Niebieski Dziennik #4: Sąsiedzi w walce o finał

Już dziś pierwszy półfinał Mistrzostwa Świata w Rosji. Wielu wolałoby, aby tak wyglądał pojedynek o złoty medal i co najmniej czteroletnią dominację na świecie. Niestety drabinka była bezlitosna. Tylko jeden z najlepiej grających zespołów turnieju będziemy mogli podziwiać 15 lipca w Moskwie.


Ćwierćfinałowemu meczowi z Urugwajem towarzyszyły spore obawy, czy agresywny i zorganizowany rywal nie „rozjedzie” francuskich dzieciaków. Jednak nieobecność świetnie spisującego się na mundialu Edinsona Cavaniego podcięła skrzydła Urusów i ostatecznie nie potrafili oni przejąć pałeczki w spotkaniu.

O indolencji reprezentantów kraju z Ameryki Południowej świadczy choćby, że urugwajską piranię, Luisa Suáreza, dopadła w tym meczu paradontoza. Napastnik Barcelony zaliczył okrągłe zero kontaktów z piłką w polu karnym Francuzów. Nie uświadczyliśmy też z jego strony groźnych strzałów zza pola karnego. Pirania zmieniła się w leszcza.

Choć przyjemnie byłoby tylko atakować Urugwaj, trzeba również przyczepić się do postawy Francuzów. Wynik 2:0 nieco przekłamuje prawdziwy obraz spotkania. Owszem, podopieczni Didiera Deschampsa kontrolowali niemal od początku przebieg gry, a bramka Raphaëla Varane’a po rzucie wolnym jeszcze dobitniej to potwierdziła (przecież to w tym aspekcie Los Charruas mieli królować!), ale w ofensywie brakowało żywiołowości i błyskotliwości, jakie widzieliśmy w meczu z Argentyną. Szczególnie niewidoczny był Kylian Mbappé, którego zapędy zostały zupełnie wyciszone przez rywali.

Patrząc na statystyki poszczególnych zawodników, najbardziej zaskakują te widoczne przy nazwisku Oliviera Girouda.  Nie strzelił gola ani nie asystował, ale o dziwo odzyskał najwięcej piłek ze wszystkich graczy Les Bleus – 11 – o jedną więcej niż N’Golo Kanté, od którego tego się w głównej mierze oczekuje. To pokazuje, jak pożytecznych w tak zaciętych spotkaniach jest napastnik Chelsea.  

Pałeczkę lidera przejął wreszcie namaszczony przed turniejem na mózg drużyny Antoine Griezmann. Bramka przez niego zdobyta w normalnych warunkach by nie padła, ale to również on dogrywał z rzutu wolnego do Varane’a. Króla strzelców Euro 2016 przed pokazaniem jeszcze więcej blokować mógł fakt, że, jak sam stwierdził w przedmeczowym wywiadzie, czuje się w dużej mierze Urugwajczykiem. Z Belgią nie łączą go podobne zażyłości, więc oczekiwania względem jego dzisiejszego występu są naprawdę ogromne.

Francja – Belgia

Co prócz języka urzędowego i Gerarda Depardieu łączy Francję z Belgią? Choćby postać Edena Hazarda. Gwiazda Czerwonych Diabłów sportowo ukształtowało Lille, które przejęło Edena w wieku 14 lat i przez kolejnych siedem szkoliło. Piłkarz wspomina, że on i jego bracia jako dzieci czuli się kibicami francuskiej, nie belgijskiej reprezentacji. Dzisiaj od Belga, co jest dość oczywiste, oczekuje się, aby zapomniał o swoim związku z krajem i pokazał Francuzom, gdzie raki zimują.

W dotychczasowych spotkaniach Hazard nie zawodził i uczestniczył w większości ofensywnych akcji swojego zespołu – dwie bramki i dwie asysty w czterech spotkaniach MŚ. Po drugiej stronie barykady jest Griezmann, równolatek Belga, który pełni podobną rolę w zespole Didiera Deschampsa, choć zaczął się z niej skutecznie wywiązywać dopiero w fazie pucharowej. Patrząc na kadry obydwu zespołów widać dużo podobieństw. Wcześniej wymieniony duet Hazard – Griezmann, środkowi napastnicy – Giroud i Romelu Lukaku – bazujący na sile fizycznej, ale zdolni też brać grę na siebie. Idąc dalej, skuteczni pod bramką przeciwników obrońcy Varane, Benjamin Pavard vs Jan Vertonghen i Thomas Meunier (w półfinale nieobecny z powodu nadmiaru żółtych kartek) – kto śledzi Ligue 1, ten wie, że ten drugi Belg lubuje się w efektownych bramkach z dystansu – ale również bramkarze, mający za sobą kluczowe interwencje w tym turnieju.  Co do samej gry i pomysłów na zaskakiwanie przeciwników również można dostrzec zbieżność – niesamowicie skuteczne kontrataki oparte na błyskotliwych skrzydłowych i skutecznie wykonywane stałe fragmenty gry. 

Choć zarówno Belgia, jak i Francja naszpikowane są genialnymi indywidualnościami, trenerzy obydwu drużyn na konferencjach przedmeczowych podkreślają, że takie postaci jak Hazard czy Mbappé to bonus uzupełniający świetnie funkcjonujące zespoły i nie można w ocenie ekipy koncertować się tylko na przodujących jednostkach.

Skupiając się na wyjściowej jedenastce, nie można zapomnieć o wręcz niezwykłych możliwościach rotowania składem bez zmniejszania jego siły. W tym aspekcie lepiej jak na razie prezentują się podopieczni Roberto Martineza – patrz mecz z Japonią, gdzie o wyniku zadecydowali wchodzący z ławki Marouane Fellaini i Nacer Chadli – ale błędem byłoby nie docenić graczy takich jak Nabil Fekir, Thomas Lemar czy Florian Thauvin.

Przedwczesny finał już o 20:00. Stawianie na jedną bądź drugą ekipę jest ryzykowne, ale jedno jest niemal pewne, obejrzymy otwarty mecz, w którym żadna z drużyn nie będzie bunkrować się w polu karnym w oczekiwaniu na przeciwnika. Serce mówi „Les Bleus”, rozum wstrzymuje się od odpowiedzi.

Michał Bojanowski
(@Bojanowski33)