Jonathan Bamba i Nicolas Pépé – zabójczy duet Mastifów

Pippen i Jordan, Mario i Luigi, Starsky i Hutch… Wiele duetów zapisało się na kartach historii. Również w piłce nożnej występują te zapadające w pamięć: Andy Cole i Dwight Yorke, Andrés Iniesta i Xavi, Zlatan Ibrahimović i Maxwell, czy nawet Robert Lewandowski i Sławek Peszko. Patrząc na pierwsze kolejki Ligue 1 tego sezonu, może się wydawać, że wyklarowała się para, która na razie jest na ustach całej piłkarskiej Francji, a prawdopodobnie za kilka chwil ekspansja ich dorobku sięgnie naprawdę daleko. Jonathan Bamba i Nicolas Pépé – dwa najszlachetniejsze okazy z watahy Les Dogues.

Lille w tym roku to zupełnie inny zespół niż ten, który było nam dane oglądać w zeszłym sezonie. Szumnie zapowiadany projekt Loco Unlimited, którego twarzą miał być renomowany trener Marcelo Bielsa, zaliczył ewidentny falstart. Ratowaniem drużyny, która miała walczyć o europejskie puchary, a tułała się po pozycjach w tabeli skutkujących spadkiem, zająć się miał Christophe Galtier. Jeżeli ktoś liczył na natychmiastowy bodziec, który wywinduje LOSC o kilkanaście pozycji, dość szybko musiał zostać przywołany do porządku. Styczniowy sprawdzian wyszedł stosunkowo dobrze, bo nowemu szkoleniowcowi udało się zdobyć równo połowę z dwunastu punktów możliwych do zdobycia, potem jednak sytuacja zaczęła wymykać się spod kontroli. Jedenaście meczów, prawie trzy miesiące bez wygranej. Widmo spadku nie było ewentualnością, którą być może będzie trzeba wziąć pod uwagę, a coraz bardziej realną kalkulacją. Na cztery kolejki przed końcem podopieczni Galtiera zanotowali spektakularną jak na formę tamtej drużyny serię trzech wygranych z rzędu, między innymi z Toulouse FC i FC Metz, czyli bezpośrednimi rywalami w walce o byt we francuskiej futbolowej śmietance. To wystarczyło, żeby ostatnim tchnieniem wyszarpać utrzymanie i wstydliwa porażka 0:5 z AS Saint-Étienne w finałowej kolejce, po hattricku Hamoumy (jak również po bramce Bamby) niczego nie zmieniła. Sezon do szybkiego zapomnienia.

Nowe rozdanie

Okienko transferowe przebiegło zupełnie inaczej niż rok wcześniej. Bielsa kupił wielu zawodników, wydając na nich ponad 60 milionów euro, w klubie trzeba było więc przewietrzyć kadrę. Przed obecną kampanią bardzo podobna kwota widniała po drugiej stronie bilansu, na nowych graczy wydano zaś niecałe 10 milionów. Księgowy zadowolony, jednak skoro będąc na dużym minusie, po licznych zakupach, ledwo wywalczono utrzymanie, strach było pomyśleć jaką przyszłość przyniesie okres rozliczeniowy, po którym w rubryce „zysk” znajdzie się kilkadziesiąt milionów euro. Okazało się, że przy odpowiednim poprowadzeniu, wprowadzając do zdecydowanie najmłodszej ekipy poprzedniego sezonu doświadczenie, które gwarantują José Fonte i Loïc Rémy, w Lille można stworzyć zespół, który potrafi wygrywać. Nie ma jednak wątpliwości, że splendor wynikający ze świetnych występów spływa, całkowicie zasłużenie, szczególnie obficie na dwóch snajperów.

Lille strzeliło do tej pory w lidze siedemnaście bramek. Aż trzynaście z nich (ponad 76%) należy do duetu Bamba i Pépé, z czego pierwszy z nich może przypisać sobie jedno trafienie więcej. Jeżeli więc porównamy tę parę z drużynami Ligue 1, to tylko cztery z nich mogą pochwalić się lepszym wynikiem bramkowym niż dwie armaty z północnej Francji.

Prezent od rywala

Jonathan Bamba od piętnastego roku życia występował w AS Saint-Étienne. Tam zaliczył swój debiut, w wyjazdowym meczu ligowym z PSG, przegranym 0:1. Zieloni nie zobaczyli w nim jednak takiej dojrzałości, żeby natychmiast na niego postawić, dlatego Francuz tułał się po wypożyczeniach. Najpierw do Paris FC, następnie do VV St. Truiden, żeby na koniec zaliczyć obiecujący etap w Angers. Po powrocie do rodzimego klubu w czerwcu 2017 roku wreszcie dostał szansę i rozegrał sezon jako podstawowy zawodnik, strzelając siedem bramek (tyle, co w pierwszych dziewięciu meczach tych rozgrywek) i asystując osiem razy. Les Verts nie mogli jednak dłużej liczyć na swojego piłkarza, bo wygasł mu kontrakt i zamiast zainkasować kilka milionów euro, musieli pogodzić się z ucieczką obiecującego napastnika, który zdecydował się na przejście do bezpośredniego rywala w walce o puchary.

Bamba to zawodnik szybki, dynamiczny, który świetnie odnajduje się w kontratakach, ale potrafi też pomóc w rozegraniu akcji. Co jednak zdecydowanie wyróżnia go na tle rywali w tej kampanii – jest niesamowicie skuteczny. Słowo niesamowicie nie jest zaś żadną hiperbolą, przynajmniej jeżeli chodzi o mecze domowe. Na wyjazdach gracz ten do tej pory nie zdołał wpisać się na listę strzelców, oddał zresztą tylko trzy strzały, z czego przy dwóch wykazać się musiał bramkarz. Jego bilans domowy jest jednak absolutnie niewiarygodny. Jedenaście strzałów, z czego siedem w światło bramki. Tak, tyle samo, ile zdobył goli. Oznacza to, że każde jego celne uderzenie kończyło się aktualizacją tablicy wyników. Na Stade Pierre-Mauroy Bamba działa więc z wręcz saperską precyzją, będąc perfekcjonistą przy każdej nadarzającej się okazji. Warto też porównać dorobek snajperski Francuza z innymi czołowymi napastnikami najsilniejszych lig, uwzględniając statystykę przeciętnej liczby strzałów oddawanych w każdym spotkaniu.

Zawodnik Klub Liczba meczów Liczba goli Strzały na mecz
Krzystof Piątek Genoa 7 9 5,3
Kylian Mbappé PSG 5 8 5
Cristhian Stuani Girona 8 8 2,1
Neymar PSG 8 8 3,4
Andre Silva Sevilla 8 7 2,8
Eden Hazard Chelsea 8 7 2,9
Jonathan Bamba Lille 9 7 1,6
Florian Thauvin Marsylia 9 7 2,7
François Kamano Bordeaux 9 7 3,4

Jak widać, Bamba ma zdecydowanie najniższy współczynnik strzałów na mecz ze wszystkich zawodników, którzy strzelili co najmniej siedem bramek w lidze. Biorąc zaś pod uwagę te trafienia, szczególnie warto zobaczyć dublet z ostatniego spotkania, szczególnie ważnego dla napastnika. Przeciwko Saint-Étienne. Nadludzka skuteczność Bamby nie byłaby jednak możliwa, gdyby nie dostawał on wsparcia ze strony drugiego głównego bohatera ofensywy Les Dogues.

Pépé, Pan Piłkarz

Nicolas Pépé swoją dorosłą karierę rozpoczynał w Angers. Zadebiutował w Pucharze Ligi w sezonie 2014/15, jednak jego drużyna odpadła już w pierwszym spotkaniu i na następną szansę musiał czekać prawie trzy miesiące. Summa summarum zgromadził niecałe 200 minut w Ligue 2, a w klubie uznano, że więcej da mu wypożyczenie do trzecioligowego US Orléans (obecnie druga liga), niż oglądanie meczów Ligue 1, do której Angers udało się awansować po ponad 20 latach, z trybun. Do klubu powrócił na rozgrywki 2016/17, gdzie po raz pierwszy miał odgrywać poważną rolę. Nie był wprawdzie bezsprzecznie podstawowym zawodnikiem, jednak właściwie w każdym spotkaniu dokładał swoją cegiełkę, balansując cały czas na granicy jedenastki i bycia pierwszym do wejścia zmiennikiem. Działaczom Lille czasu na ocenę jego potencjału jednak wystarczyło, by podjąć decyzję o wyłożeniu 10 milionów euro na skrzydłowego. Urodzony we Francji reprezentant Wybrzeża Kości Słoniowej był jednym z naprawdę nielicznych pozytywów w poprzednich rozgrywkach dla LOSC, strzelając trzynaście bramek i będąc zdecydowanym liderem strzelców zespołu. Teraz Iworyjczyk nie spuszcza z tonu, dając swojej drużynie solidny zastrzyk kreatywności.

Pépé w ten sezon wszedł z ogromnym impetem. Ma trzecią najwyższą średnią występów w Ligue 1 według whoscored.com, ustępując wyłącznie dwójce Mbappé/Neymar. W rankingu L’Equipe sytuacja wiele się nie różni. Jego bilans to sześć bramek i cztery asysty, warto też dodać, że to jedyny piłkarz, który strzelił w tym sezonie wyjazdowe trafienia dla Lille (hattrick z Amiens). Skrzydłowy jest niesamowicie szybki, dynamiczny, dobry technicznie. W LOSC najczęściej faulowany, najwięcej drybluje, odnotowuje najwięcej kluczowych podań i jest liderem w liczbie oddanych strzałów. Już w tym okienku transferowym były plotki, sugerujące długą kolejkę chętnych na zakontraktowanie Iworyjczyka. Mówiło się o zainteresowaniu Arsenalu, Lyonu, Sevilli, Betisu czy Southampton. Wydaje się, że przy utrzymaniu formy klub może być pewien nowego rekordu transferowego, który prawdopodobnie w pojedynkę zbliży się do kwoty otrzymanej tego lata, po spieniężeniu dziewięciu graczy. Jego wartość mogłaby być jeszcze wyższa, gdyby wstrzymał się z odrzuceniem francuskiej kadry, ponieważ w obecnej formie miałby szansę na powołanie do reprezentacji mistrzów świata.

Prawy do lewego

Bamba i Pépé to trzon ofensywy Lille. Występują zawsze w tej samej konfiguracji: pierwszy na lewym skrzydle, drugi na prawym, pomiędzy sobą mają środkowego napastnika. Jedyną zmienną w tym układzie jest nazwisko snajpera, który ma za zadanie współpracować z tym duetem. Sezon w tej roli rozpoczynał Lebo Mothiba, teraz jest on jednak najlepszym strzelcem ligowego rywala, RC Strasbourg. Sukcesorem pierwotnie został Rui Fonte, brat José, lecz aktualnie pierwszym wyborem stał się dobrze znany na francuskich boiskach Loïc Rémy. Nie ma wątpliwości, że żaden z napastników nie jest nawet blisko poziomu przebojowych kompanów, biorąc pod uwagę klasyfikację kanadyjską, jednak dopóki będą oni otrzymywali wystarczające wsparcie, a LOSC będzie punktował kolejnych rywali, nie będzie to wielki problem Christophe’a Galtiera. Najważniejszą kwestią pozostaje więc pytanie, jak długo zabójczy duet utrzyma swoją formę. Jak na razie, klub z północnej Francji z wielkiego rozczarowania w poprzedniej kampanii stał się drugą siłą ligi i coraz realniejszym pretendentem do walki o wicemistrzostwo kraju.

Ta cudowna metamorfoza z początku rozgrywek oczywiście nie gwarantuje, że Lille już teraz jest na poziomie Marsylii czy Lyonu. Dwa lata temu Nicea po dziewięciu kolejkach była rewelacją i niespodziewanym (ale zasłużonym) liderem tabeli, rok wcześniej na tym samym etapie na podium były SM Caen i Angers. Na Mastify prawdopodobnie czeka jeszcze gorszy okres, w którym Bamba i Pépé nie będą indywidualnie rozstrzygać losów spotkań i właśnie wtedy poznamy, na co w tym sezonie stać Lille. Pewne jest, że tych dwóch panów stać na naprawdę wiele i wszystko wskazuje na to, że niedługo naprawdę niewielu będzie na nich stać.

Błażej Jachimski
(@blazejjachimski)