Przewrót w księstwie. Czy Monaco przetrwa zmiany?

Żadna drużyna Ligue 1 nie przeszła latem tak wielkich zmian jak Monaco. Wicemistrz sprowadził aż dziesięciu nowych zawodników, pożegnał – siedmiu, i mógłby rozpocząć ligową kampanię jedenastką w co najmniej dwóch trzecich inną niż w zeszłym sezonie. Na pierwszy rzut oka nie wygląda jednak na to, że remont przyniesie nową jakość.

Monakijczycy znów zarobili horrendalne jak na francuskie warunki pieniądze. Nawet nie licząc sumy za ustalony od roku transfer Kyliana Mbappé, konto zasiliło około 180 milionów euro. Niemal setka trafiła już do innych klubów, ale nie da się oprzeć wrażeniu, że większość z tych posunięć obliczona jest na przyszłą, nie natychmiastową korzyść. Jeżeli któryś z diabelnie utalentowanych młodzieżowców nie wykaże się ponadplanową dojrzałością, Monaco może mieć kłopot z utrzymaniem poziomu, do jakiego przyzwyczajało w ostatnich latach.

Jeden do jednego?

Samo odejście Fabinho zostawiło w zespole wyrwę. Brazylijczyk był wszak sercem systemu Leonardo Jardima: uzupełniał obrońców, ubezpieczał drugiego środkowego pomocnika i zapewniał przejścia z obrony do ataku znakomitymi przerzutami oraz rajdami. Monaco nie zdążyło nawet odpowiednio zastąpić Tiemoué Bakayoko, a teraz straciło lepszą połówkę idealnego duetu. Co gorsza, do Anglii wyjechał też pełniący obowiązki tymczasowego następcy Bakayoko Joao Moutinho. Wicemistrz musi więc wymyślić swój środek pola na nowo.

W dodatku lewą flankę osierocił Thomas Lemar, najlepszy kreator drużyny (drugim w kolejności był… Moutinho). Kiedy dodać do tego, że w dniu zamknięcia angielskiego okna transferowego klub próbował oddać na wypożyczenie do Newcastle lewego obrońcę Jorge’a, okazuje się, że także lewa strona będzie w tym sezonie zupełnie inna. Niewykluczone zresztą, że również drugi bok obrony doczeka się przemeblowania, bo Djibril Sidibé nie może narzekać na brak zainteresowania, zaś Almamy Touré rzekomo stracił zaufanie trenera – odejście jednego z nich jest w świetle zakupu Ronaëla Pierre-Gabriela z Saint-Etienne w gruncie rzeczy przesądzone.

Tymczasem lista ściągniętych piłkarzy robi całkiem dobre wrażenie, ale nie daje prostych odpowiedzi na pytanie o kształt nowego zespołu. Na papierze wyglądało na to, że receptą na demontaż środka pola miały być przede wszystkim transfery Jeana-Eudesa Aholou ze Strasbourga i Pelé z Rio Ave – 24- i 26-latek to ewidentnie piłkarze kupieni „na już”, nie z myślą o rozwoju i zarobku w dalszej przyszłości. Aholou wpisuje się w koncepcję całkiem dobrze: potrafi grać w dwójce i trójce pomocników, specjalizuje się w przechwytach, a siłę uzupełnia imponującą jak na 186-centymetrowego gracza dynamiką – wygląda zatem na wyczekiwanego następcę Bakayoko. Gorzej z Pelé, który wprawdzie metryką przypomina Fabinho, ale poza tym, że jest sprawny technicznie i może pomóc w płynnym rozegraniu piłki wygląda na piłkarza niedopasowanego do defensywnych zadań jakie go czekają.

Pierwszy sprawdzian duet Aholou-Pelé oblał – w Trofeum Mistrzów PSG wygrało 4:0 i chociaż Iworyjczyk wyróżniał się indywidualnymi zagraniami, jako trzon środka pola gracze zawiedli: paryscy pomocnicy ogrywali ich w kompromitujący sposób. Nawet jeżeli w kolejnych meczach się poprawią, zostaje pytanie, gdzie w tym wszystkim miejsce dla najdroższego letniego zakupu ASM, Aleksandra Gołowina, oraz wciąż niewkomponowanego w zespół Youriego Tielemansa – wszak obaj piłkarze także najlepiej czują się w środku pola.

Młodości, dodaj im skrzydła

Belg jest ostatnio sprawdzany za plecami napastnika, w roli łącznika między pomocą atakiem. Gołowin zaś hipotetycznie mógłby wejść w rolę kreatywnego lewego pomocnika zwolnioną przez Lemara – czy tak będzie, okaże się dopiero za jakiś czas, bo Rosjanin w zaledwie trzecim dniu treningów w księstwie nabawił się kontuzji i opuści początek rozgrywek. W roli lewego skrzydłowego najlepiej czuje się jednak także sprowadzony za 20 milionów euro z Lyonu supertalent Willem Geubbels, a szansę obok Falcao w którymś momencie będzie przecież musiał dostać ściągnięty za jeszcze większą sumę Pietro Pellegri.

Na miejsce na skrzydłach będą zresztą czyhać inni młodzi-zdolni: mający za sobą dobry pre-sezon Samuel Grandsir (najlepszy przy prawej linii bocznej – wówczas lewe skrzydło mógłby przejąć Rony Lopes, bodaj jedyny obok Falcao pewniak w ofensywie Monaco) czy zabrani z Rennes Sofiane Diop i Wilson Isidor. Z dwójki wychowanków SRFC zwłaszcza Diop – drobniutki, odważny drybler, zdolny występować na każdej pozycji w pomocy – będzie się prawdopodobnie znajdował całkiem blisko pierwszej drużyny.

Fakt, że Gołowin, Tielemans, Geubbels czy Grandsir mogą być kandydatami do kilku różnych ról da się oczywiście odczytywać jako korzyść, ale historia najnowsza podrzuca inną, mniej korzystną dla szefów klubu interpretację: Monaco znów zgromadziło interesujących piłkarzy, na których wykorzystanie może nie mieć pomysłu.

Interes się kręci

Tak było z Adamą Diakhabym, który w zeszłym roku po transferze z Rennes sensacyjnie rozpoczął sezon jako partner Falcao, by z czasem być odsuwanym od zespołu i rzucanym na skrzydło. Podobny był casus Keity Baldé, który grywał u Jardima jako środkowy i podwieszony napastnik oraz skrzydłowy, ale w żadnej roli nie dano mu się zadomowić. Pierwszego po zaledwie roku nie ma już Stade Louis II, a drugi za kilka dni podąży jego śladami. Tak samo jak zrobili to Rachid Ghezzal i Terence Kongolo, co do których od początku można było mieć pewność, że się Monaco nie przydadzą. Algierczyk nie bez powodu został za darmo pożegnany przy Lyon, zaś dobrze zbudowany, ale mało dynamiczny Kongolo od pierwszego nie dnia nie wyglądał na dobrego kandydata na lewego obrońcę w układance Jardima.

Z perspektywy księgowego Ghezzal czy Diakhaby byli świetnymi posunięciami – w końcu klub zarobił – ale piłkarsko księstwo nie zyskało. Przebieg tegorocznego okienka także nosi niebezpieczne znamiona tego, że AS Monaco to przede wszystkim operacja biznesowa, która zaczyna spychać sport na zbyt daleki plan. Wciąż mają wielu ekscytujących zawodników i pewnie oglądanie ich gry nieraz będzie w tym roku dużą przyjemnością, ale stan na start ligi może niepokoić.

Z jednej strony czterech podstawowych środkowych pomocników, trzech klasowych prawych obrońców, dwa nastoletnie supertalenty za rekordowe pieniądze (45 milionów i 483 minuty zawodowej gry – oto bilans Pellegriego i Geubbelsa) oraz 300 milionów euro na koncie – z drugiej marniejący w oczach Andrea Raggi jako trzeci stoper, jeden pewny (także starzejący się) strzelec, brak jednoznacznego następcy Lemara i wrażenie, że Monaco AD 2018 jest słabsze od tego z ostatnich dwóch sezonów oraz od bezpośrednich rywali w nadchodzących rozgrywkach.

Eryk Delinger
(@E_Delinger)