Griezmann: „Po Euro 2016 zgłosiło się po mnie PSG”

Do księgarni w całej Polsce trafiła niedawno autobiografia Antoine’a Griezmanna „Za zasłoną uśmiechu”. Piłkarz opowiada w niej m.in. o tym, które kluby w trakcie jego kariery wyrażały nim zainteresowanie. Tuż po Euro 2016 chciało go sprowadzić do siebie PSG. Dlaczego Francuz nie trafił ostatecznie do klubu ze swojej ojczyzny i kto jeszcze rozważał jego transfer? Przeczytajcie fragmenty książki!

Zamawiając „Za zasłoną uśmiechu” pod tym adresem, macie szansę na wygranie koszulek Atlético Madyt w konkursie, którego szczegóły znajdziecie tutaj.

Poniżej przeczytacie fragmenty książki omawiające transferowe rozterki Antoine’a:
Po zakończeniu bieżącego sezonu usiądę na spokojnie do rozmów z działaczami, aby porozmawiać o ich celach, ambicjach i o tym, co zamierzają zrobić, aby wzmocnić drużynę. Dokonam wyboru w zależności od tego, co usłyszę. Nie ma mowy o pośpiechu, bo on jest złym doradcą. Bardzo możliwe, że faktycznie zostanę w Atlético. Nie mam ochoty uciekać z klubu. Kiedy przed rokiem, po Euro, do Érica zgłosiło się Paris Saint Germain, dałem mu do zrozumienia, że na razie nie chcę opuszczać Madrytu. Zainteresowanie różnych klubów to element życia każdego zawodowego piłkarza. Kiedy grałem w Sociedad, Pep Guardiola chciał mnie ściągnąć do Barcelony. Miałem wtedy 20 lat i zainteresowanie mną takiego klubu działało mi na wyobraźnię. Ale miałem wtedy za sobą tylko jeden sezon w Primera División i nie chciałem rezygnować z możliwości gry na najwyższym poziomie, a Barcelona proponowała, żebym pierwszy rok spędził w jej drugoligowych rezerwach. Nie byłem tym zainteresowany. Ogólnie rzecz biorąc, kwestie transferowe ceduję na Érica. Mam do niego pełne zaufanie. Kiedy jakiś klub jest mną zainteresowany, zgłasza się do niego, i jeśli zainteresowanie jest realne, wtedy Éric kontaktuje się ze mną.
***

Moim priorytetem nie jest wysokość wynagrodzenia, lecz ambicje sportowe klubu i charakter relacji z trenerem. Gdybym miał opuścić Atlético, musiałbym najpierw porozmawiać ze szkoleniowcem potencjalnego nowego klubu, żeby dowiedzieć się, jak widzi mnie w swoim zespole. Od miesięcy moje nazwisko jest wymieniane w kontekście ewentualnych przenosin do Manchesteru United. Już w styczniu angielska prasa donosiła, że klub z Old Trafford był gotów wydać na mnie 100 milionów euro, czyli tyle, ile wynosi wysokość mojej klauzuli odejścia. Bez przerwy jestem o to pytany przez dziennikarzy, co stało się już bardzo męczące. Nie mogę spędzać czasu na dementowaniu plotek transferowych. Mogę do znudzenia powtarzać, że niczego mi nie brakuje w Atlético i że doskonale dogaduję się z trenerem, a żurnaliści wciąż dopytują o moją przyszłość. Kiedy przygotowywałem się do opuszczenia Realu Sociedad, czułem – między innymi na podstawie doświadczeń z treningów reprezentacji – że potrzebuję nowych bodźców i nowych wyzwań. Dotarło do mnie, że żeby wejść na wyższy poziom, muszę wyjść ze swojej strefy komfortu. Obecnie tego nie odczuwam. Ale powtórzę: niczego nie wykluczam. Wszystko będzie zależało od tego, jak zakończymy sezon. Nie mam nic przeciwko grze w Anglii, tylko ten klimat… Manchester United to jedna z możliwości. Nie pójdę tam przecież tylko dlatego, że Paul Pogba jest moim przyjacielem. Éric prowadził już nieformalne rozmowy z Czerwonymi Diabłami, ja jeszcze nie spotkałem się z nikim z ich strony. Jeśli ich zainteresowanie przybierze bardziej konkretne ramy, porozmawiam z trenerem albo dyrektorem sportowym. Pamiętam przecież, że aby przekonać mnie do przenosin do Madrytu, działacze Atlético przyjechali aż do Lyonu. Zrobiło to na mnie bardzo dobre wrażenie. Czułem, że naprawdę mnie chcą. Jeśli dogadam się z nowym pracodawcą, wtedy pozostanie porozumieć się zainteresowanym klubom. Ja jestem od grania w piłkę, nie od ustalania cen!
***

Opinia Didiera Deschamps’a ma dla mnie znaczenie, ale nie będę z nim konsultował ewentualnych przenosin. Kiedy mowa o mojej przyszłości w piłce klubowej, les Bleus nie mają nic do rzeczy. Swoją przyszłość składam w ręce Érica Olhatsa, uzależniając ją przy tym od rad ojca. Biorę pod uwagę również zdanie mojej dziewczyny Eriki. Jakieś dwa lata temu skontaktował się ze mną jeden z najpotężniejszych agentów piłkarskich, Portugalczyk Jorge Mendes, reprezentujący między innymi Cristiano Ronaldo i José Mourinho. Mój numer przekazał mu mój kolega z Atlético, Thiago, rodak Mendesa. Zdaje się, że Mendes miał dla mnie jakąś propozycję. Nie wiem na 100 procent, bo postanowiłem nie odbierać… Tak jak osoby, które starają się dotrzeć do mnie za pośrednictwem innych piłkarzy, odesłałem go w automatycznej wiadomości do Érica. Éric jest moim doradcą sportowym od dziecka, zna mnie jak własną kieszeń, wie, czego potrzebuję. Po co miałbym go kimś zastępować?
***

Karierę skończę jednak na pewno nie w Madrycie, lecz w USA, tak jak zrobił na przykład Thierry Henry. Uwielbiam Stany, amerykańską kulturę i mentalność. Chciałbym żyć na amerykańską modłę. Czemu by nie zakończyć kariery na przykład w Miami? Właścicielem tamtejszego klubu jest wszak mój idol z dzieciństwa, David Beckham! Przy czym chciałbym zagrać w klubie z miasta, w którym jest także drużyna koszykarska. Bardzo chciałbym mieć abonament do jednej z hal NBA i oglądać mecze z trybun w towarzystwie Eriki i naszych dzieci. Oczyma wyobraźni już się tam widzę…

materiał zamieszczony przy współpracy z Wydawnictwem SQN