Niebieski dziennik #6: Druga gwiazdka!

Zwycięzców się nie sądzi? Bzdura! Nie ma powodu, by po wygranym mundialu nie rozliczyć Trójkolorowych – choćby po to, by jeszcze raz przeżyć ten wyjątkowy miesiąc i prześledzić drogę po drugą gwiazdę. Na podsumowanie składają się dwie części: oceny poszczególnych elementów zwycięskiej układanki i krótkie wspomnienie punktów zwrotnych turnieju.

Oceny

Hugo Lloris 8
liczba turnieju: 104 – dzięki występowi w finale rozegrał w kadrze o jeden mecz więcej niż Didier Deschamps

Kapitan reprezentacji w przededniu turnieju zapowiadał się na jeden z jej najsłabszych punktów. W sparingach popełniał błędy, które tylko pogłębiały obawy po przeciętnym sezonie w klubie. Gdy przyszedł czas gry o stawkę, okazał się jednak niezawodny. Przez większość czasu nie był niepokojony, ale właściwie w każdym meczu, od Australii po Chorwację, zdobywał się na choć jedną popisową paradę, bez której rozgrywka mogłaby się potoczyć zupełnie inaczej.

Benjamin Pavard 7.5
liczba turnieju: 31 – jeszcze nigdy, na żadnym poziomie (U19, U21, seniorzy) nie przegrał meczu w kadrze

Największy zwycięzca turnieju. Przyjeżdżał do Rosji jako zmiennik Djibrila Sidibé, pozbawiony szans występów. Kiedy okazało się, że kolano piłkarza Monaco po kontuzji nie zregenerowało się wystarczająco dobrze, wskoczył do jedenastki i w żadnym momencie nie dał powodu, by na dalszych etapach turnieju zastąpić go starszym graczem. W starciach z dynamicznymi skrzydłowymi zdarzały mu się drobne pomyłki i faule w niebezpiecznych strefach. Wpadki przyćmił jednak pierwszoplanową rolą w jednej z najlepszych scen mundialu. To dzięki niemu Francja przegrywała na turnieju przez zaledwie 9 minut – tyle czasu dzieliło w 1/8 finału szczęśliwe trafienie Gabriela Mercado i przepiękną bramkę Pavarda na 2:2. Poza boiskiem skromny i wycofany, szybko stał się – bok N’Golo Kanté – ulubieńcem szatni.

Samuel Umtiti 7.5
liczba turnieju: 89,4% – był najcelniej podającym z podstawowych graczy Les Bleus na MŚ 2018

Fatalnie zaczął turniej – niewytłumaczalnym zagraniem ręką podarował Australii rzut karny, przez który Francja do końca nie była pewna zwycięstwa w otwierającym spotkaniu. W kolejnych spotkaniach także popełnił kilka pomniejszych błędów, ale z każdym meczem powoli przybierał na pewności. W półfinale rozegrał swój najlepszy mecz w niebieskiej koszulce i przypieczętował go golem na wagę awansu.

Raphaël Varane 8.5
liczba turnieju: 630 – jako jedyny Francuz rozegrał maksymalną liczbę minut na MŚ 2018

Jeden z liderów mistrzowskiej reprezentacji. Najrówniejszy gracz linii obronnej Les Bleus – rozegrał niemal bezbłędny turniej. W ćwierćfinałowym starciu z Urugwajem popisowo rozprawił się z demonami przeszłości: cztery lata temu przegrany pojedynek Raphaëla przy rzucie rożnym z Matsem Hummelsem przesądził o powrocie Francuzów do domu, a tym razem jego główka zapewniła bilet do kolejnego etapu. Był jednym z najmocniejszych punktów także w szatni: to on jako ostatni zabrał w szatni głos w przerwie finału i, tak jak na boisku, emanował wówczas nienaturalnym dla 25-latka spokojem.

Lucas Hernández 7.5
liczba turnieju: 15 – najczęściej faulowany obrońca MŚ 2018

Podobnie jak Benjamin Pavard, skorzystał na fizycznych brakach piłkarza, dla którego miał być zmiennikiem. Chociaż Benjamin Mendy nie prezentował się w sparingach źle, na ostatniej prostej zwyciężyło piętno długiej walki o powrót do zdrowia. Lucas wykorzystał szansę do maksimum, ze sporym zyskiem dla drużyny. Nie błyszczał w ofensywie tak jak dobrze dysponowany Mendy, ale doświadczenie z gry na środku obrony wzmocniło formację Les Bleus, a przyswojony w Atlético cynizm dał Francji kilka dobrych okazji z rzutów wolnych.

Kylian Mbappé 8.5
liczba turnieju: 32 – najwięcej udanych dryblingów w historii francuskich występów na MŚ*

Złoty dzieciak udźwignął ciężar numeru 10. W fazie grupowej „wcisnął” Peru zwycięskiego gola, a przeciwko Argentynie dał koncert, który przejdzie do historii mundiali, czym symbolicznie przyćmił Leo Messiego. W kolejnych meczach, z lepiej zorganizowanymi i świadomymi zagrożenia rywalami nie szło mu tak rewelacyjnie, ale nawet pod podtrójnym kryciem potrafił popisać się szybkością albo efektownym zagraniem godnym zawodnika najwyższej klasy. Nawet w ostatnich minutach spotkań nie zostawiał rywalom szans w sprinterskich pojedynkach. Turniej spuentował bramką w finale, która uczyniła go ex aequo z Antoinem Griezmannem najlepszym strzelcem mistrzów.

N’Golo Kanté 8.5
liczba turnieju: 52 – odzyskał najwięcej piłek w historii francuskich występów na MŚ*

Talizman. Ani świetna gra obronna zespołu, ani eksplozja umiejętności Paula Pogby nie byłyby możliwe bez jego pracy. Jak w Caen, jak w Leicester i jak w Chelsea – był wszędzie, zawsze na czas, niemal w kilku kopiach. Zgodnie z przyśpiewką, która stała się hitem wśród kibiców i samych reprezentantów, w meczu z Argentyną pożarł Messiego – a pozostałe występy wcale nie odstawały poziomem od tamtego. Gdyby nie rozczarowująca postawa w finale, uzasadniona problemami żołądkowymi, byłby bezapelacyjnym MVP turnieju.

Paul Pogba 8
liczba turnieju: 78 – zagrał najwięcej celnych podań w ostatniej tercji boiska ze wszystkich graczy Les Bleus

Mistrzostwa zmieniły wszystko w postrzeganiu jego roli w reprezentacji. Do Rosji wyjeżdżał jako przeceniany gracz, do którego trudno dobrać właściwy system gry i który ciągle nie zagrał dla Les Bleus wielkiego meczu. Wraca jako król środka pola, strzelec decydującego gola w finale, przywódca mistrzowskiego zespołu i facet, który „dabował” z prezydentem Francji. Przyjemnością było obserwować, jak z każdym meczem rośnie i z piątego koła u wozu przeistacza się w jego napęd. Na boisku nareszcie zrównoważył odwagę ze skutecznością i oszczędnością. Równie mocno zaimponował rozwojem poza boiskiem. W fazie pucharowej porywał zespół spójnymi, płomiennymi przemowami przed i po spotkaniach. W każdym meczu przysługiwał się drużynie inaczej: przeciwko Argentynie odzyskał dwa razy więcej piłek niż jakikolwiek inny Francuz (10), przeciwko Urugwajowi wygrał najwięcej pojedynków (14) w ostatnich 20 latach pucharowych meczów MŚ Francji, a w pierwszym i ostatnim spotkaniu o wynikach przesądzały jego strzały.

Blaise Matuidi 8
liczba turnieju: 6 – przeciwko Belgii zaliczył najwięcej odbiorów w mundialowym meczu Francji od czasu Didiera Deschampsa (MŚ 1998 vs ITA)

Jeden z elementów stabilizujących układankę Deschampsa. Jako lewy pomocnik w niesymetrycznym 4-4-2 rozwiązał trapiący trenera od miesięcy dylemat między systemem stawiającym w centrum Griezmanna, a oferującym dodatkowe zabezpieczenie Paulowi Pogbie. W praktyce był równocześnie lewym i środkowym pomocnikiem. Kiedy po debiutanckim w nowej roli meczu z Peru dowiedział się, że prasa oceniła go ledwie na „tróję”, asystent Deschampsa Guy Stephan pośpieszył ze wsparciem: „według nas zagrałeś taki mecz, jakiego od ciebie chcieliśmy”. W istocie, wierny żołnierz trenera wykonywał rozkazy co do słowa.

Antoine Griezmann 8.5
liczba turnieju: 12 – miał udział przy największej liczbie goli dla Francji w fazach pucharowych wielkich turniejów w ostatnich 50 latach

Najdłużej szukał w Rosji gruntu pod nogami. Fazę grupową przewegetował – wszyscy oczekiwali strzeleckiej rozgrzewki przed wielkimi rywalami, a tymczasem Griezmann miał problem z najprostszymi zagraniami. Tak jak Pogba, rozkręcał się z każdym meczem: błędy stopniowo wypierały coraz lepsze zagrania. Skutecznie dryblował, ciężko pracował w defensywie, ale jego siłą okazały się stałe fragmenty: tak asystował przy bramkach w ćwierć- i półfinale oraz sprowokował samobójczego gola Mario Mandżukicia w finale. Ssystami na wagę złota Antoine wkroczył na firmament trójkolorowych gwiazd.

Olivier Giroud 7.5
liczba turnieju: 44 – stoczył najwięcej pojedynków w powietrzu w historii francuskich występów na MŚ*

Najbardziej oczywista liczba nie stoi po jego stronie: zakończył turniej bez choćby jednego gola. Strzelaniem zajęli się jednak inni: Giroud pełnił niewdzięczną rolę pierwszego obrońcy i tarana tworzącego przestrzeń dla zwinniejszych kolegów. Po tym jak Francja wypadła pod jego nieobecność w pierwszym spotkaniu, selekcjonerowi przez myśl nie przeszło sadzać go na ławce. Walczył za dwóch, absorbował obrońców (często kilku naraz) i odbierał piłki na całej długości boiska. Najlepsze spotkanie rozegrał w ćwierćfinale przeciwko Urugwajowi, kiedy zupełnie zdominował Diego Godina i Jose Gimeneza, a także odzyskał więcej piłek od N’Golo Kanté. Przed porównaniami ze Stephanem Guivarc’hem i tak broni go całościowy dorobek w kadrze, a złota nie zamieniłby na kilka dodatkowych goli.

Corentin Tolisso 6.5
liczba turnieju: 195 – żaden zmiennik w kadrze Deschampsa nie rozegrał na turnieju więcej minut

Odegrał dwie epizodyczne role. W pierwszej – z Australią – wypadł grubo poniżej oczekiwań. Jego dobra forma przed turniejem była jednym z argumentów za przejściem do 4-3-3. Nie sprawdził się Tolisso, nie sprawdził się system. W ćwierćfinale dostał drugą szansę: zastąpił w roli lewego pomocnika zawieszonego Blaise’a Matuidiego. Z trudnym zadaniem poradził sobie zadowalająco. Nie był tak skuteczny jak starszy kolega, ale dopilnował, by jedyna zmiana w żelaznym ustawieniu nie okazała się słabym punktem zespołu.

Steven N’Zonzi 7
liczba turnieju: 0 – w 141 minutach gry na mundialu nie popełnił ani jednego faulu

Był największą niespodzianką w 23-osobowej kadrze, a okazał się jednym z dwóch najcenniejszych rezerwowych. W meczu z Danią i przy okazji kolejnych wejść z ławki grał oszczędnie i elegancko, ale nie przyciągał dużej uwagi. Na największą pochwałę zapracował zmieniając na 35 minut przed końcem finału źle dysponowanego Kanté. W najważniejszym meczu zagrał niemal bezbłędnie i pozwolił drużynie „zamknąć” mecz.

Didier Deschamps 9.5
liczba turnieju: 2 – tyle gwiazd za mistrzostwo świata przysporzył Francji jako piłkarz i trener

Nazwanie go ojcem sukcesu nie będzie ani trochę przesadzone. Przez sześć lat pracował, by odbudować rozbitą, zdemoralizowaną i powszechnie nielubianą reprezentację Francji, a mistrzostwo to oczekiwana nagroda za tę pracę. Sprawnie przemeblował zespół po przegranym finale i wypracował idealną równowagę między sprawdzonymi nazwiskami, a młodzieżą. Zbudował pozbawioną szkodliwych podziałów zgraną grupę, a w trakcie turnieju niemal bezbłędnie nią pokierował. Trwał przy Paulu Pogbie nawet gdy wygwizdywali go kibice, a w przededniu turnieju nie bał się postawić na niedoświadczonych Pavarda i Hernándeza. Po pierwszym spotkaniu wycofał się z błędnej selekcji i opracował nowe ustawienie zespołu, które okazało się trafionym w dziesiątkę. Trzymał drużynę żelazną ręką, choć nie bez wyczucia – u poprzednich selekcjonerów spór o taktykę po słabym spotkaniu czy wypad kadrowiczów do klubu po meczu 1/8 finału skończyłyby się zapewne eskalacją i tragedią. Stworzył drużynę na obraz ekipy Aimé Jacqueta, z którą wygrywał poprzedni tytuł – ale lepszą.

Droga do złota w sześciu scenach

1. Ręka Samuela Umtitiego w meczu z Australią

Francja mimo kiepskiej gry w końcu wyszła w pierwszym spotkaniu na prowadzenie, a zaraz potem Umtiti dopuścił się niewytłumaczalnego zagraniu, które przejdzie do historii. Karny, gol, remis i niepewność do samego końca. Ilu ludzi musiało wtedy pomyśleć: „nie, to nie może być przyszły mistrz świata”. Żaden podstawowy gracz Les Bleus nie przeszedł między pierwszym a siódmym meczem dłuższej drogi.

2. Gol Benjamina Pavarda przeciwko Argentynie

Najpiękniejsza bramka turnieju. Zdobyta przez najbardziej zaskakującego strzelca. W najważniejszym momencie. Przepiękny strzał chłopaka, który miał być meblem na ławce rezerwowych wyciągnął Francuzów z najgłębszego dołka w jakim znaleźli się przez całe mistrzostwa. Całe widowisko było jednym z najlepszych na tym mundialu, a mecz należał do Kyliana Mbappé – to także będą symbole zwycięstwa – ale najbardziej ikoniczny obrazek należy do Pavarda.

3. Incydent z gaśnicą

Po zwycięstwie nad Argentyną Deschamps pozwolił piłkarzom na wyprawę do klubu nocnego, do Moskwy. Najciekawsze wydarzyło się po powrocie kadrowiczów do Istry, o 4 nad ranem. Grupa reprezentantów pod kierunkiem Pogby wdzierała się do kolejnych pokojów kolegów i w ramach niewybrednego żartu wywracała ich dobytek do góry nogami. Akcja zatrzymała się na drzwiach Adila Ramiego, który – według własnej relacji – był pochłonięty grą w „Fortnite”, ubrany wyłącznie w… słuchawki na głowie, i nie miał ochoty paść ofiarą kumpli. Ruszył więc na intruzów z gaśnicą, którą zupełnie nie umiał się posługiwać. Pogrążył korytarz we mgle i uruchomił alarm przeciwpożarowy, co skończyło się interwencją straży i ewakuacją wszystkich gości. W tym wybudzonego, wyprowadzonego przed hotel w piżamie Didiera Deschampsa. Abstrakcyjna scena nie przeszkodziła Francji w rozegraniu kilka dni później najbardziej zdyscyplinowanego, kompletnego meczu na turnieju.

4. Przemowa Paula Pogby przed Urugwajem

To wtedy Pogba na dobre przejął rolę wodza i pokazał, że nie jest tylko prowodyrem hotelowych wygłupów. Tuż przed ćwierćfinałem zabrał w szatni głos i krzyknął: – Nie ma odwrotu! Spotkamy się 15 lipca [w dzień finału], wszyscy razem! Razem! Potem zwrócił wzrok na podpierającego ścianę, zawieszonego Matuidiego: – Dziś Blaise siedzi na ławce. Jest zdegustowany. Chciałby być na boisku bardziej niż ktokolwiek inny. Walczymy dla takich jak on! Oglądając nagranie z szatni czuć, że dzieje się coś wyjątkowego.

5. Kontrolowana radość po półfinale

Od startu fazy pucharowej jasne było, że największe wyzwanie czeka Les Bleus w półfinale. Tam rywalem miała być Brazylia, jednak ekipę Neymara niespodziewanie zatrzymała Belgia. Skoro w drugim półfinale mierzyły się Anglia i Chorwacja, dominowało poczucie, że to Czerwone Diabły awansowały do miana najtrudniejszego rywala w drodze po złoto. Po ostatnim gwizdku Les Bleus musieli się postarać, by nie popełnić błędu z Euro i nie udekorować się medalami zawczasu. W szatni nastroje tonowali przede wszystkim chłodny i rzeczowy Deschamps oraz Blaise Matuidi, krzyczący w twarze świętujących kolegów: – Przed nami jeszcze jeden mecz!. Mecz o nieśmiertelność miał się odbyć za niecały tydzień, ale w głowach Francuzów zaczął się rozgrywać w tamtym momencie – i objęli szybkie prowadzenie.

6. Czwarta bramka przeciwko Chorwacji

Do tamtego momentu Francuzi przeszli w finale wszystko: szczęśliwe prowadzenie po „samobóju” Mandżukicia, wyrównanie, karny po interwencji VAR, zejście kluczowego piłkarza i w końcu gol Pogby, który dał im oddech, ale to trafienie Mbappé pozwalało w końcu w myślach wymówić to zdanie z przekonaniem: „Francja jest mistrzem świata”. Gol nastolatka przypieczętował zwycięstwo, spuentował turniejowy występ samego Kyliana, a zarazem przypomniał, że siłą Les Bleus są dziś kadrowicze, dla których to dopiero początek przygody z niebieską koszulką. Jak tacy zaczynają na Polach Elizejskich, to gdzie skończą?