PSG psuje się od głowy

Niezwykle udany start sezonu Ligue 1 w wykonaniu Paris Saint-Germain sugerował, że działania władz klubu, na czele ze zmianą trenera były udane. Jednak na pierwszym poważnym wyzwaniu – meczu inaugurującym Ligę Mistrzów z Liverpoolem – Paryżanie się potknęli, co zainicjowało falę doniesień, jakoby w kuluarach PSG trwała wojenka między szkoleniowcem Thomasem Tuchelem a dyrektorem sportowym Antero Henrique. 

Od czasu zeszłorocznego transferu Neymara wiadome było, że to on stanie się postacią numer jeden, której będzie trzeba dogadzać i liczyć się z każdym jej słowem. Drugi w hierarchii ważności głosu jest Thiago Silva, wieloletni kapitan drużyny. To właśnie brazylijski stoper w pomeczowym wywiadzie stwierdził, że za dziwne ustawienie pomocy PSG w spotkaniu z Liverpoolem – obok Adriena Rabiota wystąpili nominalny obrońca Marquinhos i skrzydłowy Angel di Maria – odpowiedzialny jest dyrektor Antero. Lawina ruszyła.

Letnie mercato

Atak kapitana drużyny pokazał, że skala widocznego problemu wielowładztwa w klubie jest o wiele większa, niż się wydawało. Tuchel nie był faworytem dyrektora sportowego – ten w jego miejsce wolał sprowadzić z Monaco Leonardo Jardima. Nie udało się, więc trzeba było zająć się dopasowaniem drużyny do wizji Niemca. Przy każdym większym wydatku Paryż musiał pamiętać o Financial Fair Play, tak więc pole manewru było ograniczone. Jednak nie na tyle, aby czekać z założonymi rękoma przez większość okienka i szukać na niebie spadającej gwiazdki. Sprzedaż solidnego Yuriego przy przeciągającej się kontuzji Layvina Kurzawy, w normalnie funkcjonującym klubie oznaczałaby robienie miejsca dla dużego nazwiska – ale nie w świecie Antero. Tu czeka się do ostatniego dnia okienka i sprowadza Juana Bernata z Bayernu, który przez ostatnie trzy sezonu nie wystąpił w choćby połowie możliwych meczów Bundesligi.

Jeszcze większym fiaskiem skończył się plan wzmocnienia drugiej linii. Przejście zimą Lassana Diarry miało być tymczasowym uzupełnieniem do czasu letnich zakupów.  Po przejściu na piłkarską emeryturę Thiago Motty brak opcji w środku pomocy, zwłaszcza w roli „6”, stał się jeszcze bardziej palący.  Tymczasem do Betisu (!) oddano  wyjątkowo kreatywnego, młodego i dobrze prezentującego się w poprzednim sezonie Giovaniego Lo Celso (!!) z opcją wykupu po sezonie (!!!). Grzegorz Krychowiak był już skreślony, więc wobec kontuzji Marco Verrattiego Paryżanie muszą łatać dziury zawodnikami z akademii lub ratować się przesunięciem Marquinhosa. Plotkuje się, że PSG próbowało ściągnąć N’Golo Kanté i Sergeja Milinkovicia-Savicia, ale obydwaj byli poza finansowym zasięgiem klubu. Starano się również o podpis Renato Sanchesa, jednak w tym wypadku temat upadł przez brak porozumienia na linii PSG-Bayern.

Trzecią pozycją wymagającą szybkiego wzmocnienia był środek obrony. Thiago Silva przypomina: wieku nie oszukasz. Brazylijczyk wystarczy może na Ligue 1 i miejsce w rezerwowej jedenastce jakże prestiżowego plebiscytu FIFA, ale myśląc o podboju Ligi Mistrzów trzeba mieć kogoś lepszego. Drugi brazylijski stoper Marquinhos, jeśli nie jest przesuwany do przodu, również ma problemy z utrzymanim formy. Jedynym niezawodnym elementem jest Presnel Kimpembe. Latem szefowie PSG próbowali więc znaleźć wartościowego partnera dla mistrza świata. Choć Thilo Kehrer kosztował aż 37 milionów euro, pierwsze mecze pokazują, że nie jest to zawodnik na „już”. W pierwszych sześciu kolejkach tylko raz dostał szansę gry w wyjściowym składzie i już w przerwie został zmieniony.

Zamiast realnych wzmocnień Thomas Tuchel na start swojej przygody PSG dostał kilku może i zdolnych, ale nadal nieopierzonych nastolatków z akademii oraz zapchajdziury pokroju Bernata i Choupo-Motinga. Patrząc wstecz, wydaje się, że w kategorii rozczarowań minione lato przebiło nawet okienko sprzed dwóch sezonów z Krychowiakiem, Jese i Ben Arfą.

Choupo-Bernat
Choupo-Bernat

Zaburzona hierarchia

W klubie piłkarskim, jak w większości dobrze funkcjonujących firm, każdy powinien wiedzieć, za co odpowiada i gdzie kończą się jego kompetencje. W PSG od dłuższego czasu ta hierarchia jest zaburzona i naprawdę ciężko się połapać, kto ma realny wpływ na funkcjonowanie klubu.  Teoretycznie taką osobą powinien być dyrektor sportowy Antero Henrique, ale gdyby tak było, to Tuchel nie dostałby szansy prowadzenia paryskiej ekipy. Tę decyzję podjął sam szejk Tamim Al Thani, a Antero został niemal postawiony przed faktem dokonanym.  Poza klubem portugalski działacz również nie cieszy się szacunkiem. W taki sposób wypowiadał się o nim Uli Hoeness, gdy w zeszłym roku Paris Saint-Germain próbowało ściągnąć Jerome’a Boatenga:

Z tym człowiekiem na czele PSG nie zyskuje na wizerunku. Jeśli naprawdę chcą być klubem o światowej marce, nie mogą sobie pozwolić na takiego dyrektora sportowego.

Antero Henrique
Antero Henrique

Jakim więc cudem taka osoba znalazła się w Paryżu? Na to pytanie mógłby odpowiedzieć Pini Zahavi. Wkładem w transfer Neymara superagent zaskarbił sobie zaufanie QSI, dlatego gdy zaczął lobbować za kandydaturą Antero na stanowisko dyrektora sportowego PSG, stało się jasne, że Portugalczyk w cuglach wygra ten „konkurs”. Gdyby było mało niejasności, w momencie przejścia Neymara Jr. jego ojciec miał ponoć dostać zapewnienie od władz, że będą z nim konsultowane najważniejsze decyzje…

O wielu ośrodkach władzy na swoim kanale na YT mówił również Romain Molina, dziennikarz i autor oficjalnej biografii Edinsona Cavaniego. Ten najważniejszy punkt decyzyjny mieści się z dala od siedziby klubu, w Katarze, gdzie szejk Al Thani konsultuje sprawy klubu ze swoimi zaufanymi doradcami.

Jeden za jednego, wszyscy na wszystkich

Brak sympatii dyrektora sportowego nie jest jedynym problemem Thomasa Tuchela w PSG. Od dawna w paryskiej szatni istnieją kręgi wpływów. Aktualnie tym najsilniejszym jest brazylijski, na czele z Neymarem i Thiago Silvą, ale rodzimi piłkarze (Mbappe, Kimpembe, Rabiot czy Areola) , co naturalne, również mają sporo do powiedzenia. Nie można też zapomnieć o hiszpańskojęzycznej grupie, w której prym wiodą Edinson Cavani i Angel Di Maria.  Tak podobno wyglądała drużyna po porażce z Liverpoolem: małe, zamknięte grupki z opuszczonymi głowami rozeszły się po kątach szatni. Na boisku także ciężko było dostrzec drużynę.  Na ten moment Thomas Tuchel dysponuję zbieraniną genialnych indywidualności.

To, czego nie widać dzięki genialnym zrywom Neymara i Mbappé w Ligue 1 uwidacznia się w meczach z silniejszymi niż Angers czy Dijon ekipami. Na pewno Tuchel oczekiwał sprowadzenia lepszych zawodników, ale i z zastanymi sukces jest możliwy. Najważniejszym zadaniem Niemca będzie stworzenie z charakternych osobowości charakternej drużyny.

Michał Bojanowski
(@Bojanowski33)