Z JPL po zrównoważony rozwój

Piłkarze z Jupiler Pro League najchętniej dotąd odchodzili na Wyspy Brytyjskie, do Premier League i Championship, lub do włoskiej Serie A. W tym roku najciekawszych graczy JPL pozyskała Ligue 1. Co ciekawe zawodnicy najlepszych belgijskich klubów nie przeszli do PSG, Marsylii, Lyonu czy Monaco, a do znacznie słabszych zespołów, które z pewnością nie zagwarantowały im znacząco wyższych pensji. Wygląda na to, że częste w ostatnich latach nieudane przygody najlepszych graczy JPL (Sels, Kums, Izquierdo, Delpoitre, Tielemans, Dimata) spowodowały, że kolejni zawodnicy starają się rozpoczynać swoją przygodę w pięciu czołowych ligach od niższego pułapu.

Królem polowania wśród francuskich klubów wydaje się być FC Nantes Waldemara Kity. Kanarki zakontraktowały dwóch czołowych graczy największych potęg belgijskiej piłki, czyli RSC Anderlecht i Club Brugge. Jako pierwszy na Stade de la Beaujoire trafił rewelacyjny lewoskrzydłowy mistrzów Belgii, 24-letni Anthony Limbombe. Limbombe jest Belgiem pochodzenia kongijskiego który urodził się w Mechelen. Piłkarskie treningi rozpoczął w miejscowym KV, jednak w wieku 11 lat trafił do słynnej akademii KRC Genk. Jego kariera rozwijała się błyskawicznie. Był gwiazdą reprezentacji Belgii U16 (strzelił m.in. gola w wygranym 2:1 meczu z Francją) i już jako szesnastolatek zadebiutował w JPL. Rok później grał już w LM przeciwko Chelsea, Valencii czy Bayerowi. Potem kariera Limbombe wyhamowała, co skończyło się wypożyczeniem w zimie 2014 do Lierse, a latem tego samego roku sprzedażą za śmiesznie dziś wyglądającą kwotę 100 tys. euro do N.E.C. Nijmegen.

Na Goffertstadion Limbombe wrócił do formy i w 2. lidze holenderskiej zanotował w sezonie 14/15 14 goli i 10 asyst. Ekipa z Nijmegen awansowała do Eredivisie, a Limbombe grał swoje – sezon w ekstralasie zakończył z wynikiem 7 goli i 7 asyst, co jak na gracza ekipy z końca tabeli było bardzo dobrym wynikiem. W lipcu 2016 za 2,5 mln euro trafił do mistrza Belgii, Club Brugge. W pierwszym sezonie nie błyszczał – był tylko zmiennikiem najlepszego piłkarza ligi, Jose Izquierdo.  Po odejściu Kolumbijczyka Limbombe stał się czołowym skrzydłowym ligi. W 2018 roku zdobył Hebanowy But (Soulier d’ébène), czyli nagrodę dla najlepszego piłkarza o afrykańskich korzeniach grającego w Belgii.  Wcześniej tę prestiżową nagrodę zdobywali m.in. Tielemans, Hanni, Batshuayi, Lukaku czy Kompany.

Zadebiutował również w reprezentacji Belgii i według belgijskiej prasy miał spore szanse by pojechać na mundial w Rosji. Niestety kontuzja stopy, której nabawił się podczas rozgrywek play-off JPL, wykluczyła go z kadry. Limbombe to szybki, dobrze wyszkolony technicznie prawonożny lewoskrzydłowy, który świetnie gra również lewą nogą. Często ścina do środka by uderzyć na bramkę prawą nogą, ale potrafi też znakomicie dośrodkować. Dużo mówiło się o tym, że trafi do Huddersfield, Newcastle lub Southampton za kwotę rzędu 11-13 mln funtów, tymczasem wylądował w Nantes za rekordową dla Kanarków, ale znacznie niższą niż zapowiadana kwotę 8 mln euro. To zaskakujący transfer – ciekawe, jakie klauzule zawiera umowa pomiędzy klubami.

Najlepsi w fachu

Drugim belgijskim importem Żółto-Zielonych jest środkowy obrońca reprezentacji Senegalu, 28-letni Kara Mbodji. To najlepszy gracz na swojej pozycji w lidze belgijskiej, ale niestety od dłuższego czasu ma duże problemy z kolanem. W grudniu zeszłego roku przeszedł operację i od tego czasu praktycznie nie grał, choć znalazł się w kadrze Senegalu na MŚ. Do Europy, a konkretnie do norweskiego Tromsö IL trafił jako 21-letni gracz. Po trzech latach został wypatrzony przez skautów KRC Genk. Kosztował 1,6 mln euro i został na środku defensywy partnerem kolegi z reprezentacji, Kalidou Koulibaly’ego. Po 2,5 roku gry w Limburgii Kara trafił za 3 mln euro do Anderlechtu. Tam z miejsca stał się kluczowym graczem i świetnie uzupełniał się z doświadczonym Olivierem Deschachtem. Jest silny i świetnie gra głową. Bardzo dobrze radzi sobie również w pojedynkach, a i wyprowadzanie piłki ze strefy obronnej nie jest dla niego problemem. Zdarzają mu się jednak błędy w ustawieniu lub bezmyślne faule, jednak gdy tylko jest zdrowy, drużyna ma z niego wiele pożytku. Podobnie jak Limbombe miał trafić na Wyspy, ale problemy z kolanem odstraszyły wszystkich zainteresowanych.

Kolejnym świetnym graczem z JPL, który trafił do Francji jest nigeryjski prawoskrzydłowy Samuel Kalu. 21-latek robi błyskawiczną karierę w Europie. Trafił na nasz kontynent ledwie 2,5 roku temu, podpisując kontrakt ze słowackim Trenczynem. Jego umiejętności mogliśmy poznać, gdy Słowacy mierzyli się w eliminacjach Ligi Mistrzów z warszawską Legią. Kalu mocno dał się we znaki stołecznym obrońcom, a zimą 2017 roku trafił za milion euro do KAA Gent. W Gandawie z miejsca stał się jednym z ulubieńców kibiców, w czym pomogła mu asysta przy zwycięskim golu w debiutanckim meczu.  W ekipie Buffalo’s nie zawsze był podstawowym graczem, ale gdy tylko pojawiał się na murawie, niesamowitą szybkością i dryblingiem zawsze robił różnicę.  Gdy tylko nauczy się podejmować lepsze decyzje, to 8 milionów euro które wydali na niego działacze Girondins Bordeaux powinno się spłacić z nawiązką. Kalu znakomicie pasuje swoim stylem gry do Ligue 1, co daje się zauważyć w jego pierwszych występach.

Druga szansa

Z Gandawy do Francji trafiło jeszcze dwóch bardzo dobrych piłkarzy. Prawy obrońca Thomas Foket za 3,5 mln euro przeszedł do Stade de Reims, a środkowy obrońca Stefan Mitrović za 3 miliony do Strasbourga. 23-letni Foket był w Belgii szykowany na następcę grającego obecnie w PSG Thomasa Meuniera, ale jego karierę zahamowały problemy z sercem. Jako 16-latek był podstawowym graczem czwartoligowego Dilbeek Sport i szybko wzbudził zainteresowanie największych klubów w Belgii. Wybrał Gandawę, bo mógł tam łączyć grę w piłkę ze studiami. Latem ubiegłego roku miał przejść do Atalanty Bergamo, ale włoscy lekarze wykryli u niego wadę serca i transfer upadł. Piłkarz przeszedł operację i już jesienią wrócił do gry. Thomas to zawodnik idealnie pasujący do roli wahadłowego w systemie z trójką obrońców. Dużo gorzej sprawdza się w czteroosobowym bloku obronnym. Jako były napastnik (tak samo jak Meunier) lepiej czuje się w ofensywnej grze, jednak z roku na rok poprawia umiejętności obronne, a L1 powinna ten rozwój jeszcze wspomóc.

Stefan Mitrović to 28-letni reprezentant Serbii, który zdążył w swojej karierze odbić się już od ligi portugalskiej (Benfica), hiszpańskiej (Real Valladolid) i niemieckiej (SC Freiburg). Postanowił jednak spróbować jeszcze raz, tym razem we Francji. Dzięki kilkuletniej grze w KAA Gent jest dużo bardziej doświadczonym i z pewnością lepszym graczem, niż gdy w latach 2013-2015 próbował podbijać mocne ligi europejskie.  W Gandawie stał się klasowym jak na ligę belgijską zawodnikiem, znakomicie czującym się zarówno w systemie z trójką, jak i czwórką środkowych obrońców.  W Strasbourgu z miejsca przejął opaskę kapitana, co pokazuje jak duże oczekiwania ma wobec niego klub. Oby ta próba podboju silnej europejskiej ligi okazała się udana.

Ku przyszłości

Do Tuluzy trafił znany już kibicom Ligue 1 Aaron Leya Iseka. Młodszy brat Michy’ego Batshuayiego to wychowanek Anderlechtu, w którym zadebiutował jako siedemnastolatek. Konkurencja w ataku Fiołków była dla niego zbyt duża i postanowiono go wypożyczyć do Marsylii. W OM zupełnie się nie sprawdził – nie tylko ze wzgledów sportowych. Po powrocie do Belgii został ponownie wypożyczony, tym razem do Zulte Waregem. W barwach Essevee wreszcie pokazał na co go stać. W 32 meczach zdobył 9 goli, co jak na 20-letniego chłopaka było całkiem dobrym wynikiem i zaowocowało transferem do Tuluzy. Być może w klubie, w którym presja jest dużo mniejsza niż w Marsylii Leya Iseka rozwinie się na miarę talentu, jaki zdradzał w drużynach młodzieżowych Anderlechtu.

Ostatnim graczem który trafił w tym okienku z JPL do Ligue 1 jest 22-letni algierski prawy obrońca Youcef Attal. W ostatnim sezonie występował w barwach KV Kortrijk, gdzie rozegrał raptem 10 spotkań, czego główną przyczyną były kontuzje. Gdy już wychodził na boisko, zaprezentował się jako szybki, znakomicie wyszkolony technicznie, ofensywny obrońca, który jednak bardzo dobrze radzi sobie również w defensywie. Spośród wszystkich opisywanych tu graczy jest najmniej znany, ale nie będzie niespodzianką, jeżeli to szybko się zmieni. Oby tylko dopisało mu zdrowie, bo to piłkarz o naprawdę bardzo dużym potencjale.

Pozostaje liczyć, że nowi gracze szybko zdobędą uznanie kibiców Ligue 1 i nie będą kolejnymi, którzy odbili się od silnej ligi, czym wystawią belgijskiej piłce lepsze świadectwo niż poprzednicy.

Mariusz Moński
(@M_Monski)