Saint-Etienne na właściwej drodze

Zeszły sezon w wykonaniu AS Saint-Etienne był nieoczekiwaną sinusoidą. Od tragicznego okresu pod wodzą Oscara Garcii i Juliena Sablé’a, który skutkował walką o utrzymanie, do odrodzenia w nowym roku pod batutą Jean-Louisa Gasseta i kampanii dającej niemal miejsce w europejskich pucharach. Te rozgrywki zapowiadają się znacznie spokojniej i stabilnej, ale cel jest niezmienny – walka o czołową piątkę w Ligue 1.

W tym roku zima w Saint-Etienne była znacznie gorętsza niż zazwyczaj. Z załamaniem drużyny starał się walczyć nowy szkoleniowiec i niedawny asystent Juliena Sable, Jean-Louis Gasset. Władze klubu musiały zaryzykować w trakcie okienka transferowego, aby ratować ASSE przed walką o utrzymanie. Zaciąg doświadczonych zawodników – Mathieu Debuchy, Neven Subotić, Yann M’Vila, Paul-Georges Ntep – był zaskakujący, ale okazał się niezwykle skuteczny i przywrócił utytułowany klub na właściwe tory. Wiosenna kampania Gasseta wywindowała ASSE na siódmą lokatę w Ligue 1, co patrząc przez pryzmat poprzednich miesięcy było wynikiem wybitnym. Były trener Montpellier spełnił oczekiwania zarządu, pozostał na dotychczasowym stanowisku i dostał za zadanie przygotowanie AS Saint-Etienne do kolejnego sezonu.

Utrzymać status quo

Podstawowym zadaniem w ASSE na początku okienka transferowego było przedłużenie umów z zawodnikami, którzy sprawdzili się w poprzednich rozgrywkach. Mathieu Debuchy stał się synonimem odrodzenia Les Verts, dlatego naturalne było prolongowanie umowy do czerwca 2021 roku, co wobec 33-letniego zawodnika jest wyrazem ogromnego zaufania. Podobnie sprawa miała się z Yannem M’Vilą, który po pięciu latach w Rosji wrócił do ojczyzny, aby przypomnieć o swoim istnieniu. On również przekonał działaczy do przedłużenia umowy – na kolejne cztery lata. Na dłużej postanowiono związać się także z Kevinem Monnet-Paquetem, choć jego od dawna trzeba traktować głównie jako uzupełnienie składu.

Jak na razie niepowodzeniem zakończyła się próba wykupienia kolejnego czołowego zawodnika w zeszłym sezonie, Remy’ego Cabelli. Rozmowy między Olympique Marsylia a Sanit-Etienne trwają, ale kwota oczekiwana przez Olimpijczyków jest ponad możliwości ASSE. Ponadto Rudi Garcia widzi w Cabelli cennego zmiennika dla takich zawodników jak Payet, Ocampos czy Thauvin, ale wątpliwe, żeby taka funkcja spełniała oczekiwania francuskiego piłkarza. Były skrzydłowy Newcastle rozpocznie sezon w Marsylii, ale jego przyszłość do ostatnich dni okienka transferowego będzie stała pod znakiem zapytania.

Nie ilość a jakość

Saint-Etienne nigdy nie dysponowało dużymi środkami na transfery. Zawsze starało się na tyle zbilansować budżet, aby ewentualnie wydatki pokrywały pieniądze ze sprzedaży zawodników. Tak też jest w obecnym okienku, gdyż jedynym gotówkowym transferem było pozyskanie Wahbiego Khazriego z Sunderlandu. Zakontraktowanie Tunezyjczyka jest sporym sukcesem władz Zielonych – ofensywny piłkarz ma za sobą bardzo udane rozgrywki w barwach Rennes, gdzie strzelił dziewięć goli i walnie przyczynił się do awansu Czerwono-Czarnych do europejskich pucharów. Nieszablonowy, sprawdzony w Ligue 1 27-latek kosztował ASSE zaledwie siedem milionów euro. Jest to też wynikiem zawirowań w angielskim zespole, który zaliczył dwa spadki z rok po roku i desperacko szukał kupca.

Ciekawym posunięciem jest również ściągnięcie z meksykańskiej ligi mocno przykurzonego Timothée Kolodziejczaka. Obrońca z polskimi korzeniami ma wzmocnić i tak już stabilną defensywę Les Verts. Przy dość częstych absencjach kapitana Loïca Perrina i wąskiej kadrze zakontraktowanie byłego zawodnika Nicei i Sevilli może okazać się wyjątkowo trafną decyzją.

Wracając do bilansowania budżetu, nieunikniona była coroczna wakacyjna wyprzedaż, choć liczba sprzedanych zawodników i sumy za nich otrzymane są pokłosiem zeszłorocznych problemów drużyny. Z klubem pożegnało się dwóch bocznych obrońców: Ronaël Pierre-Gabriel (przeszedł do Monaco za 6 milinów euro) i Saidy Janko (FC Porto za 3 miliony euro), dodatkowo za zaledwie milion euro do Angers przeniósł się Vincent Pajot. Jednak najdotkliwszym osłabieniem Saint-Etienne jest bezgotówkowe odejście do Lille wychowanka, Jonathana Bamby. Choć w jego miejsce przyszedł Khazri, pozbycie się Bamby – i to za darmo! – może odbić się czkawką. W momencie, gdy Zieloni pikowali na dno tabeli, młody napastnik był jedynym, który potrafił się wybić na tle zawodzących kolegów. Będące w kolejnej przebudowie Lille nie pożałuje tego ruchu.

Na konferencji prasowej na kilka dni przed inauguracją sezonu Gasset potwierdził, że kilku zawodników odniosło kontuzję – Debuchy i Beric – i nie będą oni brani pod uwagę w pierwszych meczach sezonu. Tym samym Saint-Etienne straciło najlepszych zawodników minionego sezonu. Trener skomentował również obawy kibiców względem stosunkowo wąskiej kadry, jaką dysponuje aktualnie jego klub:

Zdaję sobie sprawę z małej liczby zawodników w kadrze, ale gracze tacy jak Debuchy czy Khazri gwarantują odpowiednią jakość, aby osiągnąć ustalone przez nas cele.

Pierwszy mecz sezonu z Guningamp pokazał, że Wahbi Khazri może być decydującą postacią, ale największym zaskoczeniem była dyspozycja lżonego przez ostatni rok Loisa Diony’ego – w zeszłym sezonie ten napastnik sprowadzony z Dijon za 10 milionów euro nie strzelił nawet jednego gola w Ligue 1 ani na wypożyczeniu w angielskiej Championship. Zeszłoroczny niewypał niespodziewanie wyszedł w pierwszym składzie w miejscu Bericia i zdobywając bramkę oraz notując asystę przy trafieniu Tunezyjczyka, zadecydował o zwycięstwie Les Verts na inaugurację.

Na zeszłoroczną wpadkę została spuszczona zasłona milczenia. Obecny projekt także budzi oczywiście obawy, bo pokładanie nadziei w tych samych, mimo wszystko mających najlepszy czas za sobą zawodnikach jest ryzykowne. Zieloni wykonali jednak kilka posunięć, które przynajmniej na papierze się bronią. Po roku chaosu przyszedł czas względnej stabilizacji, która ma być potwierdzona walką o europejskie puchary.

Michał Bojanowski
(@Bojanowski33)