Javier Pastore – słodko-gorzkie pożegnanie z Paryżem

Trafił do Paryża latem 2011 roku jako pierwsza gwiazda katarskiej ery Paris Saint-Germain. Po siedmiu słodko-gorzkich latach Javier Pastore ucieka z Parc des Princes. Nowym domem będzie dla niego Rzym, a powrót do Italii ma pozwolić na pełną odbudowę kariery zszarganej kontuzjami.

Dwa znakomite sezony Javiera Pastore w Palermo zwróciły uwagę całej Europy. Choć mówiło się o zainteresowaniu sięgającym Madrytu i Barcelony, Argentyńczyk trafił do Paryża. Dla kibiców ze stolicy Francji był to pierwszy poważny sygnał, że Katarczycy nie rzucają słów na wiatr i nie oszczędzą pieniędzy, by dotrzeć do wyznaczonych celów.

El Flaco nie miał żadnych kłopotów, by odnaleźć się w realiach francuskiej Ligue 1. Bardzo szybko stał się ważną postacią ekipy. Już na początku października 2011 roku napłynęły pierwsze głosy gigantycznego zachwytu nad jego grą ze strony ikon francuskiej piłki.

„Przypomina mi Zinedine’a Zidane’a. Podobnie wyprowadza piłkę z własnej połowy, prowadzi ją i przerzuca na pole karne rywali.” – Michel Platini

„Takiego piłkarza brakowało w Paryżu. Od początku sezonu strzela gole i zalicza asysty. Dobrze się czuje w klubie, trzeba dać mu swobodę w grze.” – Zinedine Zidane

Po obiecującym początku Argentyńczyk popadł jednak w marazm. Zaczęto zastanawiać się, czy to na pewno dobra inwestycja i piłkarz, który będzie w stanie prowadzić PSG w stronę pozostania potęgą światowej piłki. Zimą 2012 roku dyskutowano na temat jego ewentualnego odejścia do Milanu. Nie pomagały słowa samego Pastore, który stwierdził, iż prędzej czy później do tego klubu trafi.

Przełomem miał być sezon 2013/2014, gdy do PSG dołączył Edinson Cavani. Budowa ofensywy na współpracy dwóch byłych kolegów z Palermo miała okazać się potężną bronią. Jednak o ile Urugwajczyk sprawdził się doskonale, to dla El Flaco był to zdecydowanie najgorszy sezon w Paryżu.

Rok później coś drgnęło. Javier odzyskał świeżość, a dodatkowego pozytywnego kopa dał mu powrót do reprezentacji Argentyny. Notorycznie pomijany przez selekcjonera Sabellę, mógł znów założyć reprezentacyjny trykot pod wodzą Gerardo Martino i walczyć o triumf w Copa America. To tylko utwierdziło w przekonaniu, że dla jego dobrej formy ważne są regularne występy oraz mocne wsparcie od trenerów.

Pastore rzeczywiście znów czarował, ale słowa padające z ust Erica Cantony na jego temat ocierały się o granicę absurdu:

„Najlepszym piłkarzem świata jest Pastore. Dwa mecze PSG obejrzałem tylko po to, by go zobaczyć. Dla mnie to najkreatywniejszy zawodnik w tym momencie, zawsze pełen niespodzianek.”

Kolejny krach jego przydatności w Paryżu nadszedł jednak już rok później. Javier stracił większość sezonu przez kontuzje, które powracały non stop, a ewentualna obecność Argentyńczyka w kadrze meczowej stawała się wielkim świętem. W PSG sięgano po kolejne nazwiska w ofensywie, a każdy kolejny transfer miał być ostatnim gwoździem do trumny paryskiej kariery stale kontuzjowanego gracza. Kolejne przerwy w grze i nowe nazwiska nie szkodziły jednak jego statusowi w klubie. Jaką estymą darzył go Paryż, pokazało choćby przekazanie mu koszulki z „10” po odejściu Zlatana Ibrahimovicia.

Kupno Neymara oraz Kyliana Mbappé miało na dobre oddalić El Flaco od wyjściowej jedenastki. Strata magicznej „dziesiątki” na rzecz Brazylijczyka tylko dowodziła, że czas Pastore mija. Kiedy jednak bywał zdrowy, w głowie trenera zawsze kiełkowały nowe pomysły na to, jak znaleźć dla niego miejsce. Tylko w ostatnim sezonie Unai Emery sprawdzał co najmniej trzy sposoby na wkomponowanie Javiera do zespołu – wystawiał go w roli numeru 8, jako lewego pomocnika, a nawet zmieniał formację na 4-5-1, by wcisnąć magika do składu.

Im częściej Pastore przepadał w gabinetach medycznych, tym bardziej jego piłkarskie zdolności obrastały w legendę. Styl gry staromodnej dziesiątki, lekkość ruchu i talent do nietypowych zagrań sprawiały, że nawet jako drugoplanowa postać pozostawał jednym z ulubieńców trybun. Patrząc z boku czuło się jednak, że jest odstającym elementem: kruche zdrowie, niedopasowanie do firmowego paryskiego 4-3-3 i nieprzystający do gwiazdorskiej szatni charakter każdego lata czyniły z niego jednego z czołowych kandydatów do odejścia.

Statystyki Pastore w Paris Saint-Germain:

269 spotkań / 45 goli / 62 asysty
5 x mistrzostwo
4 x Puchar Francji
5 x Puchar Ligi
5 x Superpuchar Francji

Wymagania Finansowego Fair Play zmusiły PSG do poszukiwania cięć i Pastore musiał spotkać odwlekany transfer. Już pół roku temu ofertę złożył Inter, a tego lata swoje zainteresowanie wyrażał również West Ham. W obu tych przypadkach do finalizacji nie doszło, a na drodze porozumienia stanęły zarobki piłkarza.

Chętnych na Pastore jednak nie brakowało i ostatecznie sięgnęła po niego AS Roma szukająca wzmocnień w środku pola po sprzedaży Radji Nainggolana. Belg nie znajdował się w planach taktycznych trenera Di Francesco, a zgoła odmienny styl gry El Flaco zdaje się sugerować spore zmiany w sposobie gry Rzymian.

„Bardzo się cieszę z przenosin do Rzymu. Wspaniale jest wrócić do Włoch i to do tak świetnego klubu. Mam nadzieję, że w pełni odwdzięczę się za entuzjazm, wsparcie i przywiązanie, którym obdarzyli mnie już kibice.

Dziękuję paryskim kibicom za wsparcie, dzięki któremu czułem się w PSG jak w domu. Wszystkie drogi prowadzą do Rzymu, więc wracam do Włoch.”

W Paryżu tęsknota nie będzie duża, przynajmniej na poziomie sportowym, ale nie można też mówić o ogromnej uldze. Mimo wszystko w stolicy Francji na przestrzeni siedmiu lat sięgał po dziewiętnaście trofeów i jako pierwszy zakup Katarczyków na zawsze pozostanie ikoną nowych, lepszych czasów klubu.

Szanse na sukces Pastore w nowym klubie, w lidze w której już w przeszłości błyszczał, są spore. Jeśli z jego zdrowiem wszystko będzie w porządku, zakup argentyńskiego czarodzieja może być jednym z popisowych ruchów transferowych Monchiego.