Djorkaeff i inni, czyli jak między PSG i OM bywało

Modeste M’Bami, Fabrice Fiorese, Jocelyn Angloma, Peter Luccin… Co łączy tych zawodników? Występy w dwóch wielkich francuskich klubach: Olympique’u Marsylii i Paris Saint-Germain. Przed kolejnym zbliżającym się „Le Classique” przypominamy historie transferów pomiędzy największymi francuskimi wrogami.

Rywalizacja Paris Saint-Germain z Olympique Marsylią trwa już dobre 48 lat. Nie zawsze jednak wyglądała tak, jak obecnie. Na dobrą sprawę rozpoczęła się w 1986 roku, kiedy paryżanie po szesnastu latach egzystencji zdobyli swoje pierwsze mistrzostwo. Obecnie spotkaniom tych ekip towarzyszy magiczna aura i atmosfera piłkarskiej wojny, w której zwycięstwo jest najważniejszą rzeczą.

”Le Classique”, jak zwane są mecze PSG-OM, to przede wszystkim historia ludzi. Całych pokoleń trybun, działaczy, trenerów czy zawodników. Na tych ostatnich chcieliśmy się skupić bardziej – szczególnie na takich, którzy podczas swoich boiskowych karier zakładali zarówno białe, jak i te granatowe koszulki. Przed Wami historia transferów dokonanych na linii Paryż – Marsylia.

Rywalizacja: jak to się zaczęło?

Jeszcze mniej więcej do połowy lat 80. ubiegłego wieku tym najpopularniejszym, najbardziej utytułowanym i mającym najwięcej fanów nad Sekwaną klubem był Olympique z Marsylii. Wszystko zaczęło się zmieniać, gdy paryski młodzieniaszek – obchodzące 16. urodziny Paris Saint-Germain – w 1986 roku pod wodzą Gerarda Houlliera wywalczył swój pierwszy mistrzowski tytuł. Był to też czas, w którym prezydentem klubu z Marsylii wybrany został nie kto inny jak Bernard Tapie – charyzmatyczny i kontrowersyjny szef.

Urodzony w Paryżu – sic! – Tapie zbudował w stolicy regionu Prowansja-Alpy-Lazurowe Wybrzeże kolosa, który regularnie sięgał po najwyższe krajowe laury. W 1993 roku gracze z portowego miasta sięgnęli też po europejski Puchar Mistrzów i było to zwieńczenie rządów podziwianego – jeszcze wtedy – Bernarda. Później okazało się jednak, że kolos mógł mieć gliniane nogi, ponieważ we Francji wybuchła korupcyjna afera. Na jaw wyszło, że głównodowodzący dobrodziej zamieszany był w ustawianie meczów, za co zresztą został skazany. OM odebrano mistrzowski tytuł z 1993 roku i w ramach kary zdegradowano do Ligue 2.

Powyższe wydarzenia zbiegły się w czasie z zakupem Paris Saint-Germain przez grupę medialną Canal+, a to stało się motorem napędowym rozwoju paryskiej drużyny. Szefostwo koncernu szukało jak najlepszej formy reklamy i rozgłosu, a że aglomeracja paryska liczyła ponad 10 milionów mieszkańców i stanowiła jedną trzecią abonentów multiplexu, zdecydowano o zakupie klubu z Parc des Princes. Teoretycznie pieniądze nie grają, ale już w 1995 roku paryżanie zdobyli we Francji potrójną koronę: mistrzostwo, Coupe de France i Coupe de la Ligue.

Kiedy w szeregi Ligue 1 wrócił Olympique Marsylia nie wiodło mu się już tak dobrze, nawarstwiała się – głównie wśród kibiców – za to trochę sztucznie wykreowana wcześniej rywalizacja z Czerwono-Niebieskimi. Dodać należy, że w obu miastach, z których wywodzą się te kluby nie przepadano nigdy za tym drugim. Portowa i niebojąca się ciężkiej pracy Marsylia uważana była w „królewskim” Paryżu za miasto drugiego sortu, a kulturowe czy socjologiczne antagonizmy istniały zawsze.

Pochodzący ze stolicy Tapie już w 1986 roku mawiał, że gardzi Paris SG, jednak konflikty i sportowe współzawodnictwo Paryża i Marsylii ewoluowało na teraźniejszy poziom z biegiem lat.  Sam właściciel „Les Phoceens” na początku swojej działalności chciał, by jego drużyna miał godnego rywala, a co się z tym wiąże liga stała się bardziej atrakcyjna i przynosiła większe zyski. Udało mu się! 

Z upływem czasu oba kluby stały się wielkimi przeciwnikami, a ich kibice najzacieklejszymi wrogami. Nie przeszkadzało to jednak w transakcjach pomiędzy nimi. Transfery z PSG do Marsylii i z OM do Paryża zawsze odbijały się szerokim echem, a zawodnicy przystający na takie układy nie zawsze miewali łatwo i bywali nazywani zdrajcami.

Pionierzy: Jean-Pierre Destrumelle i Jean Djorkaeff

PSG powstało oficjalnie 26 czerwca 1970 roku z połączenia dwóch paryskich ekip – Stade Saint-Germain i Paris FC. Pierwszy sezon nowo utworzona drużyna rozgrywała w drugiej lidze, ale już po roku udało jej się awansować do najwyższej klasy, między innymi dzięki dwójce graczy sprowadzonych z Marsylii.

Początki istnienia Les Parisiens to neutralny stosunek względem marsylskiego konkurenta. Ot, zwykli ligowi przeciwnicy. Były to też czasy, kiedy utytułowany Olympique z góry spoglądał na nowo narodzone paryskie dziecko i nikt nie upatrywał w nim tego głównego adwersarza – dlatego też premierowe transfery pomiędzy tymi klubami nie wzbudzały aż takich sensacji jak w latach późniejszych.

Na pierwszy ogień poszli Jean Djorkaeff i Jean-Pierre Destrumelle zamieniając gorący klimat Lazurowego Wybrzeża na bardziej umiarkowany Paryż. Obaj dołączyli do występującego w drugiej dywizji PSG i wydatnie podnieśli jego sportową wartość.

Djorkaeff, kapitan OM i reprezentacji Francji, był wielkim wzmocnieniem raczkujących dopiero paryżan – stał się też pierwszym zawodowym graczem w ich historii. Sięgający po laury z Olympique Marsylią 31-latek z miejsca stał się podporą drużyny i pomocnikiem młodych kolegów, z którymi po pierwszym sezonie w nowych barwach świętował awans. Dla PSG rozegrał 64 mecze, w których zdobył siedem bramek.

W tym samym czasie co Djorkaeff – kilka dni później – z Marsylii do Paryża powędrował Jean-Pierre Destrumelle. Uznawany za jednego z najlepszych wychowanków Rouen w historii, młodzieżowy piłkarz roku 1958, do Paryża przyszedł w 1970 roku, zaraz po wygraniu z OM Pucharu Francji. Na Parc des Princes zagrał jedynie 32 spotkania, a później wspomógł nowo utworzoną paryską drużynę rezerw.

Włóczykij: Sarr Boubacar

Urodzony w Dakarze „Bouba” Sarr został pierwszym zawodnikiem w dziejach opuszczającym PSG na rzecz zespołu z Velodrome, jednak zanim do tego doszło powędrował… z Olympique do Paryża.

Profesjonalny kontrakt podpisał w 1973 roku z SC Toulon, w którym został później najlepszym strzelcem drugiej dywizji, a w 1975 dołączył do wielkiego Olympique. W robotniczym mieście już podczas swojego dziewiczego sezonu zdobył Coupe de France, strzelając nawet bramkę w meczu finałowym przeciwko imiennikowi z Lyonu. Nie wystarczyło to jednak, aby w pełni przekonać szefostwo klubu do umiejętności, dlatego po jakimś czasie przeniósł się na wypożyczenie do AS Cannes, gdzie potwierdzał swój strzelecki instynkt. Po krótkim pobycie w tym klubie i wygaśnięciu jego kontraktu w Marsylii jako wolny gracz postanowił związać się umową z PSG.

Początek w Paryżu miał świetny. Stał się jednym z liderów ataku. Niestety dla niego, do drużyny dołączali lepsi zawodnicy, przez co Senegalczyk powoli tracił miejsce w podstawowym składzie. W barwach Les rouges et bleus zdołał wygrać jeszcze puchar kraju w 1983 roku, by ponownie przenieść się w dobrze znane sobie miejsce – wrócił do Marsylii.

Powrót Boubacara był pierwszym ruchem transferowym z Paryża na południe. Mimo że reprezentując barwy ekipy ze stolicy w latach 1979-1983 rozegrał 98 spotkań, to po powrocie na riwierę nie pograł już zbyt wiele, a jego dalsze losy to kilkukrotne zmiany klubów.

Jocelyn Angloma – miękkie lądowanie na Lazurowym Wybrzeżu

Początek lat 90. ubiegłego stulecia to wyżej wspomniany czas przemian francuskiej sceny piłkarskiej. To wtedy PSG stawało się powoli głównym antagonistą zespołu z południa i również wtedy w Paryżu na poważnie zaczęto myśleć o osiąganiu sukcesów. Za tym pomysłem szła rozważna budowa drużyny.

W 1990 roku do teamu prowadzonego przez Henriego Michela dołączyło wielu utalentowanych piłkarzy, a jednym z nich był przychodzący z Lille Jocelyn Angloma. Obrońca nie zabawił jednak w Paryżu zbyt długo, bo już rok później po zagraniu 39 meczów za równowartość sześciu milionów euro przeniósł się do nowego mistrza – Olympique. Przenosiny były dla niego niewątpliwą nobilitacja i szansą, a on sam stał się jednym z czołowych zawodników Les Phoceens.

Dzięki graczom takim jak Angloma, Boli czy Desailly klub z Marsylii stał się ligowym hegemonem, a w 1993 roku sięgnął po największy laur swojej historii – europejski Puchar Mistrzów.

 Niewielu piłkarzom decydującym się na przeprowadzkę między OM i PSG udaje się zrobić to bezproblemowo. Angloma zaliczył miękkie lądowanie w głównym mieście Cote d’Azur i stał się jednym z najbardziej docenianych zawodników ze Stade Velodrome. 

Drogie niewypały: Dalmat i Luccin

Do Marsylii Stéphane Dalmat dołączył za rekordowe 70 milionów franków (10,6 miliona euro) co w owym czasie było rekordem ligi. Ze względu na kontuzje, zmianę trenera czy rożne problemy klubu nie stał się jego ważną częścią. Nie grał źle, ale w Marsylii swojego „domu” nie zbudował. Nie chciał spróbować swoich sił w Anglii i mimo ofert odmówił wyjazdu – nie czuł się gotowy na podjęcie takiego kroku.

W 2000 roku staje się celem mającego ambitne plany wicemistrza Francji, jakim było wówczas PSG. Do Paryża przechodzi za 10,75 miliona europejskiej waluty, zachęcony wizją powstania silnej drużyny. Razem z nim do klubu dołącza choćby sprowadzony z Realu Madryt Nicolas Anelka i kolega z Les Phoceens, Peter Luccin.

Losy piłkarzy zmieniających OM i PSG często bywają burzliwe i w tę tendencję wpisały się też losy Dalmata. Po konflikcie z trenerem Luisem Fernandezem zostaje umieszczony na liście transferowej, a w styczniu 2001 staje się częścią wymiany z Interem Mediolan – do Paryża wędruje Brazylijczyk Vampeta. Droga pomyłka.

Kolejnym wzmocnieniem Les Parisiens, które rozpatrywać można w kategorii niewypałów było sprowadzenie za 13,5 miliona euro defensywnego pomocnika Olympique Marsylii, Petera Luccina. Po dwóch dobrych latach spędzonych w OM Luccin stał się najdroższym graczem sprzedanym do PSG, ale w nowym klubie nie błyszczał i po roku bez żalu oddano go do hiszpańskiej Celty Vigo.

Mający indiańskie korzenie Luccin nie zapałał też nigdy miłością do nowego pracodawcy i sam mówi tak:

Zawsze będą tacy, którzy powiedzą, że jestem zdrajcą. Stałem się Marsylczykiem, moja zona pochodzi z Marsylii… Moja rodzina ma rożne korzenie, ale nikt nie powie mi, że nie mogę kochać Marsylii. 

Koszmary Fabrice Fiorese’a

Wychowanek Olympique Lyon Fabrice Fiorese przez EA Guingamp trafił w 2002 roku do Czerwono-Niebieskich. Dzięki dobrej grze z miejsca stał się ulubieńcem Parc des Princes i jednym z najpopularniejszych graczy. Do czasu. W lecie 2004 zdecydował się na bardzo nierozsądny ruch – w ostatnich momentach okienka transferowego postanowił dołączyć do Olympique Marsylii. Dodajmy, że początek XXI wieku to czas eskalacji niechęci między fanami klubów. Sportowa rywalizacja przerodziła się w odrazę, a nawet nienawiść, dlatego ani w Marsylii, ani w Paryżu lepiej było nawet nie wymawiać nazwy głównego konkurenta. O tym na własnej skórze przekonał się również Fiorese.

Po opuszczeniu Paryża zawodnik stał się od razu najbardziej znienawidzoną osobą w mieście. Nie inaczej było w Marsylii, gdzie sympatycy nie mogli zaakceptować byłego ulubieńca stolicy. Co ciekawe niektórzy z nich traktowali Fioresea jak rodowitego paryżanina, co jeszcze bardziej wzmagało awersję.

Wszystkie przykre doświadczenia tego zawodnika sprawiły, że jedną z rzeczy, których najbardziej żałuje w swojej przygodzie z piłką są przenosiny do Marsylii. Przed transferem myślał tylko o sportowym rozwoju, nie zdając sobie sprawy jakie piekło sam sobie szykuje. Po transferze obniżyła się jego forma, w OM rozegrał tylko 19 gier, a później wypożyczano go do Al Rayyan i FC Lorient. Przykład tego piłkarza dobitnie pokazuje, że dwóch srok za ogon ciągnąć nie można.

Zmienny jak Modeste M’Bami

Kameruńczyk Modeste M’Bami, znany z zamiłowania do jedzenia i skłonności do przybierania na wadze, spędził w PSG i OM po trzy sezony, notując bardzo zbliżone liczby: w Paryżu 116 meczów, jeden gol, a w Olympique 110 spotkań i dwie bramki. Reprezentując jeszcze barwy Paris SG nosił się z zamiarem odejścia. Chciał doznać nowych wrażeń i szukał klubu, który może mu je zapewnić. Padło na OM, a swój wybór komentował na gorąco tak: – Chce się wysilać dla takiej publiczności. Ona sprawia, że marzysz, kiedy oglądasz mecze Marsylii. Oczywiście nie zyskał tym u fanatyków z Paryża…

Do klubu z Parc des Princes przychodził jako zwycięzca turnieju olimpijskiego w Sydney i wielka nadzieja. Gwiazdą nigdy nie został, ale zawsze prezentował się bardzo solidnie. Miał też wybujałe ambicje, które przekładały się na to, że w okresach słabszych występów szybko zaczynał straszyć klub odejściem.  Kiedy przychodził do stołecznej drużyny, przytrafiło mu się małe faux pas: powiedział, że nigdy nie zagrałby dla Olympique Marsylii. Historia lubi zaskakiwać, a M’Bami przez swój niewyparzony język nie miał łatwo z Marsylczykami. 

Lorik Cana: „Jestem dumny z bycia Marsylczykiem”

Na początku pobytu w PSG narzekał na brak regularnej gry, ale zmienił to trener Antoine Kombouaré, który wcześniej pracował z nim w młodzieżówce. Przez pewien czas miejsce w składzie zabierał mu Modeste M’Bami – dopóki nie odszedł do Marsylii. W końcu Cana za 3,5 miliona euro podążył w ślad za nim. Albańczyk zawładnął sercami kibiców OM dzięki swojemu charakterowi. Ambitny, waleczny i nieodpuszczający – to musiało się podobać, nawet jeśli paryska przeszłość nie była jego mocną stroną. Dla Les Phoceens Cana rozegrał 175 meczów. Mocno związał się z klubem i z czasem został jego kapitanem. Przyznał też, że w młodości, kiedy mieszkał w Szwajcarii, sympatyzował właśnie z Olympique.

Peggy Luyindula w barwach PSG.

Peguy Luyindula: Paryż nie taki straszny

Jednym z przypadków, kiedy zamiana południa na północ wyszła graczowi na lepsze jest Peguy Luyindula. Dla Paryżan rozegrał 180 meczów i zapisał się w świadomości fanów na tyle dobrze, że Ci pewnie nie pamiętają już, gdzie kiedyś występował ich pupil.

Przypomnieć należy jednak to, że w 2004 roku trafił do Marsylii, do której przychodził jako zmiennik będącego w gazie Didiera Drogby. Luyindula zdobył dla OM dziesięć bramek, stając się jej najlepszym strzelcem, ale magia Drogby była na tyle duża, że nowszy nabytek postanowiono oddać na kolejne wypożyczenia. Najpierw do Auxerre, a później do hiszpańskiego Levante. Na półwyspie Iberyjskim Francuz nie grał za wiele i sam postanowił zrezygnować z kontraktu, a ostatniego dnia zimowego okienka transferowego (31 stycznia 2007) zgodził się na wypożyczenie do Paryża.

Mimo że Paris Saint-Germain grało przeciętnie, a Luyindula nikogo nie oczarował, nie przekreślono go i klub skorzystał z opcji wykupu. W stolicy reprezentant Francji spędził pięć lat, a w 2012 roku wyjechał za „wielką wodę”, kontynuować swoją karierę w New York Red Bulls.

Najdroższe transfery między rywalami

Transfery między Paryżem a Marsylią często odbywały się bezgotówkowo. Zawodnicy zmieniali kluby po wygaśnięciu swoich kontraktów, wybierając drużyny rywali – jak choćby Sarr Boubacar. Natomiast przy sprzedaży graczy kluby windowały cenę swoich piłkarzy, tak by zedrzeć z konkurenta jak najwięcej. Często transakcje odbywające się między wielką francuską dwójkę były tymi najdroższymi w heksagonie. Tak przedstawia się lista tych największych:

  • Modeste M’Bami, z PSG do OM (sezon 2006-2007), 2,5 miliona euro,
  • Fabrice Fiorèse, z PSG do OM (sezon 2004-2005), 3 miliony euro,
  • Lorik Cana, z PSG do OM (sezon 2005-2006), 4 miliony euro,
  • Péguy Luyindula, z OM do PSG (sezon 2007-2008), 4 miliony euro,
  • Florian Maurice, z PSG do OM (sezon 1998-1999), 6 milionów euro,
  • Jocelyn Angloma, z PSG do OM (sezon 1991-1992), 6 milionów euro,
  • Stéphane Dalmat, z OM do PSG (sezon 2000-2001), 10,75 miliona euro,
  • Peter Luccin, z OM do PSG (sezon 2000-2001), 13,5 miliona euro.

W kilku przypadkach były to złe ruchy i kosztowne pomyłki. Często zdarzało się też, że zawodnicy – podobnie jak Fiorese – nie potrafili odnaleźć się w nowej rzeczywistości i wytrzymać presji, a ich kariery pikowały.

Lorik Cana w złotej koszulce OM

Czy transferowa rywalizacja OM i PSG istnieje na prawdę?!

Jeśli przyjrzymy się nazwiskom wszystkich piłkarzy grających na Stade Velodrome jak również Parc des Princes, zaledwie kilku z nich to gracze z europejskiego topu. Weah, Giresse, Djorkaeff. Inni to raczej solidni zawodnicy, ale nic ponad to. Nigdy w pojedynkę nie rozstrzygali losów piłkarskich pojedynków ani nie czarowali bajecznymi sztuczkami. Wszystkie bezpośrednie transfery dyktowane były raczej potrzebą chwili, a niektóre z nich – jak choćby Dalmat – mimo że przeprowadzone za duże pieniądze, okazały się nie do końca trafione. Prawdziwa rywalizacja o najlepszych piłkarzy między tymi zespołami nigdy nie istniała, ponieważ obie ekipy znajdowały się w różnych momentach swojej historii i nie zawsze były tymi najmocniejszymi we Francji.

– Wydaje mi się, że na rynku transferowym nie było tak na prawdę rywalizacji pomiędzy Paris Saint-Germain i Olympique Marsylią. Jedni gracze ewoluowali w jednym klubie przed zasileniem wroga, inni przychodzili z odmiennych środowisk. Gabriel Heinze, Frederic Dehu, Stephane Dalmat, Modeste M’Bami – wszystkie te transfery przebiegły bez żadnej specjalnej wrogości ze strony byłych klubów. Heinze przed podpisaniem kontraktu w Marsylii spędził ładne kilka lat w Manchesterze United i gdy przychodził do OM, animozje już wygasły. Często bywało tez tak, że do podpisania umowy z wrogiem doprowadzał splot różnych okoliczności. Uważam, że oprócz wspomnianego Heinze inni zawodnicy noszący obie koszulki nie byliby traktowani jako ogromne straty. Ważne jest, aby pamiętać, że rywalizacja między tymi dwoma obozami jest raczej niedawna i wykreowana przez francuską telewizję. Dziś można powiedzieć, że te kluby to dwa różne światy. Pod każdym względem Sportowym, infrastrukturalnym, ale przede wszystkim finansowym. Od momentu przejęcia przez katarskich inwestorów w 2011 roku PSG stało się gospodarczą potęgą, jakiej w historii francuskiego futbolu jeszcze nie było. Wystarczy spojrzeć na dwa ostatnie transfery: Mbappe za 180 i Neymar za 220 milionów. To są astronomiczne sumy. – mówi nam Simon Fuentes, redaktor francuskiego „goal.com”.

Pięćdziesięciu dwóch „zdrajców”

Wymienione powyżej historie graczy to przykłady transferów bezpośrednich dokonanych między Olympique Marsylia i Paris Saint-Germain. Istnieją również przypadki, kiedy po grze w jednym z tych klubów gracz przenosił się do innego – np. wymieniony przez Fuentesa Heinze czy George Weah – by na późniejszym etapie kariery zasilić szeregi głównego konkurenta. Byli wśród nich dobrzy zawodnicy, którzy reprezentując i Les Parisiens, i Les Phoceens prezentowali się znakomicie, a byli również tacy, których wyczyny dawno poszły w zapomnienie. W zdecydowanej większości taki transfer nie stanowił ogromnego ubytku w kadrze sprzedającego. Tak prezentuje się pełna lista „zdrajców”, na której widnieją 52 nazwiska:

Fabrice Abriel, Jérôme Alonzo, Jocelyn Angloma, William Ayache, Djamel Belmadi, Abel Braga, Daniel Bravo, François Brisson, Sarr Boubacar, Zoumana Camara, Lorik Cana, Benoît Cauet, Edouard Cissé, Patrick Colleter, Stéphane Dalmat, Marcel De Falco, Frédéric Déhu, Jean-Pierre Destrumelle, Kaba Diawara, Jean Djorkaeff, Jean-Pierre Dogliani, Fabrice Fiorèse, Laurent Fournier, Bruno Germain, Alain Giresse, Xavier Gravelaine, Gabriel Heinze, Tomislav Ivic, Lucien Leduc, Thierry Laurey, Jean-Louis Leonetti, Yvon Le Roux, Jérôme Leroy, Claude Lowitz, Peter Luccin, André Luiz, Peguy Luyindula, Claude Makelele, Florian Maurice, Modeste M’Bami, Thierry Moreau, Michel N’Gom, Bruno N’Gotty, Pascal Nouma, Jacky Novi, Ilija Pantelic, Bernard Pardo, Cyrille Pouget, Alain Roche, Jean-Pierre Tokoto, George Weah, Daniel Xuereb.

 

Kamil Tybor