Kondogbia i N’Zonzi, czyli o dwóch takich co nie pojadą na Mundial (?)

Jedyny ból głowy jaki mógłby doskwierać Didierowi Deschampsowi wynikać może tylko z kłopotu bogactwa. Jeśli na drugą linię Les Bleus nie spadnie nagle plaga kontuzji na Mundial w Rosji, biletu nie otrzymają Geoffrey Kondogbia oraz Steven N’Zonzi. Dwóch zawodników, którzy odcisnęli swoje piętno na La Liga.

W wieli innych drużynach narodowych bez trudu znalazłoby się dla nich miejsce. Anglicy rozważali nawet skaptowanie Stevena N’Zonziego, lecz cała akcja spaliła na panewce z uwagi na występy zawodnika w kadrze U-21. Dlatego obaj zawodnicy skazani są na niewesoły los przebijania głową muru, gdyż wysyp piłkarskich pereł we francuskich akademiach niemal zamknął dla nich możliwość występów w reprezentacji. Paul Pogba – oczko w głowie selekcjonera Trójkolorowych, Adrien Rabiot, N’Golo Kanté, Blaise Matuidi, Corentin Tolisso – to główni rywale do kadry bohaterów niniejszego tekstu. Doprawdy sytuacja nie do pozazdroszczenia.

Od Stevena do Vieiry i z powrotem

Steven N’Zonzi przybył do Hiszpanii w 2015 roku ze Stoke, gdyż Sevilla szukała następcy Stéphane’a M’Bii. Początek przygody na Półwyspie Iberyjskim nie był w jego wykonaniu najlepszy. W bijącej latem rekordy wysokich temperatur stolicy Andaluzji, już po krótkim wysiłku podczas treningów przygotowawczych do sezonu szybko brakowało mu tchu. Później wraz z kilkoma francuskojęzycznymi kolegami z zespołu zatruł się salmonellą na grillu u jednego z nich. To odwlekło w czasie debiut Stevena, a gdy do niego już doszło w derbach przeciwko Máladze, obejrzał czerwoną kartkę. Krążyła obiegowa opinia, iż N’Zonzi, tak jak cała reszta Stoke, nadaje się bardziej do zakładu stolarskiego niż do kopania piłki w Hiszpanii. Wszystko zmieniło się wraz z przełomem listopada i grudnia tego samego roku. Francuski pomocnik odnalazł spokój, koncentrację i przekonał sam siebie, że stać go na więcej. I to “więcej” dało o sobie znać ze szczególną mocą, gdy za sterami Sevillistas zasiadł Jorge Sampaoli.

Steven N’Zonzi sezonu 2016/17 to najlepsza z możliwych wersji tego pomocnika. Niestrudzenie przemierzał murawę od bramki do bramki, a jego długie nogi sięgały każdego zakamarka. Warunki fizyczne pozwalały na wygrywanie niemal 3/4 pojedynków główkowych.  Macki Francuza sięgały wszędzie, dlatego Sampaoli nazywał go ośmiornicą. Jednak N’Zonzi imponował przed wszystkim celnością i ilością podań. Pierwszą na poziomie 90% (i to przy około 65% z nich posyłanych do przodu) w drugiej statystyce w pewnym momencie w Europie przewyższali go jedynie Marco Verratti, Thiago Alcantara, Julian Weigl i David Alaba.  Spływały na niego pochwały oraz nagrody, media podchwyciły temat i porównywały go do Sergio Busquetsa czy Patricka Vieiry. “Vieira to legenda, a ja to tylko ja” – mówił wówczas skromnie Steven.

Błędne byłoby jednak stwierdzenie, że to La Liga stworzyła takiego N’Zonziego. Równie błędne, co przekonanie, że Francuz jest przede wszystkim destruktorem, a dopiero w drugiej kolejości piłkarzem kreującym grę. – Steven to zawodnik, który toczy nieustającą walkę ze swoim wyglądem – tłumaczył Monchi, ówczesny dyrektor sportowy Sevilli – Jego profil wskazuje na to, że jest wyjątkowo fizycznym piłkarzem, którego cechuje waleczność i duża siła. To prawda, iż dysponuje tymi zaletami, jednakże jego podstawową jakością jest sposób wykorzystania piłki i umiejętności techniczne. Dlatego go sprowadziliśmy i na tym polu robi największą różnicę. Wtórował mu później sam zawodnik.

– Było mi trudniej zaadaptować się do drużyn prowadzonych przez Allardyce’a czy Pulisa (odpowiednio Blackburn Rovers i Stoke City), ponieważ gdy dorastałem we Francji mój styl gry nie opierał się na sile fizycznej. Byłem chudy, nie potrafiłem dobrze odbierać piłki, więc musiałem ciężko pracować, żeby ten aspekt poprawić. Wszyscy widzieli mnie zawsze w tego typu drużynach, ponieważ jestem wysoki… – Steven N’Zonzi.

Dlatego właśnie szkoleniowiec pokroju Sampaolego, uwielbiającego futbol totalny oparty na posiadaniu futbolówki, był w stanie wydobyć na światło dzienne wszystkie atuty Francuza z kongijskimi korzeniami. Uczynić z niego nie tylko filar zespołu, lecz i czołowego pomocnika ligi.

Obecna kampania nie przebiega dla N’Zonziego już tak pomyślnie. Pod batutą kolejno Toto Berizzo i Vincezo Montelli Sevilla spisuje się znacznie gorzej. Drużyna jest bardzo rozchwiana, podobnie jak występy Stevena. Te bardzo udane przeplatane są kiepskimi. Z rytmu meczowego wybił go przede wszystkim konflikt z Toto, przez który stracił cały ostatni grudzień. Podczas przerwy spotkania Ligi Mistrzów z Liverpoolem na Ramón Sánchez Pizjuán Francuz zareagował wściekłością na informację o tym, że zostanie zmieniony. Wdał się w dyskusję ze szkoleniowcem mówiąc, że murawę powinien opuścić jego kompan z drugiej linii Guido Pizarro, który też prezentował się fatalnie. Zasugerował nawet, że trener oszczędził Guido, ponieważ ten jest jego rodakiem. Interesująca teoria, choć dużo więcej sensu miałby argument, iż Pizarro pojawił się w Sevilli na życzenie Toto. Niemniej szkoleniowiec miał ostatecznie rację, ponieważ argentyński pomocnik zdobył wyrównującą bramkę na 3:3. N’Zonzi po zmianie opuścił stadion, a następnego dnia nie pojawił się na treningu. Znany z nieustępliwości Berizzo jasno zapowiedział, że Francuz więcej już u niego nie zagra.

Zawodnik znalazł się poza kadrą, a do klubu zaczęli pukać potencjalni kupcy. Ostatecznie klub opuścił Toto, a Steven dostał nową szansę. Obu stronom to rozwiązanie było na rękę. Sevilla zatrzymała kluczowego piłkarza, a N’Zonzi mógł dalej walczyć o szansę w kadrze Francji grając w zespole, w którym ma ugruntowaną pozycję. Jednakże pomocnik pozostał już blisko drzwi wyjściowych. W marcu publicznie przyznał, iż żałuje, że latem nie udało się zrealizować jego transferu do PSG – w przeszłości występował w jednej z drużyn młodzieżowych Paryżan. Ponadto w kilka godzin po porażce 0:5 w finale Copa del Rey z Barceloną był widziany w nocnym klubie. Kiedy N’Zonzi pojawił się w stolicy Andaluzji, Sewilla miała wszystko poza herbatnikami owsianymi, którymi lubił się zajadać. Wygląda na to, że dziś czeka jedyne na okazję, aby wskoczyć do innego pociągu.

Odrodzenie Kondogbii

W innej sytuacji znajduje się Geoffrey Kondogbia, który liczy na przesiadkę z Interu do Valencii. Zgodnie zapowiedziami władz hiszpańskiego klubu, ta ma być tylko formalnością. W wywiadzie dla Cadena SER zawodnik przyznał bez ogródek – Gdybym miał takie pieniądze, wykorzystałbym je, żeby wpłacić własną klauzulę. Inter był w totalnym chaosie. Przez dwa lata poznałem czterech czy pięciu nowych trenerów. Mając to na uwadze, nie może dziwić, że Kondogbia z otwartymi ramionami przyjął ofertę wypożyczenia z Valencii i wymusił na władzach Interu jej zaakceptowanie nie pojawiając się na treningach. W młodości Geoffrey zachwycał się Los Ches Rafy Beníteza. Podziwiał grę Rubéna Baraji czy Pablo Aimara. Miał także w swojej kolekcji koszulkę Valencii.

Kondogbia w szeregach Nietoperzy powrócił do szczytowej formy po nieudanej ostatniej kampanii we Włoszech.  Pod skrzydłami Marcelino Francuz odżył i zdominował środek pola drużyny z Mestalla, ustanawiając przy okazji swój nowy rekord zdobytych bramek (4). Pracuje wytrwale nie tylko w odbiorze, lecz aktywnie wspomaga Daniego Parejo w rozegraniu piłki.  Niech za przykład posłuży spotkanie Sevilli z Valencią, dzięki któremu Les Ches ugruntowali swoją pozycję w pierwszej czwórce La Liga. Nietoperze pokonały Andaluzyjczyków 2:0, przy obu golach kluczową rolę odegrał Kondogbia posyłając w stronę Rodrigo Moreno dwa wyborne podania.

Ogólna charakterystyka N’Zonziego oraz Kondogbii wygląda bardzo podobnie. Obu można określić jako wszechstronnych pomocników obdarzonych koszykarskimi warunkami fizycznymi i wykorzystywanych z reguły w roli box-to-box czy holding midfielder. Diabeł jak wiadomo tkwi jednak w szczegółach. Geoffrey nieco lepiej wypada pod względem ilości interwencji, a Steven pod względem ich skuteczności, zwłaszcza w walce o górne piłki. Ani jeden, ani drugi mimo poważnych walorów nie słynie za to ze zdobywania bramek głową. Obaj imponują celnością podań – 90% N’Zonziego i 87% Kondogbii w bieżącym sezonie. Ten pierwszy częściej podaje do przodu, lecz nieco rzadziej decyduje się na długie czy otwierające zagrania (obarczone większym ryzykiem niepowodzenia) i bywa wykorzystywany w roli odgrywającego (podania “na ścianę”). Strzały z dystansu wypadają na korzyść drugiego.

Największa różnica pojawia się w sposobie wykorzystania piłki kiedy mają już ją przy nodze. Steven z reguły wprowadza do gry spokój i kontrolę, natomiast Geoffrey’a charakteryzuje większa przebojowość. Potrafi wykonać rajd środkiem pola okraszony efektownym dryblingiem. Już jako zawodnik Sevilli, młokos świeżo wyjęty z drugiej ligi francuskiej imponował pewnością siebie i dostarczał kibicom atrakcji efektowie mijając rywali. Liczbą dryblingów w drużynie ustępował wówczas jedynie Jesúsowi Navasowi. W tym kontekście wypowiedź Kondogbii dla El Desmarque Valencia jest bardzo zaskakująca:

– Bardziej komfortowo czuję się w zadaniach defensywnych, lecz fakt, że w niższych kategoriach wiekowych grałem na pozycjach bliżej bramki rywala pomaga mi wspierać mój zespół w ataku. Będąc dzieciakiem występowałem z numerem “10”, na lewym skrzydle – zdradził Kondogbia.

Mamy więc dwóch zawodników, którzy w toku w swojej kariery byli zobligowani do korzystania z większej palety umiejętności, niż sami by tego chcieli. W zamian wygrał futbol zyskując parę świetnych pomocników, niemal kompletnych. Zdaje się jednak, że to wciąż za mało na kadrę Les Bleus.

***
W przypadku N’Zonziego prawdopodobna decyzja Didiera Deschampsa o pozostawieniu go w domu jest jak najbardziej zrozumiała. Steven z sezonu 2016/17 dostał szansę w meczach towarzyskich i mógłby powalczyć o kolejne powołania, lecz obecna dyspozycja nie pozwala mu na przebicie się do szerokiego składu Les Tricolores. Poza tym konflikt ze szkoleniowcem i kilka wybryków na koncie na ogół spokojnego zawodnika, też nie pozwala patrzeć na niego przychylnym okiem.

Z kolej brak będącego w bardzo dobrej formie Geoffrey’a byłby sporą stratą dla turnieju, choć już niekoniecznie dla samej kadry Francji.  Kondogbia ma również ten atut, iż występował już u boku Paula Pogby w młodszych kategoriach wiekowych. Podczas Mundialu U-20 w Turcji wspólnie stanowili trzon drugiej linii Les Bleus, którzy sięgnęli wówczas po tytuł mistrzowski.  Niestety pomocnik ten nie otrzymał powołania do seniorskiej reprezentacji Trójkolorowych od czerwca 2016 roku. Zespół, który ma poprowadzić Deschamps w Rosji był budowany bez Geoffrey’a i trudno bez nadzwyczajnych okoliczności spodziewać się zmiany w tej materii. Wszystko to sprawia, że Kondogbia to jeden z lepszych kandydatów do szuflady z napisem “wielcy nieobecni”.

Tomasz Zakaszewski
¡Olé! Magazyn
(@T_Zakaszewski)


Tekst przeczytaliście na naszych łamach dzięki współpracy z portalem miłośników hiszpańskiej piłki – ¡Olé! Magazyn – który możecie śledzić także na Twitterze i Facebooku.