Ndombélé: czołowy artysta Filharmonii Lyońskiej

W letnim okienku transferowym Lyon dokonał dużej przebudowy składu. Odeszli między innymi Alexandre Lacazette, Corentin Tolisso, Emmanuel Mammana czy Maxime Gonalons, a na wypożyczenie bez żalu zostali oddani Sergi Darder i Nicolas N’Koulou. W ich miejsce trzeba więc było ściągnąć szwadron nowych Les Gones, którzy zastąpią starą gwardię.


Do ataku dołączyły dwa nowe nazwiska – Mariano Díaz i Bertrand Traoré, odpowiednio z Realu Madryt i Chelsea. Te transfery zagarnęły większość uwagi kibiców, której resztki pochłonęło zreorganizowanie całej obrony. Kupiono aż czterech defensorów, z których każdy mógł poważnie myśleć o grze w podstawowym składzie. W cieniu licznych transakcji, wiążących się z wyższymi kwotami odstępnego, przepadły dwa transfery, które dziś można uznać za najlepsze i najgorsze letnie posunięcie Lyonu. Oba to uzupełnienia środka pomocy.

Na tę pozycję postanowiono ściągnąć dwóch młodych zawodników. Do Celty Vigo wysłano aż 10 milionów euro za wschodzącą gwiazdę młodzieżowej kadry Hiszpanii, urodzonego w Senegalu Pape Cheikha Diopa. Tego gracza na swoim celowniku miał wcześniej Tottenham, a jego poprzedni trenerzy rozpływali się nad umiejętnościami chłopaka. Teraz jednak nie da się ocenić gry tego piłkarza, jeżeli nie ogląda się regularnie rezerw Lyonu, bo tylko tam Hiszpan dostaje szansę. Oczywiście, jest jeszcze bardzo młody (rocznik ’97) i nie można przekreślić szans, że jego kariera się rozwinie, jednak jak na tak dużą kwotę transferu, wyrok na ten moment jest oczywisty: wielka klapa.

Drugi z nabytków przyszedł na dość rzadko stosowanych przez OL warunkach – na zasadzie wypożyczenia. Tanguy Ndombélé, bo o nim mowa, był piłkarzem mniej kosztownym.  Jego wypożyczenie wymagało wyłożenia 2 milionów euro. Na szczęście zapewniono sobie możliwość wykupu zawodnika za dodatkowe 8 milionów euro (i 0,25 miliona euro bonusów), co w przypadku realizacji oznaczałoby bardzo podobną wartość końcową obu inwestycji.  Kim jednak jest gracz, za którego Lyon prawie na pewno wyłoży latem kilka dodatkowych milionów?

Magik spod Paryża

Tanguy Ndombélé urodził się w Longjumeau niedaleko Paryża. Pod koniec grudnia skończy 22 lata. Jest Francuzem, ma jednak korzenie kongijskie. Jako piętnastolatek wybrał rozwój w młodzieżówce EA Guingamp, dwa lata później został zawodnikiem rezerw pierwszej drużyny. Po dwunastu miesiącach wylądował jednak w innym klubie. Klubie, który dał mu szansę. Otrzymał ją 9 sierpnia 2016 roku, kiedy zagrał w Pucharze Ligi przeciwko Clermont Foot. Amiens SC przegrało wówczas 1:2, a Tanguy grał jako prawy obrońca. Swój ligowy debiut zaliczył dokładnie miesiąc później, kiedy wszedł w 85. minucie za kapitana, Thomasa Monconduita, w meczu wygranym 3:1 z Tours FC. Od tego czasu grywał coraz więcej, żeby w drugiej części sezonu stać się zawodnikiem absolutnie podstawowym. Był integralną częścią jedenastki rewelacyjnego beniaminka, który po pięcioletnim rozbracie z Ligue 2 zajął po powrocie drugą lokatę, gwarantującą największy sukces w historii klubu – pierwszy awans do najwyższej klasy rozgrywkowej.

Amiens SC miało więc swoje chwile chwały, a wątpliwości co do wkładu młodego pomocnika w ten triumf nie miał chyba nikt. A już na pewno nikt w klubie, gdzie pochwał dla zdolnego Francuza nie brakowało:

Ma nieprawdopodobnie silną psychikę. W wieku 20 lat gra na Parc des Princes przed 50 000 ludźmi i robi dokładnie to samo, co zwykle. Zawsze mówiłem, że to najlepszy zawodnik, z którym pracowałem – trener Amiens SC, Christophe Pélissier

Podczas treningu nie miało znaczenia, w jakim stanie była murawa, Tanguy przedryblowałby każdego. Jest jednym z najlepszych zawodników, jakich widziałem w życiu – były kolega z drużyny, kapitan Amiens SC, Thomas Monconduit

Takie słowa od trenera i od kapitana zespołu po zaledwie roku profesjonalnej gry muszą imponować. Pod wrażeniem znaleźli się również działacze Lyonu, którzy postanowili nie marnować czasu i po czterech kolejkach nowego sezonu ściągnęli go do swojej drużyny. Pierwszym sprawdzianem dla młodego pomocnika był mecz z PSG w szóstej kolejce. Co ciekawe, Ndombélé zdążył wcześniej poznać wielkiego rywala, ponieważ w pierwszej kolejce (jeszcze w barwach Amiens) jego drużyna uległa paryżanom 0:2. W nowej ekipie, pod wodzą Bruno Génésio, wyniku nie udało się zmienić, OL przegrał w takim samym stosunku.  Wynik nie oddawał jednak tego, co się działo na boisku. Lyon zagrał dobre spotkanie, a Ndombélé zaliczył naprawdę obiecujący występ (ocena „8” od L’Equipe!), budząc apetyty kibiców na dalszą część sezonu.  W końcu jeżeli tak świetnie potrafił zagrać przeciwko tuzom z Paryża, to jak wielki musi drzemać w nim potencjał?

Jedno jest pewne, ten piłkarz to prawdziwy brylant. Jeżeli do tej pory nie było komuś dane obejrzeć Francuza, to po zobaczeniu jednego meczu na jego normalnym poziomie zrozumie wyjątkowość tego gracza. Bo środkowych pomocników grających w takim stylu nie jest łatwo znaleźć.

Styl? Artysta

Głównym atutem Ndombélé niewątpliwie jest drybling. I nie chodzi tu o taki drybling, po którym zespół nie ma właściwie żadnych korzyści, a jedynie nabija sztucznie statystyki piłkarza. Znakiem firmowym zawodnika OL jest zgubienie przeciwnika przyjęciem piłki. Jeszcze zanim Tanguy dotknie piłkę, wie, jak musi się z nią zabrać, żeby zostawić rywala daleko w tyle. Choć u wielu ta umiejętność jest największą wartością, daniem głównym, to u Francuza jest to często jedynie aperitif przed rozpoczęciem szarży, po której oponent może właściwie albo sfaulować, albo biernie patrzeć jak pomocnik serwuje piłkę swojemu partnerowi z ataku. Jak na gracza środka pola wychowanek Guingamp jest naprawdę szybki i niesamowicie dynamiczny, co wraz z ponadprzeciętnymi zdolnościami technicznymi tworzy mieszankę wybuchową gotową wstrząsnąć każdym rywalem.

Zawodnik OL dysponuje też wizją i świetnym podaniem otwierającym. Ma zmysł do gry kombinacyjnej, a przede wszystkim nie boi się, widząc pokazującego się na dobrej pozycji kolegę z zespołu, zaryzykować i zagrać piłkę, która doprowadzi do sytuacji bramkowej.  Być może generuje to straty, jednak na pewno lepiej posłać od czasu do czasu zaskakujące podanie przeszywające defensywę rywala, niż klepać wzdłuż i wszerz boiska bez pomysłu na finalizację akcji, co Les Gones akurat zdarza się nieprzyzwoicie często.  Łącząc więc dynamikę Ndombélé z techniką, świetnym dryblingiem, odejściem na kilku metrach i do tego z umiejętnością zagrania penetrującego podania mamy receptę na zawładnięcie sercami kibiców. Takiego zawodnika ogląda się z ogromną przyjemnością.

Francuz umie też uderzyć z dystansu, jednak zdobywanie bramek nie jest jego mocną stroną i to na pewno jest element, nad którym musi popracować. Wprawdzie głównym zadaniem środkowego pomocnika nie jest strzelanie goli, jednak Tolisso przez lata udowadniał, że i na tej pozycji można być skutecznym egzekutorem i wygrywać mecze, teraz zaś schedę po nim przejął Houssem Aouar. Swoją drogą warto zauważyć, jak wygląda pomoc Lyonu w tym momencie – Ndombélé, Tousart, Aouar. Średnia ich wieku to 20 lat. Mokry sen wszystkich fanów Football Managera.

Co ważne, mimo walorów ofensywnych Ndombélé jest też ważnym ogniwem w obronie. W tym aspekcie obok szybkości liczy się także jego waleczność. Nie jest wybitnie silny, ale nie jest też cherlakiem, którego powali pierwszy lepszy podmuch wiatru.  Jedyne, do czego można się przyczepić to jego gra głową, bo mimo ponad 180 centymetrów wzrostu nie za często wygrywa pojedynki w powietrzu. Ponadto nie zawsze utrzymuje pełną koncentrację.  Dobrego dnia może przysłużyć się drużynie na obu końcach boiska i nie ma obszaru murawy, na którym nie zaznaczyłby swojej obecności. Zbyt często przytrafiają mu się jednak mecze, w których nie pokazuje swoich możliwości, a z każdym nieudanym zagraniem narasta w nim frustracja prowadząca do kolejnych błędów. Uwagę na to zwracał też poprzedni trener, Christophe Pélissier, który powiedział o swoim byłym podopiecznym:

Nadal są rzeczy do poprawy. Jego nonszalancka strona. Czasami bywa zrzędliwy, miewa humorki. Trzeba wiedzieć, jak się zachować.

Jego wady szczególnie uwydatnił trudny środek sezonu. Teraz Ndombélé, choćby w niedawnym meczu z Marsylią, znowu pokazuje, na co go stać. Być może słabszy okres był skutkiem adaptacji do nowej sytuacji – Ligue 1 jest o wiele bardziej wymagająca niż jej zaplecze, a proces przystosowania od niej skomplikowały liczne występy klubu w pucharach krajowych i w Europie, do czego organizm młodego piłkarza nie był jeszcze przyzwyczajony.

Tanguy Ndombélé to już teraz jeden z najlepszych zawodników nie tylko w Lyonie, ale i w całej lidze. Nic dziwnego, że zainteresowanie wykazuje Arsenal, a także Inter, a trener młodzieżówki francuskiej regularnie wystawia go w pierwszym składzie. Jeżeli będzie się rozwijał tak, jak do tej pory, na batalię o jego usługi nie będzie trzeba czekać długo.

Błażej Jachimski
(@blazejjachimski)