MŚ: Obsesja drugiej gwiazdki

Co za radość! Reprezentacja Francji zwycięzcą mundialu! Czy możecie w to uwierzyć? Po tym, co zobaczyliśmy możemy umierać spokojnie, oczywiście jak najpóźniej – te słowa francuskiego komentatora po zwycięstwie Trójkolorowych przeszły do legendy. Dwadzieścia lat później Les Bleus pod wodzą Didiera Deschampsa znów zapisali się na kartach historii, jednak tym razem wszystko wydawało się być z góry zaplanowane. Francuzi jechali do Rosji jako faworyci i zdołali ten status potwierdzić na boisku. Pomimo tego, w kraju znad Sekwany znów wybuchła euforia i cały kraj, podobnie jak dwadzieścia lat wcześniej, oszalał na punkcie futbolu.


Nadsekwański początek lata ma zapach lipca 1998 roku. I will survive śpiewała Gloria Gaylor, a jej piosenka stała się oficjalnym hymnem reprezentacji Francji z przełomu wieków. Les Bleus przetrwali. Z wyszydzanego przed mundialem zespołu na przestrzeni kilku tygodni na kilka lat stali się dominującą siłą w światowym futbolu. Kto inny niż kapitan Deschamps mógłby być lepszym łącznikiem pokoleń? Ówczesny kapitan i dzisiejszy selekcjoner połączył dwie złote generacje w historii francuskiej piłki nożnej. Powtórzyć sukces z 1998 roku, gdy ich rodacy zostali najlepszymi piłkarzami na świecie – to zdecydowanie był leitmotiv ostatnich tygodni i miesięcy dla selekcjonera, piłkarzy i sztabu. W odróżnieniu od pierwszego zwycięstwa na MŚ, tym razem końcowy sukces był wyczekiwany przez większość futbolowych miłośników i kibiców znad Sekwany. Droga do zdobycia drugiej gwiazdki na reprezentacyjnym trykocie była niemal z góry napisana i trudno byłoby wymyślić lepszy scenariusz. Oczekiwania wzrastały wraz ze zbliżającą się okrągłą rocznicą sukcesu z 1998 roku. Równo 20 lat później, zespół Didiera Deschampsa miał powtórzyć wynik i leciał do Rosji w gronie ścisłych faworytów imprezy.

Głód sukcesu był ogromny, zwłaszcza po przegranym u siebie finale Euro 2016. Porażka z Portugalią stała się siłą napędową tego zespołu, o czym sami piłkarze mówili regularnie w Rosji na konferencjach prasowych. – Znam smak porażki w finale, nie lubię go, jest bardzo gorzki. Do tego finału przygotujemy się inaczej niż dwa lata temu. Chcemy dobrze zakończyć turniej, z uśmiechem na twarzy – wyznał przed finałem Paul Pogba. Z kadry, która na ME we Francji zajęła ostatecznie drugie miejsce do Rosji poleciało dziewięciu piłkarzy, z czego siedmiu z nich to etatowi zawodnicy w zespole Deschampsa. Ostatecznie Trójkolorowi dostali szansę rewanżu, odegrania się na historii i nie zawahali się z niej skorzystać.

Futbolowe déjà vu

Pompowanie balonika zaczęło się już kilka miesięcy przed rozpoczęciem rosyjskiego turnieju. Wszystko za sprawą bohaterów z francuskiego mundialu. Mistrzowie z 1998 roku na początek czerwca zaplanowali oficjalne obchody dwudziestej rocznicy zwycięstwa w MŚ. 12 czerwca w podparyskim Nanterre zespół zameldował się niemal w komplecie – z wiadomych przyczyn zabrakło tylko Didiera Deschampsa, który wylatywał z zespołem do Rosji. Na U Arenie podopieczni Aimé Jacqueta zagrali swój ostatni mecz pokazowy, który był transmitowany na żywo we francuskiej telewizji. Podobnie jak dwie dekady wcześniej, tym razem również o dobre widowisko zadbał Zinedine Zidane. Legenda Trójkolorowych zdobyła przepiękną bramkę z rzutu wolnego, a jego zespół wygrał ostatecznie 3:2. W zespole rywali nie zabrakło wielkich nazwisk i piłkarskich legend sprzed lat. Roberto Carlos, Aldair, Figo, Stoiczkow, Vieri, Toldo, Simić, Morientes, Kluivert, Eto’o – oni wszyscy zdecydowali się odpowiedzieć na zaproszenie, by ostatni raz oddać hołd złotej kadrze. Mecz ten nie był jednak jedynym medialnym wydarzeniem związanym z obchodami dwudziestolecia France 98. Na tydzień przed pierwszym gwizdkiem mistrzostw, francuska stacja TF1 wyemitowała dwugodzinny reportaż ujawniający kulisy największego triumfu w historii francuskiego futbolu. Najlepsza z możliwych inspiracji na kilka dni przed inauguracyjnym meczem z Australią…

To, co francuscy kibice mogli oglądać w mediach zaczęło z czasem przenikać do rzeczywistości. Z każdym zwycięstwem na mundialu w Rosji wracały nie tylko wspomnienia z lata 98, ale tworzyły się też nowe. Przełomowym momentem był półfinałowy mecz z Belgią. Po zwycięstwie (1:0) i awansie do finału rosyjskiego turnieju, na ulicach Paryża i wielu miast przez całą noc trwała huczna feta. W stolicy świętowanie przeniosło się na Pola Elizejskie, gdzie setki tysięcy ludzi zebrały się by wspólnie bawić się po sukcesie Les Bleus. To właśnie na Avenue des Champs-Elysées fani Trójkolorowych świętują najważniejsze sukcesy sportowe, podobne sceny ostatnio widziano właśnie w lipcu 1998 roku… W dniu finału także nie zabrakło analogii do tamtych wydarzeń. Najsłynniejsza ulica świata została przemianowana na Avenue Deschamps Elysées, a Place de l’Étoile zyskało przydomek Place des deux étoiles – czyli plac dwóch gwiazdek w odniesieniu do zdobiącego trykot reprezentacji symbolu. Na Łuku Triumfalnym zaś, podobnie jak w 1998 roku, wyświetlono po kolei portrety nowych mistrzów świata.

Po wygranej z Chorwacją stolica Francji znów oszalała z radości. Tłumy świętowały sukces Les Bleus nie tylko na Polach Elizejskich, ale też na największych placach miasta. Bastille, République, Concorde – zaraz po końcowym gwizdku sędziego na ulicach zaczęła się feta, która dla wielu trwała aż do rana. Następnego dnia, sporą niespodziankę dla pracujących osób przygotowali pracownicy paryskiego metra. W nocy z niedzieli na poniedziałek aż sześć stacji zmieniło symbolicznie nazwy. Tym samym stacja Notre-Dame des Champs została przemianowana na Notre Didier Deschamps (Nasz Didier Deschamps) w nawiązaniu do obecnego selekcjonera Trójkolorowych. Na jego cześć przemianowano również stację Champs-Elysées – Clemenceau na Deschamps Elysées – Clemenceau. Przystanek Victor Hugo od zamienił się z kolei na Victor Hugo Lloris, honorując tym samym kapitana reprezentacji. Nie zabrakło też innych gier słownych. Stacja Bercy zmieniła nazwę na Bercy les Bleus, co miało kojarzyć się z hasłem Merci Les Bleus. Przystanek Avron zamienił się natomiast na Nous Avron Gagné, mającym się kojarzyć ze zdaniem Nous avons gagné (wygraliśmy). W końcu, jedna z najsłynniejszych stacji, Charles de Gaulle – Étoile zmieniła swoją nazwę na On a deux étoiles (mamy dwie gwiazdki). Co ciekawe, na podobny pomysł podczas trwania tego mundialu wpadli Anglicy, którzy podczas trwania imprezy przemianowali stację Southgate na Gareth Southgate, czyli imię i nazwisko ich selekcjonera.

Po bardzo głośnej nocy, piłkarze reprezentacji Francji wrócili do kraju już następnego dnia, w poniedziałek. Kadra ruszyła do stolicy, gdzie wspólnie z kibicami świętowała drugi tytuł Mistrza Świata. Podobnie jak dwadzieścia lat temu, tym razem również nie zabrakło triumfalnego przejazdu po Polach Elizejskich. Podczas parady nie zabrakło także myśliwców słynnej formacji Patrouille de France, które ułożyły na niebie trójkolorową flagę. Autobus z kadrą Trójkolorowych dojechał aż do Pałacu Elizejskiego, gdzie doszło do oficjalnego spotkania z prezydentem Emmanuelem Macronem i pierwszą damą. O dobrą atmosferę podczas wizyty u głowy państwa zadbał Paul Pogba, który wcielił się w rolę wodzireja. W pałacu prezydenckim Les Bleus z pucharem w rękach odśpiewali m.in. wspomniany wcześniej przebój I will survive. Historia zatoczyła koło – cytując pomocnika Manchesteru United, puchar po dwudziestu latach wrócił do domu.

Prezydent Kylian

Po finale z 1998 roku na ustach wszystkich było tylko jedno nazwisko – Zidane. To właśnie francuski mundial, a szczególnie jego występ w finale przeciwko Brazylii dał mu status żywej legendy Trójkolorowych. Do Rosji Francuzi jechali z wieloma gwiazdami, jednak ani Pogba ani Griezmann, choć także wpisali się na listę strzelców w finale, nie zostali namaszczeni na lidera tej kadry. Został nim Kylian Mbappé. Fenomenalny nastolatek z marszu stał się kluczowym elementem w układance Didiera Deschamps. 19-latek to również symbol nowej generacji, która nie zaznała szału piłkarskiego lata 98. Mbappé urodził się już kilka miesięcy po triumfie kadry Aimé Jacqueta pod koniec ubiegłego wieku. Medialny fenomen nastolatka oczywiście wykorzystali reklamodawcy. – 1998 był świetnym rokiem dla francuskiego futbolu, Kylian Mbappé przyszedł na świat – głosiło nawet jedno z haseł, celowo pomijając zwycięstwo Les Bleus na MŚ z tego samego roku. W mediach zaczęły się pojawiać głosy, że to właśnie napastnik Paris Saint-Germain może przerwać dominację Cristiano Ronaldo i Lionela Messiego w plebiscycie Złotej Piłki. – To niewyobrażalne. Finał mundialu to największe marzenie w życiu każdego piłkarza. Nie interesuje mnie Złota Piłka, wolę zdobyć Puchar Świata. Chcę móc zabrać puchar ze sobą do pokoju, przespać się z nim i świętować sukces ze wszystkimi Francuzami – przyznał po wygranym półfinale. W ciągu niespełna czterech lat, Mbappé przeszedł z debiutanta w seniorskiej piłki do statusu gwiazdy i aktualnego mistrza świata. Napastnik PSG jest również drugim najmłodszym piłkarzem w historii MŚ, który zdobył cztery bramki na tym turnieju. Lepszy wynik osiągnął tylko legendarny Pelé. W Rosji nikt i nic nie było w stanie zatrzymać nowej gwiazdy francuskiej piłki. Choć nie ukończył jeszcze dwudziestu lat, Kylian Mbappé wydaje się być już gotowy by przejąć tron po dekadzie dominacji duetu Messi-Ronaldo. – Bardzo się cieszę, że mogę świętować ten tytuł z naszym zespołem ale pamiętajcie że ja mam jeszcze całą historię do napisania, a to jest tylko jej początek – stwierdził 19-latek chwilę po wygranej z Chorwacją. Cała Francja nie może się doczekać kolejnych rozdziałów…

Jordan Berndt
(@JordanBerndt)
Tekst ukazał się w tygodniku Piłka Nożna (nr 30/2018)