Wypłynąć na szerokie wody – Patrick Vieira trenerem OGC Nice

Wzorzec pomocnika, w który próbowano wpisywać masę piłkarzy w każdym francuskim klubie. Stereotypowy dominator środka pola, jakiego nieraz upatrywały w piłkarzach z Francji także zagraniczne zespoły – wysoki, silny, uniwersalny. Teraz do Francji powrócił ten, który stał się wyznacznikiem tego standardu. To nie czas na kolejnego „nowego Patricka Vieirę” – nad Lazurowe Wybrzeże zawitał jedyny oryginał.

Jako piłkarz Patrick Vieira odcisnął niepodważalne piętno na futbolu. Miarą tego jest medialna i kibicowska obsesja nieustannych poszukiwań jego następcy. Abou Diaby, Yaya Touré, Moussa Sissoko, Geoffrey Kondogbia, Gianelli Imbula, Tiemoué Bakayoko czy nawet Krystian Bielik – to tylko kilka nazwisk graczy sygnowanych zaszczytnym mianem następcy mistrza. Nic jednak dziwnego, że drugi egzemplarz Vieiry jest pożądanym, wyśnionym dobrem. Wystarczy zerknąć na jego dorobek sportowy. Ponad sto występów w reprezentacji Francji, z którą zdobył mistrzostwo świata, mistrzostwo Europy i Puchar Konfederacji. W Anglii i we Włoszech kilkukrotnie wygrywał ligę. Wyróżnienia indywidualne? Między innymi:

  • najlepsza jedenastka Mistrzostw Świata 2006
  • najlepsza jedenastka EURO 2010
  • FIFA 100
  • drużyna dekady według Sports Illustrated 2009
  • piłkarz roku we Francji 2001
  • najlepszy piłkarz Premier League 2000/01
  • najlepsza jedenastka Premier League, sześć razy z rzędu od 1999/00

Jako piłkarz Vieira osiągnął naprawdę wiele. To jest jednak przeszłość, bo Francuz rozpoczął nowy etap w piłkarskim życiu, wybierając karierę trenera.

Amerykański sen

Swoje pierwsze trenerskie kroki Vieira postanowił stawiać w klubie, w którym zakończył karierę, czyli w Manchesterze City. Na początku objął stanowisko kierownika do spraw rozwoju. Dwa lata później, w roku 2013, został szkoleniowcem rezerw The Citiziens. Poprowadził też drużynę występującą w Młodzieżowej Lidze Młodzieżowej UEFA. Ten etap, niezbyt obfitujący w osiągnięcia, trwał do początku roku 2016, kiedy Francuz stanął przed pierwszym dużym wyzwaniem w swojej trenerskiej karierze – został menedżerem New York City FC.

„Problemem był dla mnie przeskok między grą a byciem pierwszym trenerem. To jest zbyt trudne. Nie wiem, czy bym się zdecydował, gdybym miał prowadzić być DC United albo Atlanta. Jednym z powodów, dla których wybrałem Nowy Jork, jest to, że cały czas jestem w City Football Group. Musisz wybrać dobry klub z dobrymi ludźmi. To ma duże znaczenie, kiedy nie wszystko idzie po twojej myśli – szczególnie kiedy przegrywasz 0:7”

Tak Vieira tłumaczył swoją decyzję w The Telegraph. Mimo zmiany kontynentu był jednak cały czas wśród swoich, ponieważ Manchester City i New York City FC należą do tej samej spółki holdingowej. Nie musiał przesadnie się martwić nagłą zmianą otoczenia i mógł liczyć, że dostanie czas na adaptację.

Pierwszy sezon nowego szkoleniowca był naprawdę udany.  Przynajmniej sezon zasadniczy, w którym NYCFC zajął drugą pozycję w swojej konferencji i wywalczył bezpośredni awans do fazy play-off, w której pierwszym rywalem okazał się Toronto FC.  Dwumecz z zespołem z Kanady jest jednak najdotkliwszą porażką w karierze trenerskiej Francuza. Rezultat 0:7 dla klubu, w którym grali między innymi Andrea Pirlo, David Villa czy Frank Lampard, to wynik katastrofalny. Katem nowojorskiej drużyny okazał się Sebastian Giovinco, który w meczu wyjazdowym popisał się hat-trickiem. Do tego dwie bramki dołożył również znany z europejskich boisk Jozy Altidore, który oba spotkania kończył z dorobkiem strzeleckim. Vieira po meczu nie miał wątpliwości, kto ponosi główną winę za ten blamaż.

„Taktyka, którą obrałem na ten mecz, była całkowicie błędna. Z perspektywy czasu bardziej obwiniam siebie i personel niż graczy (…) To niełatwy świat. Teraz jest jeszcze trudniej – z tą całą presją, że musisz wygrać lub pozostać w lidze ze względu na pokłady finansowe obecne w futbolu. Podjąłem decyzje, których nie podjąłbym w Premier League, ponieważ tam jako trener nie dostaniesz tyle czasu”.

W drugiej kampanii Villa i spółka poradzili sobie równie dobrze, powtarzając rezultat z poprzednich rozgrywek i awansując do play-offów jako drugi najlepszy zespół na Wschodzie. Niestety jednak i tym razem faza ćwierćfinału okazała się wyzwaniem ponad siły, a oprawcą stał się Columbus Crew SC. Ten dwumecz zakończył się wynikiem 3:4, więc można było mówić o progresie młodego tenera.

Obecną kampanię (rozgrywki w MLS oparte są na systemie wiosna-jesień) drużyna Patricka rozpoczęła równie dobrze, bo zespół jest na… drugim (dla odmiany) miejscu w swojej konferencji. Podsumowując więc przygodę Patricka z Ameryką, można powiedzieć, że Francuz nie zawiódł. Biorąc pod uwagę rezultaty osiągane w sezonie zasadniczym, można wysnuć wniosek, że poradził sobie naprawdę dobrze.  Jedyną plamą na jego honorze są wyniki w fazie play-off, gdzie na cztery spotkania NYCFC przegrywał aż trzy razy.  Problem w tym, że właśnie ten etap rozgrywek jest najważniejszy, a Francuz zaprzepaścił obie szanse udowodnienia swojego szkoleniowego kunsztu.

Powrót do Francji

Kilka dni temu ogłoszono, że Patrick Vieira zostanie nowym trenerem Nicei, po tym, jak Lucien Favre przeszedł do Borussii Dortmund. To dobre miejsce do rozwoju dla Francuza – OGC Nice to relatywnie silna drużyna, jednak nie na tyle mocna, by pracy towarzyszyła nadmierna jak dla niedoświadczonego trenera presja. Ekipa wymaga jednak uporządkowania, ponieważ po świetnym sezonie 2016/17, kiedy Orły były rewelacją rozgrywek, poprzednią kampanię otworzyła niechlubna seria siedmiu porażek w jedenastu pierwszych spotkaniach. Favre’owi udało się doprowadzić zespół do względnego porządku, dzięki czemu Nicea skończyła rozgrywki na ósmym miejscu ze stratą jednego punktu do miejsca premiowanego grą w Lidze Europy, ale dobry finisz nie zażegnał niesmaku po fatalnym starcie.

Co Nicea oferuje Vieirze? Przede wszystkim to klub dobrze zarządzany, dysponujący mocnym składem i zdolny do dalszych wzmocnień – jak na standardy Ligue 1, nowy trener nie będzie musiał szczególnie zaciskać pasa. W defensywie prym wiedzie doświadczony Dante, a także Malang Sarr, wielki talent, którego rozwinięcie będzie jednym z głównych zadań nowego szkoleniowca. Jean Michaël Seri i Wylan Cyprien to czołówka środkowych pomocników ligi i jeśli pozostaną w klubie, dadzą Vieirze doskonałą bazę do dalszej budowy. Wygląda jednak na to, że legendarnego reprezentanta Francji czeka konieczność zorganizowania zupełnie nowej ofensywy OGC. Transfer Mario Balotellego to kwestia czasu, a po odejściu odbudowanego w L1 Włocha Niceę może czekać drugi, jeszcze większy cios: odejście Alassane’a Plei. Wychowanek OL to absolutnie kluczowy gracz w taktyce OGC Nice, który radzi sobie zarówno jako klasyczna „9”, jak i jako partner w ataku ustawionego wyżej kolegi z zespołu. Z zeszłorocznego ataku do dyspozycji Pata pozostanie zapewne tylko Allan Saint-Maximin – zawodnik, który dobrego dnia może ograć każdego obrońcę świata, ale potrzebuje trenera, który pomoże mu ustabilizować formę i zostać liderem zespołu.

Czas na dyskusję o realnych celach Vieiry i Nicei przyjdzie zapewne dopiero po okienku transferowym.  W tym momencie wydaje się jednak, że nawet osiągając wyżyny trenerskich umiejętności słynny reprezentant Francji nie będzie w stanie nawiązać walki o podium z Monako czy rozpędzonymi Olympique’ami.  Niemniej, dla młodego szkoleniowca to dobra szansa rozwoju, upstrzona mniejszymi i większymi wyzwaniami, które mogą pozwolić mu wypłynąć na szerokie wody. A czy można sobie wyobrazić piękniejsze miejsce na rozpoczęcie rejsu niż Lazurowe Wybrzeże?

Błażej Jachimski
(@blazejjachimski)