Stoper potrzebny na wczoraj – sezon prawdy Lyonu

Trzecie miejsce Lyonu w poprzednim sezonie było zadowalającym wynikiem. Szczególnie, że dzięki triumfowi Atletico Madryt w Lidze Europy pozycja ta gwarantowała grę nie w eliminacjach do Ligi Mistrzów, a bezpośrednio w fazie grupowej. A trzeba pamiętać, że wszystko to poprzedzone było remontem generalnym składu.

Odeszli podstawowi zawodnicy tacy jak Lacazette, Tolisso, Gonalons, Valbuena czy Jallet, a także Mammana i Ghezzal, którzy również odgrywali w klubie istotne role. JeanMichel Aulas przeprowadził jednak imponujący transferowy szturm, sprowadzając do pierwszego składu cały szereg graczy: Marcelo, Ndombele, Mariano, TraoréMarçalaMendy’ego i Tete. Większość nabytków spełniła pokładane w nich nadzieje. Poprzednie okienko  zupełnie zmieniło jednak trzon drużyny.

Szkolenie przede wszystkim

Wcześniej pewniakami w pierwszym składzie byli Lopes, Fekir, Lacazette, Tolisso, Gonalons, a do kadry łapali się Gorgelin, Diakhaby, Grenier, Ferri czy Ghezzal. Z grona wychowanków przetrwali tylko Anthony Lopes Nabil Fekir, do składu wdarł się Houssem Aouar, ale poza tą trójką rola produktów akademii wyraźnie się zmniejszyła. To może nieco dziwić, biorąc pod uwagę słowa Bruno Génésio wypowiedziane w czerwcu 2016 roku podczas przedłużenia kontraktu:

Moim celem jest, aby na tablicy wyników widniały w 75% nazwiska zawodników wychowanych w klubie.

By w tym sezonie stało się to możliwe, Fekir musiałby zacząć chyba notować liczby na poziomie Leo MessiegoLes Gones zmienili więc koncepcję budowania drużyny, co jednak nie oznacza, że jest ona obecnie słabsza.

Obroną zdobywa się trofea

Obsada bramki jest właściwie niezmienna od kilku lat. Lopes, Gorgelin + numer 3, koniec. Ogromne zmiany zaszły w obronie. Na obu flankach są zawodnicy rozważani w kontekście najlepszego w lidze na swojej pozycji: Ferland Mendy i Leo Dubois Dodatkowo ich zmiennicy to również wysoka półka, odpowiednio Marçal i Tete, a w zanadrzu jest jeszcze Rafael, który może zagrać po obu stronach. Jeżeli więc na coś można narzekać, to wręcz na przesyt jakości – wcześniej mówiło się, że z klubem pożegna się Rafael, a ostatnio bliżej wylotu z klubu jest Fernando Marçal, który nie ma najlepszych relacji z trenerem.

Surrealizmem, którego nie ogarnąłby nawet Salvador Dali będzie, jeżeli na Parc OL nie zawita nowy środkowy obrońca.  O ile boki wyglądają więcej niż przyzwoicie, o tyle centralna część formacji defensywnej jest jak wrzód na zdrowym organizmie Lyonu. Marcelo to jedyny stoper, który w tym momencie jest na odpowiednim poziomie, choć nawet on nie ma za sobą perfekcyjnego sezonu.  Fakt, był dobry, jednak przesadna gloryfikacja wyczynów Brazylijczyka to pochodna bezpośredniego porównania z wyraźnie odstającym Morelem i dobrych wspomnień Polaków z występów Brazylijczyka w Ekstraklasie.

Sytuacji nie poprawią więc nastoletni Oumar Soler, przebranżowiony pomocnik Christopher Martins Pereira czy Mapou Yanga-Mbiwa, którego obecność w klubie jest tak wartościowa, jak polskich klubów w europejskich pucharach. Znalezienie optymalnego partnera dla Marcelo nie jest jednak sprawą łatwą.

Większość sił Lyon angażował tego lata właśnie w próby zakupu stopera. Abdou Diallo wybrał Borussię Dortmund, Duje Ćaleta-Car – Marsylię, a Yerry Mina – Everton. Padały też nazwiska takie jak Victor Lindelöf, Mamadou Sakho, David Lopez, Lucas Verissimo i Harold Moukoudi – a to chyba i tak nie wszyscy środkowi obrońcy, jacy byli łączeni z Lyonem. Teraz wydaje się, że najbliżej Francji są Ruben Dias, w sprawie którego pertraktacje trwają już dłuższy czas, i Rodrigo Caio, za którego podobno wpłynęła oferta w wysokości dziewięciu milionów euro. O tym pierwszym Génésio wypowiedział się nawet podczas konferencji przed meczem z Reims.

Z niecierpliwością czekam na przybycie nowego obrońcy. Ruben Dias mi się podoba. Jest agresywny, widać w nim jakość w wyprowadzaniu piłki.

Wydaje się więc, że chociaż do tej pory negocjacje idą jak po grudzie, to do końca sierpnia trener będzie miał do dyspozycji jednego, a może nawet dwóch nowych stoperów. Kłopotliwe, że w przypadku Diasa trudno mówić o negocjacjach – portugalski klub nie chce słyszeć o obniżce ceny i twardo trzyma się przy stanowisku „klauzula albo nic”. Nawet w obecnych, szalonych realiach rynku transferowego przeznaczenie 45 milionów euro na jednego zawodnika (i to obrońcę!) to, znając Jeana-Michela Aulasa, scenariusz science-fiction.

Młode wilki

Tak zażartej walki nie wymagają na szczęście inne pozycje. W pomocy Lyon ma naprawdę spory komfort. Przede wszystkim podstawowe trio Lucas Tousart, Tanguy Ndombele, Houssem Aouar wygląda imponująco. Pewny, świetny w defensywie Tousart daje równowagę pomiędzy formacjami i zapewnia asekurację ofensywniej usposobionych kolegów z formacji. Aouar i Ndombele to zaś zawodnicy o niewyczerpanym potencjale, lepsi z tygodnia na tydzień i już teraz przyciągający zainteresowanie znacznie bogatszych klubów.

W kontekście potencjalnych wzmocnień pomocy mówiło się głównie o Héctorze Herrerze, jednak ostatnio temat mocno ucichł. Trzeba się więc liczyć z tym, że w odwodzie zostaną Pape Cheikh Diop, który po przepracowanym okresie przygotowawczym wreszcie wygląda na przydatnego zawodnika, i Jordan Ferri, którego rola pozostanie zapewne marginalna. Można też uwzględnić wcześniej wspomnianego Pereirę, który w przypadku zakupu dwóch obrońców wróci prawdopodobnie na swoją nominalną pozycję. Po okresie przygotowawczym wśród kandydatów do występów znalazło się jedno nowe nazwisko: Maxence Caqueret. Miarą tego objawienia są komentarze fanów pod tweetami Lyonu ogłaszających skład na mecze z Benficą i Chelsea.

Potrzeba było naprawdę niewiele czasu, żeby Caqueret zaprezentował się kibicom, którzy prawdopodobnie będą gotowi toczyć kolejną batalię o włączenie do składu swojego ulubieńca.  Ostatnia taka akcja zakończyła się zdecydowanym powodzeniem: wprawdzie Génésio długo zwlekał z wprowadzeniem Aouara do dorosłej drużyny, jednak kiedy to nastąpiło, Lyon zyskał jakość, bez której trudno wyobrazić sobie obecny zespół.  Podobnie może wystrzelić Caqueret, który dał się poznać jako świetny kreator gry – ruchliwy, ambitny, bardzo dobry technicznie. Serwis footballtalentscout.net przypisuje mu styl podobny do Modricia, co samo w sobie jest sporą nobilitacją. Trudno więc nie zgodzić się z opiniami fanów, którzy woleliby częściej widzieć w grze młodzieżowca niż Ferriego, którego stagnacja w rozwoju piłkarskim zaszła tak daleko, że postanowiła nauczyć się pływać, a potem wsiąść na rower i spróbować sił w triathlonie.

Cała naprzód

Równie stabilna jest ofensywa Les Gones. Fekir to zawodnik topowy, tutaj nie trzeba nic dodawać. Jedyne o czym można napomknąć to jego pozycja na boisku. Trochę to trwało, jednak Génésio chwycił wreszcie za odpowiednie probówki, dodał to, co trzeba w optymalnych proporcjach i wynalazł sposób na zmieszczenie na boisku Fekira, Aouara i Ndombele, nie rzucając żadnego na skrzydło. Dzięki zmianie formacji na 1-4-3-1-2, bez nominalnych skrzydłowych, udało się przypisać Nabila do jego ulubionej pozycji, czyli ofensywnego pomocnika, dbając też przy tym o racjonalne umiejscowienie pozostałej dwójki. W efekcie walka o pozycje ofensywne toczy się o dwa punkty na grafice meczowej tuż nad nazwiskiem kapitana. Chętnych na te miejsca jest zaś dużo więcej. Depay, który po przeprowadzce ze skrzydła do środka zaliczył finisz sezonu – nie bójmy się tego powiedzieć – na poziomie aspiracji do Złotej Piłki. Traoré, rok temu grający przyzwoicie i wyglądający naprawdę dobrze w meczach sparingowych. Mariano, który niezmiennie jest wysoko postawionym członkiem klubu ludzi obsesyjnie zakręconych na punkcie strzelania goli im. Cristiano Ronaldo. Terrier, który w 222 minuty eliminacji do mistrzostw Europy U-21 zdobył siedem bramek, do czego dołożył pięć goli w siedmiu meczach sparingowych Lyonu. Jakby tego było mało, jest też Amine Gouiri, jeden z największych talentów szkółki OL w ostatnich latach, który w 38 występach w młodzieżowych reprezentacjach Francji strzelił 34 bramki, a także Griffiths, świeżo podebrany ze szkółki Tottenhamu, który w poprzednim sezonie Premier League U-18 w 20 meczach znalazł sposób na pokonanie bramkarza 27 razy. Głębia składu na tej pozycji jest więc również naprawdę budująca.

Gdyby nie potencjalnie poważna kontuzja Gouiriego, z Lyonem zapewne pożegnałby się już Maxwel Cornet. Po imponującym starcie w pierwszej drużynie dwa sezony temu iworyjski skrzydłowy zupełnie się nie rozwinął i tylko kłopoty młodszego rywala sprawiły, że nie podzielił (jeszcze?) losu spieniężonych w tym oknie Willema Geubbelsa Myziane’a Maolidy. Jeżeli wychowanek Metz zdąży jeszcze jednak odejść (mówi się o oscylującej w okolicach 20 milionów euro ofercie Wolfsburga), zysk wypracowany na młodych, uznanych za niepotrzebnych piłkarzach sięgnąłby 50 milionów.

Nad wszystkim pieczę sprawować będzie, już prawie trzeci rok, Bruno Génésio. Biorąc pod uwagę dotychczasowe perypetie tego szkoleniowca, jest to trochę zaskakujące, szczególnie że hasztag #GenesioDemission w okolicach marca zdecydowanie przebijał w mediach społecznościowych popularnością obecne pytania „où est Caqueret?”, a sam Aulas wypowiadał się o nim, podważając nie tyle kontynuowanie współpracy w obecnym sezonie, co dokończenie na stanowisku poprzedniego. Na szczęście dla niego i dla klubu Depay pod koniec poprzedniej kampanii uruchomił „god mode” i epickim finiszem doprowadził drużynę do trzeciego miejsca w lidze, co podziałało na właściciela jak neurolizator pamięci z „Facetów w czerni” i Génésio mógł spokojnie rozpocząć sezon.  Kibice na pewno będą patrzeć szkoleniowcowi na ręce i wspomniany hasztag może wrócić do życia ze zdwojoną mocą po pierwszych problemach.  Ludzie związani z klubem wiedzą jednak, że dopóki Génésio ma zaufanie szefa szefów, żadne głosy z zewnątrz nie mogą mu zagrozić.

O co Lyon może walczyć w tym sezonie? Wicemistrzostwo jest w zasięgu. Monako w tym okienku przeprowadziło wielkie zmiany i wejście na optymalny poziom może nie być łatwe, skład Marsylii nie zmienił się znacząco, a Nicei taki sezon jak dwa lata temu raczej się nie zdarzy. Pora też, żeby wreszcie zaznaczyć poważniej swoją obecność w Lidze Mistrzów – ostatni raz z grupy Lyon wyszedł aż sześć lat temu, a występ i tak zwieńczyła kompromitacja, bo w fazie pucharowej za silny okazał się cypryjski APOEL. Młody skład zdążył okrzepnąć i pod przywództwem szczęśliwie utrzymanego w klubie Fekira to może być szczególnie udany rok. Tylko, prezesie, niech pan kupi wreszcie tego stopera.

Błażej Jachimski
(@blazejjachimski)