Nienawiść w cieniu Klasyku

Utarło się, że najważniejszym spotkaniem w Ligue 1 jest pojedynek Paris Saint-Germain – Olympique Marsylia – nazywane derbami Francji. I choć ciężko zaprzeczyć, że historia i różnice społeczne między mieszkańcami Paryża i Marsylii dodają tym starciom smaczku, to jednak w poszukiwaniu tej najgorętszej rywalizacji we Francji musimy się udać na południowy wschód od stolicy, gdzie rozgrywane są mecze nazywane potocznie Derbami Doliny Rodanu.

Włączając Google Maps – nie, niestety nie jest to tekst sponsorowany – nietrudno dostrzec, że Lyon i Saint-Étienne dzieli pewna odległość, dokładnie 62 kilometry. Dlaczego więc zespoły niemające na pozór że sobą wiele wspólnego pałają do siebie taką nienawiścią? Podobnie jak w przypadku starć PSG z OM, wszystko ma związek z historią i kulturą dzielącą obie społeczności.

Lyon jest trzecią co do wielkości aglomeracją we Francji, jak również stolicą regionu. Na początku było to miasto oparte o przemysł włókienniczy, ale z czasem się rozwinęło i dziś prężnie działa tu przemysł chemiczny, a mieszkańców można przyporządkować do klasy średniej – wyższej. Pisząc o Lyonie nie można pominąć aspektu kulturowego, tak ważnego dla historii tego miasta. To tu pracowali i nakręcili swój pierwszy film bracia Lumière, a Jean Michel Jarre rozwijał swoją pasję muzyczną,  dzięki której zyskał zasłużone miano ojca muzyki elektronicznej. Ubogo na tym tle prezentuje się Saint-Étienne, które jest miastem górniczym i nie może się pochwalić tak znamienitymi obywatelami i historią, co prowadzi do kolejnych waśni. Kibice OL pewni wyższości nad rywalem na każdym polu, wywieszali na stadionie Gerland – poprzedni stadion Lyonu – m.in takie transparenty:

„Kiedy wasi dziadkowie fedrowali chodniki w kopalniach, nasi odkrywali kino”

Nienawiść między kibicami i zawodnikami drużyn jest manifestowana na każdym kroku. Tak manifestował ją choćby były selekcjoner reprezentacji Francji i wieloletni gracz OL Raymond Domenech – inna sprawa, czy osoba będąca na takim stanowisku powinna wypowiadać się w tak jednoznaczny sposób:

„Marzę o trawnikach pomalowanych na czerwono i niebiesko… Zresztą tak zrobiłem ze swoim, żeby nie budzić się każdego ranka mając przed oczami zielony kolor.”

By pokazać, że druga strona nie pozostaje dłużna – poniżej cytat jednego z najbardziej charakterystycznych bramkarzy w historii Ligue 1, Jeremiego Janota, byłego zawodnika „Zielonych”.

„Lyon jest gorącym miastem, ale z zimnymi kibicami.”

Przekaz grzeczny, ale bardzo dosadny i…. prawdziwy, gdyż mimo powyższych, dość mocnych, cytatów kibiców Lyonu, to Les Verts są powszechnie uznawani za bardziej zagorzałych. Jedna z trybun na stadionie Geoffroy-Guichard nosi nazwę Chaudron, czyli Kocioł. Nie musimy sięgać daleko w pamięci, aby znaleźć przykład potwierdzający jej sławę.

5 listopada 2017 roku. Stade de Geoffroy-Guichard. Nabil Fekir w 84. minucie strzela gola, swojego drugiego i piątego Lyonu w tym meczu. Jakby upokorzenie Zielonych nie było wystarczające, napastnik zdejmuje koszulkę i afiszuje się z nią na oczach kibiców gospodarzy. Fani ASSE nie wytrzymują i tłumnie wbiegają na płytę boiska. Sędzia był zmuszony przerwać mecz na kilkadziesiąt minut. Nie obyło się również bez reakcji władz ligi, które mając dosyć notorycznych wybryków kibiców, zakazały przyjazdu fanów Saint-Étienne na najbliższy mecz z derbowym rywalem.

Cytowany wcześniej Janot to dobry przykład miłości względem przywdziewanych barw. Oddanie to można okazywać w różny sposób: całowanie herbu, uczestniczenie w pozasportowym życiu klubu, czy poprzez długoletnią grę w tym zespole. Bramkarz postanowił być bardziej oryginalny: rozbił namiot na płycie boisku i spędził w nim cała noc.

A jak ma się sprawa z transferami między zwaśnionymi stronami? Dwojako. Byliśmy świadkami przejść, które kończyły się wielkimi aferami – o czym poniżej – ale były również takie transfery, jak choćby Francois Clerc (ponad 100 spotkań zarówno dla OL, jaki i ASSE), które nie wzbudzały, aż tak negatywnych emocji. Oto lista najsłynniejszych piłkarzy zmieniających barwy na należące do odwiecznych rywali:

 Z OL do ASSE: Bernard Lacombe, Patrice Ferri, Lamine Diatta, Sylvain Monsoreau, David Hellebuyck, Laurent Fournier i Patrice Carteron. 
 Z ASSE do OL: Aimé Jacquet, Francois Lemasson, Gregory Coupet, Pape Diakhaté, Frederic Piquionne i Bafetimbi Gomis 

Przygody, a raczej epizodu, z AS Saint-Étienne nie będzie dobrze wspominał Anthony Mounier, który zaledwie trzy dni po podpisaniu kontraktu z Zielonymi musiał uciekać w obawie o swoje życie. Mounier jest wychowankiem OL, ale to nie sam ten fakt wpłynął na tak zły odbiór tego transferu przez kibiców ASSE. O tym, że fani zaczęli wysyłać pogróżki do nowego zawodnika, zdecydowały jego słowa za czasów gry w Lyonie. 20-letni wówczas piłkarz wielokrotnie podkreślał, że nigdy nie założy koszulki wroga, a trener Gaultier to – zostańmy przy eufemizmie – słaby fachowiec.

Anthony Mounier z koszulką AS Saint-Etienne (Fot. rmcsport.bfmtv.com)

Bardziej zabawnie przedstawia się historia przyjścia do Saint-Étienne wychowanego w OL Steeda Malbranque’a. Ten w przeciwieństwie do Mouniera zadebiutował w klubie, ale jego przygoda zakończyła się na jednym występie i 26 minutach spędzonych na boisku. Po kilku dniach klub rozwiązał z zawodnikiem kontrakt, a media zaczęły szukać powodu tej decyzji. Podawały, że jest to spowodowane chorobą syna piłkarza, ale sam zainteresowany szybko uciął spekulacje mówiąc, że jego syn z całą pewnością nie jest chory, bo… z tego co mu wiadomo, ma dwie córki. Tłumaczył wówczas, że gra w piłkę i treningi nie przynoszą mu już radości i rozważa zakończenie kariery. Najwyraźniej smak piłkarskiego życia odbierał mu jednak tylko zielony trykot, bo rok później Steed podpisał umowę z macierzystym Lyonem i występował w nim jeszcze przez cztery lata.

Kończąc wątek historyczny i przechodząc do dyspozycji sportowej obydwóch drużyn. Czy jest szansa, że będziemy świadkami bardziej wyrównanego spotkania niż w listopadzie? Jest, bo po fatalnej rundzie pod wodzą Oscara Garcii,  z nowym trenerem Jean-Louisem Gassetem Saint-Étienne w końcu odbiło się od dna i po trzech zwycięstwach i jednym remisie zajęło w miarę bezpieczne miejsce w środku tabeli. Ten sezon jest skazany na straty i jedyną nadzieją kibiców na delikatne osłodzenie tej sytuacji jest właśnie wygrana z największym rywalem. Na ich nieszczęście, a szczęście służb porządkowych, ewentualne zwycięstwo swojej drużyny będą mogli oglądać jedynie przed telewizorami.

Lyon natomiast zajmuje czwartą pozycję i traci do drugiego Monaco osiem punktów. Wprawdzie to niewiele, ale ich priorytetem, czego nikt w klubie nie ukrywa, jest Liga Europy, której finał będzie rozgrywany na Parc OL. Ligę liończycy traktują więc w tej chwili po macoszemu, choć wątpliwe, żeby do meczu z Saint-Étienne podeszli podobnie, jak do innych.

Na koniec zostaje tylko przywołać liczby z Derbów Rodanu i Alp rozegranych od 1951 roku. Niech wygra lepszy!

 W 115 dotyczasowych meczach 43 razy wygrało AS Saint-Étienne, 40 Olympique Lyon, a w 32 meczach padł remis. Bilans bramkowy na korzyść AS Saint-Étienne, 152:134. 

Michał Bojanowski