Dlaczego Arsienał? Co omija Legię? Habib Maïga w pigułce

Transferowy szlak Francja-Polska w kilka tygodni zmienia się z ledwie wydeptanej ścieżynki w zatłoczoną drogę ekspresową. O ile pozyskanie przez Legię Chrisa Philippsa nie robi po Williamie Rémym żadnego wrażenia, o tyle przyjazd do Warszawy Carlosa Cafu fan francuskiej piłki musi powitać z uznaniem. Jeszcze większą niespodzianką byłby jednak – ostatecznie nieudany – transfer Habiba Maïgi.

Młodzi, świeżo wypromowani piłkarze nie odchodzą na ogół z macierzystego klubu niecały rok po debiucie, pół roku po starcie w „podstawie” na Parc des Princes i trzy miesiące po powołaniu do reprezentacji tak silnej jak Wybrzeże Kości Słoniowej. Jeżeli mają (nie)szczęście być graczami gigantów pokroju Lyonu czy Monaco, terminują co najwyżej w słabszych klubach Ligue 1. Stłamszone w dole tabeli, szukające drogi powrotu na godną pozycję Saint-Etienne oddające zdolnego wychowanka do polskiej Ekstraklasy? Abstrakcja. Podobnie zresztą wygląda z boku wypożyczenie Habiba Maïgi do rosyjskiego Arsienału Tuła.

Les Vertes od początku wiązali z Habibem nadzieje. Nie porzucili ich nawet pomimo kontuzji, która mogła mu udaremnić start w zawodowej piłce. 14 sierpnia 2015 w sparingu rezerw ASSE niefortunne zderzenie Maïgi z rywalem spowodowało pęknięcie kręgu szyjnego. Przerażony diagnozą piłkarz dostał od klubu zapewnienie, że nie musi się martwić wygasającą umową. – Natychmiast powiedziano mi, że dostanę roczne przedłużenie. Zrozumiałem, że nie mam wyjścia: muszę wrócić silniejszym – wspominał później Habib.

Od tamtej pory Maïga składał autograf pod dokumentami z pieczęcią Sainté jeszcze dwukrotnie. W listopadzie 2016 podpisał pierwszy zawodowy kontrakt, zaś zaledwie osiem miesięcy później w nagrodę za obiecujące wejście do pierwszej drużyny otrzymał kolejny, trwający do 2020 roku. Ogłaszając wieść o tym ostatnim, klub nazwał piłkarza „przykładem wytrwałości”.

W seniorskim zespole ASSE Maïga zadebiutował w marcu 2017, czyli nieco ponad półtora roku po koszmarnej kontuzji. Christophe Galtier we wszystkich pięciu meczach, w których dawał mu szansę, wystawiał go jednak przy linii bocznej – cztery razy na lewej obronie, raz jako prawego pomocnika. Na swojej nominalnej pozycji – w środku pomocy – Habib miał okazję zagrać dopiero w bieżącym sezonie, już pod opieką nowego trenera, Oscara Garcii.

(fot. Evect.fr)

Pod skrzydłami Galtiera Maïga początkowo przyciągał uwagę przede wszystkim szybkością i przebojowością. Juniorska bezczelność także nie przeszkadzała piłkarzowi w wywieraniu pozytywnego pierwszego wrażenia. Dopiero za kadencji Garcii dostał szansę, by pokazać, czego nauczył się obserwując graczy, których sam wymienia jako wzory: Lassanę Diarrę, Michaela Essiena i Franka Lamparda. Z całej trójki charakterystyką najbliżej Habibowi do Ghańczyka – choćby dlatego, że nie czyta gry wystarczająco dobrze, by zostać „szóstką”, ani nie jest tak groźny w ataku, by uzasadniać porównania do legendarnego Anglika.

Ma za to dobrą kondycję i lubi pracować na całej długości murawy. Dobrze się czuje także przemierzając długie dystanse z piłką przy nodze i w ten sposób przenosząc ją spod linii obrony do ostatniej tercji boiska. Dysponuje niezłą wizją gry – łatwo zauważa groźne wyjścia kolegów i szybko reaguje próbami zagrań. Jego długim piłkom brakuje jednak precyzji; pomyłki zdarzają mu się zresztą również przy krótkich podaniach. Rozegranie na małej przestrzeni obnaża też jego przeciętne przyjęcie i skłonność do wikłania się w pojedynki, których szybsze decyzje pozwoliłyby uniknąć. Brakuje mu także wprawy w kontaktowej, siłowej grze – co może zresztą tłumaczyć wypożyczenie na wschód Europy.

Fakt, że Saint-Etienne nie zgodziło się na zawarcie w umowie wypożyczenia opcji wykupu świadczy, że klub na niego liczy – ale jeszcze nie teraz. Kiedy w grudniu posadę samodzielnego trenera dostał Jean-Louis Gasset, pod którego rządami Maïga stracił miejsce w kadrze, Zieloni zajmowali 16. miejsce w tabeli i musieli bacznie oglądać się za siebie. Dlatego też w styczniowym oknie drużyna została radykalnie przemeblowana: odeszli cieszący się mocniejszą pozycją w zespole niż młody Iworyjczyk Florentin Pogba, Bryan Dabo, Lois Diony, Leo Lacroix i Alexander Soderlund, a w ich miejsce na Stade Geoffroy-Guichard zawitała imponująca ekipa ratunkowa – Neven Subotić, Yann M’Vila, Mathieu Debuchy, Paul Georges-Ntep i powracający z wypożyczenia Robert Berić. Naziwska mówią same za siebie: Les Verts uznali, że sytuację trzeba ratować doświadczeniem.

Niewykluczone też, że Maïga zwyczajnie nie przekonał do siebie Gasseta (wcześniej szkoleniowiec przyglądał mu się przez miesiąc jako asystent Juliena Sablé’a) – w takim wypadku niechęć do definitywnego transferu pomocnika podpowiadałaby, że o ile Saint-Etienne wiąże przyszłość z Habibem, o tyle niekoniecznie – z obecnym trenerem.

Eryk Delinger
(@E_Delinger)