, zdaniem francuskich mediów, ma być odpowiedzialny za sprowadzenie chętnych kupców z Chin. Jeszcze nie tak dawno temu Létang pracował dla brytyjskiej agencji menadżerskiej Sport Invest UK, która ma dobre rozeznanie na tamtejszym piłkarskim rynku. Chińczycy nie są jednak zainteresowani tylko pełnym przejmowaniem klubów. W Lyonie prezes Aulas zdecydował się odsprzedać 20 procent udziałów notowanego na giełdzie klubu w zamian za zastrzyk gotówki w wysokości 100 mln euro. Nad podobnym rozwiązaniem myśli obecnie największy rywal OL, czyli Saint-Etienne. Choć Zieloni przeżywają w tym sezonie sportowy kryzys, według francuskich mediów działacze rozważają otwarcie kapitału dla potencjalnego inwestora z Azji.

Koreański Zlatan

Jednym z efektów ubocznych otwarcia na nowe rynki, jest również globalizacja piłkarzy, którzy trafiają do Ligue 1. W tym sezonie, po raz pierwszy od kilku lat, w lidze francuskiej grają na co dzień dwaj zawodnicy rodem z Korei Południowej. W ślady grającego w AS Monaco w latach 2008-2011 Chu Young-Parka zdecydowali się pójść napastnik Suk Hyun-Jun i pomocnik Kwon Changhoon. Pierwszy reprezentuje barwy Troyes, z kolei drugi występuje w zespole Dijon. Co ciekawe, po 22. kolejkach obaj piłkarze mają na swoim koncie po pięć trafień – więc poza marketingową wartością potrafili również wnieść sportową jakość.

Suk Hyun-Jun trafił do Troyes z FC Porto, skąd został latem wypożyczony. Mierzący 190 cm zawodnik jest obecnie najskuteczniejszym napastnikiem Troyes. Reprezentant Korei Południowej jest jednak bardziej europejskim typem piłkarza, bowiem od 18. roku życia gra na Starym Kontynencie. Po ukończeniu akademii piłkarskiej Ajaksu Amsterdam Suk trafił do Portugalii, gdzie rozwijał się dalej. – Mam oryginalny styl gry. Koreańczycy mówią, że gram jak Zlatan, dlatego tamtejsi fani nazwali mnie Suk-Zlatan – tłumaczył na antenie francuskiej telewizji.

Równie dobrze na francuskich boiskach radzi sobie Kwon-Changhoon, mający na swoim koncie pięć bramek i dwie asysty. 23-letni pomocnik Dijon rozgrywa swój drugi sezon w Ligue 1 i po kilku miesiącach trudnej aklimatyzacji w końcu odnalazł właściwą ścieżkę. Wychowanek Suwon Bluewings jest jedną z rewelacji burgundzkiego zespołu w obecnych rozgrywkach. W niedalekiej przyszłości podobnych przypadków może być zdecydowanie więcej. Na początku stycznia, pod wpływem chińskiego właściciela, drugoligowe AJ Auxerre ogłosiło chęć sprowadzenia piłkarza z Kraju Środka. Co więcej, w ramach współpracy i wymiany piłkarskiego know-how, klub z 30-tysięcznego Auxerre ma w najbliższym czasie także otworzyć pierwszą chińską piłkarską akademię w ponad trzymilionowym mieście Bengbu. Ot, globalizacja…

 

Jordan Berndt
Tekst ukazał się w tygodniku Piłka Nożna (nr.5/2018), zdjęcie ifrancja.fr