Niebieski dziennik #5: Francja vs Chorwacja, czyli ostatnie starcie

To znowu się stało. Dwa lata temu Francja dotarła do finału mistrzostw Europy 2016. Teraz Les Bleus ponownie wkraczają w chwale w ostatnią fazę zmagań.


Mecz z Belgią, zapowiadany jako przedwczesna batalia o pierwsze miejsce, nie był spotkaniem wybitnie porywającym. Porównanie do szalonego 4:3 z Argentyną wypadłoby dla półfinału mocno niekorzystnie pod względem piłkarskich emocji, jednak za stworzenie wielkiego widowiska medali nie przyznają. Za pokonanie jednej z najlepszych reprezentacji na świecie (aktualnie trzecia pozycja w rankingu FIFA i to samo miejsce na mundialu) i owszem.

Przede wszystkim trzeba podkreślić, że Belgowie dojrzeli. Niesamowite pokolenie, które w imponującej liczbie zachwyca kibiców Premier League, wreszcie przekroczyło etap ćwierćfinału, który był dla nich nieprzekraczalną barierą na dwóch ostatnich wielkich turniejach. Podczas tegorocznego mundialu przegrali tylko z Francją, a zdobywcę czwartego miejsca, reprezentację Anglii, pokonali dwukrotnie – zarówno w fazie grupowej, jak i w meczu o brąz.

Twarda obrona

Co ważne, to było już czwarte spotkanie francuskiej kadry na tym mundialu bez straty gola. Jedyne dwie wpadki formacji defensywnej to wspomniany wcześniej radosny futbol w meczu z Argentyną, a także jedna stracona bramka w meczu z Australią, która w całości idzie na konto Samuela Umtitiego. Stoper zaprezentował wtedy imponujące zdolności siatkarskie w swoim polu karnym i być może Laurent Tillie, trener francuskiej kadry w tej dyscyplinie sportowej, był pod wrażeniem, jednak sędzia nie wykazał się podobnym zainteresowaniem i wskazał na jedenasty metr.

Ten sam Umtiti, który na tych mistrzostwach zbierał opinie raczej niezbyt pochlebne, w półfinale pokonał w pojedynku główkowym Fellainiego i wprowadził w stan euforii cały kraj.  Jak widać, nawet jedno z najsłabszych dotychczas ogniw francuskiej kadry stało się elementem przechylającym szalę zwycięstwa. Na tym polega siła Les Bleus – zawodników mogących przesądzić o losach meczu tam nie brakuje.  Wydaje się więc, że Francuzi muszą na tych mistrzostwach sięgnąć po ponad sześciokilogramowe trofeum. Tym bardziej że udało się zatrzymać najskuteczniejszą ofensywę tych mistrzostw. Została jednak jeszcze jedna drużyna, która jest w stanie pokrzyżować plany podopiecznym Deschampsa.

Gra w kratkę

Nazwanie obecności Chorwatów w finale sensacją nie będzie chyba nadużyciem. Jasne, to silna reprezentacja z wybitnym środkiem pola, jednak to któraś z drużyn ze zbioru: Brazylia, Niemcy czy Hiszpania miała według przewidywań rzucać rękawicę Francuzom. Vatreni wygrali jednak naprawdę wymagającą grupę, pokonując Nigerię i Islandię, a w najbardziej elektryzującym spotkaniu demolując Argentynę 3:0. Chorwaci po grupowym triumfie nie próżnowali i prawdopodobnie spędzili dużo czasu między meczami na wszelakie modły i rytuały i te odniosły oczekiwany skutek, ponieważ ich droga do finału okazała się zaskakująco łatwa. Nie oszukujmy się, Dania, Rosja i obecna Anglia to nie są ekipy, przed którymi drży cały futbolowy świat. Idąc o krok dalej – jeżeli właśnie takich rywali miałaby mieć Polska kadra w fazie pucharowej, to przed mistrzostwami zdecydowana większość, jeżeli nie wszyscy, powtórzyłaby mało elegancki cytat z Franza Smudy, który na łamach można tylko sparafrazować: „Są słabi, ogramy ich”.

Chorwaci trafili więc na autostradę do finału, jednak spędzili wyjątkowo dużo czasu na postojach i tankowaniach, gdyż wszystkie ich mecze w fazie pucharowej trwały 120 minut, z czego dwukrotnie o awansie decydowała seria jedenastek.  Mimo stosunkowo łatwej drogi trzeba jednak zaznaczyć, że podopieczni Dalicia na taką trasę przygotowali się bardzo rzetelnie, a do wyprawy nie zabrali zdezelowanego gruchota, a klasową maszynę marki Rimac.  Przenosząc motoryzacyjne paralele na grunt piłkarski – po pierwsze wyszli z trudnej grupy z kompletem punktów (co powtórzyły jedynie ekipy Urugwaju i Belgii), a po drugie zbudowali naprawdę ciekawą drużynę, z niesamowitym silnikiem o napędzie na dwóch pomocników ModrićRakitić.

Nie tylko Modrić

Trudno wyobrazić sobie reprezentację Chorwacji bez generała, serca zespołu. Luka Modrić to jeden z faworytów do zgarnięcia tytułu MVP mistrzostw. Są też głosy, że w przypadku zdobycia trofeum z reprezentacją ma szansę realnie powalczyć o Złotą Piłkę za ten rok. Świetny w defensywie, rozegraniu, potrafi uderzyć z dystansu – ten zawodnik to prawdziwy skarb, który z roku na rok jest coraz bardziej doceniany, czego apogeum możemy dostrzec teraz. Czy może przerwać hegemonię duetu Messi/Ronaldo i jednocześnie pomścić wybitnych kreatorów, Iniestę czy Pirlo, którzy nie doczekali się wygranej w plebiscycie na najlepszego gracza na świecie? Możliwe. Ale chyba tylko wtedy, kiedy to Chorwaci odbiorą złote medale mistrzostw świata, a do tego jeszcze trochę brakuje. Modrić może jednak liczyć na wydatną pomoc w środku pola piłkarzy takich jak Rakitić czy Brozović, a w odwodzie jest jeszcze jego klubowy kolega Kovacić.

Duet LovrenVida radzi sobie imponująco, pierwszy z nich dumnie ogłasza się „jednym z najlepszych obrońców na świecie”, z kolei w przypadku drugiego jego klub, Besiktas, może liczyć na oferty kilku ekip, mówi się o poważnym zainteresowaniu Liverpoolu. Na bramce swoje robi Subašić, który obronną ręką wyszedł już z dwóch konkursów jedenastek, więc przy scenariuszu 120 minut plus dogrywka Chorwacja będzie miała małą przewagę.

W ataku nazwiska wcale nie odstają od reszty drużyny, Mandzukić to zawodnik z ugruntowaną pozycją w światowej piłce, tak samo Perisić wnosi spodziewaną przed mistrzostwami jakość. Pozytywnym zaskoczeniem jest za to Rebić, który przed turniejem nie był postacią powszechnie znaną. To zmieniły te mistrzostwa, ponieważ skrzydłowy prezentuje się znakomicie i już teraz można znaleźć informacje o poważnym zainteresowaniu Bayernu Monachium, który prowadzi Niko Kovac. Szkoleniowiec ten przeszedł do Bawarii z Eintrachtu, którego zawodnikiem jest właśnie Rebić, wydaje się więc, że jego rodak może obrać podobny kurs już w niedalekiej przyszłości.

Uniknąć déjà vu

 Francuzi zrobią wszystko, by uniknąć powtórki sprzed dwóch lat. W szatni po meczu z Belgią Didier Deschamps i Blaise Matuidi mieli tonować radość drużyny.  Trener przypominał podopiecznym: – Po mundialu ludzie pamiętają tylko o zwycięzcach. Nikt nie pamięta finalisty. Doświadczony pomocnik krzyczał z kolei do celebrujących kolegów: – Przed nami jeszcze jeden mecz! 

Na przedmeczowej konferencji prasowej Paul Pogba także sporo mówił o nauczce z finału Euro: – Rzeczywiście myśleliśmy wtedy, że po pokonaniu Niemców w zasadzie jesteśmy już mistrzami – to był dla nas prawdziwy finał. Szanowaliśmy Portgualię, ale przez ich drabinkę… Nie popełnimy tego błędu. Poznałem smak przegranego finału i nie chcę tego powtórzyć. Gwiazdor nawiązał także do porównań z mistrzowską drużyną z 1998 roku: – Chorwacja nie ma gwiazdy [za mistrzostwo świata – przyp. red.] i chce ją zdobyć. Ale ja też jej nie mam. Jest na koszulce, ale ja jej nie wygrałem.

Wielki finał zmagań już dziś o 17:00. Wydaje się, że to Francuzi są faworytem tego spotkania, jednak Pogba starał się również kwestionować takie podejście: – Jak dla mnie, nie jesteśmy faworytami. Nie zapomnieliśmy o wątpliwościach wobec nas na początku turnieju.

Didier Deschamps i jego piłkarze gwarantując Francji trzeci finał mundialu w ciągu 20 lat dokonali już czegoś wielkiego, ale dopiero dziś zagrają o miejsce w historii francuskiego i światowego futbolu. Allez les Bleus!