Fatamorgana

A miało być inaczej! Niemal rok po blamażu w Barcelonie, PSG znów zakończyło przygodę z Ligą Mistrzów na etapie 1/8 finału rozgrywek. Gwarancją lepszych wyników na scenie europejskiej miały być gwiazdorskie transfery, jednak rzeczywistość znów brutalnie zweryfikowała zbyt wysokie ambicje katarskich szejków. Wydane latem setki milionów euro nie skróciły dystansu, który dzieli paryżan od futbolowego Eldorado. Paris Saint-Germain nie należy jeszcze do światowej czołówki klubowej piłki nożnej – do niej jeszcze długa droga…


Legendarna Remontada na Camp Nou miała być wstrząsem, który pobudzi rozwój potęgi Paris Saint-Germain. Następcą Zlatana Ibrahimovicia i nową twarzą projektu pod szyldem PSG został kupiony za rekordową sumę Neymar. Jakby tego było mało, szejkowie z Kataru w tym samym okienku dopuścili się drugiego pokazu siły. Lazurowe Wybrzeże na stolicę Francji zamienił nastoletni Kylian Mbappé, który miał stanowić gwarancję na przyszłość i być przykładem długofalowej polityki klubu. Problem jednak w tym, iż od kilku lat takiej strategii w Paryżu nie ma lub niewiele wskazuje na to, by taka istniała.  Ostatnią osobą, która miała pomysł na PSG był dawny dyrektor sportowy Leonardo. Od czasu jego odejścia w 2013 roku, sportowe zarządzanie nawet nie zbliżyło się do standardów największych piłkarskich potęg, do których francuski klub pragnie dołączyć.  Letnie gigantyczne transfery stanowiły zasłonę dymną dla prawdziwego problemu, jakim jest niski poziom kompetencji i organizacji pionu sportowego. Przykłady? Trwająca niemal rok dwuwładza Létang – Kluivert na stanowisku dyrektora sportowego klubu, która latem 2016 roku zaowocowała jedną z najgorszych kampanii transferowych ostatnich lat. Brakiem spójności klub wykazał się także przy zmianie szkoleniowca. Najpierw przedłużono kontrakt z Laurentem Blankiem, by kilka miesięcy później zerwać z nim umowę wypłacając rekordowe 22-milionowe odszkodowanie.

W tym sezonie również nie brakuje objawów choroby, która spowalnia sportowy rozwój PSG. Jednym z nich jest chociażby nierozwiązany kazus Hatema Ben Arfy – Francuz został odesłany do „klubu Kokosa” i nie zagrał w tym sezonie ani minuty. Kolejnym jest sprzedaż Matuidiego i brak alternatywy na pozycji defensywnego pomocnika, przez co klub musiał zimą posiłkować się darmowym transferem Lassany Diarry. Przykład braku organizacji stanowi nawet obejrzana w ubiegłotygodniowym rewanżu przez Marco Verrattiego czerwona kartka – w Paryżu liczą się przede wszystkim piłkarze, jednostki, które głównie myślą o sobie. A to właśnie odwrotna relacja świadczy o potędze instytucji: na pierwszym planie zawsze powinien być klub. – Real Madryt podejmował bardzo słabego przeciwnika. PSG to grupa piłkarzy, dla których pojęcie „gra zespołowa” wydaje się abstrakcją. Pomysłów i idei nie da się kupić – surowo podsumował ostatnią konfrontację w Lidze Mistrzów legendarny Arrigo Sacchi.

PSG – OM (fot. iFrancja)

W Paryżu rządzić wydają się więc piłkarze, o czym świadczą chociażby zorganizowane na kilka tygodni przed kluczowym momentem sezonu huczne urodziny Neymara z udziałem sztabu i całego zespołu. Nocna impreza miała ponoć kosztować Brazylijczyka blisko dwieście tysięcy euro, jednak pozostałą część budżetu pokryli jego liczni sponsorzy. PSG z tej okazji wyświetliło twarz swojej najdroższej gwiazdy na najważniejszych zabytkach miasta – wszystko po to, by gwiazdor czuł się kochany w światowej stolicy miłości. W tym sezonie wszystko wydaje się zatem kręcić wokół Neymara, jak pokazał chociażby jesienny konflikt Brazylijczyka z Edinsonem Cavanim w sprawie wykonywania jedenastek. Według francuskich mediów, aby rozwiązać kryzys, prezes Al-Khelaifi miał obiecać Urugwajczykowi milion euro rekompensaty by ten odstąpił Brazylijczykowi egzekucję rzutów karnych. Ile w tym prawdy? Nie wiadomo, jednak od tego czasu to właśnie Neymar został desygnowany do strzelania z jedenastu metrów.

Au revoir Unai!

Nikt i nic już nie zdoła obronić pozycji Unaia Emery’ego na stanowisku szkoleniowca Paris Saint-Germain. Nawet zdobycie wszystkich czterech trofeów na krajowym podwórku nie pomoże już trenerowi – jego kontrakt wygasa w czerwcu.  Awans do półfinału Ligi Mistrzów był jedynym sposobem na to, by hiszpański trener przedłużył paryską przygodę. Emery nie potrafił dokonać tego, po co został ściągnięty dwa lata temu.  Pod jego rządami PSG nie tylko nie było w stanie pokonać bariery ćwierćfinału LM, ale co gorsza dwukrotnie żegnało się z tymi rozgrywkami już na początku fazy pucharowej. W europejskich pucharach Hiszpan miał więc gorszy bilans od swoich poprzedników, a i na krajowym podwórku Paris Saint-Germain musiało również uznać wyższość AS Monaco.

Karuzela nazwisk ruszyła niemal zaraz po końcowym gwizdku sędziego na Parc des Princes. Media znad Sekwany od kilku dni spekulują o tym, kto ma szanse objąć zespół pod koniec sezonu. Antonio Conte, Diego Simeone, Mauricio Pochettino, Luis Enrique, Carlo Ancelotti – lista nazwisk jest długa i przez najbliższe miesiące z pewnością jeszcze wielokrotnie ulegnie zmianom. Pewne jest jednak to, iż PSG potrzebuje lidera o zupełnie innej charakterystyce niż Unai Emery czy Laurent Blanc. Dowódca, który będzie zdolny reprezentować klubową instytucję, panować nad gwiazdorskim ego i rozwiązywać wszelkie konflikty w szatni – czego najwidoczniej nie są w stanie dokonać ani prezes Nasser Al-Khelaifi ani obecny dyrektor sportowy Antero Henrique.  Tego lata paryżanie znów znajdą się w punkcie zwrotnym budowanego od lat projektu wielkiego PSG. Podobnie było w 2016 roku, gdy z klubem żegnali się Laurent Blanc i Zlatan Ibrahimović. Tak było również rok temu, tuż po wspomnianej wyżej kompromitacji w Barcelonie.  Trzeci sezon z rzędu paryski klub spróbuje wydostać się ze stagnacji, w którą popadł w ostatnich latach. Wizja triumfu w Lidze Mistrzów pozostaje, póki co tylko złudzeniem, fatamorganą, którą szejkowie dostrzec mogą tylko na rozpalonych słońcem pustynnych polach naftowych.

Jordan Berndt
(@JordanBerndt)

Tekst ukazał się w tygodniku Piłka Nożna (nr 11/2018)