Nolan Roux: w pogoni za dychą

magazynie zapowiadającym obecny sezon Ligue 1 nie zostawiliśmy suchej nitki na FC Metz. Dotychczasowe 34. kolejki pokazały, że trafiliśmy z naszą oceną i ciskane gromy były jak najbardziej zasadne. Jednak setka ciosów, jakie przyjęli Les Grenats, nie przeszkodziła grupce piłkarzy – skromnej, bo skromnej, ale jednak dostrzegalnej –  na pokazanie się z niezłej strony. Taki obrót spraw, mimo wielkiego zaskoczenia mogliśmy przyjąć, ale to, że wiodącą postacią będzie Nolan Roux, cały czas do nas nie dociera. Jak to się stało, że zawodnik-mem, z którego drwiła cała Francja, stał się jednym z czołowych snajperów Ligue 1?


Skąd dycha w tytule? Chodzi o liczbę bramek strzelonych w jednym sezonie Ligue 1. Odkąd pierwszy raz pojawił się na boiskach francuskiej elity – w 2010 roku – ani razu nie udało mu się przebić tej bariery. Trzykrotnie – sezony 2013/14, 2014/15 i 2015/16 – swój dorobek zamykał na dziewięciu trafieniach. Może to klątwa koszulki z numerem 9, w której występował m.in. w Saint-Etienne? Nikt Nolanowi nie podpowiedział i w FC Metz napastnik znów zaprezentował koszulkę z tym numerem.

fot. france3-regions.francetvinfo.fr

Czas pokazał, że jego nóg nie pętała klątwa. 24 lutego tego roku, tydzień przed swoimi 30. urodzinami, w meczu z Guingamp zrobił to, na co tak długo czekał. Jak sam stwierdził w styczniowym wydaniu France Football, osiągnięcie tego celu stało się jego manią:

Zawsze, gdy zbliżam się do tej liczby, zadaje sobie pytanie. Hej, czemu nie teraz? Za każdym razem wydaje mi się, że ten sezon będzie tym wyjątkowym.

Jednak w tym samym wywiadzie zapytany o to, co wolałby osiągnąć, utrzymanie z Metz czy osiągnięcie swojego życiowego-piłkarskiego celu odpowiadał tak, jak przystało na profesjonalistę:

Jeśli prosisz mnie, żebym wybrał między strzelaniem więcej niż siedmiu goli – [tyle miał wówczas na swoim koncie – przyp. red.] –  a pozostaniem z Metz w Ligue 1, dobrzy byłoby, gdybym więcej już nie strzelił.

Prawie jak Zlatan

Nolan Roux nie był pierwszym Rudym – tak tłumaczy się z francuskiego jego nazwisko – który grał profesjonalnie w piłkę. Jego ojciec Bruno w latach 80 występował m.in. w PSG, pod okiem słynnego trenera Gérarda Houlliera. Nigdy jednak nie narzucał synowi obowiązku pójścia w swoje ślady. Wielu piłkarzy, jak na przykład Zlatan Ibrahimović, podkreśla, że niezwykle ważnym elementem, który rozwinął ich pod względem fizycznym i piłkarskim był trening sztuk walki. Szwed wybrał taekwondo, Nolan zaś postawił na karate. Spodobało mu się do tego stopnia, że na półtora roku porzucił piłkę na rzecz kimona – ostatecznie doszedł do żółtego pasa. We wcześniej przytaczanym wywiadzie dla France Football podkreślił, że przełomowym momentem w wyborze ścieżki życiowej było przejście w wieku 16 lat do szkółki RC Lens – powszechnie uważanej za jedną z najlepszych we Francji. Właśnie wtedy zdał sobie sprawę, że jego dotychczasowe hobby zamienia się w coś naprawdę poważnego.

Co się zaś tyczy hobby: w czasach gry w Stade Brest młody Roux odkrył pasję, która towarzyszy mu do dziś. Wędkarstwo. W jednym z wywiadów chwalił się, że jego rekordową zdobyczą jest sum mierzący 2,15 metra.

Cudowne lata

Ze szkółki Lens po kilku latach przebił się do pierwszej drużyny, ale szybko doszedł do ściany. Wystąpił zaledwie w dwóch spotkaniach Les Sang et Or, po czym odszedł do Stade Brest, również występującego w Ligue 2. Do obecnego sezonu tamten okres mógł uważać za najlepszy w swojej karierze. Już w pierwszym pełnym roku na zapleczu francuskiej ekstraklasy Roux wywalczył awans, do czego dołożył niemałą kupkę cegieł, strzelając 15 bramek. Ligue 2 w tamtym sezonie nie mogło narzekać na brak klasowych napastników. Pierwsze dwa miejsca w klasyfikacji z odpowiednio 21 i 20 trafieniami zajęli Olivier Giroud (Tours) oraz Anthony Modeste (Angers).

Pierwszy rok w elicie był niemniej udany. Liczba trafień zmniejszyła się do sześciu, ale dorzucił do tego pięć asyst, a trzeba pamiętać o tym, że Brest był beniaminkiem, który nie miał ambicji ani możliwości, aby bić się o czołowe lokaty. 13. pozycja na koniec sezonu i tak była lepsza, niż na początku zakładano. Dobra dyspozycja ówczesnego 23-latka nie uciekła uwadze mocniejszych drużyn, o czym wspomina Gerald Imiolek, trener młodzieży w Wiśle Kraków, a prywatnie kibic FC Metz:

Miał dobry pierwszy sezon w Ligue 1. Był bardzo bliski odejścia z Brest do Schalke 04. Do transferu jednak nie doszło i od tego czasu nie udało mu się rozwijać potencjału, który ludzie u niego niegdyś widzieli.

Latem transfer nie wypalił, ale zimą już i owszem. Po byłego młodzieżowego reprezentanta Francji zgłosiło się Lille, które wyłożyło na napastnika osiem milionów euro. Przy transferach OSC z tego lata taka suma nie wydaje się imponująca, ale wówczas Les Dogues byli zarządzani przez rozsądnych ludzi, którzy nie wykładali worka z pieniędzmi za każdego Brazylijczyka umiejącego prosto kopnąć piłkę. Wymiar tej transakcji najlepiej oddaje fakt, że był to wówczas drugi najwyższy zakup w historii Lille – pierwsze miejsce zajmował Dimitri Payet kupiony z ASSE za dziewięć milionów euro. Wraz z przejściem do Mastifów cudowne lata Nolana Roux się skończyły. Przyszedł czas na potwierdzenie pokładanych w nim nadziei.

Żywot Nolana

Ciężko jednoznacznie ocenić czas spędzony przez Roux w Lille i Saint-Etienne. Osoby patrzące tylko na statystki stwierdzą, że w pięciu kolejnych sezonach strzelił łącznie 43 bramki, co nie jest złym wynikiem, i poniekąd będą miały rację. Jednak gdy przeszedł do Lille za duże pieniądze i zepchnął w otchłań ławki rezerwowych Ireneusza Jelenia, wszyscy, na czele z trenerem Rudim Garcią, wierzyli, że oto mają napastnika na lata, który zapewni im regularną grę w europejskich pucharach – najlepiej Lidze Mistrzów.

Tak się nie stało, bo Nolan Roux żyje z podań i pracy wykonywanej przez kolegów. W taki sposób często określany jest zawodnik, który jest na bakier z umiejętnościami technicznymi, i w tym przypadku jest podobnie. Gdy Lille przestało iść, nasz bohater również zawodził. A mimo to każdy kolejny trener, z którym współpracował, stawiał na niego. Dlaczego? Bo nie miał wyboru. Za każdym razem, na szczęście Roux i nieszczęście jego drużyn, żadna z ekip nie dysponowała wówczas lepszym napastnikiem. Nolan zaś zawsze był do dyspozycji – niemal zawsze jest zdrowy, w całej swojej karierze nie miał choćby jednej poważnej kontuzji.

Najgorszy okres w karierze Nolana przypadł na zeszły sezon. Saint-Etienne przeżywało największy kryzys za kadencji Christophe’a Galtiera. Gra się nie kleiła, a i po trenerze też było widać, że te siedem lat spędzonych na stadionie Geoffroy’a Guicharda wypaliło go zawodowo. Właśnie wtedy wyjątkowo potrzebna była skuteczność Roux, a ten pudłował na potęgę. Do tego stopnia, że z zawodnika średniego/przyzwoitego stał się pośmiewiskiem w całej Francji. Doświadczony trener też miał już dość nieskuteczności swojego napastnika i w dziesięciu ostatnich meczach sezonu dziewięciokrotnie nie widział miejsca dla niego choćby na ławce rezerwowych. Był to jasny sygnał, że jego czas w barwach Zielonych minął.

FC Metz – ziemia obiecana napastników?

Obserwując poczynania Metz na rynku transferowym, pozyskanie Roux nie dziwiło. Transfer pasował do ryzykownej, dotychczas nieskutecznej polityki ściągania przeciętnych, niemłodych ligowców w kiepskiej formie. Jak zapowiadał się wówczas ten ruch, pokazuje fragment laurki z przedsezonowego magazynu Le Ballon:

Kogo sprowadzono w miejsce Diabate i Erdinca? Nolana Roux i Emmanuela Riviere’a, napastników rodem z koszmarów wiernych kibiców: pierwszy w poprzednim sezonie zdobył całe cztery bramki, czyli tyle samo, ile jego kolega z drużyny, stoper Loic Perrin (sic!), zaś drugi ostatniego gola strzelił 16 maja 2015 roku. Obroncy Ligue 1 naprawdę mają się czego bać.

Początek sezonu zapowiadał trafność krytyki. FC Metz grało tragicznie – 11 porażek w 12 pierwszych spotkaniach – a Roux pomimo regularnych występów nie strzelał. Dopiero po zwolnieniu trenera Hinschbergera i zatrudnieniu dużo bardziej doświadczonego Frederica Hantza coś ruszyło, choć nie od razu. W taki sposób zmianę szkoleniowca i osiągane przez niego wyniki oceniał Gerald Imiolek pod koniec lutego:

Przede wszystkim widzę różnicę mentalną. Od jakiegoś czasu drużyna stara się więcej grac piłką, zawodnicy pokazują więcej pewności siebie. Myślę, że liczba zdobytych bramek od listopada w pewnej mierze to potwierdza. Hantz to też dużo bardziej doświadczony trener. Osiągnął dobre wyniki w Ligue 1 w Le Mans, Bastii i Sochaux.

Do końca roku Nolan Roux pięciokrotnie pokonywał bramkarzy przeciwników, co raczej na nikim nie robi wrażenia. Jednak zmiana w postawie napastnika przyszła wraz z nadejściem 2018 roku. Czyżby był jednym z nielicznych, którzy w postanowieniach noworocznych wytrzymują dłużej niż do Święta Trzech Króli?

Choć Metz na początku nowego roku znów złapało dołek, ich grę zaczął ciągnąć właśnie Roux – z pomocą skrzydłowego, Mathieu Dosseviego. Do 34. kolejki, Les Grenats sześć razy kończyli mecze ze zdobyczą punktową tylko dzięki jego trafieniom. Bez tego wkładu dawno już by odpadli w walce o baraże, a tak wciąż mają szansę na przetrwanie. Jeśli popatrzymy na historię FCM, okaże się, że jest to ekipa, która słynie z rozwijania i odrestaurowywania napastników:

Myślę, że Metz to idealny kierunek dla napastników. W połowie lat 90. był Bruno Rodriguez, na początku lat 2000 Gerald Baticle i Mamadou Niang, rok temu Cheick Diabaté, a teraz Nolan Roux.

Wydaje mi się, że w Metz [Roux] odczuwa mniejszą presję. Konkurencja też jest niewielka. Patrząc na politykę transferową zarządu, przypuszczam, że jeśli Roux strzeli kilkanaście bramek w sezonie, to prezes Serin będzie chciał na nim zarobić. Tym bardziej, jeśli spadną do Ligue 2 – Gerald Imiolek

Nie do przecenienia jest wkład Dosseviego w 14 bramek Nolana. Skrzydłowy z dziesięcioma asystami plasuje się na trzeciej pozycji wśród najlepszych podających w obecnych rozgrywkach Ligue 1, tuż za plecami Neymara i Payeta. Osiągnięcia ofensywnego duetu są nie mniej efektowne. Dossevi asystował Nolanowi sześciokrotnie – wśród pięciu najlepszych lig tylko dwa duety sprawują się lepiej: Neymar częściej dogrywał Cavaniemu, a Perisić – Icardiemu. Na tym samym poziomie jest Muller z Lewandowskim i Salah z Mane. W takim zestawieniu dwójka z Metz wygląda nieco absurdalnie.

Niemniej imponujący jest procentowy udział bramek napastnika z Francji we wszystkich trafieniach drużyny. Tylko robiący furorę w Angers Karl Toko Ekambi może pochwalić się wyższym.

Chyba nikt nie wierzył w to, że Nolana Roux jest w stanie wzbudzić sympatię, a nawet zachwyt wśród kibiców i pasjonatów Ligue 1. Gdy zaczynał strzelecką serię, francuska telewizja pogardliwie nazywała go Rouxnaldo. Nagle stał się zawodnikiem, za którego chce się trzymać kciuki – by historia jego i Metz doczekała niespodziewanego, szczęśliwego zakończenia. Football, bloody hell.

Michał Bojanowski
(@Bojanowski33)