Big Ben Yedder: Z ławki Sevilli do reprezentacji

Wybiła 73. minuta. Na murawie Old Trafford pojawia się Wissam Ben Yedder. Zmienia jak zwykle bezproduktywnego Luisa Muriela. Mgnienie oka później zalicza pierwszy kontakt z piłką. Przyjęcie. Stawia kilka kroków wyczekując na właściwy moment. Uderza. Futbolówka wpada do siatki tuż przy prawym słupku bramki Davida De Gei.


W Teatrze Marzeń słychać przytłumione okrzyki radości. Wszystkie trybuny nie odezwały się bowiem jednym głosem. Wiwatuje jedynie sektor gości, podczas gdy reszta wodzów pozostaje w otępiałym milczeniu. Wissam na tym nie poprzestał i uciszył Teatr Marzeń jeszcze raz. Tak dla pewności.

 W niespełna dwa lata odkąd Ben Yedder dołączył do Sevilli stał się już klubową legendą Jego wyczyn w rewanżowym spotkaniu z Manchesterem United zrównał się z najwspanialszymi momentami w historii Sevillistas, gdy o ich być albo nie być w europejskich pucharach decydowały sekundy. Jak gol ś.p. Antonio Puerty w dogrywce Pucharu UEFA przeciwko Schalke 04, trafienie Andrésa Palopa z Szachtarem i późniejsze obronione przez niego rzuty karne w finale z Espanyolem. Gol Stéphane’a M’Bii w 94. minucie półfinałowego meczu z Valencią w Lidze Europy. Można wymieniać i kolejne. Wszystko to sprawia, iż kibice Los Nervionenses są przekonani o wyjątkowości swojej drużyny. I płomień tej wiary wciąż podsycany jest na nowo.

W tym klubie jest coś wyjątkowego. Nigdy wcześniej nie wystąpiłem w żadnym finale, a teraz w ciągu roku zagram w dwóch – Adil Rami

Tym razem mamy pierwszy w dziejach klubu z Nervión awans do ćwierćfinału Ligi Mistrzów. Stanowi on doskonały sposób na uczczenie podobnego sukcesu, który miał miejsce pół wieku temu. Los Nervionenses znaleźli się wówczas w 1/4 finału Pucharu Europy Mistrzów Klubowych (1957/58). Brała w nich jeszcze udział Gwardia Warszawa, a po murawach biegał świętej pamięci Alfredo Di Stéfano. Dlatego pojawienie się nazwy „Sevilla” w elitarnej ósemce jest olbrzymim wyróżnieniem, zwłaszcza że obecnego zespołu nie można nazwać najlepszym nawet w ostatniej dekadzie tego klubu.

Do tego niebywałego sukcesu Ben Yedder dołożył nogę nie tylko w fazie pucharowej. Ponad połowa, bo 8 z 14 goli Sevilli w tych rozgrywkach, znajduje się na koncie Wissama. Ligę Mistrzów ten filigranowy napastnik wciąga swoim orlim nosem. Jest niebywale skuteczny. Nie tylko zajmuje drugie miejsce w klasyfikacji strzelców tej edycji, po Cristiano Ronaldo.  Z 19 strzałów jakie oddał w siedmiu występach aż 16 było celnych. Przypomnę, połowa z tych znalazła swój finał w siatce. Żaden piłkarz z pierwszej piątki nie może się z nim pod tym względem równać. Ani Edinson Cavani, ani Harry Kane, ani Roberto Firmino, ani też Ronaldo. 

American Dream

Jego podróż na Old Trafford zaczęła się na przedmieściach Paryża. W Sarcelles. Jednym z najtrudniejszych miejsc do życia wokół stolicy Francji. Z biegiem czasu jego rodzina przeprowadziła się do pobliskiego Garges-les-Gonesse, lecz Ben Yedder przyznaje, że miał całkiem trudne dzieciństwo. Dorastał w multikulturowej społeczności złożonej z imigrantów z Karaibów czy północnej Afryki (zarówno muzułmanów, jak i Żydów) oraz ich potomków. Sam zresztą ma tunezyjskie korzenie.

Jak inne dzieciaki z okolicy, przepustkę do lepszego życia Wissam widział w futbolu. Jednak jego ambicja nie kończyła się na tym, żeby kopać piłkę zawodowo za w miarę dobre pieniądze. On chciał sięgnąć szczytu. Dlatego grał nie tylko ze swoimi rówieśnikami, do których zaliczał się chociażby jego kolega z młodzieńczych lat – Riyad Mahrez, ale również ze „starszakami”. Gdy jeden z nich zaprosił małoletniego Wissama do swojej drużyny, Ben Yedder niemal pękł z dumy. Jest to jedno ze wspomnień, które silnie zapadło mu w pamięć. Było też dla niego kolejnym bodźcem, by wciąż podnosić sobie poprzeczkę.

Wissam w barwach Tuluzy (fot. Génération Bleus)

Bardzo wielu młodych zawodników jest dobrych jak na swój wiek, ma potencjał, lecz i tak nie udaje im się zajść tak daleko jak napastnikowi Sevilli. Ba, nie wszyscy z nich zostają nawet profesjonalistami. Dlaczego z Wissamem było inaczej? Ben Yedder jest przykładem rodem z amerykańskiego podręcznika typu „jak odnieść sukces” lub innych książek do coachingu. Z tą różnicą, że nie musiał przechodzić metamorfozy osobowości. Po prostu był ambitny, nie tracił wiary w swoje możliwości ani pozytywnego podejścia – jego motto życiowe brzmi “keep smiling” – a to wszystko posypane olbrzymią determinacją.

Musisz gonić za sukcesem. Zawsze dawałem sobie największe szanse na jego osiągnięcie. Myślę, że kluczem jest wiara. Nigdy nie przestawałem wierzyć, że w końcu mi się uda. Nawet jeśli sprawy nie szły po mojej myśli. Musisz wierzyć i ostatecznie dopniesz swego. – Wissam Ben Yedder

I tak francuski napastnik zaliczał kolejne kroki w swojej karierze. Od podwórka na halę. Przez futsal na murawę, do drużyn półamatorskich. Szerszemu gronu pokazał swoje umiejętności, gdy strzelił dziewięć goli w sezonie National 3 (francuskiej piątej ligi). Zyskał wówczas zainteresowanie Lille oraz Toulouse. Wybrał ten drugi klub, w którego barwach dwa lata później robił furorę w Ligue 1. Przez cztery sezony, uwzględniając wszystkie rozgrywki, nie schodził poniżej bariery 15 goli (2012/13 – 15 zdobytych bramek, 2013/14 – 17, 2014/15 – 15, 2015/16 – 23). U fanów zyskał sobie przydomek Benyebut, czyli Benyegol, a ligowi obserwatorzy nie mogli wyjść ze zdziwienia jak tak dobry napastnik wciąż może tkwić, niczym ptak w klatce, w zespole walczącym jedynie o utrzymanie. Oczywiście to miało się zmienić, ponieważ był już od dawna był notesie ówczesnego dyrektora sportowego Sevilli, Monchiego.

Gdzie zaczyna i kończy się idylla

Droga do Sevilli otworzyła się dla Ben Yeddera w momencie sprzedaży Kevina Gameiro do Atlético. Los Rojiblancos zapłacili za byłego napastnika PSG ponad 30 mln euro, z czego Los Nervionenses przeznaczyli 9,5 mln na Wissama. Następcę, którego upatrzono sobie przynajmniej dwa lata wcześniej.

Mimo iż napastnik miał styczność z wieloma kulturami, nauka języka hiszpańskiego przysporzyła mu nieco kłopotów. Jednakże nie przełożyło się to na problemy z komunikacją w szatni, gdyż Ben Yedder będąc otwartą osobą zagadywał do każdego z kolegów, nie zwracając uwagi na kraj pochodzenia i barierę językową. Zrodziła ona z kolei kilka ciekawych anegdot oraz przezwisko El Miarma. „Mi arma” znaczy tyle co „mój drogi/droga”, lecz tylko w Sewilli, gdyż całą reszta Hiszpanii używa formy Mi alma – dosłownie „moja dusza”. Tak w rozmowie nazwał go ktoś z miejscowych, a ponieważ zaintrygowany Wissam nie mógł znaleźć znaczenia tego słowa w internecie, zwrócił się na Twitterze o pomoc do Adila Ramiego. Obrońca wyczuł okazję do żartu i odpisał „Chodzi o Twój pistolet” (gra słów, arme z franc. – broń). Napastnik w prawdzie nie dał się nabrać i ostatecznie domyślił co to oznacza, lecz jego poszukiwania odbiły się szerokim echem.

Ben Yedder doskonale spisuje się w Lidze Mistrzów, lecz jego postawa wciąż pozostawia niedosyt. Idylla kończy się w Primera Divisón.  18 trafień w pierwszym sezonie w stolicy Andaluzji wygląda na dobry wynik, lecz zaledwie 11 z nich pochodzi ze spotkań La Liga. W bieżącej kampanii ma ich z kolei jedynie 6, z 19 we wszystkich rozgrywkach.  Taki sam dorobek ligowy ma krytykowany Luis Muriel, który nie może się jednak bronić dobrymi statystykami z europejskich pucharów. Co gorsza, najmocniejszymi rywalami Sevilli, których Wissam jak do tej pory pokonał są drużyny Celty i Realu Sociedad. Basków upodobał sobie w szczególności, gdyż zdobył przeciwko nim aż cztery bramki, w tym jednego hattricka. Na dalszą listę jego ofiar składa się: Espanyol, Betis, Eibar, Leganés, Deportivo, Alaves, Malaga, Las Palmas oraz Granada. Nie wygląda ona imponująco, dlatego Sevilla wciąż szukała wzmocnień w ataku.

Najpierw pojawili się tymczasowo Luciano Vietto oraz Stevan Jovetić, a ostatniego lata do zespołu dołączył wspomniany Luis Muriel za rekordową dla klubu kwotę ponad 20 mln euro. Toto Berizzo nie zwracał uwagi na wydane pieniądze i w La Liga rotował napastnikami – dawał szansę zarówno Ben Yedderowi, jak i Kolumbijczykowi. Jednakże nikt nie doczekał się gradu goli. Vincenzo Montella postawił z kolei na Luisa, widząc w nim zapewne napastnika bardziej kompletnego – szybszego i silniejszego.  Niestety brak mu najważniejszego – snajperskiego instynktu, którym Wissam niewątpliwie jest obdarzony.  Ben Yedder potrafi odnaleźć się we właściwym miejscu i czasie w polu karnym, żeby skorzystać nawet z przypadkowej piłki. Znaleźć okazję do gola tam, gdzie z pozoru nie było żadnego zagrożenia. Ma też odpowiednią technikę do gry przez szybką wymianę podań na małej przestrzeni. Błyskawicznie podejmuje  także decyzję o strzale. Nie traci czasu na rozwiązywanie skomplikowanych obliczeń algebraicznych związanych z kątem uderzenia futbolówki, co prawdopodobnie zachodzi w głowie Muriela przed próbą trafienia do bramki, lecz od razu ma gotowy wynik.

Wissam miał zresztą pretensje do Montelli o faworyzowanie Kolumbijczyka. Z perspektywy ławki rezerwowych i z reguły bezbarwnych występów w lidze trudno było mu liczyć na powołanie do reprezentacji na zbliżający się Mundial w Rosji. Na szczęście Ben Yedder nie ograniczył się jedynie do narzekania, lecz swoją rację zademonstrował na murawie Old Trafford. Teatr Marzeń zapewnił mu wdzięczność Montelli i fanów Sevilli, miejsce w klubowych annałach oraz otworzył drzwi do kadry Les Tricolores. Oby wykorzystał tę szansę równie skutecznie, jak okazje w Lidze Mistrzów.

Tomasz Zakaszewski
¡Olé! Magazyn
(@T_Zakaszewski)


Tekst przeczytaliście na naszych łamach dzięki współpracy z portalem miłośników hiszpańskiej piłki – ¡Olé! Magazyn – który możecie śledzić także na Twitterze i Facebooku.