„Za zasłoną uśmiechu”. Autobiografia Griezmanna wkrótce w Polsce!

O tym, dlaczego odrzucały go kolejne francuskie kluby, gdzie zakończy karierę, jakie są kulisy jego współpracy z Diego Simeone i co działo się w szatni reprezentacji Francji podczas ostatniego mundialu i Euro 2016. 6 czerwca pod patronatem Le Ballon ukaże się w Polsce autobiografia Antoine’a Griezmanna „Za zasłoną uśmiechu”, w której Francuz opowiada o swojej dotychczasowej karierze. Właśnie ruszyła przedsprzedaż wspomnień napastnika!

Książka w przedsprzedaży dostępna jest TUTAJ. Korzystając z preorderu:
oszczędzacie prawie 10 zł
– możecie zakupić ją w pakietach z opaską Allez Les Bleus lub innymi publikacjami piłkarskimi
Od 6 czerwca „Za zasłoną uśmiechu” będzie dostępna w księgarniach w całej Polsce.

Auxerre, Lyon, Sochaux, Saint-Étienne, Metz, Montpellier. Kiedy kolejne kluby odrzucały go z powodu mizernych warunków fizycznych, był bliski załamania. Dopiero skaut Realu Sociedad dostrzegł w nim olbrzymi talent, co pozwoliło mu rozpocząć przygodę z futbolem i znaleźć drugą ojczyznę – Hiszpanię.

Nie tylko o tym opowiada autobiografia Antoine’a. Przeczytacie w niej, dlaczego gra z siódemką na plecach, za co został zawieszony na 13 miesięcy, co myśli o przenosinach do Manchesteru United i dlaczego zadecydował, że karierę zakończy w USA. Książka zdradza też, jacy naprawdę są Pogba, Evra czy Benzema. Otwiera drzwi do szatni reprezentacji Francji w trakcie mistrzostw świata w Brazylii i Euro 2016, a także ujawnia kulisy pracy Diego Simeone w Atlético Madryt.

Poniżej możecie się zapoznać z fragmentem książki:

Dobre występy w drużynie Mâcon zwróciły na mnie uwagę środowiska piłkarskiego nie tylko w moim regionie. Zainteresowanie mną wyrażały różne kluby, zacząłem być zapraszany na testy. Mój ojciec zawsze mi towarzyszył. Tata nie wywierał na mnie presji, ale też nie namawiał mnie, żebym zrezygnował z zostania zawodowym piłkarzem na rzecz „normalnej” pracy. Zdawał sobie sprawę, jak bardzo o tym marzyłem.

Pierwsze testy przechodziłem w AJ Auxerre. Początkowo miały trwać dwa tygodnie, ale ostatecznie przedłużyły się do miesiąca. Myślałem, że przez ten czas będę mieszkał w internacie przy szkółce, ale trafiłem do schroniska młodzieżowego. W tym czasie gwiazdami Auxerre byli napastnik Djibril Cissé i stoper Philippe Mexès. Kiedy miałem sposobność przypatrywać się treningom pierwszej drużyny, ze szczególną przyjemnością przyglądałem się zwłaszcza Mexèsowi, przystojnemu blondynowi, który po boisku poruszał się z niewymuszoną elegancją. Koniec końców, w Auxerre stwierdzili, że jestem niezły, ale nie przyjęli mnie do swojej szkółki.

Następny na liście był Olympique Lyon. W tym czasie za szczególne talenty w drużynach juniorskich Olympique uchodziło trzech moich rówieśników: Alexandre Lacazette, Clément Grenier i Yannis Tafer. Wiele dobrego mówiło się zwłaszcza o Aleksie. Już wtedy wykazywał się nieprzeciętnym instynktem strzeleckim i jak najbardziej zasługiwał na komplementy, które kierowano pod jego adresem. Zaprzyjaźniliśmy się podczas zgrupowań reprezentacji do lat 18. Wkrótce potem zdobyliśmy mistrzostwo Europy w kategorii U19. Po latach, już jako senior, czasami mu przypominałem: „A pamiętasz, jak Lyon mnie odrzucił?”.

Przez rok ojciec w każdą środę woził mnie na treningi młodzieżowej drużyny OL w kompleksie sportowym Gerland. Działacze Olympique zamierzali zaproponować mi kontrakt na wyłączność. Polegałoby to nam tym, że przez dwa kolejne lata wciąż byłbym zawodnikiem juniorów Mâcon, ale Lyon miałby przez ten czas wyłączność na pozyskanie mnie do swojej szkółki. Gdyby tak się nie stało, przysługiwałoby mi odszkodowanie. Ja natomiast przez trzy sezony od chwili podpisania takiego kontraktu nie mógłbym wstąpić do szkółki innego klubu niż Lyon. Spośród pięciu decyzyjnych działaczy Lyonu dwóch nie zgodziło się na podpisanie ze mną takiego kontraktu, więc pomysł upadł.

Kiedy w jakimś klubie zamykano przede mną drzwi, mój ojciec słyszał mniej więcej coś takiego: „Pana syn jest dobry, ale jeszcze poczekajmy. Niech wciąż gra w Mâcon i się rozwinie. Ale cały czas mamy go na oku”. Słyszałem to wielokrotnie. Czasami czułem się zniechęcony i nie chciało mi się jeździć na kolejne testy. Ale ojciec podtrzymywał mnie na duchu: „Nie poddawaj się. Jeśli się uda, zrealizujesz swoje marzenia!”.
Niedługo potem odrzuciły mnie kolejne kluby, Sochaux i Saint-Étienne. Zbliżały się moje 14. urodziny. Czułem się coraz bardziej rozczarowany. Raz nawet zrobiono mi prześwietlenie nadgarstka, żeby przekonać się, jak wysoki urosnę. To było upokarzające.

W tamtym czasie zawodowe kluby we Francji poszukiwały do swoich szkółek silnych dryblasów. Nikt nie zawracał sobie głowy chłopcami o innych gabarytach. Czasami testy sprowadzały się do sprawdzenia szybkości na dystansie 40 metrów. Jeśli byłeś za wolny, nawet nie sprawdzano, co potrafisz zrobić z piłką…

Materiał opublikowany dzięki współpracy z Wydawnictwem SQN.