Tanguy Ndombele: czołowy artysta Filharmonii Lyońskiej

Transfer oficjalnie potwierdzony. Tanguy Ndombele przeszedł do Tottenhamu. Zabiegały o niego również m.in. Juventus czy Manchester United, jednak Mauricio Pochettino przekonał go, że to Spurs będą najlepszym wyborem.


Kwota 60 milionów euro i 10 milionów w bonusach to transakcja historyczna zarówno dla klubu kupującego, jak i sprzedającego. Lyon nigdy nie zainkasował większej kwoty za swojego piłkarza (do tej pory rekord dzierżył Lacazette, 53 mln €), Tottenham zaś wydał dotychczas najwięcej na Davinsona Sancheza (40 mln €). Kwota duża, jednak biorąc pod uwagę buńczuczne zapowiedzi prezesa Lyonu, w których figurowały sumy o co najmniej kilkanaście milionów większe, trudno mówić o hurraoptymizmie. Ten na pewno nie wystąpił u fanów, którzy w mediach społecznościowych wyrazili dezaprobatę: dało się ugrać więcej. Porównując jednak te 60 milionów z kwotą 8 milionów euro (plus wcześniejsze 2 miliony zapłacone za wypożyczenie), za którą Ndombele zawitał do Lyonu, trzeba oddać, że finansowo francuska drużyna wyszła na tym transferze świetnie.

Tanguy do OL trafił przed sezonem 2017/18 z Amiens. To właśnie wtedy odeszli Corentin Tolisso i Maxime Gonalons. Postanowiono ściągnąć dwóch młodych pomocników. Do Celty Vigo wysłano aż 10 milionów euro za wschodzącą gwiazdę młodzieżowej kadry Hiszpanii, urodzonego w Senegalu Pape Cheikha Diopa. Tego gracza na swoim celowniku miał wcześniej Tottenham, a jego poprzedni trenerzy rozpływali się nad umiejętnościami chłopaka. Drugi z nabytków przyszedł na dość rzadko stosowanych przez OL warunkach – na zasadzie wypożyczenia. Tanguy Ndombele kosztował ostatecznie dokładnie tyle samo, a teraz, z perspektywy czasu, można śmiało stwierdzić, że wniósł do Lyonu nieporównywalnie większą jakość. Kim jest zatem nowy zawodnik Spurs?

Magik spod Paryża

Tanguy Ndombélé urodził się w Longjumeau niedaleko Paryża. Pod koniec grudnia skończy 23 lata. Jest Francuzem, ma jednak korzenie kongijskie. Jako piętnastolatek wybrał rozwój w młodzieżówce EA Guingamp, dwa lata później został zawodnikiem rezerw pierwszej drużyny. Po dwunastu miesiącach wylądował jednak w innym klubie. Klubie, który dał mu szansę. Otrzymał ją 9 sierpnia 2016 roku, kiedy zagrał w Pucharze Ligi przeciwko Clermont Foot. Amiens SC przegrało wówczas 1:2, a Tanguy grał jako prawy obrońca. Swój ligowy debiut zaliczył dokładnie miesiąc później, kiedy wszedł w 85. minucie za kapitana, Thomasa Monconduita, w meczu wygranym 3:1 z Tours FC. Od tego czasu grywał coraz więcej, żeby w drugiej części sezonu stać się zawodnikiem absolutnie podstawowym. Był integralną częścią jedenastki rewelacyjnego beniaminka, który po pięcioletnim rozbracie z Ligue 2 zajął po powrocie drugą lokatę, gwarantującą największy sukces w historii klubu – pierwszy awans do najwyższej klasy rozgrywkowej.

Amiens SC miało więc swoje chwile chwały, a wątpliwości co do wkładu młodego pomocnika w ten triumf nie miał chyba nikt. A już na pewno nikt w klubie, gdzie pochwał dla zdolnego Francuza nie brakowało:

Ma nieprawdopodobnie silną psychikę. W wieku 20 lat gra na Parc des Princes przed 50 000 ludźmi i robi dokładnie to samo, co zwykle. Zawsze mówiłem, że to najlepszy zawodnik, z którym pracowałem – trener Amiens SC, Christophe Pélissier

Podczas treningu nie miało znaczenia, w jakim stanie była murawa, Tanguy przedryblowałby każdego. Jest jednym z najlepszych zawodników, jakich widziałem w życiu – były kolega z drużyny, kapitan Amiens SC, Thomas Monconduit

Takie słowa od trenera i od kapitana zespołu po zaledwie roku profesjonalnej gry muszą imponować. Pod wrażeniem znaleźli się również działacze Lyonu, którzy postanowili nie marnować czasu i po czterech kolejkach nowego sezonu ściągnęli go do swojej drużyny. Pierwszym sprawdzianem dla młodego pomocnika był mecz z PSG w szóstej kolejce. Co ciekawe, Ndombélé zdążył wcześniej poznać wielkiego rywala, ponieważ w pierwszej kolejce (jeszcze w barwach Amiens) jego drużyna uległa paryżanom 0:2. W nowej ekipie, pod wodzą Bruno Génésio, wyniku nie udało się zmienić, OL przegrał w takim samym stosunku.  Wynik nie oddawał jednak tego, co się działo na boisku. Lyon zagrał dobre spotkanie, a Ndombélé zaliczył naprawdę obiecujący występ (ocena „8” od L’Equipe!), budząc apetyty kibiców na dalszą część sezonu.  W końcu jeżeli tak świetnie potrafił zagrać przeciwko tuzom z Paryża, to jak wielki musi drzemać w nim potencjał?

Jedno jest pewne, ten piłkarz to prawdziwy brylant. Jeżeli do tej pory nie było komuś dane obejrzeć Francuza, to po zobaczeniu jednego meczu na jego normalnym poziomie zrozumie wyjątkowość tego gracza. Bo środkowych pomocników grających w takim stylu nie jest łatwo znaleźć.

Styl? Artysta

Głównym atutem Ndombélé niewątpliwie jest drybling. I nie chodzi tu o taki drybling, po którym zespół nie ma właściwie żadnych korzyści, a jedynie nabija sztucznie statystyki piłkarza. Znakiem firmowym zawodnika OL jest zgubienie przeciwnika przyjęciem piłki. Jeszcze zanim Tanguy dotknie piłkę, wie, jak musi się z nią zabrać, żeby zostawić rywala daleko w tyle. Choć u wielu ta umiejętność jest największą wartością, daniem głównym, to u Francuza jest to często jedynie aperitif przed rozpoczęciem szarży, po której oponent może właściwie albo sfaulować, albo biernie patrzeć jak pomocnik serwuje piłkę swojemu partnerowi z ataku. Jak na gracza środka pola wychowanek Guingamp jest naprawdę szybki i niesamowicie dynamiczny, co wraz z ponadprzeciętnymi zdolnościami technicznymi tworzy mieszankę wybuchową gotową wstrząsnąć każdym rywalem.

Zawodnik OL dysponuje też wizją i świetnym podaniem otwierającym. Ma zmysł do gry kombinacyjnej, a przede wszystkim nie boi się, widząc pokazującego się na dobrej pozycji kolegę z zespołu, zaryzykować i zagrać piłkę, która doprowadzi do sytuacji bramkowej.  Być może generuje to straty, jednak na pewno lepiej posłać od czasu do czasu zaskakujące podanie przeszywające defensywę rywala, niż klepać wzdłuż i wszerz boiska bez pomysłu na finalizację akcji, co Les Gones akurat zdarza się nieprzyzwoicie często.  Łącząc więc dynamikę Ndombélé z techniką, świetnym dryblingiem, odejściem na kilku metrach i do tego z umiejętnością zagrania penetrującego podania mamy receptę na zawładnięcie sercami kibiców. Takiego zawodnika ogląda się z ogromną przyjemnością.

Francuz umie też uderzyć z dystansu, jednak zdobywanie bramek nie jest jego mocną stroną i to na pewno jest element, nad którym musi popracować. Wprawdzie głównym zadaniem środkowego pomocnika nie jest strzelanie goli, jednak Tolisso przez lata udowadniał, że i na tej pozycji można być skutecznym egzekutorem i wygrywać mecze.

Co ważne, mimo walorów ofensywnych Ndombélé jest też ważnym ogniwem w obronie. W tym aspekcie obok szybkości liczy się także jego waleczność. Nie jest wybitnie silny, ale nie jest też cherlakiem, którego powali pierwszy lepszy podmuch wiatru.  Jedyne, do czego można się przyczepić to jego gra głową, bo mimo ponad 180 centymetrów wzrostu nie za często wygrywa pojedynki w powietrzu. Ponadto nie zawsze utrzymuje pełną koncentrację.  Dobrego dnia może przysłużyć się drużynie na obu końcach boiska i nie ma obszaru murawy, na którym nie zaznaczyłby swojej obecności. Zbyt często przytrafiają mu się jednak mecze, w których nie pokazuje pełni swoich możliwości, a z każdym nieudanym zagraniem narasta w nim frustracja prowadząca do kolejnych błędów. Uwagę na to zwracał też poprzedni trener, Christophe Pélissier, który powiedział o swoim byłym podopiecznym:

Nadal są rzeczy do poprawy. Jego nonszalancka strona. Czasami bywa zrzędliwy, miewa humorki. Trzeba wiedzieć, jak się zachować.

Z tym samym problemem spotkał się Sullivan Martinet, kapitan drużyny młodzieżowej Guingamp. Wspominał, że już wtedy Tanguy był zawodnikiem o dużych umiejętnościach, jednak sprawiał wrażenie, że nie zawsze pokazuje 100% zaangażowania. Inni zawodnicy byli mniej utalentowani, ale zawsze dawali z siebie maksimum. Właśnie przez to Ndombele miał trudny start w świat profesjonalnego futbolu – wcześniej, ze względu na ogromny talent, nie musiał przesadnie się wysilać, żeby się wyróżniać. Przeskok ten był dla niego dość brutalny, w Guingamp nie znalazł dla siebie miejsca, odrzucano go również w Auxerre, Caen i Angers. Amiens dało mu szansę i to właśnie tam zaczęła się kariera przebojowego pomocnika, której dalszy etap będziemy śledzić w Premier League.

Tanguy Ndombele odchodzi jako jeden z najlepszych zawodników nie tylko w Lyonie, ale i w całej lidze. Reprezentant Francji. Wydaje się, że szukając zastępstwa dla Mousy Dembele, Tottenham nie mógł wybrać lepiej.

Błażej Jachimski
(@blazejjachimski)